Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czy jestem idiotą?
Ostatnio wciąż słyszę, że brakuje mi piątej klepki. Sam nie wiem co mam o tym myśleć. Z całą pewnością jestem inny, niz ci wszyscy ogoleni na łyso playboye pędzący za karierą i poświęcający dla niej wszystko, rozbijający się w lśniących BMW, Buickach, Chevroletach, czy Porsche. Jeśli tylko dlatego jestem idiotą, w porządku. Jakoś to przyjmę do świadomości.
Coś ciągle mi mowi, że sedno mojej osobowości tkwi w jakimś martwym punkcie, którego ja sam do końca nie poznałem. Nawet nie potrafię tego wyjaśnić. Jesteś mną? Gdybyś był mną, wiedziałbyś co chcę powiedzieć.
Jestem odmieńcem, zdaję sobie z tego sprawę.
Uświadomiłem to sobie już dawno temu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem od babki słowa: "Jesteś naznaczony, musisz uważać na siebie bardziej, niż ktokolwiek inny."
Myślicie, że wiedzialem o co jej chodzi? Nie miałem bladego pojęcia.
Pech.
To o to chodziło babce. W moim przypadku sprawa przedstawiała się inaczej, niż dla ogolonych na łyso playboyów. Często, kiedy o tym myślę zastanawiam się, dlaczego? Dlaczego ja? Nawet babka nie znała odpowiedzi.
Pamiętam, kiedy pierwszy raz czarny kot przebiegł mi drogę. Nie potrafię opisać, jakie uczucia drzemały we mnie dzień póżniej, gdy dowiedziałem się, że moja matka została zamordowana. Ktoś dżgnął ją szesnaście razy nożem w brzuch, potraficie to sobie wyobrazić? W jednej chwili straciłem najcenniejszą mi osobę.
Tak bardzo ją kochałem, do dzisiaj żałuję, że nigdy jej tego nie powiedziałem. Do dziś błądzę wzrokiem w poszukiwaniu jakiegoś znaku od niej.
Czarny kot - kiedy widzę jego ślepia, kiedy widzę, że zbliża się zamykam oczy i odwracam się na pięcie. Już zawsze będzie mi się kojarzył z tamtym dniem. Patrząc na czarnego kota, już zawsze przed moimi oczyma będzie pojawiala się wizja mojej matki mordowanej przez jakiegoś skończonego psychopatę.
Pech. Dlaczego ja? Dlaczego ja muszę być naznaczony? To pytanie spędza mi sen z powiek.
Miałem dwadzieścia cztery lata, kiedy odwiedził mnie przyjaciel ze studiów. Zobaczyłem go przez wizjer w drzwiach i z uśmiechem na twarzy pomyślałem:
"Nie jestem jednak taki samotny. On przyszedł do mnie, tak, to naprawdę mój znajomy i przyszedł tylko do mnie."
Wyobrażacie sobie? Przez tyle lat przebywacie w zamkniętym pomieszczeniu, żyjecie w ciągłym lęku, w samotności... i nagle dostrzegacie znajomą twarz...
Otworzyłem drzwi i podałem mu rękę. Czułem jak w moich oczach gromadzą się łzy.
Wtedy uświadomiłem sobie swój błąd i przypomniałem słowa babki mówiącej łagodnym głosem: "Przywitania i pożegnania, pamiętasz? Zapomnialeś już? Nie wolno ci robić tego, gdy druga osoba stoi na zawnątrz. Nie przez próg, chłopcze. To przynosi pecha, to straszny przesąd, musisz zwracać uwagę na to, z kim i gdzie się witasz. Nie czyń tego przez próg".
Zadrżałem wtedy. Nogi ugieły się pode mną i prawie upadłem. Tylko tyle pamiętam z tego spotkania.
Dwa dni póżniej z przerażeniem, niemal w akcie desperacji zadzwoniłem do niego. Odebrała jakaś kobieta, prawdopodobnie jego żona i oświadczyła, że nie mogę rozmawiać ze znajomym, gdyż on nie żyje.
- Udał się do sklepu - wymamrotała kobieta, co chwila przerywając, nie mogąc zapanować nad szlochem - Nie wrócił już. Potrąciła go ciężarówka...
Pech. Po raz kolejny chodziło wlaśnie o to. O nic innego.
Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić, przez co przechodziłem, to był niekończący się koszmar, droga bez powrotu, którą musiałem pokonywać codziennie.
Studiowałem notatki, które sporządziła mi babka. Dotyczyły rozmaitych przesądów. Musiałem je wszystkie spamiętać i wystrzegać się pechowych sytuacji. Owo wystrzeganie wiązało się z dalszą samotnością, z obłędem, w który popadałem.
Nie rozmawiałem z nikim. Byl moment, kiedy przez dobre dwa miesiące nie wychodziłem z mieszkania, a kiedy dzwoniłem po pizzę prosiłem, aby zostawiali ją na wycieraczce przed drzwiami, gdyż bałem się stanąć twarzą w twarz... z drugim człowiekiem.
Mając dwadzieścia osiem lat pojechałem na zaproszenie do Manchesteru. Moja kuzynka wychodziła za mąż, miałem być swiadkiem. Nie odmowiłem, nie mogłem odmówić, chyba sami rozumiecie?
Wciąż myślę o tym, co się wtedy wydarzyło i zastanawiam się, dlaczego tak się stało? Czytałem póżniej notatki babki, szukałem wiadomości w internecie, ale nie znalazłem niczego na temat przesądów dotyczących ślubów, weselnych imprez, oraz pary młodej.
