Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Dlaczego tak się na mnie patrzysz? To nie ty? Więc, kto się tak we mnie wpatruje tymi wielkimi oczami jak u sowy? Tymi wielkimi oczami wpatrzonego kota? Coś mi się znowu plącze. Wypada z rąk. Charles Bukowski chce się napić. Więc pije na umór, popalając papierosem. Dławiąc w sobie gęsty rakotwórczy, błękitnawy dym. Idzie mu uszami i nosem. Wydycha spaliny. Cuchnące wyziewy. Zdegenerowane resztki popiołu strząsa do porcelitowej popielnicy. I myśli nad kolejnym zdaniem swojego epitafium, opowiadania, powieści... Nie wiem. Zaciera mi się obraz. Trzęsą mi się dłonie. Zimno mi, to znowu gorąco. W pustym pokoju, w pustym domu niosą się liryczne słowa nie wiadomo czego i przez kogo wypowiadane. Kto tu jest? Nie wiem. Nie…

 

Rozglądam się po zakamarkach pokoju. Pomiędzy książkami kurz. Szary pył zapomnienia. Pajęczyny falują w milczeniu nade mną, obok… Pomiędzy nimi czarne szczeliny. Pęknięcia ścian. Wokół mnie nawarstwiają się i kruszą fragmenty tynku. Ale, zaraz. Czy on to ja? Czy może na odwrót? Może to ja sam wznoszę toast do tego zdegenerowanego odbicia w lustrze serwantki?

Nie, to chyba jednak on. Chociaż… Mam silną wolę, więc… Więc w ramach tej wolnej woli naleję sobie wielki kielich i wypiję do samego dna jak niestrudzony Wieniczka, podczas kolejowej podróży z Moskwy do Pietuszek. Charles kiwa głową z podziwem, stwierdzając moją słuszność wyboru. I ma rację… Ale zaraz. Ja to on? Czy on to ja? A może ja i on to ja? Albo ja i on to on? Niech to diabli. Rozlewa się ciepło alkoholu w przełyku i żołądku, rozleniwiając i rozluźniając wszystkie członki. Napiera na mnie cisza. Obejmuje i przytula mocno do siebie szara pustka przedziału. Przedziału? Jakiego przedziału? Nie. Jestem u siebie w domu. U siebie. Chociaż sam już nie wiem, gdzie ja jestem… Może to zamknięty oddział dla obłąkanych? Szumi we mnie i piszczy w głowie płynąca rzeka czasu. Rozpędzone w eterze cząsteczki uderzają w membrany uszu, wzruszając je i strząsając boleśnie resztki szarego pyłu z młoteczków i kowadełek. Dużo tu porzuconych metalowych fragmentów, szklanych okruchów i czegoś jeszcze, czego nie potrafię rozpoznać.

 

Przyszedł mnie odwiedzić mój nieżywy od dawna ojciec. Przyszedł bez zapowiedzi w tym swoim popielatym garniturze i z białą chustką w butonierce. Elegancko i kulturalnie tak jak zawsze mnie odwiedza. Przyszedł do mnie w dniu swoich urodzin. Wiem, ojcze, zapomniałem przyjść do ciebie na cmentarz z kieliszkiem w dłoni i butelką brandy. Ale teraz odsuwa krzesło i siada przede mną przy pustym stole, opierając na trzech rozstawionych palcach dłoni skroń jak wielki myśliciel, jak filozof. I patrzy się. Patrzy się na mnie. I te jego oczy sowie. Takie wielkie oczy… Nie wiedziałem, że takie miał. Skrywał je zazwyczaj za okularami. Ale teraz nie ma ich na sobie. I patrzy się. Wpatruje się we mnie tym swoim młodzieńczym spojrzeniem piwno zielonkawych źrenic. Jego twarz skrywa się raz za razem w jasnej smudze zachodzącego słońca, tworzącej wokół jego głowy złocistą aureolę blasku. Ale to nie jest świętość. Żaden tam mistycyzm. Słyszę cichy trzask pocieranej zapałki. W jego dniach goreje płomień, którym zapala papierosa. Wdycha chmurę błękitnego dymu. Wypuszcza kłęby, wypluwając drobinki tytoniu. Podstawiam mu popielniczkę. Strzepuje do niej rozżarzony popiół. Chcesz się napić? Mówię do niego, niemalże łkając. Potakuje milcząco głową. Poczekaj, poszukam. Podchodzę do szafki i wyciągam wypitą do połowy butelkę Bushmillsa. Nie mam nic więcej. Chcesz? Znowu potakuje w milczeniu, nie przestając się we mnie wpatrywać. To jego wpatrywanie przewierca mnie na wylot jak ostrze gorejącego świdra. Wdycha dym i znowu opiera swoją skroń na trzech palcach, trzymając w drugiej tlącego się papierosa. No i co mam ci powiedzieć, ojcze? Nic ci nie powiem... Choć nie! Jest coś, czego nie zdarzyłem ci powiedzieć za twojego życia. Tobie i matce, bo zbyt wcześnie odeszliście. Oboje… Albo to może ja – za późno… Wiesz, zakochałem się. Jest piękna. Tylko nie wiem, czy ona… Zaciąga się powoli dymem. Wypuszcza obłok. Obraz się zaciera. Rozpływa się w błękitnawej mgiełce jego twarz z nikłym uśmiechem zadowolenia…

