Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

46. Król wojny i król królów

 

1.

 

Świat się zwęża
do doliny,
której nikt nie znał.

 

2.

 

Zbyt wiele sztandarów.
Za mało miejsca
dla dwóch słońc.

 

3.

 

Król królów modli się,
król wojny
ostrzy miecz.

 

4.

 

Dariusz zwołał narody.

Będą gnić ramię w ramię,

choć się nie znali.

 

5.

 

Grecy po obu stronach.

Zawsze znajdą powód,

by zabić brata.

 

6.

 

Bogowie milczą.
Zbyt wielu ludzi
mówi za nich.

 

7.

 

Dwóch królów wierzy
w przeznaczenie —
każdy w swoje.

 

8.

 

Wróżby różne,
ale krew
zawsze ma ten sam kolor.

 

cdn.

Opublikowano

@Łukasz Jurczyk

 

Wiersz zaczyna się od paradoksu - świat, który dla obu władców miał być nieograniczony, nagle „zwęża się do doliny”. To zabieg podkreślający nieuchronność konfrontacji.

 

"Za mało miejsca dla dwóch słońc” - to bezpośrednie nawiązanie do słów przypisywanych Aleksandrowi Wielkiemu. Metafora słońca sugeruje, że ich władza ma charakter boski, absolutny, a tacy ludzie z natury nie potrafią dzielić się przestrzenią.

 

W części trzeciej jest widoczny ostry kontrast między dwoma typami przywództwa-

Dariusz (Król królów) - reprezentuje stary porządek, rytuał, być może pewną bierność lub pokładanie nadziei w siłach wyższych („modli się”).

Aleksander (Król wojny) - to pragmatyzm i agresja („ostrzy miecz”). To zestawienie sugeruje, że wynik bitwy jest już przesądzony - wygrywa ten, kto działa, a nie ten, kto prosi o interwencję niebiosa.

 

Bardzo mocno wybrzmiewa tu gorzka refleksja nad losem żołnierzy.

Autor (nie ma tu narratora zewnętrznego) zauważa absurd wielokulturowych imperiów - ludzie, którzy nie mają ze sobą nic wspólnego, zostają zjednoczeni dopiero w śmierci („będą gnić ramię w ramię”).

 

Tragedia Greków - walczyli po obu stronach - jest tu pewna „narodowa klątwa” kłótliwości i bratobójstwa.

 

Świetna jest część 6.

„Bogowie milczą. Zbyt wielu ludzi mówi za nich.”

To uniwersalne oskarżenie fanatyzmu i polityki posługującej się religią. Wojna toczy się w imię bogów, ale to ludzie decydują o rzezi, przypisując bóstwom własne ambicje.

 

Wiersz kończy się sprowadzeniem wielkiej polityki do biologii -"krew zawsze ma ten sam kolor” - to ostateczne obnażenie pychy królów. Niezależnie od tego, w jakie przeznaczenie wierzyli i jakie rytuały odprawiali, efekt końcowy wojny jest zawsze tak samo brudny i fizyczny.

 

  Mam pytanie - czy to bitwa pod Issos?
 


 

Opublikowano

@Łukasz Jurczyk

 

"Bogowie milczą. Zbyt wielu ludzi mówi za nich" - może najważniejszy wers z całości. Dwa imperium, dwa słońca, dwie prawdy, jeden kolor krwi. Minimalizmem mówisz więcej niż kroniki w tysiącach słów.

Sorry Bereniko! Ale historia niczego nie uczy.

 

Świetny tekst - jak zwykle u Ciebie.  Serdecznie pozdrawiam. :)

Opublikowano

@Christine Bardzo dziękuję!!!

 

Historia uczy, tylko my się nie uczymy :)

 

W noc przed bitwą
każdy lud ma własny
język modlitwy.

 

Królewskie dary.

Stosy spalonego mięsa.

A bogowie wciąż głodni.

 

Dariusz dał sto jagniąt.

Ja dałem garść jęczmienia.

Obaj straciliśmy świat.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Opublikowano

@Christine

 

Argiwczyk śmiał się głośno.
Zawsze najgłośniej
śmieją się młodzi.

 

Spartanin miał tarczę jak mur.

Po prostu stał i czekał,

aż świat go rozdepcze.

 

Tebańczyk mówił o honorze.

Teraz milczy głęboko,

karmiąc obce mrówki.

 

Leżą tam wszyscy.

W jednym,

wspólnym błocie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w rodzinie była ostatnią na którą spojrzeli święci pojawiła się w 1999 roku jako chora psychicznie dwunastolatka pisząca pamiętnik kiedy miała szesnaście lat filmowałem jak wyciąga gumę z majtek i zbiera sobie przed lustrem włosy w długi emocjonalny kitek w hotelu miracle wyciąga ze ściany suszarkę i uruchamia ekspres do kawy potem wychodzi do lekarza wyciąga ołówek i pisze na drzwiach closed wyraźnie mówi do portiera że nie wróci już na noc bo lekarz ma edytor tekstu na tym kończy się scena w budynku karolina przechodzi przed napisem don't walk uśmiecha się macha ręką w kadrze widać też psa i smutnego mężczyznę który patrzy na bose łapy psa karolina powoli przechodzi coś mówi do mężczyzny który wyciąga rękę próbując złapać ją za śmieszny kitek wtedy powietrze pęka jak grafit w źle zatemperowanym ołówku
    • ulewa   o deszczu z  użyciem  szumiących Staff pisał    miarowy i równy tak szemrał kroplami    Twój - chlusty i cięcia z ukosa tak obmył   dał życie
    • Koniec zwiedzania na dziś on orang hutan i ja istota dua kaki spojrzeliśmy sobie w twarz   Almayer's Folly biały człowiek i opium jego dom w dżungli   Dwóch procent w genomie brak by w łóżku leżeć na wznak  
    • I choćbyśmy grały te same akordy, zawsze będzie pół tonu różnicy. Może moje pianino jest rozstrojone, a może Ty nie grasz dla mnie, kiedy ja komponuję jedynie dla ciebie.
    • Być albo nie być - w tym kwestia istotna: Czy szlachetniejszą ideą jest cierpliwie znosić Strzały i pociski straszliwego losu, Czy też za broń chwycić  przeciw smutków morzu, I, stając w szranki, im kres położyć?  Umrzeć – śnić; Nic więcej: Snem swym światu ogłosić, że kładziemy koniec Serca rozterkom albo życia ciosom, Które dziedziczy ciało: oto jest spełnienie, Którego wszech winien żądać. Umrzeć – spać; Śnić  nawet może...– Lecz drąży niepewność: W tym śnie zatraty, sny jakie nadejdą, Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną? Muszą nam dać czas na namysł – to szacunek, Co czyni z bytu długiego  - nieszczęście: Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi, Ciemiężcy razy,  ludzi dumnych wzgardę, Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę, Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa, Które cierpliwi od niegodnych znoszą, Jeślibyśmy wreszcie  spokój mogli znaleźć W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy, Znoił się i pocił pod  życia ciężarem, Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie -  Nieznanym krajem, z którego porządków Żaden człek nie wraca - to spina zamysł, I sprawia, że nam dorzeczniej znosić takie ciosy, Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy? To ta świadomość nas czyni tchórzami, To tak radosny rumieniec zamiarów Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli, A przedsięwzięcia wagi wiekopomnej Zmieniają koryto pod tym  naporem I zrzekają się prawa do miana - Działania.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...