Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Brnęli w śniegu za kolana.

Takie sprawy zawsze

dotyczą tych najodludniejszych miejsc.

Zaściankowej prowincji

lub zdezelowanych

rozkładem społecznym przedmieść.

Tym razem była to wieś

i to ta z gatunku 

zapomnianych przez Boga,

włodarzy a nawet czas.

Policji nie widziano tu od wieków 

a nie wzywano 

najpewniej nigdy przedtem

aż do dziś.

I to od razu do 

porzuconego w ruinach

dawnego dworku 

ciała młodego mężczyzny.

 

 

Jadąc na miejsce 

nawet przez chwilę nie podejrzewali 

grubszej sprawy w stylu zabójstwa.

Wiedzieli dobrze, że musiał być to ktoś miejscowy i znany w okolicy.

Ewentualnie ten jeden

dziwny i podejrzany

na wpół obłąkany wiejski pijaczyna,

każda wieś ma kogoś takiego.

Mieszkają oni najczęściej 

w drewnianych chatach

krytych gontem,

o dziurawych jak ser szybach 

i zagrzybiałych choć niegdyś 

bielonych wapnem ścianach.

Z komina rzadko leci dym

bo gorzałka jest ważniejsza niż opał.

 

 

Wygląd tych jegomości 

można by opisać wdzięcznym słowem 

jaskiniowych eremitów.

Brudne, skołtunione włosy

co nigdy nie przeżyły

spotkania z grzebieniem.

Jak dobrze pójdzie 

raz do roku chluśnie na nie trochę 

brudnej, studziennej wody z garnuszka 

Brody uhodowane pod same zapadnięte oczy,

gęste jak mech 

a może i już

mchem i pajęczyną pokryte.

Okalają bezzębną jaskinię ust,

której kwasowe, trujące wyziewy 

mogłyby zabić dowolne stworzenie.

Łachmany zamiast koszul i spodni.

Umorusane błotem, krwią,

resztkami i śliną.

I ten charakterystyczny zapach

w obejściu jak i w domu.

Tak słodko może pachnieć 

tylko postępujący rozkład.

I sam nie wiesz 

czy to gnije ten człowiek,

jego dom 

czy cała rzeczywistość 

ulega gnilnej dezintegracji.

Zapadasz się w mrok.

Odludne cmentarzysko tej jednej 

skazanej na banicję istoty,

która zapomniała już 

jak to jest być humanoidem.

 

Lecz tym razem nie byli tak blisko 

utartej prawdy w domyśle.

Szli jeden za drugim.

Blisko ceglanej konstrukcji, 

która była wypaloną ruiną 

nie mającą już nic wspólnego z dawnym, szlacheckim pochodzeniem.

Była pustostanem. 

Bez okien, drzwi i dachu 

który w trzech czwartych zawalił się 

i pokrył podłogę

większości pomieszczeń,

krokwiami i starą dachówką.

Wokół wszędzie były 

nieużytki dawnego majątku.

Po budynkach gospodarczych

zostały już tylko

prostokątne ślady usypane żwirem.

Tak jakby stodoła czy obora 

stały tu jeszcze przed minutą 

lecz zostały wyjęte z obrazu rzeczywistości niczym pojedyńcze puzzle z całości układanki.

 

 

Zewnętrzne wejście do piwnicy 

było dwuskrzydłowe

i w połowie otwarte.

Obok usuniętych na bok drzwi

leżało ciało

a kilka kroków od niego 

w wydeptanym walonkami okręgu

stał starszy jegomość 

w czarnym

podbitym futrem z lisa płaszczu.

Na głowę nasunął czapkę

z bobrowego futra 

a dłonie z pewnością przemarznięte 

schował głęboko

w kieszeniach płaszcza.

Na widok funkcjonariuszy drgnął 

i szybko ruszył w ich kierunku.

Uścisneli sobie ręce 

i skupili szybko wzrok na denacie.

