Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dzwonił zawzięcie raz za razem.

Wybierał numer kustosza, 

za każdym razem

odpowiadała mu cisza.

Nie było sygnału.

Nie poddawał się jednak.

Wierzył jeszcze w cudowne ocalenie 

nie przez zrządzenie losu 

a przez racjonalność

namacalnego człowieka.

Kustosz wydawał się

idealnym wyborem.

Może i twardo stąpał po ziemi 

opierając się na potędze 

akademickiego umysłu,

lecz z drugiej strony 

znał historię rodu Quarrych na pamięć 

niczym pacierz.

Znał treść testamentu.

Wiedział do czego zdolna jest tiara.

Choć nigdy by się

do tego nikomu nie przyznał

to czytał z zainteresowaniem,

stronice ksiąg i pergaminy o których wspominał Quarry w testamencie.

 

 

Spisano w nich wszelkie 

potworne modlitwy i opisy rytuałów.

Były tam i kroniki 

pochodzące z 

najdawniejszych eonów kosmosu 

gdy Ziemia i nasza galaktyka 

nie istniały jeszcze nawet 

w zamyśle chaosu i Przedwiecznych.

Były ryciny i podobizny

rybich kapłanów.

Pieczęcie Zakonu Dagona i jego najwierniejszych przybocznych.

Była tam pieczęć Quarrych.

Cyrograf kapitana.

 

 

Była również i rycina z tiarą.

Najpotężniejszym artefaktem zakonu.

Kamień w nią zaklęty 

był bramą w zaświaty.

Był okiem samego Dagona.

Tiara miała podobno 

swoje wierne kopie na świecie 

bo przecież na przestrzeni tak wielu lat podziwiało ją naprawdę 

wielu zdolnych naukowców i artystów.

Wielu domorosłych kultystów 

i udawanych arcykapłanów,

próbowało za ich pomocą

zyskiwać poklask i szacunek 

u zacofanej i ciemnej gawiedzi 

tak w Europie jak i Stanach.

Do najgłośniejszej ze spraw

doszło w roku

tysiąc osiemset czterdziestym szóstym 

w małym, przybrzeżnym miasteczku 

o nazwie Innsmouth w Nowej Anglii.

Rozbito tam sektę

tak zwanych dagonistów.

Nie bez problemu i uszczerbku

dla samego miasta

i reszty jego mieszkańców.

 

 

Prawdziwi kultyści

a w szczególności 

mieszkańcy wysp południowych 

nigdy nie spoczęli 

by odzyskać tiarę z rąk muzeum.

Mieli zamiar wskrzesić klątwę

i obudzić Dagona z czeluści R'lyeh.

Zakończyć nasz czas na ziemi.

Na przeszkodzie zawsze stawało to,

że nie mogli przekupić

kolejnych kustoszy.

Próby kradzieży

były duszone w zarodku.

Łapówki nie przybliżały ich do celu 

a muzeum zmęczone tematem klątwy,

dokoptowało postać jej strażnika.

Normana Quarry.

 

Po kolejnej bezowocnej próbie 

dodzwonienia się, 

rzucił bezużyteczne urządzenie

na posadzkę.

Mrok wokół niego zgęstniał

i nie była to wcale

wina przygaszonych lamp.

A obecności istoty do cna wyklętej.

Machinalnie sprawdził

widok z kamer w sali morskiej.

Nie było tam nic

co mogłoby być niepokojące.

Żadnego ruchu, cieni,

śladów czy znaków…

jedynie dwie puste gabloty

w tej świątyni 

przeklętego skarbu.

Tym razem sięgnął po tiarę.

Więc przyjdzie także po niego.

 

 

Gdzieś z górnej kondygnacji,

spłynął ku niemu osobliwy 

i zupełnie nie pasujący

do otoczenia dźwięk.

Był to odgłos spokojnych, morskich fal 

uderzających o kamieniste,

ostre nabrzeże.

Wynurzał się cicho

i zupełnie nienachalnie.

Klątwa płynęła jak krew, jak czas.

Leniwą strugą.

Posłyszał dokładnie chrapliwy,

ledwie zarysowany

przez słuch gulgot.

Tak jakby ktoś chciał 

mówić pod powierzchnią tej wody.

Tak jakby tonął w odmętach grozy nieuchronnej bo wiecznej.

Człapał, śliskim, 

pokracznym, mokrym chodem.

Zbliżał się.

Do granicy mroku.

 

Strażnik poddał się.

Czuł już inaczej.

Każdy spazmatyczny oddech,

rozpędzony puls 

bijący mdłym posmakiem krwi,

w jego ściśniętej krtani.

Myśli były rozpalone gonitwą bez celu.

Wiedział, że ucieczka nie ma sensu.

Był tutaj do końca nie przypadkiem.

Był ostatnim elementem układanki,

lecz czy na pewno ona ma swój kres.

Miał przecież córkę.

Spojrzał na swoją pokracznie zdeformowaną dłoń

w kształcie rybiej płetwy.

Taki się urodził.

Błona między krótkimi palcami,

była teraz czerwona i bolesna.

