Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

////Są rzeczy, które powodują dziwne drżenie i ciepło przyjemnie rozchodzące się po trzewiach. Niekiedy stan ten utrzymuje się dłużej, choć wtedy nie jest już tak przyjemny.
Najbardziej przyjemne są cyklicznie narastające fale wprawiające w drżenie niemal wszystkie zmysły, oblewające gwałtownie całą jaźń i cielesność, by potem spływać łagodnie od głowy po koniuszki palców.
Do TYCH rzeczy zaliczam podróże, a także...wróżby.
Na samą myśl o Francuskich specjałach ciało przechodzi przyjemny dreszczyk, a ślina obficie napływa, głośno ją przełykam; takie przełykanie zawsze oznacza myśl o czymś niezwykłym. Zasmakowałam tych pyszności dawno temu, a wszystko zaczęło się w Paryżu.

Na placu zebrane w grupkę kobiety głośno zagadywały przechodnia. Niewiele mogłam zrozumieć, język francuski szlifuję do tej pory, podeszłam więc bliżej.
-Dokąd idziesz, czego szukasz?- zagadnęła mnie jedna z kobiet. Wyglądała, jak cyganka, długie czarne włosy zebrane w koński ogon -lśniły w słońcu, a karminowy jedwab sukienki tańczył z wiatrem, ukazując oliwkowe nogi, nogi wyrzeźbione przez mistrza.
-Poszukuję esencji- wycedziłam powoli, mając tę naiwną nadzieję, że domyśli się czego właściwie szukam. Zwykle wiosną odwiedzałam zaprzyjaźnionego astrologa, jednak w tym roku spóźniałam się ze wszystkim. I tylko w porę wybrałam się w podróż, lato przyszło wcześniej, niż się spodziewałam, ale dzięki temu mam wspaniałą pogodę.
-Szukasz esencji?- spytała z ironicznym uśmieszkiem, właściwie to stwierdziła, uśmiechając się szyderczo.
-Chodź, zaprowadzę cię- rzekła stanowczym tonem i kiwnęła porozumiewawczo.
Wątpliwości i obawy -w mgnieniu zmrużonych powiek -zwyciężyła ciekawość. Dlaczego zastanawiając się mrużymy oczy, jakby chcąc zobaczyć więcej, dostrzec jakiś tajemniczą wskazówkę, niekiedy dopiero z zamkniętymi oczami dostrzegamy istotę sprawy.
Tym razem to wiatr nakazywał przymykać oczy, wokół wirowały drobiny przeszłości.
Przyszłość -otulona w jedwabie -szła przede mną.

Była piękną kobietą, pomimo odciśniętego na twarzy upływu czasu, ściągała zarówno męskie jak i damskie spojrzenia. Świadoma swego kobiecego uroku śmiało reagowała na zaczepki uśmiechając się zalotnie.

