Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dziś przedstawiam Wam coś zupełnie nowego, co chodziło za mną już od jakiegoś czasu.

Dziś horror i groza w zupełnie innym wydaniu niż zazwyczaj.

Coś właściwego dla fanów konkretnego rodzaju horroru typu found footage oraz horroru psychologicznego.

Wreszcie mogłem przełożyć swoje ukochanej horrory takie jak "Blair Witch Project" czy "REC" na papier i stworzyć własny projekt legendy o wiedźmie.

 

Okładki w stylu starych kaset VHS 

powstały dzięki uprzejmości AI.

 

Zapraszam Was do przeczytania.

 

Wiedziałem, że jest w domu.

Dlatego pomimo

dwudziestu minut ślęczenia na progu 

i znęcania się nad dzwonkiem,

postanowiłem stać tu do skutku.

Aż otworzy drzwi i powie mi,

że to koniec.

Koniec z nami.

Koniec z czarną magią.

I koniec z głupim dochodzeniem 

i filmem opartym o fakty.

A fakty były autentyczne 

i aż nazbyt namacalne.

Wreszcie usłyszałem kroki

na schodach 

a po chwili szczęk zamka.

 

 

Stanęła przede mną z bardzo

zmęczoną i zrezygnowaną miną.

Nadal ciało jej drżało 

a w oczach chowały się szkliwe łzy. Pomarańczowo-brunatne

ślady pod oczami,

zdradzały bezsenność.

A dłonie drżały jej tak mocno,

że szybko ukryła je za plecami.

Jej włosy były tłuste i rozczochrane 

a od ciała wionęło nadal 

tym ziemisto-leśnym aromatem.

Chciała choć na krótko

patrzeć mi w oczy,

lecz widać nie była w stanie

wytrzymać mojego wzroku.

 

 

Przez ostatnie dni nasze oczy

i oko kamery widziały zbyt wiele.

A umysł miał poważny problem 

co brać za objaw rzeczywistości 

a co za majak snu.

Mieliśmy tylko jedną noc 

na uporządkowanie wszystkiego 

wokół tej sprawy.

I tylko jedną taśmę filmową,

która była dowodem rzetelnym.

W przeciwieństwie do

naszych rozognionych nagłym szaleństwem umysłów.

W nocy wróciłem po kamerę

i przysięgam na Boga, 

że nic co doświadczyłem

w tym miejscu 

przez ostatni tydzień,

tym razem nie miało miejsca.

 

 

Las był cichy, spokojny 

i jeśli nie licząc kilku lisów i sów, 

zupełnie pusty.

Budynek w jego centrum był znów 

nadpaloną drewnianą konstrukcją

o wybitych oknach i drzwiach.

O zawalonych schodach

i zapleśniałej 

w połowie zalanej piwnicy.

Był ruiną.

Nie płonęło w nim światło.

Nie słychać było głosów i kroków.

Za jego węgłem nie było żadnych odsłoniętych mogił ani krzyży.

Był tylko dziki las.

I mrok.

No i rozładowana kamera 

umorusana w błocie i liściach.

Upuściłem ją gdy uciekaliśmy 

z tego przeklętego miejsca.

 

 

Ale zbyt wiele udało nam się 

ustalić przez te dni.

Spędzonych sam na sam

z rozległym borem.

Sam na sam z ludzkimi ograniczeniami 

i kruchą psychiką.

W zderzeniu z legendą, 

która nadal żyję i nawiedza ten las.

Z widmem wiedźmy, 

którą zabito tutaj sto lat wcześniej.

Z duszami jej młodych ofiar.

Pięknych, miejscowych dziewcząt.

Dwadzieścia zjaw 

tańczących pośród polan i zagajników.

I jedna wiedźma 

zamieszkującą swój stary dom,

pośrodku przeklętego lasu.

Horror którego doświadczyliśmy 

na własnej skórze.

 

Czego jeszcze chcesz?

Chyba chciała to wykrzyczeć 

lecz widać nie miała już na to sił,

wyrzuciła to zdanie 

na nierównym, bolesnym wydechu.

Wystawiłem kamerę przed siebie.

Musimy obejrzeć materiał.