Charles spogląda na mnie milcząco, stojąc przy otwartym oknie. Obserwował całą tę scenę nieoczekiwanej korespondencji z zaświatami. Opiera się plecami o lastrykowy parapet i wznosi kieliszek pełen wódki, opróżniając go jednym haustem do samego dna. Inscenizując namiastkę wesela, porusza ustami, jakby mówił. Mówi do mnie. Mówi! Boże! To jest jak ogromne milczenie z piskliwą w uszach ciszą! Z szelestem liści w letni wieczór. Z szumem wartkiego strumienia krwi w pulsujących żyłach. Dlaczego to jest wszystko takie milczące? Jawi mi się jakaś iluminacja. Jakieś senne zbawienie, które płynie leniwie jak dym nad uschniętym kartofliskiem. Coś się tam takiego dzieje wewnątrz mnie, czego nie mogę pojąć.

 

*

 

Byłem. Chodziłem. Błądziłem… Poszedłem nocnymi ulicami pustego miasta śladem księgarń, bibliotek, antykwariatów, szukając powieści, lecz zapomniałem tytułu książki. Co za pech. I gdy w jednym z nich, w jakimś zapomnianym zaułku właśnie sięgałem po pierwszą z brzega, usłyszałem stłumiony męski głos. Ktoś się mnie zapytał z ciemnego kąta (bibliofil, księgarz?) widząc jak kartkuję strony pod wiszącą obskurną żarówką w pajęczynach i kurzu... czy się zakochałem (Skąd nagle to pytanie? Nie mam pojęcia) Tak. Odparłem, wpatrując się w ciemność i próbując dostrzec usilnie jakikolwiek zarys twarzy mojego rozmówcy. Kiedyś. Dawno temu. I co z nią? Odezwał się znowu głos. Umarła. Nie w sensie fizycznym, rzecz jasna, tylko duchowym. Mentalnym. Po prostu milczy. Lecz to milczenie jest jak śmierć. Jak samotność, która strasznie boli. To podobnie jak u mnie – rzekł. I wtedy zobaczyłem w bladym świetle to oblicze. Te zapadnięte oczy. Blade usta… Wiedziałem…

 

Wyszedłem na zewnątrz, próbując się otrząsnąć i z powracającą wciąż natrętną myślą „Przecież ją kocham, przecież ją wciąż kocham! Ona tu jest. Nie odeszła, mimo że milczy!” Na pustej, mokrej ulicy wionęło chłodem i niedawnym deszczem. Padało. A więc stąd ten szum w moich uszach. Zacisnąłem mocno powieki. Pod powiekami tańczyły rozmaite wzory jak w kalejdoskopie. Czerwone. Zielone. Niebieskie… To znowu rozsypywały się w niezliczone, mżące kropki, kropeczki… Otworzyłem oczy. Szeroko. Jeszcze szerzej… Nic. Już nic poza mną. Tylko przez chwilę owionęły mnie dalekie echa sennego rozgwaru, już niknące w topolach, w liściach... I gwiazd rozpływających się w niepamięci…

 

*

 