Dotarłyśmy na miejsce. Spojrzała w górę, jak patrzą wracający z podroży wędrowcy –pożądliwie z niekrytym zadowoleniem, delikatnie podnoszącym kąciki ust.
Dom posępnie spoglądał na nią i bujną, pełną życia roślinność, jakby miał żal, że przestał już tu pasować i tylko zalotnie wijący się bluszcz łączył go z resztą i odmładzał jego oblicze. Drzwi zaskrzypiały, zmęczone odwiedzinami natrętnych gości. W środku gęste wilgocią powietrze o słodkawym zapachu piżma, zdawało się oblepiać już od pierwszego kroku. Natarczywie dotarło między nogi, bezczelnie zostawiając mokre ślady gorącej obecności. Bordowa miękkość dywanu z wzorem wijących się liści akantu, prowadziła w głąb, pokrywając także drewniane schody. Stopnie łagodnie mruczały z każdym krokiem, miarowo, wręcz hipnotycznie wciągając w górę; czułam dziwną lekkość, pomimo obłapiającej całe już ciało lepkiej gęstniejącej materii, jakby jakaś siła wiodła mnie na spotkanie z tajemnicą. I tak dopadła mnie myśl, że lepiej niektóre zostawić samym sobie i nie ujawniać ich zanim dostatecznie dojrzeją, zanim nie przyjdzie ich czas. Hmm, wątpliwości mają to do siebie, że nadchodzą za późno.
Dywan rozwijał się dalej wzdłuż długiego mrocznego korytarza. W połowie, zatrzymała się przed drzwiami z numerem 30, dotknęła złotej klamki w kształcie kuli, drzwi ustąpiły bez sprzeciwu. W środku przywitał nas orzeźwiający chłód, przyprawiony zapachem wanilii. Poczułam się głodna, a stojące w rogu obite bordową skórą fotele, sprowadziły dziwną myśl, że muszą mieć smak wiśni i chętnie ich posmakuję. Skąd się biorą takie myśli? Chyba z głodu.
Całe wnętrze wprawiało w drżenie wszystkie zmysły, a może to przez ten chłodny powiew/?/
-Zaparzę herbatę- przerwała całą tę niedorzeczną nić. Więc jednak nie odkryła czego tak naprawdę szukam; zrobiło mi się jeszcze zimniej, więc mimo, że herbaty nie pijam odpowiedziałam:
-Proszę, tylko mocną
-Oczywiście
Nie zapadła niezręczna cisza, lecz zalew niezręcznych pytań, pytań o barwach tęczy i nocnych koszmarów.../////

