Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

- Halo? Krystian Tymon z Centrum Reklamy Aktywnej. Chciałbym potwierdzić nasze poniedziałkowe spotkanie. Zgadza się, panie prezesie. O dziesiątej. Kłaniam się. Miłego weekendu.
Odłożył telefon na półeczkę ponad deską rozdzielczą i zamyślił się. To było już chyba wszystko, co miał do zrobienia. Zmierzchało. Pędził autostradą z Katowic do Krakowa z prędkością 200 kilometrów na godzinę. Kolejne samochody potulnie zjeżdżały na prawy pas, ustępując mu miejsca. Zawsze podróżował w ten sposób - szybko, zdecydowanie, czasem niezbyt bezpiecznie. I w ten sam sposób żył.
Był już właściwie weekend. W piątkowe popołudnie i wieczór ludzie rozpoczynali swoje, przez cały tydzień wyczekiwane wypady - stąd na drodze panował spory ruch. Krystian zerknął we wsteczne lusterko i uśmiechnął się bezczelnie. Czasem zdarzał się ktoś, kto jeździł szybciej niż on. Tym razem było to czarne Mondeo, które od paru sekund wyraźnie następowało mu na ogon. Nie był w stanie z nim konkurować, więc łagodnie uskoczył na prawy pas i pozwolił się wyprzedzić. Mondeo minęło go z szybkością przekraczającą 200 kilometrów na godzinę i lada chwila miało zniknąć mu z oczu. Tak się jednak nie stało. Krystian ze zdumieniem spostrzegł, że Mondeo zjechało na prawy pas i raptownie zwolniło. W ciągu kilkunastu sekund znalazł się tuż za nim i wypadało mu wyprzedzać. Włączył kierunkowskaz i znów pomknął pustym pasem. Nic z tego nie rozumiał, ale nie chciało mi się nad tym zastanawiać. Po jakimś czasie zerknął w lusterko. Mondeo ponownie siedziało mu na ogonie. Mało tego - jego kierowca migaczem poganiał go, by ustąpił. Krystian roześmiał się wesoło. Uśpiony duch rywalizacji przebudził się w nim i domagał przyjęcia wyzwania. Krystian wcisnął gaz do dechy i zaczął kiwać się na siedzeniu, jak gdyby chciał w ten sposób pomóc swojemu żelaznemu rumakowi. Zdołał odskoczyć na kilkanaście metrów, lecz Mondeo po raz kolejny znalazło się za maską jego Astry. Zawody były skończone. Nic więcej nie dało się wydusić, więc Krystian skapitulował i zjechał pokornie na prawo. Gdyby tylko miał inny samochód...
Kiedy odwrócił głowę, by skinąć z uznaniem kierowcy Mondeo, ujrzał wyciągnięte ramię, nakazujące mu lizakiem, by się zatrzymał. Zaklął szpetnie, plasnął dłońmi w kierownicę i zjechał na pobocze.
Spotkali się z umundurowanym kapitanem w pół drogi. Obaj uśmiechali się świadomi gry, jaką odbyli. Policjant zasalutował energicznie i zaprosił Krystiana do samochodu. Był słusznej wagi, postawnym mężczyzną o mięsistej twarzy i uważnych, ciemnych oczach. Budził respekt. Krystian pomyślał, że gdyby wszyscy policjanci tak wyglądali, społeczeństwo na pewno czułoby się bezpieczniej. Usiadł z tyłu i przygotował dokumenty do kontroli. W dowodzie rejestracyjnym miał specjalnie odłożony na taką okazję banknot. Wręczył papiery kapitanowi, zanim ten zdążył o nie poprosić, i cierpliwie czekał na jego decyzję. Młody kierowca, który towarzyszył kapitanowi przez cały czas nieruchomo patrzył przed siebie, ukrywając oczy za szkłami przyciemnianych okularów. Krystian napotkał wzrok kapitana w tylnym lusterku i uśmiechnął się słabo.
- Jechał pan przynajmniej 180 - rzekł policjant.
- Niemożliwe – odparł Krystian z wyrazem zaskoczenia na twarzy – Mój samochód tyle nie jeździ...
- Pokazać panu na kasecie? – zapytał rozbawiony policjant
- Przepraszam, panie władzo - zafrasowany Krystian podrapał się w głowę - Narzeczona czeka na dworcu w Trzebinii. Robi się ciemno. Nie chciałem, żeby spotkało ją coś złego.
Kapitan w zamyśleniu pokiwał głową. Jego kolega odwrócił głowę w bok i wyglądał przez boczną szybę.