Wszystko się przecież nagrało.

A kamera pomimo przeleżenia 

prawie całego dnia i nocy 

w błotnistej ściółce 

nadal działa bez zarzutu. 

Już to sprawdziłem

Poszedłeś po nią do lasu i tego domu?!

Zrobiłeś to w nocy?!

Nigdy już mieliśmy tam nie wracać!

Inaczej to nigdy się nie skończy…

 

 

Wpuścisz mnie do środka?

Nie… nie chcę o tym rozmawiać 

ani tego oglądać.

Spal tą cholerną taśmę 

a kamerę rozbij i wyrzuć w górach.

Na pewno przeszła klątwą na wylot.

Proszę to nasza jedyna szansa.

Nie tylko na sławę ale i na zachowanie zdrowego i przytomnego umysłu.

Przecież wiem co tam było i Ty też.

Musimy się upewnić.

Ta sprawa może przynieść nam 

jedynie śmierć a nie sławę…

ale dobrze wejdź.

Przekonasz się

jak działa klątwa wiedźmy.

W jak głębokie sidła wpadliśmy.

Ale masz rację, film to jedyny dowód.

 

 

Zaprosiła mnie na górę

do swojego pokoju.

Wszedłem do

znajomego pomieszczenia 

i od progu poczułem się tak 

jakbym znów walczył o życie

w leśnej głuszy.

Wszędzie walały się 

kartki z bloków i notatników.

Był na nich tylko jeden symbol.

Powtarzał się obsesyjnie

w rogach stron, 

na marginesach,

był na jej rękach, 

jakby najpierw ryła go w skórze, 

a dopiero potem przenosiła na papier.

I te postaci kobiet.

Bez twarzy 

lecz z oczyma o złotych źrenicach.

Leżały w rogach pokoi.

Brutalnie zamęczone.

Sadystycznie zamordowane.

Teraz same łaknące zemsty i krwi.

Te szpony i błoniaste skrzydła.

Ich szczekliwy śmiech

dalej grał mi w uszach.

Chichot czarnomagicznych widziadeł.

Widziałem jak wzywała je

z czeluści mogił.

Jak karmiła je piersią i krwią.

Jak chciała opętać nas 

byśmy zabili się

w tej cuchnącej piwnicy.

 

 

Pamiętam jak trzymałem nóż 

nad piersią Rose

a ona błagała mnie o życie.

Spojrzałem na nią teraz.

Też błagała wzrokiem 

bym nie osądzał jej objawów obłędu 

i nie włączał filmu.

Za późno.

Obejrzyjmy.

Usiedliśmy na jej łóżku 

i bezwiednie nasze dłonie się odnalazły.

Wtuliła się we mnie a nagranie ruszyło.

My w samochodzie jadący na miejsce.

W doskonałych humorach 

i bojowo nastawieni.

Wyśmiewający naiwnych 

i łatwowiernych miejscowych.

 

 

Mina faceta na stacji benzynowej gdy dowiedział się o celu naszej wędrówki.

Jego ucieczka do budynku 

i przekręcenie tabliczki w drzwiach 

na zamknięte.

Cóż

mieliśmy chociaż darmową benzynę.

Wywiady z miejscowymi.

A raczej ich gorączkowe

modlitwy i błagania byśmy wracali natychmiast do domu 

i nie wspominali o klątwie.

Później noc na miejscowym cmentarzu 

gdzie podobno

zakopano prochy wiedźmy,

nasza próba kontaktu

za pomocą tabliczki

a potem picie i upojne chwile

dosłownie u stóp jej nagrobka.

 

 

Wreszcie pierwsze wejście w las.

Słońce, ptaki, cichy strumyk.

Szeroka ścieżka prowadząca w głąb.

I te zdrowe, rozłożyste drzewa 

o zielonym listowiu

szemrzącym na wietrze.

Nasze błahe rozmowy.

Studiowanie map.

Pierwsze próby rozpalania ognia.

Obozowisko.

Nasze pierwsze polowe gotowanie.

Śmiech i nieustanne żarty.

Słowem las.

Zwykły las i biwak.