A jednak oboje zginęli podczas podróży poślubnej. Katastrofa lotnicza. Gdyby nie fakt, że zginęło w niej ponad sto dwadzieścia osób, uznałbym się za skazanego na całkowitą samotność. Skazanego na przebywanie w zamknięciu.
Że tak powinno być upewniłem się rok póżniej na przedstawieniu w teatrze. Nie spodziewałem się, że ujrzę tam kominiarza.
Nie mogę w to uwierzyć, do dzisiaj mam sny o człowieku ubranym na czarno... Co prawda był to aktor w przebraniu, lecz to nie ma znaczenia w kwesti przesądu, według którego człowiek zobaczywszy kominiarza, powinien odnależć wszystkie guziki w swoim ubraniu i dotknąć ich. Tylko dotknąć.
To głupie.
Czy ja nie jestem idiotą?
Ale to działa. Na mnie to działa, wierzcie mi lub nie, ale to dzieje sie naprawdę.
Odszukałem wtedy wszystkie guziki. Jak się póżniej okazało, przeoczyłem jeden, znajdujący się przy rękawie koszuli. Był to guzik zapasowy wszyty od spodu, na wypadek gdyby któryś z centralnych guzików odpadł.
Guzik zapasowy. Zapomniałem.
Nazajutrz we wszystkich gazetach, które przeglądałem tłustym drukiem mogłem przeczytać: "Niespodziewana śmierć aktora teatralnego. Lekarze badają przyczyny zgonu trzydziesto sześcio letniego..."
Pech.
Jak długo to mogło trwać? Jak długo? Popadłem w depresję, z ktorej żaden lekarz nie potrafił mnie uleczyć. Nie mieli pojęcia na co cierpię.
Jak długo? - pytałem - Jak długo jeszsze?
Nigdy nie byłem w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Byłem sam, kompletnie nie zdolny do tego, by trzeżwo myśleć.
Tak, rozpiłem się. Po roku stałem się alkoholikiem.
Pewnego dnia musiałem opuścić mieszkanie. Głód alkoholowy był silniejszy. Narzuciłem ciepły płaszcz, gdyż w tamten pażdziernikowy wieczór było naprawdę zimno, deszcz lał jak z cebra, a szybkość wiatru przekraczała pewnie grubo sześćdziesiąt kilometrów na godzinę.
Wyszedłem na ulicę.
Ze spuszczoną głową, tak aby nie wzbudzić niczyjego zainteresowania, dodatkowo w wełnianej czapce, sunąłem jak zjawa w kierunku sklepu.
Pamiętam tłum ludzi zgromadzony przy jednej z ulic. Niektórzy krzyczeli, część z nich stała nieruchomo, inni z przerażeniem w oczach patrzyli na widok, jaki rozpozcierał się przed nimi.
Wypadek samochodowy. Zobaczyłem ogromną ciężarówkę z naczepą, oraz samochód osobowy, był to chyba ford escort. Ogromny osiemnastokołowiec przechylony był pod kątem czterdziestu pięciu stopni, przygniatając kołami escorta. W każdej chwili ciężarówka mogła z powrotem opaść na asfalt, a wtedy z auta osobowego nie pozostało by zbyt wiele. Miazga - tylko to słowo usłyszałem w swojej głowie. I ci biedni ludzie uwięzieni w samochodzie...
Kiedy dostrzegłem czym wypełniona jest przyczepa, osłupiałem. Było za póżno na ucieczkę, za póżno na cokolwiek.
Tłum był coraz większy. Widziałem ich agonię pomimo, że stali żywi.
Widziałem śmierć zaglądającą do ich oczu.
Mój Boże, proszę, nie - pomyślałem i wtedy ogromna naczepa przechylona dośc mocno na bok, przewrócia się.
Pech.
Przypomniały mi się słowa babki: "Uważaj na lustra, one przynoszą najtragiczniejszą i najokrutniejszą śmierć, wystrzegaj się ich..."
Naczepa z łomotem uderzyła o asfalt. Kilka osób krzyknęło.
Ja krzyknąłem najgłośniej, było już za póżno.
Za póżno, za póżno na cokolwiek.
Rozległ się dzwięk tłuczonego szkła; był tak głośny, że musiałem przysłonić swoje uszy dłońmi. Zobaczyłem, że kilka innych osób uczyniło to samo.
Z naczepy wypadły lustra, jedno po drugim: ogromne, w miedzianych, brązowych i srebrnych ramach.
Wszystkie tłukły się momentalnie po zetknięciu z ziemią. Miliony szklanych kawałeczków pokryło ulicę w promieniu dobrych kiludziesięciu metrów.
Spojrzałem na tłum ludzi, który z minuty na minutę powiekszał się. Ludzie przybywali zewsząd. Ciekawscy gapie rozmawiali ze sobą półsłówkami, wymieniali spojrzenia, przede wszystkim jednak wpatrywali się w zmiażdżonego przez koła ciężarówki escorta. Nie byli świadomi tego, co ich czekało. To tak bardzo mnie bolało, tak bardzo, nigdy nie zgadniecie co czułem. Ci ludzie nie mieli pojęcia co się stanie.
Do dzisiaj mnie to prześladuje. Do dzisiaj, moi drodzy.
Pomimo, że tkwię w zamknięciu, że moim domem jest zakład dla obłąkanych, pamiętam twarze tych ludzi; niemal każdą z osobna. Oglądałem je wtedy po raz ostatni...
Oni naprawdę nie byli świadomi.
Nie byli świadomi.