Podając filiżankę zachwiała się oblewając moje prawe kolano.
-O przepraszam, oparzyłam panią, już przynoszę okład- zaszczebiotała piskliwie.
Okoliczności czasem biegną, jak stado dzikich koni, wolne, a jednak połączne niewidzialną wspólną gonitwą; właśnie przed chwilą opowiedziałam jej o kawie, która naznaczyła kiedyś moje lewe udo gorącym pocałunkiem. Chciałam pozbyć się tego osobliwego znamienia -zetrzeć dogłębnie, ale czy wymazując ten ślad byłabym nadal sobą? Chciałam też pokryć go tatuażem, to lepszy pomysł, bo ślad pozostałby, ale w ramach, tzn. między tygrysimi pręgami. W jaką bestię wpisałabym kolejną skazę?
Nic takiego się nie stanie, wróżka nadeszła już z pomocą. Najpierw podtrzymała mnie za łydkę, jakby bała się normalnej reakcji, czyli panicznego wierzgania, następnie delikatnie przyłożyła kojący kompres.
Nie byłam przyzwyczajona do takich zabiegów, jako samodzielna, tak zwana twarda sztuka, przez pracowników nawet zwana zimną suką, taka sytuacja trochę mnie krępowała, a nawet -hmm-wzruszyła.
-Oparzyłam panią- powtórzyła cicho
-Nic się nie stało- starałam się ciepłem słów roztopić ten plastikowy obrazek, chociaż powoli nabierałam przekonania, że jest w tym...prawdziwa troska, a może tylko chciałam ją zobaczyć, poczuć.
Dziwne, jak często dopatrujemy się tego, czego szukamy, czego tak nam brakuje.
Tak naprawdę, gorący dotyk nigdy nie był dla mnie bolesny, raczej chłód obojętności, albo mróz niezrozumienia, a nawet przełykanie letniej herbaty codzienności sprawiało ból. Nikt jednak tego nie mógł wiedzieć, ten słaby punkt zabezpieczyłam odpowiednim pancerzem, czasem tylko zaglądałam do środka odklejając kolejno wszystkie warstwy, smutny widok, ale czyniąc to samotnie -widziałam go tylko ja.
Nasączona tajemniczą miksturą zaczęłam się rozklejać, poprosiłam o chwilę samotności, tłumacząc się napadem migreny. Zaprowadziła mnie do sypialni, podała ciemną opaskę na oczy i opuściła rolety.
Na niebie myśli rozlał się słodki róż, zazwyczaj z lubością pogrążałam się w burzowych, ciemno-szarych chmurach; teraz, czuję smak różu, jest słodki i do tego ten paryski błękit z pąsowym obliczem słońca, wlewającym się jak ciepły karmel w lodowe przestworza zwiastującym zmianę klimatu.
Ulegałam zmianom; bez sprzeciwu poddałam się chłodnej pieszczocie jedwabnej pościeli. Zatapiałam się w nią, jak w morską otchłań. Stopy wyczuły delikatną fakturę dna, tę przyjemną wilgotną rozkosz, zupełnie jakby ktoś czule całował me stopy. Łagodne fale przeszły przez całe ciało, muskanie przenosiło się w górę, przechodząc raz na jedną, raz na drugą stronę; kolana, tu uwodzicielski taniec języka to rozpływał się wargami, to zataczał kręgi, wodził wzorem przyjemności, pisał poemat boskiej rozkoszy, powolnie kierując się w górę. Chciałam podciągnąć spódniczkę, lecz poczułam, że mam związane ręce, a zniecierpliwienie prężyło me ciało w błagalny łuk triumfalny - pragnienia...głębszej pieszczoty. Wiłam się jak ryba splątana w sieci pożądania. Sieci mają to do siebie, że im bardziej ofiara pragnie się z nich uwolnić, tym bardziej one zniewalają i w tym cała przyjemność, rozkoszna walka pragnień o spełnienie, którego bliskość potęguje rozpostarte w powietrzu napięcie.
Lecz batalia dopiero miała się zacząć.
Znienacka wśliznął się do środka i powolnie rozcinał wzdłuż, jak rozpoławia się soczysty owoc; zatrzymał się tuż nad najczulszym miejscem, w którym powinien był się zatrzymać, więc uniosłam biodra, by go namierzyć, lecz czmychnął, by po chwili wrócić i po-wo-lu-tku mie-szać szyki.
Jak kobiety uwielbiają takich smakoszy, co delektują się rozsmakowując każdym kęsem i kroplą; te powolne zaspakajanie, ssanie podszyte uwielbieniem, pocałunki składane w hołdzie kobiecości, te naprzemienne radosne brodzenie i rytmiczne nurzanie się w głębiach; te wycofania i powroty, zimne i ciepłe podmuchy, uwalnianie kolejnych fal, rytmiczne powalanie, głęboko i zdecydowanie, zgodnie z ruchem wskazówek, zgodnie z naturalnym rytmem ciała, serca i ziemi
w drodze do nieba

Słońce

Słońce rozlało się w paryskie błękity, tryskając deszczem, a wielobarwna tęcza połączyła dwa światy, przeszłości z przyszłością, która rzuciła ciepłe czerwienie, czułam, że tego właśnie brakowało w moim zimnym niebieskim świecie.

-Co oznaczało moje marzenie? -spytałam wychodząc
-Zmysłową esencję kryjemy w sobie –mówiła cicho, lecz wyraźnie –To, jak naczynia połączone: zmysły, słowa i pragnienia. Ty za dużo dawałaś, zbyt mało dostając; kobieta karmi -czułością, ale tego samego -potrzebuje -powiedziała poważnym i ciepłym tonem, podając bilecik -ciepły, karminowy, pachnący wiśnią.
-Zabawne- pomyślałam, mężczyźni również tu przychodzą, by odkrywać smaki?
ODKRYJ SMAK PRAGNIENIA –tak brzmiało hasło na bileciku Madame De Sir

Opublikowano

Niesamowicie zmysłowe i tajemnicze. Doskonały tekst.

