Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Rzucił się biegiem do wyjścia. Chciał pić dalej, łaknął mocnego alkoholu, zwalającego z nóg napoju, który oddali palący go nastrój klęski. Nie było to jednak takie proste. Lata spędzone nad kieliszkiem wytrenowały jego organizm do tego stopnia, że padał z nóg dopiero po kilku godzinach ostrego picia. Wyprawkę ślubną z pierwszego małżeństwa przepił z Turkami w Niemczech, gdzie, jak wielu emigrantów zarobkowych ze Śląska, miał rozkręcić rodzinny interes. Potem ruszył w trasę po Polsce, trochę pracując dorywczo, trochę kombinując i kradnąc, zaś podmiotem wszelkich działań była chęć napicia się. Wydawało się, że nie ma już ratunku. Przestał hołdować tak zwanemu paradoksowi zaprzeczania i przyjął z pokorą, że jest uzależniony. Drugie małżeństwo także nie przyniosło odmiany. Kolejne wyroki otrzymywane za głupie wybryki również. Swobodne opadanie trwało latami, lecz dno wciąż było daleko. Krótkie okresy przebudzenia przechodziły w długie pasma kolejnych otępień. Dawid przegrywał z Goliatem - z tym bezmózgim monstrum, za którym stała wyłącznie bezmyślna siła, bo nie potrafił przeciwstawić mu mocy ducha i umysłu. Aż pewnego dnia, za kolejne głupstwo usłyszał w sądzie, że nie rokuje żadnych nadziei i czeka go 7 lat życia w odosobnieniu. Patrzył na krzykliwie umalowaną sędzinę, mrugając z niedowierzaniem oczami. Był w dziwnym amoku, kiedy konwojenci w milczeniu odprowadzali go do samochodu. Miał ponad trzydzieści lat, dwa nieudane małżeństwa, syna, który wychowywał się bez ojca i wizję absolutnej pustki przed sobą. W tej chwili wyczuł pod stopami dno. Dotarł do punktu krytycznego, skąd droga prowadziła już tylko do samobójczej śmierci albo odrodzenia.
Do celi wrócił z płaczem, budząc skrajne zdumienie kolegów i jeszcze tej samej nocy zaczął snuć plany powrotu. Do rana nie zmrużył oka, ale jakość i wartość postanowień, jakie powziął, była tego warta. Od razu rozpoczal terapie w AA. Początkowo z trudem otwierał się przed obcymi ludźmi, ale z czasem nabrał nawyku szczerości do tego stopnia, że przeszczepił go na obszar codziennej rzeczywistości. Po paru miesiącach był już pewien, że znalazł się na właściwej drodze do wolności. I nie chodziło tylko o przedostanie się poza mur - odnalazł wolność w sobie. Rozpoczął pracę w więziennym radiowęźle, dzięki czemu wzrósł poziom kultury wśród osadzonych. Odkrył w sobie również inne cenne zdolności, które dotychczas spoczywały pod zgrubiałą skorupą obojętności. Zaczął pisać wiersze, zajął się kwestiami mediacji między ofiarą i sprawcą oraz teorią resocjalizacji. Wiersze, które pisał, zaczęły zdobywać nagrody w licznych konkursach, zaś teksty publicystyczne ukazywały się w rozmaitych periodykach, spotykając się z wielkim uznaniem fachowców. Znana w świecie katedra prawa Uniwersytetu w Toruniu zaproponowała mu stypendium, aby po odzyskaniu wolności mógł podjąć tam studia. Odwiedzali go przedstawiciele mediów, dla których temat więzienia nareszcie stał się dostępny oraz osoby zawodowo związane z pracą z więźniami. Po latach ktoś z UJ zrobił nawet doktorat na podstawie jego przypadku.
Pracę nad sobą uczynił sposobem na powrót do świata, wciąż jednak wisiało nad nim widmo długiego wyroku. Pewnej nocy postanowił, że zagra va banque. Napisał prośbę o ułaskawienie do prezydenta. Każdy człowiek miał prawo skorzystać z niej tylko raz w życiu. Po paru miesiącach przyszła pozytywna odpowiedź. Był wolny, otrzymał ostatnią szansę i myśli o powieszeniu się na kracie stały się nieaktualne.