Opublikowano

parę błędów np Odszukałem wtedy wszystkich guzików = wszystkie guziki raczej
ale treść interesująca, z początku wydawało mi się, że to znudzi, ten pech, jednak zakończenie do spodobania :)

Opublikowano

Leszek - to bardzo stare opowiadanie, poprawiane sto albo i więcej razy, mam jednak sentyment to tego tekstu, jak narazie opublikowałem go jedynie tu, bo byłem ciekawy co o nim myślicie. Zdaję sobie sprawę, że mogłoby być lepsze;) Cieszę się jednak, że jesteś na tak:)

Fruzia - dziękuję, bardzo mi miło. Dżgnął - pewnie chodzi o "ż" zamiast z z kreseczką, jednak na mojej klawiaturze nie mogę tego znaku utworzyć nawet za pomocą alta+x. Chyba, że chodzi niewłaściwy zwrot, jeśli masz inną propozycję, będę wdzięczny za jej "uwidocznienie" ;)

natalia - błąd z guzikami już poprawiony:) Miło, że zakończenie nie wywołało kompletnego znudzenia;) Pozdrawiam.

Pozdrawiamw szystkich serdecznie

Opublikowano

j.renata - dzięki, cieszę się, że na tak;)

Pedro - To opowiadanie jest stare, bardzo stare. Ostatnio trochę w nim "pogrzebałem" i pomyślałem, że wrzucę na stronkę. Dzięki za komplement. Chociaż nie uważam się za utalentowanego. Piszę, bo to mnie odpręża... to miłe kiedy ktoś napisze taki komentarz, jaki Ty napisałeś przed chwilą. Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić, co przechodziłem --> wydaje mi sie że "przez co przechodziłem" chyba lepiej brzmi, ale tak jak jest tez jest dobrze. "Ogromny osiemnastokołowiec przechylony był pod kątem czterdziestu pięciu stopni, przygniatając kołami escorta. W każdej chwili ciężarówka mogła z powrotem opaść na asfalt, a wtedy z auta osobowego nie pozostało by zbyt wiele." --> z powrotem na asfalt czyli nie na samochód, albo ja czegoś nie rozumiem --> pozostałoby.
Poza tym - dziwne. Po prostu dziwne. W porównaniu do innych Twoich tekstów wydaje mi się, że to jest inne. Co więcej to jest krótkie, zdecydowanie za krótkie. W porównaniu do innych Twoich tekstów... :) Co nie zmienia faktu, że podoba mi się i to nawet bardzo. Ten tekst ma w sobie coś, jest interesujący, intrygujący... i ma Klimat, taki Klimat jaki ja uwielbiam.
czarrna