- Skończyły nam się blankiety. - kapitan zwrócił mu dokumenty z krzywym uśmieszkiem – Uznajmy to za wypadek przy pracy, ale następnym razem nie pójdzie tak gładko.
- Dziękuję - rzekł z powagą Krystian - Będę uważał.
Wrócił do samochodu i od razu zapuścił silnik. Ruszył bardzo spokojnie, jednak w chwili, gdy spostrzegł, że Mondeo zawraca w kierunku Katowic, wdepnął pedał gazu do oporu.
Ludzie mieli różne sposoby radzenia sobie z patrolami drogowymi, był tylko jeden warunek, policjanci musieli wykazać minimum uwagi i chcieć usłyszeć, co delikwent ma im do powiedzenia. Krystian nie dyskutował. Wkładał gotówkę i umywał ręce. Zawsze mógł się tłumaczyć, że pieniądze zawieruszyły mu się w papierach. Najważniejsze, że nie dostał punktów karnych - nie był pewien, czy mógłby żyć bez prowadzenia samochodu.
Anitę zobaczył z daleka. Gmerała przy telefonie komórkowym, który jej kupił pod choinkę. Zapewne zamierzała do niego zadzwonić zaniepokojona faktem, że się spóźnia. Nie widziała go, ponieważ była nieuleczalnym krótkowidzem i rozpoznawała kształty dopiero, gdy miała je przed twarzą. Ostro skręcił i zajechał przed budynek dworca. Uśmiech Anity - dziewczęcy, ciepły, zabarwiony niewinnością pomieszaną z wyuzdaniem - był najlepszą rzeczą, jaka go tego dnia spotkała. Skinął na nią, by od razu wsiadła. Zapadał wieczór, a on musiał jeszcze trochę popracować w domu. Chciał jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznej przestrzeni znajomych kątów, zrzucić oficjalne ubranie i poczuć się swobodnie.
Po drodze wstąpili na stację benzynową. W domu brakowało właściwie wszystkiego, ale wcześniej nie miał czasu zrobić zakupów. Bez namysłu zaczęli wrzucać do koszyka najpotrzebniejsze rzeczy, mając w pamięci obraz pustej spiżarni, lodówki i szafek kuchennych. Sprzedawczyni uroczyście oświadczyła, że zostaną uhonorowani promocyjnymi zestawami koszulek, kubków i czapeczek. Podziękowali, wrzucili je do bagażnika i natychmiast o nich zapomnieli.
- Nie chce mi się już nic gotować - mruknął zamyślony Krystian.
- Mnie też - zaśmiała się dziecinnie Anita.
- Ale od rana nic nie jadłem - ciągnął swoją myśl Krystian - Co byś powiedziała na frutti di mare?
Kątem oka ujrzał, jak Anita krzywi się lekko, pragnienie było jednak silniejsze. Włączył silnik i pomknął w kierunku restauracji.
- Spróbujesz - zdecydował za nią - Jeśli nie będzie ci smakować, po prostu nie zjesz.
- Zrobię dla ciebie wszystko - odparła dyplomatycznie i więcej o tym nie wspominali.
W pobliskiej restauracji wypili kawę, oczekując aż kucharz przygotuje owoce morza na wynos. Była wyśmienita. Krystian z rozkoszą zamówił jeszcze jedną. Nie znosił pospolitych lur podawanych w większości lokali gastronomicznych w tym kraju, przy czym bez znaczenia było, czy są to restauracje w dużych miastach, czy przydrożne bary. Wszyscy jakby się uparli, by parzyć brązowawą wodę o smaku zbliżonym do kawy. Dlatego, ilekroć spotykała go miła niespodzianka, prosił o więcej, chwalił podającego i zostawiał sowite napiwki. Tak też postąpił teraz, molestując kelnerkę do tego stopnia, że Anita spojrzała na niego, niczym urażona kocica.
Pod domem powitała ich lampa na fotokomórkę, rozświetlając ganek smugą radosnego światła. Krystian z prawdziwą dumą spojrzał na front budynku i łza prawie zakręciła mu się w oku. Przeniósł się tam z małego mieszkanka, gdzie ledwie mógł sam się poruszać, nie mówiąc już o zaproszeniu kogokolwiek.
