Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Leszczym

To ciekawe spostrzeżenie!

Rzeczywiście, prawa fizyki są niezłym"tyranem":

1. Nie można ich negocjować - żadne błaganie nie sprawi, że grawitacja przestanie działać czy że entropia się cofnie.

2. Są bezwzględne - dotyczą wszystkich bez wyjątku, nie ma od nich odwołania ani immunitetu.

3. Nie mają litości - obojętne na ludzkie potrzeby, pragnienia czy cierpienie.

4. Nieprzekupne - żadne pieniądze, władza czy koneksje nie zmienią praw termodynamiki.


Ale to jednocześnie najbardziej "sprawiedliwy tyran":

1.Te same reguły dla wszystkich

2. Całkowicie przewidywalny i bez kaprysów

3. Można go poznać i zrozumieć (ten punkt podpowiedział mi fizyk:) Można, ale wszyscy potrafią, a większość pewnie nie chce.

Nie można ich zmienić, ale można się nauczyć z nimi pracować - stąd cała technologia i inżynieria.

To trochę jak życie w świecie z surowymi, ale krystalicznie jasnymi regułami gry. Okrutne? Może. Ale przynajmniej uczciwe.

Opublikowano

@LeszczymAby zrównoważyć szamańskość -  wybralam też fizyka od kwantów. Czyli w domu jest pełna harmonia. :))))

@AmberJak najbardziej! Podpisuję się pod Twoim stwierdzeniem. 

Największy problem - nikt nie wie, jak pogodzić te dwie teorie. To jeden z fundamentalnych nierozwiązanych problemów fizyki. 

Opublikowano

@bazyl_prost Jeśli chodzi o pierwsze zagadnienie, pojęcia nie mam. Zerkłem w opis na wiki, ale nic o tym nie wiem. Jeśli chodzi o Newtona to tak mi się jakoś złożyło, że połączyłem kiedyś coś w rodzaju wyświechtanego poglądu z jego skomplikowanych badań ze swoją teorią kosmiczną, czego inspiracją była francuska kreskówka zdaje się pod tytułem Było sobie życie. Efektem tego był mój pewien rodzaj pomysłu na kosmos i na jego nieskończoność. No tak się złożyło, choć zaznaczam, że słaby jestem z fizyki. Nigdy nie byłem jakoś dobry w ten akurat przedmiot. 

@bazyl_prost Dodam tylko, że w tym w pełni pragmatycznym świecie, tę teorię jak zresztą wiele innych różnych pomysłówek oddałem za friko jak wszystko :))

@bazyl_prost A, bo bym zapomniał, a to ciekawy aspekt, za to friko zdaje się ścigało mnie CBŚ, bo tym służbom nie mieściło się w głowie, po prostu nie mieściło im się to w łepetynach, że można być tak wielkim durniem, idiotą, głupkiem, frajerem i wielkie etc. To aż zabawne :))

Opublikowano

@Tectosmith Lubię takie ostatnio. Bierze się to również stąd, że niejedno takie zdanie ląduje u mnie na ścianie jako hasło graffiti. A poza tym rozdaję te hasełka na karteczkach w ramach jakby to ująć przedzwiązkowego żartu :)) To jakby rodzaj mojego zalecania się, notabene mega nieumiejętnego :)) A to z kolei bierze się stąd, że bądżmy szczerzy kobiety wolą prezesów i prominentnych na stanowiskach, a nie ściganych nie wiadomo za co kiedy i gdzie poetów wagabundów włóczykijów :)) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hania kluseczka    Mierzmy się więc bracia siłą Choćby swawoli żeby się znaleźć Po dobrej stronie mocy Bo zazdrość zazdrości nie, nie jest równa Kiedy człowiek się sam ze sobą Jednak jeszcze, jeszcze trochę mierzy  
    • @FaLcorN   Podróże w czasie:)  ja …przez dwadzieścia lat nie pisałam wierszy… kiedyś pisałam mnóstwo! Ale przez dwadzieścia lat …wszystkie wiersze umarły we mnie. Aż napisałam ten ( wiem, wiem śmieszny jest

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ale mi się przyśnił), w minionym roku…     Łzy …     Kiedy już spadną wszystkie łzy z chmur, które piętrzą ciemne cienie kiedy już wyśnią się złe sny a czarna noc pochłonie ziemię.    Kiedy już wody zgubią nurt ich błękit straci cały blask odczuwam tylko wielki bunt i słyszę tylko wściekły wrzask.   Można się zgubić w korytarzach można utopić się i zgnić,  lecz to się bardzo rzadko zdarza gdy nie ma już nic.    W otchłani zawsze szukam ciepła znajduję jedną, grubszą nić mała iskierka co uciekła zaczyna tlić.   Wezwę na pomoc wszystkie siły wykrzyczę w przestrzeń całą złość.!  Wszystkie złe chwile, co ożyły zamienię w moc .     dzisiaj mnie rozbawia, powód i w ogóle wiersz :)         
    • @Poet Ka   Ten wiersz to czysta przyjemność dla każdego, kto kocha literaturę. Traktujesz czytanie nie jako czynność techniczną, ale jako proces organiczny i głęboko intymny. Lektura potrzebuje czasu. Nadajesz literaturze cechy żywego organizmu, który rośnie wraz z czytelnikiem.   Widzę tu listę literackich fascynacji. Książka nie jest przedmiotem, lecz partnerem do rozmowy. Czytanie to akt niemal mistyczny - powracanie do tych samych światów, by za każdym razem odkrywać w nich inny „odcień srebrzystości”. Mój ulubiony fragment- „Metaksa to czy nie metaksa?” - to świetny, nieco przekorny wtręt. Sugeruje, że dobra literatura ma w sobie coś z mocnego, dojrzałego trunku, który uderza do głowy i rozgrzewa. I ja się z tym zgadzam! :)
    • @Magdalena   ale czasami można się powstrzymać od lekce sobie ważenia  bo zazdrość zazdrości nie jest równa zmierzonej siłą, wolnej woli   :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...