Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Niebo przesypało się rdzą

w niespokojne

popołudnie.

 

Wyjące piaski zagłusza

brzęczenie puszek, przetaczanych

między domostwami.

 

Coś nadchodzi. Zmysły

pożarła kurzawa

do ostatniego ziarenka.

 

Jedynie łaciate kozy

niewzruszenie wyskubują

z ocienionych rozpadlisk

suche źdźbła

i słowa.

 

 

Pół-kobieta, pół-pustynia, 2017 r. 

Opublikowano (edytowane)

Wybrałem się ostatnio na wyprawę do Omanu. Widok tamtych stron, pustyni i wszechobecnych domowych kóz skaczących po skalnych występach przywołał mi Twój wiersz. Oman dopiero się otwiera na turystykę więc wszystko jest tam dziewicze i nienaruszone falami dzikich tłumów. Pewnie niedługo to się zmieni. Podoba mi się Twój wiersz który we mnie przywołuje miłe wspomnienia.

Edytowane przez Robert Witold Gorzkowski (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Oczywiście, chodziło mi o to, że z "ascetycznego" punktu widzenia ta metafora z rdzą (i może klepsydrą, jak odczytuję) jest przekombinowana (motyw nawet urokliwy, ale całość puszcza w szwach – piasek nie sypie się z nieba, może przesłonić niebo w burzy piaskowej, no i jest dalej "normalna" kurzawa). Tytuł zbioru nic tu nie wnosi. Doceniam zmysł obserwacji (choć to ogląd, nomen omen, jakby na sucho). Pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Naram-sin Wyjące piaski  to jak koszmar z filmu zgrozy, skojarzyło mi to się z filmem-dreszczowcem "Ptaki" Alfreda Hitchcock'a. 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Wiesław J.K. "Wyjące piaski to sen, który może mieć różne interpretacje w zależności od kontekstu. Miękki, ciepły piasek może oznaczać relaks, wakacje lub chęć powrotu do prostszych czasów. I odwrotnie, ruchome piaski mogą oznaczać niestabilność, brak solidnego gruntu lub uczucie przytłoczenia niepewnością życia."

symbolopedia.com

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Naram-sin Łał! Jestem pod wrażeniem.

Brzmi jak pytanie  retoryczne, na które każdy odpowie sobie sam.

Oszczędność m

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wow! Jestem pod wrażeniem.

Brzmi jak pytanie retoryczne- na które każdy musi odpowiedzieć sam.

Oszczędność metafor daje tyle wyobrażeń i pytanie o życie, jego nasycenie.

Piękny

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...