Patrzyłem na ekran 

z rosnącym poczuciem obcości, 

jakbym oglądał cudze wspomnienie podszywające się pod moje.

 

 

Nie było kłótni.

Nie było paniki.

Nie było nocy.

Nie było znaków na drzewach, 

choć pamiętałem,

jak dotykałem ich dłonią 

i czułem pod palcami świeże nacięcia.

Nie było głosów

niesionych przez wiatr.

Nie było domu.

Nie było postaci ani mogił.

Na koniec scena

gdzie siedzimy w aucie 

i Rose mówi do kamery, 

że legenda wiedźmy

i słynnych morderstw 

jest miejscową bujdą

i straszakiem na małe dzieci 

a las jest przyjazny

i całkowicie bezpieczny.

 

 

Problem w tym, 

że nie mieliśmy wtedy

przy sobie kamery.

Leżała u stóp domu.

Porzucona

byśmy mogli uciekać szybciej.

Tak jak cała reszta dobytku.

Mapy, śpiwory i plecaki.

Je porzuciliśmy gdzieś po drodze.

Może ktoś się na nie kiedyś natknie.

Rose zatrzymywała nagranie, przewijała, puszczała od nowa. 

Jej twarz była nieruchoma, 

jakby ktoś zdjął z niej

wszystkie emocje 

i zostawił tylko napięcie mięśni. 

W pewnym momencie zauważyłem, 

że oddycha zbyt płytko.

 

 

To niemożliwe. Przecież byliśmy tam.

Wtedy po raz pierwszy

na mnie spojrzała.

Nigdy tam nie byliśmy,

odpowiedziała cicho.

I nigdy więcej tam nie wrócimy.

Wstała gwałtownie. 

Zgarnęła kartki ze stołu, 

przyciskając je do piersi, 

jakby ktoś mógł je odebrać.

Nie mów o tym, dodała. 

Nikomu!

Nigdy! 

Jeśli to wypowiesz, 

jeśli spróbujesz to nazwać… wróci!

Nie wierzyłem że wróci.

Wiedziałem, że nigdy nie umarło.

Spojrzałem na kamerę

i już podjąłem decyzję.

Czas na ostateczny dowód.

 

 

Z racji tego, że żaden z miejscowych funkcjonariuszy ani nawet detektywów

nie wyraził chęci we wzięciu udziału 

w poszukiwaniach zaginionego,

do akcji choć bardzo niechętnie 

powołano wojsko.

Kamerę odnaleziono 

w czwartej dobie poszukiwań,

około szóstej rano, 

jakieś trzysta pięćdziesiąt metrów 

na południowy zachód

od strumienia Concord

Była częściowo

zalepiona błotem i liśćmi.

i chyba

zainteresował się nią niedźwiedź 

bo obudowa nosiła ślady gryzienia.

Akumulator padł, więc i tak

trzeba było przetransportować ją 

do biura głównego policji.

Ku całkowitemu zaskoczeniu, 

policjanci odmówili 

sprawdzenia żywotności kamery 

i stanu zapisu taśmy.

Odtworzenia nagrania dokonał 

zespół wojskowych techników 

pod przewodnictwem majora Devlina.

Dalsza część z jego raportu przedstawionego do

biura szeryfa w North Madison

 

Nagranie zaczyna się nagle. 

Obraz jest przekrzywiony, 

jakby kamera została 

położona na ziemi albo upadła. 

Przez pierwsze kilkanaście sekund 

widać tylko fragment

drewnianej podłogi 

i poruszające się po niej światło. 

Słychać oddech,

przyspieszony, urywany.

Potem czyjeś kroki.

Jedna para. Nie więcej.

Czas na liczniku

nie zgadza się z porą dnia.

Według zapisu jest środek popołudnia, 

choć kamera musiała zostać 

włączona po zmroku.

W pewnym momencie w kadrze 

pojawia się cień. 

Nie da się określić, do kogo należy. 

Nie ma wyraźnych konturów. 

Przesuwa się po ścianie, 

zatrzymuje, jakby ktoś stał nieruchomo 

tuż poza polem widzenia.

 

 

Słychać szept….

Nie mogę z całą pewnością stwierdzić, 

że to ludzki głos

(raczej dojrzały i kobiecy).