Zbyt długo tkwiłem wśród zakurzonych stronic antykwariatu, w labiryncie regałów niczym zdziwaczały książę w jedwabnych szatach odstawiony w zapomnienie, w lombardzie. W ciemności błądzę od drzwi do drzwi. Naciskam klamkę ostatnich. Otwieram je szeroko, na światło. Przede mną droga. Asfaltowa szosa. Niekończąca się szosa z drzewami po bokach. Rozglądam się. Wypatruję czegoś, kogoś, lecz niedowidzę, gdy tymczasem czuję jak słońce pielęgnuje w oddali dalie. A więc to już blady świt? Mrużę powieki. Czyjeś długie włosy omiatają moją twarz. Łzawiące od światła szczypiące oczy…

 

Jesteś.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-01-18)

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Od tłumacza: Copybook Headings - co z braku odpowiednika w Polskim przełożyłem jako "Kaligraficzne Wzory" - to przysłowia i maksymy drukowane na górze stron (headings) zeszytów (copybook) do nauki pisania, czy raczej kaligrafii, XIX-wiecznych brytyjskich uczniów. Biedacy mieli je wielokrotnie przepisywać na stronie poniżej, ćwicząc pismo i rozsądek jednocześnie. - Ależ to musiała być nuda - myślicie. O tym jest ten wiersz. I o wielu innych rzeczach. W wersie: Na pierwszych piaskowcach Feminianu obiecano nam Życie Obudzone, Feminian nie jest rzecz jasna prawdziwą epoką geologiczną, jak Kambr czy Karbon. Fuller Life dosłownie oznaczałoby pełniejsze życie, ale Margaret Fuller była pionierką feminizmu. Inne przypisy - pomocne w rozszyfrowaniu - można znaleźć na: 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      . Życzę przyjemnej lektury.     Przez wszystkie swoje wcielenia, przez wieków i ras odsłony, Ku chwale Bogów Targowiska biję stosowne pokłony. Zerkając przez palce pobożne, widzę jak kwitną i upadają, Zaś Bogowie Kaligraficznych Wzorów, sądzę, ich wszystkich przetrwają.   Żyliśmy na drzewach przy pierwszym spotkaniu. Kolejno nam pokazali, Że Woda z pewnością nas zmoczy, a Ogień z pewnością przypali: Lecz uznaliśmy, że brak im Polotu, Wizji i Błyskotliwości, Zostawiliśmy ich więc z Gorylami, by ruszyć w Marszu Ludzkości.   My szliśmy niesieni Duchem, oni swego kroku nie zmienili,  Wszak chmurą czy wiatrem, jak Bogowie Targowiska, nie byli, Lecz zawsze nasz postęp doganiali i wtedy słowo się rozchodziło,  Że plemię z lodowca starte zostało, albo w Rzymie coś światło zgasiło.   Z Nadziei, na których Świat stoi, kompletnie nic do nich nie dociera; Zaprzeczali, że księżyc jest z Goudy; w ogóle zaprzeczali, że z Sera; Zaprzeczali, że Babcia ma Wąsy, zaprzeczali, że Świnie Latają; Więc czciliśmy Bogów Targowiska, co te piękne rzeczy obiecają.   Gdy formowały się Kambryjskie linie, Oni pokój wiekuisty obiecali. Przysięgali koniec plemiennych wojen, gdybyśmy broń im oddali, Gdyśmy się rozbroili, sprzedali nas i wrogom rzucili związanych, A Bogowie Kaligraficznych Wzorów mówili -Trzymaj się Diabłów znanych.   Na pierwszych piaskowcach Feminianu obiecano nam Życie Obudzone (Zaczynasz kochając bliźniego swego, a kończysz kochając jego żonę); Aż nasze kobiety rozstały się z dziećmi, a mężczyźni z rozumem i wiarą, A Bogowie Kaligraficznych Wzorów mówili: - Śmierć jest za Grzechy Karą.   W epoce Karbonu obiecano nam, że każdy z nas się obłowi, Okradając wybranego Piotra, by wypłacić zbiorowemu Pawłowi; Lecz co nam po takich pieniądzach, gdy na rynku pustką zieje,  A Bogowie Kaligraficznych Wzorów mówili: - Kto nie pracuje, ten nie je.   Wtedy upadli Bogowie Targowiska, a ich złotouści prorocy zniknęli I otworzyła serca czereda wszystka i wierzyć prawdzie zaczęli, Że nie Wszystko Złoto, co się Świeci, a Dwa i Dwa daje Cztery- A Bogowie Kaligraficznych Wzorów dreptali, by znów objaśniać litery.   Tak jak będzie w przyszłości, tak było u zarania rodu ludzkiego. Cztery są tylko rzeczy pewne od początku Postępu Społecznego. Że pies do swych wymiocin wróci, a świnia babrać się błotem, A głupiec zabandażowany palec do ognia wsadzi z powrotem;   I, że gdy to się już dokona i nowy wspaniały świat nadejdzie, Kiedy ludziom będą płacić za bycie, a grzech bez kary się obejdzie, Jak Woda z pewnością nas zmoczy, a Ogień z pewnością przypali, Bogowie Kaligraficznych Wzorów pośród rzezi będą wracali!   I Rudyard (1919): As I pass through my incarnations in every age and race, I make my proper prostrations to the Gods of the Market Place. Peering through reverent fingers I watch them flourish and fall, And the Gods of the Copybook Headings, I notice, outlast them all.    We were living in trees when they met us. They showed us each in turn That Water would certainly wet us, as Fire would certainly burn: But we found them lacking in Uplift, Vision and Breadth of Mind, So we left them to teach the Gorillas while we followed the March of Mankind.    We moved as the Spirit listed. They never altered their pace, Being neither cloud nor wind-borne like the Gods of the Market Place, But they always caught up with our progress, and presently word would come That a tribe had been wiped off its icefield, or the lights had gone out in Rome.    With the Hopes that our World is built on they were utterly out of touch, They denied that the Moon was Stilton; they denied she was even Dutch; They denied that Wishes were Horses; they denied that a Pig had Wings; So we worshipped the Gods of the Market Who promised these beautiful things.    When the Cambrian measures were forming, They promised perpetual peace. They swore, if we gave them our weapons, that the wars of the tribes would cease. But when we disarmed They sold us and delivered us bound to our foe, And the Gods of the Copybook Headings said: "Stick to the Devil you know."     On the first Feminian Sandstones we were promised the Fuller Life (Which started by loving our neighbour and ended by loving his wife) Till our women had no more children and the men lost reason and faith, And the Gods of the Copybook Headings said: "The Wages of Sin is Death."   In the Carboniferous Epoch we were promised abundance for all,  By robbing selected Peter to pay for collective Paul;  But, though we had plenty of money, there was nothing our money could buy,  And the Gods of the Copybook Headings said: "If you don't work you die."   Then the Gods of the Market tumbled, and their smooth-tongued wizards withdrew, And the hearts of the meanest were humbled and began to believe it was true That All is not Gold that Glitters, and Two and Two make Four– And the Gods of the Copybook Headings limped up to explain it once more.    As it will be in the future, it was at the birth of Man There are only four things certain since Social Progress began.  That the Dog returns to his Vomit and the Sow returns to her Mire,  And the burnt Fool's bandaged finger goes wabbling back to the Fire;    And that after this is accomplished, and the brave new world begins When all men are paid for existing and no man must pay for his sins,  As surely as Water will wet us, as surely as Fire will burn,  The Gods of the Copybook Headings with terror and slaughter return!
    • @LessLove    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        przyszedł ! Niszczyciel dobrej zabawy