Opublikowano

Czarrna,witaj;) A jednak przeczytałaś tą opowiastkę;) Niektóre niezgodności już poprawiłem;) Dzięki za ich wskazanie. Miło, że wpadłaś, zaskoczyłaś mnie bardzo;) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • sytuacja najgorsza

      znów piszę słowa 

      niech zechcą się rymować 

      niech wpadnie metafora i porównanie by poezja popłynęła a nie tylko szczekanie jak pies na pianie 

      wścieklizną się pojawie w twoim śnie 

      będę bał się wody która oczyścić potrafi ciało i krew a przede wszystkim serce i duszę 

      będę pompował w krwi obiegu gęsta ciemną maź

      nie krew bo ubogą w cały tlen 

      duszę się w twoim śnie 

      i płuca nie napełniają się w zyciodajną materię czyli (powtórzenie cholera ale inaczej sie nir da) z powietrza (jeszcze nie terwz uciekłem tym słowem ale zaraz padnie co w niedawnym wersie i oto jest juz tuz po nawiasie) tlen

      tlen 

      tlen 

      tlen 

      tlen (razy pięć widzisz to rymuje się ze sobą to samo słowo czy off)

      potrzebuję oddechu a jedyne co mam to dym z papierosów którym wśród czterech ścian oddycham i oddychałbym wszędzie tym nikotynowym szczęściem 

      na plaży i w lesie ale tam nie niesie mnie krok

      do monopolowego to jo

      ale nie dalej

      tylko gdy drobne uzbieram wyżebrać się uda na flachę 

      w kieliszek polane ale to niewystarczająca ilość 

      leję tani twardy alklhol w szklankę i wlewam w ryło 

      wuda do ryja

      vvdvdoryjv 

      czarnego skrzydła motyla

      zgubiony w pseudonimach 

      niesiony na skrzydłach 

      znikam

      by zasnąć w sen wieczny jako bezimmirnny

      i to moja nagroda 

      nie do wiary jaki jestem zjebany

      i przeklinać mogą niby inteligentni mówią słowa przysłowia ale prawdziwie mądrzy potrafią nie rzucić kurwą w stronę chama ggdy odpierdala bo w sercu mają miłość Pana i idą w jego słowa by na raj w życiu po sądzie ostatnim zapracować 

      a ja

      odchody piekła 

      robactwo co go diabeł się wyrzeka

      utopiony w rynsztoku z fekalii demonów i grzeszników z kotłów 

      po prostu 

      po kieliszku w szklance się żale 

      szczekanie a na pysku kaganiec

      zeby niepełne w szczęce i dziurawe

      nie obawę a odwagę wykarzesz gdy w twoim śnie będę nawiedzał cię 

      i eutanazję jak się należy z nabitej srebrem strzelby wymierzysz między oczy i nic nikogo tu nie zaskoczy 

      wyzionę tedy ducha i uleci w pył rozbita przez grzechy dusza i opuści atmosferę jak nikt mnie nie chce bo zrobiłem co mogłem by trafić w serce i zdradzić zaufanie i kolejną szansę zamienić na te ostatnie wzruszanie ramionami na nie

       

      czyli tak

      ja to pies 

      ja to pies chory na wściekliznę 

      za późno na ratunek należy ubić podłe złe zwierzę zagrożeniem jestem 

      oto nke pytam dziś pod koniec dziwnego tekstu kim jestem 

      bo wiem że dzięki nim (Oni) udało mi się dojść do błędu 

      obłędu w jakim tkwiłem

      sprawdź sobje wielbłada jako metafore w arabskich tekstach 

      ja nie jestem Nim

      demon z piekła mnie opętał 

      można powiedzieć 

      ale to nie inne byty kierowały mną a winnego mam siebie 

       

      to nie żale 

      to nie ku chwale

      to ku przestrodze dla ciebie żebyś widział dalej 

      niż ja widziałem 

      mimo okulara szkiełka tylko czubek własnego nosa dostrzegam 

      mimo uszu pełnych miodu nje słyszę szeptow innych niz krzyki ego które mi wmawia że jestem okej

      o jej

      olala 

      paczeko (fonetycznie z portugalskiego tłumaczy się na wysoko ale w niematerialnym sensie tylko wyniesion jakos tak nie wiem jak ci to wytlumaczyc sputaj w Hiszpanii) 

      ego 

      nie niosę światła myślę o sobie 

      ja jestem światłem 

      mów mi słońce 

      mówię o największej gwiezdzie którą znam też na b jak imię i ksywa które nadała mi rodzicielska decyzja i ksywka którą sobie sam potem wymyślam 

