Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oczekiwanie i rzeczywistość. Tak bywa i nie zawsze wiadomo dlaczego, bo bywa, ze czeka się za długo, a bywa, że obstawia nie tych co, trzeba, albo jest się w miejscu, gdzie ci, co trzeba są rzadkością. Czytając statystyki, to czekanie jest częstym zjawiskiem, bo obecnie ślub się bierze o wiele później, niż dawniej, więc niby można czekać. Pięknie to opisałaś, zapewne znasz takie przykłady. Najbardziej podoba mi się to o tej dziewczynie, która widzi się w witrynie dziewczynie, która czekała za długo. Pozdrawiam z podobaniem:)). M

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@Berenika97Znakomity opis. Pozornie chodzi o banalną sytuację - dziewczyna wystawiona do wiatru, ale Ty nadajesz każdej chwili czekania, narastającego zniecierpliwienia, rozczarowania - niezwykłą wagę. Nad każdą z nich pochylasz się, próbując ją rozgryźć i zrozumieć, aby w końcu dojść do finalnego "do mnie dotarło wszystko".

Myślę, że można ten opis ekstrapolować w ogóle na rozliczenie ze związkiem, w którym nadzieje zderzyły się z odrzuceniem, gotowość, dobra wola, czułość, troska - z milczeniem i ucieczką.

Skojarzyłam sobie z czymś, co nazywa się fachowo "unikający styl przywiązania" - ktoś nagle znika, wycofuje się, odbiera siebie - bo stało się za blisko.

To jest oczywiście jakaś podskórna warstwa wiersza, niekoniecznie zgodna z Twoimi intencjami, ale tak mi jakoś przyszła na myśl taka interpretacja, po przeczytaniu zwrotki o trzymaniu się za ręce.

 

A pijaka od razu polubiłam, on tutaj jest bardzo ważny. Wiesz, czasem drobna interakcja z przypadkowym człowiekiem, daje bardzo dużo, pozwala czegoś się uchwycić, aby całkiem nie stracić oddechu.

Opublikowano

@Berenika97 Świetnie napisana scena nieudanej randki. Zwykła prozaiczna sytuacja, ale pięknie namalowana.

 

Nie licz godzin.

Cień na zegarku 

nie ociepli dłoni.

 

Niebo już pękło.

Teraz czas na świt,

który cię obmyje.

 

Sukienka wciąż piękna.

Jutro założysz ją

dla samej siebie.

 

Pozdrawiam 

 

 

Opublikowano

przecież chłop żyje w swoim świecie

gdzie go za gardło pieniądz trzyma

i pędzi zimą także w lecie

twój świat odmienny który ty masz

 

on ma w szufladkach i w hierarchiach

wartości które płyną w chmurach

ty o czerwieni w twej sukience

o samotności - a jego niesie

                                     gdzieś akurat

 

Pozdrawiam - jak zwykle udany

Opublikowano

@Berenika97

 

Bereniko.

 

o czym jest Twój wiersz ?


o tej sekundzie, w której nadzieja zderza się z rzeczywistoscią i człowiek nagle rozumie więcej, niż chciał.

 

czekanie staje się tu czymś głębszym niż sytuacją towarzyską.

 

to akt wiary, że ktos nada sens zwykłemu czwartkowi.

 

a kiedy pada "Nie dotrę”, świat nie dramatyzuje tylko  po prostu odsłania swoją obojętnosć.


najmocniejsze jest dla mnie: "do mnie dotarło wszystko ”

 

w tym zdaniu jest małe przebudzenie.

 

spotkanie z prawdą, z samotnością, ale też z własną godnością.

 

to trochę    jak u Søren Kierkegaard to chwila, w której człowiek staje twarzą w twarz z sobą samym.


piszesz subtelnie, dojrzale i z ogromnym wyczuciem detalu.

 

i ja naprawdę swietnie czuję , że Ty wiesz, o czym piszesz

 

to jest POEZJA.