 

 

Oczywiście to pan nas wezwał?

Tak, tak. 

Widzicie panowie, 

pierwszy raz przyszło mi 

korzystać z telefonu 

i to w takich okolicznościach.

Ale można to było przewidzieć.

Szczerze to myślałem, 

że on już od dawna jest sztywny.

Długo go tutaj nie było.

Czyli zna go pan?

Policjant wyjął notatnik i ołówek 

z kieszeni płaszcza.

Gotów zanotować

wszelkie zeznania i fakty.

 

 

Każdy go tutaj znał.

Nazywaliśmy go Sokołem,

choć podobno nazywał się Filip.

Mieszkał tu?

Znaczy we wsi?

Nie, nie. Był bezdomnym włóczęgą.

Czasami nocował w tej piwnicy.

Wskazał palcem wylot

pod skruszałą ścianą.

Gdy ktoś się zlitował to z rzadka ofiarował mu miejsce na zapiecku

i coś do jedzenia.

Pojętny był to chłopak.

Podobno kiedyś ukończył wiele szkół 

i uniwersytety nawet.

Czasami uczył chłopskie pacholęta w podzięce za poczęstunek.

Nieraz sam go widział 

jak czytał takie opasłe tomy 

a z niektórymi

to wędrował w tę i nazad.

 

 

W mieście podobno trzymał 

z takimi samymi inteligentami,

ale jakżem go pytał nieraz przy kielichu czemu do nich nie wraca,

to markotniał i wlewał 

w siebie bez opamiętania.

Czasami tylko mamrotał,

że już nie ma jakiejś bohemy.

Literaci pomarli.

I tak w kółko.

Aż go gorzała do snu zmogła.

Ja nie wiem do końca 

bo czytać ani pisać nie potrafię,

szkoły innej niż tej

od życia co dostałem 

to nigdy na oczy nawet nie widział,

ale gadano nieraz, że on poezyje pisał

i kiedyś z tego żył.

Znany był na kraj cały nawet.

I kobietę w rodu zacnego miał 

lecz pomarła na gruźlicę

a on po jej pogrzebie uciekł w picie 

i jeno gorsze jeszcze grzechy.

 

 

Majątek przehulał z tymi literatami.

On czasem straszne rzeczy prawił,

na trzeźwo nawet.

W Boga ani kościół święty nie wierzył.

Prawił czasem, że skoro Bóg taki wszechmocny i dobrotliwy 

to niech mu wróci z grobu ukochaną

a ksiądz zamiast wyklinać go z ołtarza 

winien się z nim na włości zamienić.

Kiedy go pytano czy w co wierzy,

twierdził, że człowiek oczytany 

w nic nie wierzy.

A jeśli już to w śmierć.

Brutalną acz szybką.

Nie ma nieba, czyśćca ani piekła.

Tak mówił…

oj wrogów miał tutaj.

 

 

A Ci jego przyjaciele.

Ja nie wiem, ale mówili we wsi.

Wszyscy od dawna martwi.

Jeden się otruł, inny zapił, 

jeszcze inny zastrzelił.

Żaden nie umarł tak 

jak chrześcijanin powinien.

On kiedyś mówił o nich tak dziwnie…

nihiliści zdaje się jeślim nie przekręcił.

Może to sekta jaka miastowa.

Bo wszyscy widać z własnej ręki pod podszeptem Szatana zginąć muszą.

I on się otruł. Zobaczcie.

 

 

Podeszli bliżej do ciała.

Mężczyzna mógł mieć

około trzydziestu lat 

i nijak nie pasował

do bezdomnego trampa,

mieszkającego od lat

w piwnicy pustostanu.

Rysy jego spokojne i gładkie 

nie nosiły nawet śladu zarostu.

Oczy szeroko rozwarte,

były szare jak popiół.

Ubranie jego znoszone acz schludne,

składało się na białą koszulę z lnu,

jasno niebieską kamizelkę 

zapinaną na duże guzy,

spodnie o szerokich nogawkach

z kieszeniami

w których miał tylko 

pustą, drewnianą papierośnicę.