Jedno zastrzeżenie: "jako samodzielna, tak zwana twarda sztuka, przez pracowników nawet zimną suką" W tym fragmencie cos mi nie gra. Chyba powinno być " jako samodzielna, tak zwana twarda sztuka, przez pracowników [zwana] nawet zimną suką.

pozdrawiam

Opublikowano

Hmm...rozmarzyłam się, że będę kiedyś tak umiała pisać. Co tu więcej dodać?
Wciąż jestem pod wrażeniem Paryża, z zeszłego lata. Będe tam jeszcze kiedyś, bo przecież zakręciłam się na tej płycie przed Notre-Dame. A na wspomnienie d`Orsay wciąż bije mi mocniej serce. Pozdrawiam/Ania

Opublikowano

o! troszkę nostalgii w twoim tekście! dodaje ona pikanterii i potem tak jak myślałam, dużo pieprzu, chili, odrobina imbiru! super! zauwaz ile wykrzykników
pozdrawiam

Opublikowano

Aniu!
no Ty chyba nie Musisz o tym marzyć
a ja się rozpływam i serducho przyspiesza, po takich słowach
MERCI

Aksjo!!!!!!
cieszy mnie Twa reakcja Wyczuwasz mnie i moją dietę, Jesteś (nie)SAMO/VITA
hmm, może jak już się wznoszę, to polecę coś z mego menu:
imbir, cynamon i kardamon dodaję do porannego koktajlu:
1banan, 2figi, parę migdałów, albo wiórki kokosowe, ewentualnie mak, 3łyżki cacao, wszystko zalane maślanką lub jogurtem zmiksowane i przyprawione powyższą mieszanką korzenną mniaaamm
natomiast chili i pieprz /marynowany/ dodaję np. do śledzi w sosie pomidorowym
/ 5zeszklonych cebulek +koncentrat pomidorowy +2zmiksowane łodygi selera naciowego z ząbkiem czosnku +cynamon +kardamon +goździki +gałka muszkatołowa, wszystko chwilę dusić +2łyżki sosu sojowego/
wymoczone w wodzie lub mleku płaty śledziowe skropić sokiem z cytryny, pokroić i przekladać warstwami z cebulą w sosie i dodać pieprzowe ziarenka
niestety trzeba poczekać parę godzin, aż się dobrze przegryzie

smacznego

Opublikowano

renatko- Ty jesteś wspaniała !
muskałem Twój tekst niebieskimi ślepiami,
a on rozlewał się we mnie w tęczę obejmującą
powoli całe moje ciało;
to było piękne przeżycie;
pozdrawiam - jacek

Opublikowano

Jacku
niemal czuję twą obecność
takie miłe łechtanie

Marri
więc wyraźnie działamy
/na siebie wzajemnie/

oh, Karol!
Dowcipnie to Ujęłaś
tak 3maj

Asher
the pleasure is all mine
tzn. uwielbiam drążyć te złoża i dzielić się nimi, a i tak cała przyjemność do mnie wraca, chociaż, jak pisałam -wszystkie znaki na to wskazują, że potrafię odbierać również bezpośrednio, tj. z ręki do ręki, czyli ktoś tankuje, a ja płacę;))

/i znów zawile, może troszkę wyjaśnię w kolejnej odsłonie/

  • 6 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MUR ZAPIAŁ (X3)

       

      Ciepło w sercu mym
      Wzrok wlepiony w puste szkło,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo...


      Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak;
      Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire,
      A Tim, Don Juanem być chciał,
      I ja, najdumniejszy w melanżu tym,
      Ja chciałem, bym swój szlak miał...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał",
      Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co?

      Śpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się,
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Ciepło w sercu mym
      Oczy wpatrzone w balon Cointreau,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo
      Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak:

      Voltaire poszedł w tan, jak w dym,
      A Casanova - nawet się nie waż, bo...
      A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich,
      Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!"
      My zaśpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym bardziej po pieprz...
      Ony! Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Serce ciężkie od łez,
      Jak kołek w ziemię wbity wzrok
      Przy barze hotelu "Bażant PiaU":
      Pan Adwokat Joseph
      I Pan Radca Timothée
      W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał..