 

 

 

Opublikowano

@Marek.zak1

 

Bardzo dziękuję! 

 Dziękuję za tak wnikliwe czytanie! To prawda, że czasem czekamy za długo, czasem nie na tych... a czasem po prostu w złym miejscu o złej porze. Ten moment z witryną to dla mnie też kluczowy - kiedy widzimy siebie z zewnątrz, nagle wszystko staje się jasne. Pozdrawiam serdecznie!  :) 

@vioara stelelor

 

Bardzo dziękuję! 

Twoja interpretacja poruszyła mnie - to o unikającym przywiązaniu, o nagłym znikaniu gdy robi się za blisko... Ten wiersz zrodził się z konkretnego wieczoru, ale rzeczywiście da się w nim zobaczyć cały mechanizm - nadzieja, gotowość, a potem milczenie i ucieczka. I tak, pijak jest ważny! Też go lubię!  To autentyczna postać, kiedyś podszedł do mnie , mówiąc "królowo", chciał 2 zł na bułkę. Powiedziałam, że idziemy razem do sklepu na zakupy. I się zgodził. A już myślałam, że chciał alkohol.  Zrobiliśmy większe zakupy spożywcze - a on potem kłaniał mi  się, jak "królowej".   

Dziękuję za ten komentarz, naprawdę dużo mi dał.  Serdecznie pozdrawiam. 

@andrew 

 

Bardzo dziękuję! 

 Masz rację, czekanie to cena... i czasem dopiero wtedy, gdy poznajemy to prawdziwe JĄ/JEGO, rozumiemy, że warto było czekać. Albo że czekaliśmy nie na to.  Piękny wiersz. 

 

Pozdrawiam serdecznie!

@Łukasz Jurczyk

 

Bardzo dziękuję! 

 

Dziękuję - i za komentarz, i za ten wiersz, który do niego dopisałeś.  "Sukienka wciąż piękna. Jutro założysz ją dla samej siebie" - to jest właśnie to, czego potrzebowała ta bohaterka. Twoje słowa są jak kontynuacja, jak nadzieja po rozczarowaniu.

Pozdrawiam serdecznie!

Opublikowano (edytowane)

@Jacek_Suchowicz    Bardzo dziękuję! 

 

Dziękuję za ten wiersz i słowa

może rzeczywiście droga inna, nowa

on w biegu, ja w czerwieni sukienki

każde w swoim świecie, jak odległe planety. 

 

Lecz wieczór umówiony - to był kontrakt

konkret między chmurami, realny fakt

i może masz rację - nie pasowaliśmy

w różnych światach, różnie żyliśmy.

 

Sukienka wciąż piękna - dla mnie samej

jutro założę ją, już bez nadziei daremnej

 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

@Alicja_Wysocka

 

Bardzo dziękuję! 

 

Dziękuję za tak precyzyjny komentarz! To, że metafory "nie są przesadzone" to dla mnie najważniejsze - zależało mi, żeby były prawdziwe, nie ozdobne. A twoje "bez parasola, bez alibi" jest jak piąta strofa tego wiersza.

 

Serdecznie pozdrawiam! :) 

 

 

 

@viola arvensis

 

Bardzo dziękuję! 

 

Dziękuję za te słowa! Cieszę się ogromnie, że wiersz ma tę moc wyobrażeniową - zależało mi, żeby czytelnik mógł stanąć obok tej dziewczyny i poczuć ten wieczór. A co do wniosków... tak, czasem trzeba poczekać za długo, żeby w końcu dotarło wszystko. Pozdrawiam serdecznie! 

@Migrena

 

Bardzo dziękuję!


Czytam twoje słowa i... nie wiem, czy kiedykolwiek dostałam komentarz, który tak trafnie nazwał to, co czułam pisząc. "Akt wiary, że ktoś nada sens zwykłemu czwartkowi" - tak, dokładnie. I to Kierkegaardowskie stanie twarzą w twarz z sobą samym - to właśnie ten moment w witrynie, gdy widzisz siebie z zewnątrz.