Za kilka miesięcy zacząłby tracić włosy,

potem jego skóra

stałaby się tłusta i mokra.

Oczy wodniste i wyłupiaste

a powieki przestałyby mrugać.

Na koniec okulałby.

Jego stopy zmieniłyby się

w małe płetwy.

lub nogi zrosły w potężny rybi ogon.

Wózek inwalidzki byłby jedyną nadzieją na choćby szczątki

ludzkiej normalności.

A potem to

co spotkało wszystkich

jego przodków oprócz jednego.

Oficjalny zgon i pogrzeb w trumnie.

A tak naprawdę zejście pod wodę 

i zamieszkanie na 

podwodnej wyspie Przedwiecznych.

 

 

Jego daleki przodek wychynął z mroku.

Stanął nad schodami 

prowadzącymi do głównego hallu

i patrzył pustymi oczodołami 

na potomka rodu.

Nowego strażnika klątwy.

Ubrany był w różową togę, 

ciągnącą się 

splątanym ogonem za jego postacią.

A na głowie miał tiarę Dagona.

Nie mogąc pokonać stopni.

Spłynął w dół z niesamowitą gracją

jak rybi demon w trakcie sztormu

z pokładu fregaty jego ojca.

Zatrzymał się tuż obok niego.

Nie poruszył się już

ani nie rzekł ni słowa. 

 

 

Uczuł, że wbrew sobie i zmysłom,

podnosi ręce ku postaci demona.

Nie chciał go dotknąć ani uderzyć.

Jego dłonie w ogóle nie spoczęły

na wysuszonym ciele mumii.

Sięgnęły wyżej ku tiarze.

Zdjął ją z głowy Normana.

Była bardzo ciężka a z tak bliska 

jeszcze piękniejsza

i bardziej pożądana.

A klejnot mimo tego, 

że nie odbijał w swej postaci 

niczego poza pustką,

tym razem ukazał mu 

uśmiechnięty smoczy łeb bóstwa.

Uniósł tiarę jeszcze raz 

nie po to by wróciła 

do demonicznej mumii 

a po to by ukoronować

swoje własne skronie.

Ekran porzuconego telefonu

wzbudził się samoistnie

a system wybrał numer kustosza.

Tym razem sygnał połączenia 

wydzwięczał w słuchawce...

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Ciekawie poprowadzona jest narracja - od bezsilności (telefon bez sygnału) po nieuchronność (zdjęcie tiary z głowy mumii). Motyw dziedzicznej klątwy jako czegoś, przed czym nie można uciec, bo płynie w żyłach, działa tu wyjątkowo mocno. Ta końcowa scena z telefonem, który sam wybiera numer - idealne zamknięcie. Pięknie mroczne :) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • szare konary  obdarowują świat zielenią  listki wynurzają się  z popękanej starości  spoglądają z podziwem  na skaczące ptaki  z przyjemnością  użyczają im cienia  cud   wiatr bawi się liśćmi  wśród promieni słońca  światło łamie się  w prześwitach  szuka śpiące pąki    zatroskana kora  patrzy  na kwitnące życie    wiele razy widziała tak ubrany maj   tuli gałązki z miłością    to jej dzieci  w różnych odcieniach zieleni dziś takie piękne  raduje się nimi    odejdą mokrą jesienią    5.2026 andrew   
    • @Alicja_Wysocka Ślicznie:-) Bardzo delikatnie o miłości. Pozdrawiam serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Berenika97 Myślę, że Pani interpretacja o „napływie” ludzi z miast do wsi trafia jeszcze bardziej do sedna problemu współczesnych ludzi. Od dziecka mieszkam na wsi więc pamiętam jeszcze czasy, gdzie wokół mnie byli tylko „swojscy” sąsiedzi. 20 lat później i już z każdej strony, jak grzyby po deszczu wyrosły nad wyraz schludne betony i pokazowe dzieła modernistycznej architektury. Więc można teraz i mnie linczować za nazwanie tych „cywilizowanych” prostakami, bowiem ile to się nie nasłuchałem jak tym nowym sąsiadom przeszkadza przysłowiowy „smród gówna” lub szczekanie psa czy śpiew koguta o 5 rano.   Aż trudno wtedy nie przytoczyć Wesela Wyspiańskiego oraz tej Inteligencji, która zachwyca się sielanką i spokojem od miast, kiedy tak na prawdę w tym temacie są równie nie do edukowani, co „buraki” w mieście.
    • @Andrzej P. Zajączkowski - dziękuję - 
    • Ten wiersz upił się własnymi słowami między wersami zatacza się wesoły popija dalej z butelki metafory podśpiewując rymami śmieje się na przekór autorowi który siedzi smutny trzeźwy nawet sam siebie poprawi upojony procentami napisz mnie mój wierszu niech role się odwrócą ja będę pełen humoru a ty myślą trzeźwą wiersz pomyślał zapalił papierosa napisałeś mnie z humorem lecz ja i ty — to ta sama osoba ja tylko słowem ty jesteś autorem życzę ci bądź pijany od szczęścia
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...