      Jojo mówi, co mówi Voltaire,
      A Timothé, co Don Juan,
      A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich,
      Ja o sobie mówię ten sam chłam...

      I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój,
      Co noc ci z Cechszczególnych-Brak,
      Ci "obesrańcy" pokazują nam zad,
      I śpiewają tak:

      "Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się!"
      Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak
      ...

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc przestań mazać się nam
      Wobec tych pięknych pań
      Bo jakiś babochłop
      W jakiś szemrany blond
      Właśnie rzucił cię

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Lecz wiedz, że wiochę robisz tu
      Szlochasz w obecności dam
      Weź się ogarnij już
      Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam
      Poszła się bujać na bluszcz

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Ale odstawiasz wstyd
      Ludzie się dziwują nam
      Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik...

      Chodź, Jef, już chodź, no, chodź
      Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz
      Chodź, bierzemy kurs na przepić go
      W Pod Taki Kur Piał

      Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość
      Mam dychę, a jak by to nie dość
      Będę udawał, że jestem hotelu gość...


      Potem pójdziemy coś zjeść
      A rybka pływać ma
      Więc, pstrąg, a może dwa
      I wódka zimna jak stal

      Chodź, dziewczynkom powiedz cześć.
      Zajrzymy Pod Chez Nel
      Albo Aniołek Zla
      Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma,
      Że za pół darmo ci da

      Promocja dla takich, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen
      Podnieś no, ten cały ciała kram
      Co ci zabiera tlen...

      Wiem, na duszy ciężko ci
      Wlec ją trudno, ale, i:
      Wiedz: idą lepsze dni
      Więc przestań w rękaw łkać mi,
      Za kołnierz wylewać drink...


      Jak żołnierz musisz być:
      Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci..
      Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi..
      Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny

      Ale, Jef, to już nie jest trottoir
      To kino de répertoire
      Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!!

      Chodź, panienkom rzucić "Ciao!".
      Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał
      A potem WC w Szał Ciał
      Pociechę znajdziesz tam być miał
      Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał

      Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Opowiemy sobie, jak
      Jak za czasów dawnych tak,
      Że nie pamięta najstarszy Mag,

      Szmalu było brak,
      Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak:
      "Kochanie w szlak?"

      Będziemy swoja brać
      Będziemy szczęście brać
      Piijani jak w Kurna Mać
      Będziemy się śmiało śmiać,
      I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!"

      Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź
      Chodź, chodź, cip, cip,chodź
      Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź
      Chodź, Jef, chodź, no chodź ...

      Będziemy śnić sobie, że,
      Znowu, jak w pięknym śnie
      Jesteśmy w nawyku, na dnie.
      Wracamy z odwyku...

      Nie!

      Chodź, chodź, Jef, chodź!


       

       

       

       

       

       

       