"Małe przebudzenie" - ująłeś. Nie jest wielka katastrofa, tylko ciche dotarcie prawdy. A to "świat nie dramatyzuje, tylko odsłania swoją obojętność" - trafiłeś w sedno tego wiersza głębiej, niż ja sama umiałam to nazwać.

Dziękuję za ten komentarz. To jest dar - dostać takie odczytanie. Pozdrawiam z ogromną wdzięcznością.

Tak, wiem o czym piszę. I dziękuję, że Ty też wiesz. :)

Edytowane przez Berenika97 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Myszolak

 

Bardzo dziękuję! 

W pierwszej chwili można współczuc, ale na dłuzszą metę - dobrze kogoś poznać na początku rodzącego się uczucia, a takiej lekcji się nie zapomina.  

 Serdecznie pozdrawiam. :) 

@iwonaroma

 

Bardzo dziękuję!  Gdyby był poważny powód, to nie byłoby tego wiersza. :)  Więc zostaje duża gorycz. 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

@Amber

 

Bardzo dziękuję!  Masz rację - można się odnaleźć!  I to jeszcze jak!  

Serdecznie pozdrawiam. :) 

@Mikołaj_Batkiewicz @Leszczym @MIROSŁAW C. @piąteprzezdziesiąte    Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. 

Opublikowano

To wiersz o niespełnionym spotkaniu, ale jeszcze bardziej - o zderzeniu wyobrażenia z rzeczywistością.
Podmiotka buduje w myślach cały wieczór: kawa, rozmowy o sztuce, gest podania dłoni. Rubinowa sukienka symbolizuje gotowość na coś więcej niż zwykłe wyjście - na bliskość. Dlatego jest 'za czerwona na samotność' - bo samotność nie powinna mieć takiego koloru.
Miasto staje się tłem rozczarowania: pękające niebo, taksówki rozbryzgujące 'złudzenia', witryna sklepu jak lustro prawdy. Moment zobaczenia siebie jako 'dziewczyny, która czekała za długo' to chwila bolesnej samoświadomości.
Kulminacja jest oszczędna: 'Przepraszam. Nie dotrę.' - trzy słowa, które kończą wieczór. Ostatni wers jest najmocniejszy: 'Ale do mnie dotarło wszystko.' To już nie chodzi tylko o odwołane spotkanie, lecz o zrozumienie czegoś większego - może jego braku zaangażowania, może własnej naiwności, może tego, że uczucia były jednostronne.


Bardzo filmowy, miejski, emocjonalnie cichy, ale mocny tekst.

 

 

 

 

Opublikowano

@Czarek Płatak

 

Bardzo dziękuję! 

 

Dziękuję za tak precyzyjną analizę - czytam ją jak interpretację, która rozświetla wiersz od środka. To, co napisałeś o rubinowej sukience jako gotowości na bliskość - to właśnie to. 

I tak - ten ostatni wers to rzeczywiście nie tylko o odwołanym spotkaniu. To o tym całym większym zrozumieniu, które przychodzi nagle, jak zimna fala. Może o braku zaangażowania, może o jednostronności, a może po prostu o tym, że złudzenia trzeba było rozbryzgać.

"Filmowy, miejski, emocjonalnie cichy, ale mocny" - to piękne określenie. Dziękuję za ten komentarz, za to, że tak uważnie czytasz.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

lecz czasem tak bywa przegadane słowa

w czerwieni sukienki skryty czar i powab

i jakieś nadzieje po niebie wiatr niesie

to co miało dotrzeć wiatr rozwiał po mieście

 

patrząc z perspektywy może to i dobrze

że gwarze ulicznym zniknął ów przechodzień

trafi się następny co zobaczy więcej

czy dojrzy samotność w powiewnej sukience

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...