Dom nie wyglądał atrakcyjnie, lecz był to kamuflaż dla ewentualnych złodziei. Za to w środku pysznił się przepychem i bogactwem. Po prawej od wejścia znajdowała się wielka wyłożona kafelkami łazienka z ogromną wanną i kabiną prysznicową, na lewo mała, przyzwoita spiżarnia konserwująca żywność naturalnym chłodem. Dalej mieścił się obszerny hall, skąd kolejne drzwi prowadziły do kuchni i na pokoje oraz kręte, stalowe schody, którymi można było wejść na piętro lub zejść do pomieszczeń piwnicznych. Pozornie wszystko to sprawiało wrażenie zbyt wielkiego, jak na jego osobę, ale miał sporo planów, jak sobie z nadmiarem przestrzeni poradzić. Jeden z pokoi przeznaczył na salon, drugi na sypialnię - tyle w zupełności jemu i Anicie - o ile akurat była - wystarczało. W piwnicy miał zamiar stworzyć siłownię oraz tak zwany gabinet męski: tam jego goście mogliby wypić drinka, zapalić cygaro i pogawędzić o męskich sprawach. Na piętrze planował utworzyć pomieszczenie dla młodych twórców, jakich mnóstwo zdążył poznać i polubić. Mieliby tam komputery, instrumenty muzyczne, sprzęt malarski itp. Marzył o domu otwartym, do którego przyjeżdżaliby wszyscy jego bliscy, by odpocząć lub dać wyraz gnębiącym ich obsesjom artystycznym. I był niemal u celu.
Przy kolacji przyglądał się Anicie. W niczym nie przypominała zagubionej studentki bibliotekoznawstwa, jaką poznał. W jej zachowaniu było sporo pewności siebie i poczucia własnej wartości. Rogowe okulary zmieniła na szkła kontaktowe, ładne, lecz zbyt dziewczęce ciuchy zastąpiły znakomicie uszyte kostiumy i sukienki, fryzura bliższa była kobiecie, aniżeli dwudziestoletniej dziewczynie. Taką pragnął ją widzieć. Nie zabrało jej zresztą zbyt wiele czasu, by świadomość tego faktu uzyskać. Aby być u jego boku podczas licznych spotkań biznesowych i towarzyskich, musiała mieć klasę - przynajmniej na poziomie porównywalnym z innymi kobietami z towarzystwa. Z czasem okazało się, że oprócz sztucznego splendoru, który wokół siebie stworzyła, ma jeszcze sporo wdzięku i uroku osobistego, czego wielu z tych kobiet brakowało. Obawy Krystiana rozwiały się, ustępując miejsca łechczącej męskiej dumie. Potrzebował kobiety elastycznej, by jak on sam potrafiła dostosować się do aktualnej sytuacji i Anita bardzo szybko przekonała go, że jest do tego stworzona.
- Jedz - zachęcił, widząc, jak męczy się z kawałkiem panierowanego żabiego udka - To podobno dobrze działa na korzeń...
- Ja nie mam korzenia - szepnęła z rozbrajającą miną.
- Tobie na korzonki - poprawił się - To może trochę ostryg. Albo krabika.
- Nie jestem głodna - popatrzyła na niego błagalnie - Chcę iść do łóżka.
Uśmiechnął się lubieżnie i zaczął prowokacyjnie ssać małżę. Bawiło go zdezorientowane spojrzenie Anity, w którym podniecenie mieszało się z obrzydzeniem. Zdecydowanie najlepiej było im w łóżku. Już po pierwszym spotkaniu na urodzinach Młodego, zgwałciła go w hotelowym pokoju, nic sobie nie robiąc z tego, że jest wykończony i znajduje się w stanie półsnu. Śmiałością i wyuzdaniem sprawiła, że zapragnął spotkać się z nią ponownie. Był wówczas w stanie ostrej melancholii za kobietą, którą kochał, a która pewnego dnia oświadczyła, że dłużej z nim wytrzymać nie może. Miał wszystko - władzę, pieniądze, osobowość i tracił to, co nadawało temu głębsze znaczenie. Tracąc to, deprecjonował całą resztę i w żaden sposób nie potrafił się odnaleźć. Nic nie pomagało - ani praca, ani prostytutki, ani hazard. W końcu sięgnął po alkohol.

Opublikowano

pomknął w sobie tylko wiadomym kierunku - nie podoba i sie to zdanie- zrób z nim coś.
Była wyśmienita - były wyśmienite
powitała ich fotokomórka, rozświetlając - fotokomórka jest jedynie czujnikiem uruchamiającym światło (np:lampę halogenową)
nie wiem , czy pisze się holl (teraz nie mogę sprawdzić), ale sądzę, że hol- co innego, gdybyś napisał hall
zaczął prowokacyjnie ssać małżę - małża (chyba?)