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. seks i dobrze zjeść:)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Jedno szambo Bob ma z sond, ej!
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      U nas akurat w mieście straszy się nas od kilku lat co pewien czas zamknięciem SORu, więc bardziej bym się tego bała, że na porodówkę przyjdą np z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego ;) bo kto wie, niech najpierw sprawdzą. Tu żartujemy, ale kto nie przerabial na żywo tych dojazdów, bo coś się mniej oplacalo, temu może do śmiechu. Pozdrawiam i dziękuję.       Dziękuję @piąteprzezdziesiąte @Jacek_Suchowicz
    • MUR ZAPIAŁ (X3)   Ciepło w sercu mym Wzrok wlepiony w puste szkło, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo... Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak; Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire, A Tim, Don Juanem być chciał, I ja, najdumniejszy w melanżu tym, Ja chciałem, bym swój szlak miał... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał", Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co? Śpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się, Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Ciepło w sercu mym Oczy wpatrzone w balon Cointreau, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak: Voltaire poszedł w tan, jak w dym, A Casanova - nawet się nie waż, bo... A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich, Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!" My zaśpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym bardziej po pieprz... Ony! Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Serce ciężkie od łez, Jak kołek w ziemię wbity wzrok Przy barze hotelu "Bażant PiaU": Pan Adwokat Joseph I Pan Radca Timothée W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał.. Jojo mówi, co mówi Voltaire, A Timothé, co Don Juan, A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich, Ja o sobie mówię ten sam chłam... I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój, Co noc ci z Cechszczególnych-Brak, Ci "obesrańcy" pokazują nam zad, I śpiewają tak: "Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy,  tym głupszy staje się Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy,  tym głupszy staje się!" Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak ... Nie, Jef, nie jesteś sam Więc przestań mazać się nam Wobec tych pięknych pań Bo jakiś babochłop W jakiś szemrany blond Właśnie rzucił cię Nie, Jef, nie jesteś sam Lecz wiedz, że wiochę robisz tu Szlochasz w obecności dam Weź się ogarnij już Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam Poszła się bujać na bluszcz Nie, Jef, nie jesteś sam Ale odstawiasz wstyd Ludzie się dziwują nam Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik... Chodź, Jef, już chodź, no, chodź Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz Chodź, bierzemy kurs na przepić go W Pod Taki Kur Piał Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość Mam dychę, a jak by to nie dość Będę udawał, że jestem hotelu gość... Potem pójdziemy coś zjeść A rybka pływać ma Więc, pstrąg, a może dwa I wódka zimna jak stal Chodź, dziewczynkom powiedz cześć. Zajrzymy Pod Chez Nel Albo Aniołek Zla Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma, Że za pół darmo ci da Promocja dla takich, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Nie, Jef, nie jesteś sam Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen Podnieś no, ten cały ciała kram Co ci zabiera tlen... Wiem, na duszy ciężko ci Wlec ją trudno, ale, i: Wiedz: idą lepsze dni Więc przestań w rękaw łkać mi, Za kołnierz wylewać drink... Jak żołnierz musisz być: Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci.. Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi.. Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny Ale, Jef, to już nie jest trottoir To kino de répertoire Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!! Chodź, panienkom rzucić "Ciao!". Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał A potem WC w Szał Ciał Pociechę znajdziesz tam być miał Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Opowiemy sobie, jak Jak za czasów dawnych tak, Że nie pamięta najstarszy Mag, Szmalu było brak, Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak: "Kochanie w szlak?" Będziemy swoja brać Będziemy szczęście brać Piijani jak w Kurna Mać Będziemy się śmiało śmiać, I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!" Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź Chodź, chodź, cip, cip,chodź Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź Chodź, Jef, chodź, no chodź ... Będziemy śnić sobie, że, Znowu, jak w pięknym śnie Jesteśmy w nawyku, na dnie. Wracamy z odwyku... Nie! Chodź, chodź, Jef, chodź! K                   
    • Wszystkim „dzieciom” wojny - ku pamięci Wszystkim „ojcom” i „matkom” wojen - ku przestrodze ++++++++++++++++++ "Wojna się nie zmienia"   Wojnę, żeby robić, trzeba mieć pieniądze, banksterów zaspokoić, prymitywne żądze. Wojna się nie zmienia, i ilekroć się zdarzy, sporo w tym roboty podłych dziennikarzy. Co piszą wysnute z palca informacje, zarabiając tym sposobem na wystawne kolacje. I wraz z establishmentem, prochu nie wąchają, rąk krwi mając pełne, niewinnych udają. O, nieszczęsny człecze, co wojnę wybierasz, w bezsensowną walkę, wysyłając czeladź. Tyś nie bogiem wojny, lecz z piekła pomiotem, więc za swoje czyny trafisz tam z powrotem. Staniesz przed swym Stwórcą, wbrew swej własnej woli, prawnik wraz z doradcą już cię nie wyzwoli. Bóg da ci zapłatę, na którą tak czekasz, walcząc o swe życie w samym środku piekła.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...