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      specjalista od mechanizmów obronnych rozumiem, że znasz mnie lepiej ( jako mój Brat ) ale chyba obowiązuje nas tajemnica, rodzinna? może jeszcze zdradzisz wszystkim w czym sypiam.? a sypiam z każdym!   dziękuję, pozdrawiam Braciszku   @Łukasz Wiesław Jasiński   można  sobie tańczyć o północy pozdrawiam i dziękuję! @Alicja_Wysocka   nie ! otwieram okno, odsłaniam rolety i tańczę! przed snem! Taka mała rewia Mam sąsiada, który mnie obserwuje ( przez lornetkę) dziękuję Alicjo ! Słońce dla Ciebie ( i nie wierz w to, co napisałam )!   @Konrad Koper   dziękuję Konrad ! Pozdrawiam Ciebie serdecznie
    • @LessLove dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Somalija    jeszcze się zapytam, bo może wiesz, kiedy ukraińcy się obrażą na nasze pieniądze i nam je oddadzą? jak ordery przyznane im przez wynajętych najemników funkcjonujących w niepolskim nierządzie,  ponieważ polak, podobno, jest mądry,  po szkodzie 
    • @FaLcorN   och …sam adres do mnie nie przemawia !

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        ale sobie zapiszę  w notesie, przepełnionym adresami i telefonami potencjalnych „ przekonywaczy” dziękuję ! Odwdzięczę się !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...