Znakomicie Asher rozwijasz swoją opowieść. Z każdym fragmentem dostrzegam w Tymonie coraz więcej Jacka O.

Opublikowano

A mylisz sie :))) Nie ma ze mnie nic. To portret mojego bylego wspolnika, ktory troche podlamal mi zycie. Predzej widze sie w Mlodym, ale to bedzie postac mroczniejsza. Dzieki.

  • 2 tygodnie później...
  • 2 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Somalija nie siedzę w polskiej polityce, lubię zagraniczne źródła na świecie:)
    • @Somalija w dobie demograficznej zapaści polityka nie może być antykoncepcyjna;)
    • Prolog Ten dzień Zapach parzonej porannej kawy towarzyszył ich codziennym spotkaniom przy stole. Omawiali wszystko co mają w planach oddzielnie. Nie mogli pominąć, rzecz jasna, jak to zrobić, żeby zostawić odrobinę czasu dla samych siebie. Mieli jeden zasadniczy “problem”. Nim byłam ja. Kiedy nastał dzień moich narodzin ich świat zmienił się nie do poznania. Choć fakt oczekiwali mnie, a nawet nie mogli się mnie doczekać. Mimo to stałam się dla ich ciężarem. Dla ich ducha korzystania z życia w pełni. Oboje stali się świeczką, która jest uderzana przez podmuchy wiatru. Nie miał kto jej jednak osłonić. Pozostała sama.  – Kochanie, wiem, ale nie mamy z kim zostawić Stelli. Za cholerę nie oddam jej w opiekę moich rodziców. – Rzekł w końcu, nie podnosząc wzroku znad ciemnozielonego kubka. Przytaknęła głową. W jej oczach dawno zgasła ta iskra, która go przyciągała do niej.  – Czasami się zastanawiam, czy decyzja o dziecku była dla nas dobra. Kocham ją szczerze, naprawdę, ale brakuje dawnych nas.  Przez jego przełyk przeleciał ostatni łyk kawy. Odstawił kubek do zlewu. Spojrzał się na moją matkę i zaraz wyszedł z kuchni. Zarzucił na siebie czarny płaszcz, wziął do ręki skórzaną teczkę, taką jak widziałam w bajkach, w których występowali lekarze i wyszedł z domu.  – Zobaczymy się wieczorem, Allison. – Rzucił na odchodne chłodnym tonem. Matka wstała mimochodem od stołu, popijając jeszcze kawę przeszła do salonu, gdzie odpaliła telewizor i pogrążyła się w oglądaniu tanich seriali. A ja? Byłam w starannie przygotowanym za czasu pokoju. Przyznam szczerze, że był przepięknie wykonany. Mama miała naprawdę do tego rękę. Nic dziwnego, przecież jest projektantką wnętrz. Natomiast Tata był znanym chirurgiem. Oboje byli podziwiani, a ja zginęłam w ich cieniu. Nie byłam sobą, a jedynie ich dzieckiem. Nazywanie się dzieckiem tych ludzi też jest na wyrost, bo nawet nie było mi nigdy dane, aby się tak poczuć. Ojciec wrócił około dziewiętnastej, ja przez cały czas jego nieobecności nie zamieniłam ani słowa z mamą. Razy, gdy z nią faktycznie rozmawiałam można byłoby policzyć na palcach jednej ręki. Tata usiadł przy kwadratowym i drewnianym stole w kuchni. Matka chwilę później do niego dołączyła. Szeptali.  – Wpadłem na pomysł. – Zaczął – Powinniśmy oddać ją do domu dziecka albo zrobić wszystko, aby tam trafiła.  Matka parsknęła śmiechem.  – Oszalałeś, Jack. – Odezwała się z uśmiechem na twarzy. – Poważnie mówię. Pozbędziemy się jej i odzyskamy to co straciliśmy. Alice, wyobraź sobie. Zawsze chciałaś pojechać do Włoch. Będziesz mogła to zrobić niedługo, zamiast za kilkanaście lat. To najlepsze wyjście z tej sytuacji. – Chwycił jej rękę i przyciągnął do siebie. Złożył pocałunek na niej. Przez cały czas wpatrywał się prosto w oczy mojej matki. – Zostaw. – Wzięła rękę – Daj mi spokój. Od kiedy nie uprawiamy seksu, stałeś się nieznośny. – Nie przesadzaj. Mam ochotę, to ją ci sygnalizuję. – Powiedział niższym głosem. Moja matka wstała i opuściła kuchnię. Zniknęła za drzwiami sypialni, które zamknęła. To czysty sygnał, że tego dnia ojciec jest zmuszony spać na kanapie.  