 

 

Zdać by się mogło w pierwszej chwili,

że śpi i za nic ma to całe zamieszanie.

Nie było śladu walki, kuli w ciele, ran 

ani niczego podobnego.

W ustach jednak 

nadal zagryzał kurczowo ampułkę,

teraz już pustą lecz dającą rozwiązanie.

Zabił go cyjanek.

A więc samobójstwo.

Można zamknąć sprawę 

zanim na dobre ją otwarto.

Kolejny inteligentny samobójca.

Zguba tych

współczesnych czasów i filozofii.

Nie wierzą w nic ponad śmierć.

 

 

Ciało zabrano i długo walczono 

z miejscowym księdzem 

by wyprawił pogrzeb.

Nie zgodził się i wreszcie pochowano 

nihilistę tak jak widać sobie życzył.

Pod murem cmentarza 

lecz poza jego obrębem.

Już następnego ranka po pogrzebie 

na który nikt nie przybył.

Na posterunku zjawił się grabarz, 

który go chował.

W nocy ktoś rozkopał grób,

wyrwał krzyż 

i zabrał trumnę z ciałem.

Nie ma jej nigdzie.

Widać nawet piekło było przeciw.

I nie chciało go do siebie przyjąć.

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy Wow, jestem pod ogromnym wrażeniem

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Piękny, obrazowy i inteligenty tekst. Zaczyna się chłodno, jak reportaż, a kończy mrocznym niedopowiedzeniem — które działa genialnie. 

No i ten fragment:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Złoto. 

Brawo, Simon:⁠^⁠)

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Przejmujący obraz upadku inteligenta i okrutnej prowincji. Kontrast między wykształceniem bohatera a jego tragicznym losem, opisany językiem pełnym gęstych, ponurych obrazów, robi ogromne wrażenie. Szczególnie mocno wybrzmiewa motyw nihilizmu i samotności.

To zakończenie z wykopaniem grobu i zniknięciem trumny - zostawia czytelnika z nierozstrzygniętym niepokojem - kto to zrobił i dlaczego? Mocne i świetne! Jestem zachwycona! :) Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Berenika97 Dziękuję Bereniko.

To zakończenie jest w stylu gotyckiego romantyzmu.

Może on nigdy tak naprawdę nie istniał

a może był tak upadłym człowiekiem, że nawet cmentarna ziemia go odrzuciła i nie chciała gościć w swych trzewiach.

A może i sam pogrzeb był mu zbędny bo zależało mu na tym by zniknąć zupełnie, rozpłynąć się w powietrzu.

Jest to ten rodzaj zakończenia, którego finału nawet sam autor nie zna i ma razem z Czytelnikiem pełne prawo ku temu by zadać pytania, które i Ty zadajesz.

Opublikowano

@Simon Tracy

To sprawia, że wiersz żyje dłużej w wyobraźni - każdy czytelnik może dokończyć tę historię po swojemu. Właśnie w tym tkwi siła takiego zakończenia. Gdy koniec pozostaje otwarty,  czyni to z czytelnika współtwórcę, nie tylko odbiorcę. :) 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

Świetny tekst, zaczyna się jak dobra opowieść kryminalna, ale ta psychologiczna,mroczna głębia zmienia wszystko. Bardzo mi się podoba. Czytam u Ciebie teksty bardzo uzdolnionego poety i pisarza - masz talent i niesamowitą wyobraźnię. Pozdrawiam.

Opublikowano

@Annie Niestety nie tylko w nocy a cały czas. Za to nocą jedynie przelewam to na papier

@Christine Nie jestem osobiście fanem kryminałów bo są dla mnie najczęściej monotonne i nudne w fabule.

Dziękuję bardzo.

Zdarza mi się od czasu do czasu wymyśleć coś takiego że i siebie zaskoczę.

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...