Przekraczając bramę, poprzysiągł, że więcej tam nie wróci, lecz nie dotrzymał obietnicy. Wracał i to nie raz i nie tylko do miejsca, które opuścił. Wracał, by spotykać się z potrzebującymi wsparcia i namawiał ich do powrotu na łono świata. To było silniejsze od niego. Uznał, że skoro jemu udało się tak szybko odbudować to, co przez lata w zapamiętale niszczył, inni też powinni dostać szansę. Przeszedł wszystkie dostępne szkolenia oferowane przez ruch AA, Komitet Helsiński czy Fundację Batorego i tak uszlachetniony, rzucał się w wir pracy na rzecz innych. Nie zapominał także o sobie. Akurat trwała przebudowa kraju, który przez pięćdziesiąt lat pozostawał w szponach chorego systemu. Gospodarkę centralnie sterowaną zastąpiła gospodarka wolnorynkowa, nastał czas wielkich i niepowtarzalnych okazji dla ludzi z głową na karku i pomysłem na własny interes. Początki miał skromne. Razem z przyjacielem z AA postanowili założyć agencję reklamową. Nazwali ją Cyrograf, co jak się później okazało, było znakomitym posunięciem. Wydawali dodatki branżowe do gazet regionalnych, organizowali trasy koncertowe oraz promocje wydawnictw muzycznych. Wkrótce z małego biura na prowincji przenieśli się do większego biura w centrum, rozbudowali infrastrukturę i rozszerzyli kadrę pracowniczą. Rozwój wydawał się być procesem nie do zatrzymania, jednakże z czasem doszło między nimi do konfliktu. Kiedy rozbieżności w wizji budowania firmy przybrały przykre rozmiary, Krystian odszedł. I to okazało się przedsięwzięciem błogosławionym w skutkach. Cyrograf pozostał w stadium rozwojowym, zaś nowo utworzone Centrum Reklamy Aktywnej prześcignęło go po wielokroć. Krystian przyjął młodych, prężnych ludzi, sam zaś zajął się zarządzaniem. Chciał firmy z przyszłością, firmy, z którą pracownicy będą się w pełni identyfikować, firmy posiadającej niepodważalną markę na rynku i świetne perspektywy. Każdy zysk natychmiast inwestował: otworzył dodatkowy oddział w Warszawie, rozpoczął starania o otworzenie nowej formy działalności - wydawnictwa. Marzył o drukowaniu literatury terapeutycznej, a część ewentualnych zysków planował przeznaczyć na publikację młodych zdolnych.
Realizował swoją wizję konsekwentnie, aż pewnego przeklętego dnia, jego młody dyrektor nie włączył alarmu na noc i firma stanęła na skraju bankructwa. Przy okazji wyszło na jaw, że filia warszawska od paru miesięcy przynosiła same straty i brakuje pieniędzy nawet na kupienie nowego sprzętu, nie mówiąc już o wywiązaniu się z kontraktów oraz obowiązujących umów.
Głos megafonu wyrwał Krystiana z otępienia. Stał przed oszkloną reklamą własnej firmy zawieszoną przy wyjściu z peronów do miasta. PODBIJAMY ŚWIAT WYOBRAŹNI. Poczuł nieodpartą chęć, by rozbić szybę i zniszczyć wszystko, co było za nią. Wzruszył jednak ramionami i powlókł się dalej. W kieszeni kurtki dzwonił telefon.
- Chłopie, martwimy się. Miło słyszeć, że nie popełniłeś samobójstwa i nie zostałeś aresztowany. No, co z tobą? Czekamy już pół godziny.
Młody. Miał już pewnie pod trzydziestkę, ale dla niego zawsze miał być młody. Dobre chłopisko, tylko nadwrażliwe
- Macie wódę? – zapytał.
- Nie.
- To z czym po mnie przyjeżdżacie?!
- Z sercem na dłoni.
- Dobra. Idę, idę.