Z ust ojca wyszło jedynie przekleństwo. Było skierowane do mnie. Byłam pewna. Jego wzrok mnie przebił.  – Do pokoju. – Warknął do mnie.  Nie miałam innego wyboru niż tylko go posłuchać. Zamknęłam za sobą ostrożnie drzwi. Tata był zdenerwowany. Nie wolno go bardziej denerwować. Jedna z najważniejszych zasad w tym domu. Kilka miesięcy później  Moja mama zabrała mnie dziś do pracy. Pierwszy raz w moim życiu poczułam się jak jej córka. Moje serce nie mogło przestać dudnić przez całą drogę w obie strony.  Oglądanie mojej mamy, gdy pracuję było jedną z najprzyjemniejszych momentów spędzonych z nią. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak operowała swoją wiedzą. Łączenie kolorów w taki sposób, żeby pokój zdobył do nie rozpoznania wygląd. Wtedy już zrozumiałam, że kochała tą pracę.  Relacja z tatą uległa też zmianie. Wczoraj przeczytał mi książkę. Kochali mnie. Upewnili mnie w tym. Szkoda, że tylko w tym okresie mojego życia. Nikt nie przewidywał, że wszystko się rozsypie za sprawą sytuacji. Jechałam z mamą. Z rąk wypadła mi lalka, którą otrzymałam od taty na jedenaste urodziny. Pamiętam jego radosne oczy, gdy przekazywał mi do ręki, a szczególnie kiedy chwalił się wszędzie i wobec, że sam ją uszył. Próbowałam podnieść zabawkę bez odpięcia pasa, ale nie byłam w stanie, więc odpięłam go. Moja mama coś do mnie mówiła, ale nie skupiłam się nad laleczką. Musiałam ją podnieść. To wyjątkowy prezent od rodzica. Nie powinnam pozwolić wtedy, aby upadła. Nigdy by do tego nie doszło.  Następne co pamiętam z tamtego dnia były migające w przerażającym tempie światła dużego samochodu, przypominał mi małą ciężarówkę, którą bawił się jeden chłopiec z mojej szkoły. Potem siedziałam z tatą w długim i chłodnym korytarzu. Z obu stron były zielone drzwi z metalową i okrągłą klamką. Na prawo były ogromne i szklane drzwi. Przez nie wyszła kobieta w białym fartuchu. Mój tata wstał z krzesła, przyczepionego do ściany. Kazał mi zostać na miejscu. Posłuchałam się go. Nie chciałam go denerwować.  Kiedy tata rozmawiał z kobietą, ja rozglądałam się po korytarzu. Zastanawiałam się, gdzie moja mama. Ojciec mówił, że niedługo wróci. Co wydawało mi się dziwne w tamtym momencie. Matka leżała na takim fajnym łóżku na kółkach. Spała przecież i zniknęła właśnie za tymi drzwiami. Pamiętam, jak moja głowa zaczęła tworzyć historyjki. Pierwsza z nich była o tym, że mama została podmieniona i stała się tą kobietą, która stała przed moim ojcem. Co wydawało mi się prawdopodobne, bo kobieta dotykała tatę po jego klatce piersiowej, tak jak moja mama robiła czasem. Z jednej strony nawet mi ją przypominała. Blond, długie i faliste włosy i rozległe piegi na twarzy. Do tego te urocze złote okulary.  Wreszcie tata podszedł do mnie i kazał zejść z krzesła. Kobieta przy nim była. Schyliła się do mnie i powiedziała słowa, które mnie wbiły w ziemię. Stałam tam przez chwilę, jakby mnie zamieniono w kamień, jak to bywało w bajkach.  – Nie martw się dziecinko, mów do mnie mamusia.
    • @Migrena   "Miłość to nie ogień, to ciepło które zostaje gdy przestaje się umierać" – to jedna z najpiękniejszych definicji miłości, jakie czytałem. Cały wiersz jak raport medyczny duszy. Precyzyjny, kliniczny język, a pod nim - drżenie. Hipotermia emocjonalna i ktoś, kto przywraca krążenie. Świetny!
    • @Berenika97   Jak teraz usiadłem nad tekstem złapałem się za głowę i całość przerobiłem pisane ad hoc - wyszło co wyszło Dzięki za obszerny komentarz. My zawsze kochamy wszystkich ludzi ale kochać przysłowiową "Kełbasińską" to co innego :))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...