"Wiersz jest najpiękniejszą formą,
późniejszego gnicia"
Użyj wobec mnie serca
a Cię wyśmieję i obrócę w niewolnika.
Użyj wobec mnie siły
a Cię zabiję i będę drwił z Twej głupoty.
Użyj wobec mnie języka romantyków
a Ci go utnę i wsadzę do gardła.
Lecz gdy pokażesz mi
w trakcie wiosennego spaceru
z dala od zgiełku cywilizacji,
padlinę sczerniałą zgnilizną,
much i czerwi otoczoną,
krwawym wirem.
Bielejącą czystością rozprutych,
od gazów rozkładu kości.
Cuchnącą słodkim
afrodyzjakiem śmierci,
porzuconą pod mostkiem drewnianym,
w trzcinie strugi leniwej.
Wtedy Cię schwycę w ramiona
i podrzucę w niebiosa błękitne
nad ziemi skalanej połacią.
I ucałuję gorąco
Twe pełne nektaru życia usta,
którymi dusza pewnego dnia,
ku bramom zaświatów wyruszy.
I wypowiem z radością te słowa,
żeś mi szczęściem
największym i lubym.
Połowicą bliźniaczą, pośród plemienia ślepego, ludzkiego wybrana.
Twarda jak trumna.
Zimna jak onyksowy nagrobek.
Z duszą straconą dla świata,
lecz dla mnie świętą, dziękczynną.
Pójdę z Tobą ku śmierci,
co wszędzie wokół króluje.
I pisać chociaż spróbuję
o sztuce,
która też na kartkach tych zgnije.
Szczeźnie jak my zapomniana,
w czerni anonimowego grobu.
Rozłożeni przez larwy i muchy,
złączeni w uczuciu wiecznym
do wzdętej od gazów rozkładu,
słodkiej, jedynej marności.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się