Z trudem wspiął się po schodach i wyszedł na Plac Andrzeja. Drzwi taksówki Heńka po obu stronach były otwarte, obydwaj trzymali łokcie na dachu Mercedesa, uśmiechając się kpiąco. Krystian podszedł i uścisnął ich serdecznie. Heniek był postawnym mężczyzną ze złotawym wąsem i rudą czupryną. Kiedyś utrzymywał wielodzietną rodzinę wyłącznie z kursów, Krystian często go zatrudniał - nawet jeżeli nie było doraźnej potrzeby. Później Heniek wystawiał mu rachunek na firmę za cały miesiąc. Teraz wiodło mu się lepiej, bo zajął się dystrybucją tajemniczego wywaru z tysiąca ziół, który napływał stopniowo z zagranicy. Był już tak zwanym Brylantowym Dyrektorem w sieci i premie w dolarach, jakie otrzymywał, były naprawdę pokaźne. A Krystiana woził raczej z powodu emocjonalnej więzi, jaka się pomiędzy nimi zawiązała.
Byli bliżej, ale nigdy nie nazywał go swoim przyjacielem. Z Młodym było inaczej, choć dla bezpieczeństwa i higieny wzajemnych stosunków, określali siebie mianem kandydatów na przyjaciół albo sprzyjacieli. Krystian był pewien, iż od jakiegoś czasu jest to prawdziwa, szczera męska przyjaźń na całe życie, ale pasował mu układ pełen niedomówień. Nie cierpiał tylko, gdy Młody patrzył na niego tak, jak w tej chwili - cierpiętniczo i współczująco. Poczucie mesjanizmu i przesadne zdolności do empatii miał rzeczywiście nieco przesadzone, lecz to akurat Krystian rozumiał doskonale. Bez poczucia misji, posłannictwa na świecie nie mogliby w żaden sposób egzystować. To była kolejna forma ucieczki przed tożsamością, której nie da się zaakceptować - tożsamością wyrzutka.
Heniek gestem stangreta zaprosił go do środka, jednak Krystian cofnął się chwiejnie.
- Chcę się napić.
- W domu - zastrzegł od razu Młody.
- Teraz! - nastroszył się Krystian - Wychodzicie po największego nałoga jak kraj długi i szeroki i nic nie macie. Nigdzie z wami nie jadę.
- Chodź - Heniek ujął go za ramię, lecz wyrwał się i asekuracyjnie uniósł ręce do góry - No, chodźże.
- Nie ma mowy! Albo wódka, albo idę w miasto!
- Kris – rzekł Młody pedagogicznym tonem - Nie rób skandalu. Chcesz, żeby ludzie się dowiedzieli, że prezes szanowanej firmy chleje i rozbija się po
mieście?
- Nie dbam o to - Krystian beznamiętnie wzruszył ramionami - Dzisiaj jestem najbardziej nieodpowiedzialnym człowiekiem na ziemi, prezesem nieistniejącej firmy, która obsługuje widmowych klientów w żarłocznej paszczy niebytu.
Spojrzeli z Heńkiem na siebie bezradnie.
- Co kupić? - zapytał z rezygnacją Młody.
- Zdaję się na ciebie. Kup to, czego sam się napijesz. Upiję cię, jak szczyla z przedszkola. Będziesz kwilił i rzygał dalej, niż widzisz. Łap.
Wręczył mu zwitek banknotów, a Młody bezwolnie ruszył do sklepu. Przyniósł butelkę wódki, sok pomarańczowy oraz parę piw.
- Wiedziałem - jęknął Krystian, krzywiąc się niemiłosiernie na widok piwa - Czemu nigdy nie pijesz ,jak mężczyzna?
- Już ci mówiłem - odparł cierpliwie Młody - Mam taką maksymę: pijesz, jak stuprocentowy mężczyzna, a w rowie leżysz, jak stuprocentowy ciul.
- Dobra. Pij, co chcesz. O, wódeczka też jest.
- To jedziemy - zakomenderował Heniek.
Niemal siłą wepchnęli Krystiana do samochodu, gdzie od razu sięgnął po butelkę. Ochoczo przytknął ją do ust, lecz po chwili odstawił ją ze wstrętem.
- Nawet pić już nie mogę - wyszeptał i wręczył napoczętą butelkę Młodemu, który zakręcił ją ukradkiem, nie wypijając ani kropli - Nie umiem wrócić do starych przyzwyczajeń.