Przewinąłem nagranie 

kilka sekund do przodu. 

Obraz zmienia się. 

Kamera najwyraźniej

została podniesiona.

Przez chwilę widać wnętrze pomieszczenia małe, niskie,

z paleniskiem pośrodku. 

Ściany są całe. 

Okna mają szyby. 

Dom nie wygląda na ruinę.

W tle słychać cichy dźwięk, 

jakby ktoś poruszał się po izbie. 

Nie widać jednak żadnej osoby. 

 

 

Kamera drży, potem opada gwałtownie. Uderza o podłogę. 

Obraz znów się przechyla.

W kadrze pojawiają się buty. 

Jedna para. 

Męskie.

Głos mężczyzny jest ledwie słyszalny.

 Jestem, mówi.

A potem dodaje coś w stylu 

skończmy to już.

( mocne zakłócenia obrazu i dźwięku)

Trudno to rozróżnić.

Po chwili słychać drugi głos. 

Wyraźniejszy. 

Spokojny. 

Kobiecy.

(Ten sam co poprzednio, 

lecz nie ma pewności) 

Wypowiada jedno zdanie, 

bardzo blisko mikrofonu.

 

To koniec. Zostań z nami w tym domu.

 

Kamera leży nadal.

Obraz ostro drga.

Ktoś podnosi ją z podłogi

W kadrze pojawia się postać 

bez twarzy i rysów. 

O żółtych jasnych ślepiach.

Zielona dioda gaśnie.

Nagranie kończy się 

dokładnie w tym momencie.

 

Sprawdziliśmy wskazane miejsce 

następnego dnia.

Nie znaleźliśmy żadnego budynku. 

Tylko zgniłe belki, 

zapadniętą piwnicę 

i ślady po dawnym pożarze. 

Miejsce wyglądało na niezamieszkałe 

od dziesięcioleci.

Nie znaleźliśmy ciała.

Kamerę zapakowano

jako dowód rzeczowy 

i przekazano do archiwum.

Oficjalnie uznano ją za uszkodzoną.

Nieoficjalnie nikt nie zgodził się 

jej już włączyć.

 

Raport ze śledztwa w North Madison 

w sprawie zaginięcia Mike'a Gainmana

studenta trzeciego roku szkoły reżyserskiej 

i jego partnerki Rose Atichison 

w związku z rzekomym 

ujawnieniem się klątwy(sic!) 

wiedźmy z Madison

14 kwietnia 1999 roku.

Biuro Śledcze Szeryfa 

Hrabstwa Granger

 

Spisał mjr. Adam Devlin

Oznaczono jako ściśle tajne.

 

Opublikowano

@Simon Tracy

To naprawdę intrygujący tekst w stylu found footage horror!

Widzę, że stworzyłeś wielowarstwową narrację i to świetnie przemyślaną.

Zaczynasz od desperackiej konfrontacji, przechodzisz przez retrospekcję, a kończysz oficjalnym raportem wojskowym. To tworzy poczucie autentyczności i stopniowo buduje niepokój.

Najciekawszy zabieg to rozbieżność między tym, co bohaterowie pamiętają, a tym co pokazuje kamera. Ta scena, gdy oglądają nagranie i widzą "zwykły las" zamiast horroru, który przeżyli - to mocny moment. Pytanie "czy to się naprawdę wydarzyło?" jest dużo bardziej przerażające niż samo potwierdzenie nadprzyrodzonego.

Zakończenie z raportem - świetne! Nadaje całości pseudo-dokumentalny charakter.

I pomyśleć, że nie lubię horrorów. :)


 

Opublikowano

@Berenika97 Found footage to mój ukochany rodzaj horroru.

Bardzo lubię tą graniczność nad przepaścią obłędu.

Czy to się wydarzyło?

Czy jesteśmy po prostu szaleni?

A raport i nagranie utajnimy i nadal będziemy ukrywać istnienie nadprzyrodzonej grozy w lesie.

"Blair Witch Project" wywarł na mnie niesamowite wrażenie gdy oglądałem go pierwszy raz jako dzieciak.

Zawsze marzyła mi się jego wersja w formie książki.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...