Zacisnął bezsilnie pięści i rozpłakał się. W jednej chwili rozkleił się, jakby był z papieru. Sprawiła to obecność bliskich mu ludzi, w towarzystwie których czuł się bezpieczny. Nie musiał już nakładać żadnej maski. Był sobą. Zgnębionym nieszczęściem i bezsilnością człowiekiem. Tak ciężko przychodziło mu osiąganie kolejnych szczebli życiowej drabiny, a miał do stracenia dużo więcej, niż każdy normalny obywatel tego kraju. Gdyby się całkowicie załamał, przekreśliłby wszystko, co do tej pory osiągnął w pracy nad sobą. Miał być dobry, uczciwy i trzeźwy. Pouczał innych, a tymczasem sam był bliski zaprzeczenia swoim naukom. Wiedział, co to znaczy, bo wielokrotnie zdarzało mu się zdradzać samego siebie i swoje ideały.
Kiedy jego łkanie powoli przeszło w ciężki szloch, zgarbił plecy i opuścił głowę, chcąc ukryć łzy, których nie był w stanie powstrzymać. Zmieszany Heniek założył okulary przeciwsłoneczne i pilnował drogi. Młody ścisnął Krystiana za ramię, patrząc na niego z taką żałością, że gdyby był trzeźwiejszy, na pewno zgromiłby go za skłonność do przesady. Nagle ucichł i podniósł głowę, zaglądając Młodemu głęboko w oczy.
- Mogłem gnojowi złamać tę girę - rzekł cicho, a potem głos mu się załamał - Ale nie umiałem.
- I dobrze - odparł z naciskiem Młody - Nigdy byś sobie tego nie wybaczył.
- Wiem. Tak trudno być uczciwym w tym przeklętym kraju. Lecz jeszcze trudniej wrócić na stare śmiecie.
- Kto to zrobił? – dopytywał Młody - Masz jakieś podejrzenia?
Krystian sapnął ciężko i pokręcił głową, jakby chciał w ten sposób zaprzeczyć swoim myślom.
- Już nie chcę wiedzieć. Mogłoby się okazać...
- Co???
- Nieważne. Dlatego mało kogo nazywam przyjacielem.
- Kto wiedział, że pracownicy nie umieją włączać alarmu?
- Parę osób.
Krystian nieco się uspokoił. W tej chwili uciekał od przykrych myśli i nie chciał drążyć tematu. Wyciągnął do Młodego rękę, którą ten ścisnął z całych sił.
- Na pewno jesteście głodni - stwierdził zrównoważonym już głosem - Wieź nas na porządne żarło! Najlepiej do A Donga!

Opublikowano

zaś podmiotem wszelkich działań -dlaczego podmiotem? może motywem?
rozpoczal - ął
które dotychczas spoczywały pod zgrubiałą skorupą - ukrywały się? były ukryte?
ukazywały się w rozmaitych periodykach - mnie osobiście słowo "rozmaitych" niezbyt się podoba- czasami odczytuję to nie wprost- wolałbym różnych
dostępny oraz osoby - przecinek
powrotu na łono świata - to łono mi się nie widzi, co innego łono społeczeństwa
Wkrótce z małego biura na prowincji przenieśli się do większego biura w centrum - prowincja nie jest antonimem centrum, więc z prowincji do np: metropolii, lub z przedmieść (suburbiów) do centrum
rozszerzyli kadrę pracowniczą - nie bardzo sobie wyobrażam rozszerzenie kadry (dokarmiali ich ;-) ? ) chyba zwiększyli
przykre rozmiary - żenekąprąpa
sprzyjacieli - fantastico!!! (sam to wymyśliłeś?)
na niego z taką żałością - może ze współczuciem? ta żałość, tak jakoś dziwnie...
Uff. Kurna profesory biorą wysokie pensje, a doktorant musi zapieprzać!
Znakomity tekst. Podziwiam swobodę narracji, bogaty język i sam już nie wiem co.

Opublikowano

Przeczytałem CZęści I, II i III i dopiero teraz skomentuje.

Opowiadanie świetne, czyta się doskonale, zresztą jak wszystko co wyjdzie spod twojego pióra, czy raczej spod klawiatury;). CZekam na dalszy ciąg, który mam nadzieję niedługo nastąpi.

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...