      b b b b b

      lubię choć nie wolno mi lubić nic tylko do siebie czuć wstręt i hejt jak nienawiść 

      czemu nie potrafię się zabić 

      skoczyć i skończyć 

      wybrać gałąź i owinąć szyję w pętle i runać niczym nazisci i skończyć jak Hussein tylko w pewności zostawić że napewno winny 

      zabiję cię 

      a to ja zasługuje na śmierć 

      przystaw mi broń do głowy i kurwa mać strzel

      niemetaforyczne jak liryczne zabójstwo tylko elektryczne krzesło ku ulgom 

       

      hau hau buda i łańcuch i kagancu na pysku a nie mi tu bazyliszku 

       

      oto ściana słów które nic nje znacząc cóż skąd miód i mleko i ze srebra zastawa na stole komus kto nie doceni nigdy bo jest matolem

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nie wiem co źle robię Ale ciągle myślę o sposobie Jak pokochać siebie Jak czuć się jak w niebie   Chciałabym być prosta jak kartka papieru Cienka idealna pełna manieru   Na kartce piszą da się ją przeczytać A ja jestem zamkniętą jak zszywacz   Chciałabym być otwarta i nic nie ukrywać A tak naprawdę muszę zgrywać Że jestem idealna i szczęśliwa jak pies Zawsze gdy ktoś mnie widzi nie wie co mi jest   Nie wie co czuję co się ze mną dzieje Ale co w tym dziwnego jak tylko się śmieje?   Kartka jest prosta czysta jak niebo gdy tylko ktoś na niej długopisem napisze  Brudzi się tylko od niego…
    • @Mitylene tak owszem, zawsze  takie majestatyczne:) dziękuję ci:) pozdrawiam serdecznie:)
    • @brt chce wypić to co ty poproszę namiary kompoty browary dzięki stary
    • @violetta zapach tulonych płatków przywołuje pamięć z dzieciństwa malując w tej miniaturze ciepłe wspomnienie. Podoba mi się metafora " kipiących bzów"- uwypukla bujność tych kwiatów i ich czarodziejski zapach...
    • No to tak  Co zauważam w tym tekście to ostatnie wers za wersem za wersem trzy razy. Super to ale może zedytuj do pięciu bo to cyfra bez skazy gdy ma się dwie piątki w urodzenia dniach daty to się czuje więź. Super wiersz o monecie i reszcie której nawet nie wyda ekspedienkta bo nie jest podmiot liryczny wart centa choć poleciał na wersach. Złamany grosz to coś jak ruletka którą wygrał ale kasyno no nie było stać go na wypłatę bo swoją wdowią monetą o której nawet nie wiedział postawił poewnie piątkę i spadła kulka na kole na tą cyfę a jak czytamy w słowach księgi Wdowi grosz do bardziej wartościowych należy niż bogacza żetonów stosik, gdzie to nadmiaru kawałek fortuny, I tak cebulka wydobyta z dna pod dnem, rzucona na planszy na znaczek z cyfrą jak pięć udała się przepowiedzieć gdzie wyląduje kula na kole ale ale ale  ale ale ale nieświadomość daru gracza nieświadomość gry nie daje im kasyno wygranej zresztą nie stać ich nawet bo ta resztka dobra w nim głęboko pod zgnilizną duszy generalnie (głuopio rymować generalnie słowem ale jakoś tak wychidzi że w wielu miejscach gdzie nic nie można na szybko sklkelić w rym genrealnie słowo daje ten stan ulgi gdzie sklejasz wers rymem tak tu jerst kumasz mnie czy nie pewnie jedno i drugie to tako mądre jak i głupie to tak samo stoi twardo na nogach ale wie jak to jest upaść i twarda podłoga na własne życzenie leży pod twoim cielem (wymyślone słowo przywilej który grafomanowi się takoż samo należy jak i poetom czyli lp w skrócie kmwtw tak tu jest ma rymować się generalnie wielokrotnie najlepiej bo to wyjebanie fajne usłyszane w przestrzeni wersy mówią mi kiedyś a dziś wiem że jak i religia chrześcijańska jak i licencja poetica powinny być mi przywileje odebrane i na nic amen i na nic rymowanie w tekstu ścianie to już nie fajne gdy dziecko we mnie martwe jak sam je zabiłem monster artowaniem na nieświadomości oczywiście jak to ja oto ja kurwa mać (a przekleństwa karmią szatana ale i jemu należy się strawa bo to dziecko Boże i Stwórca marzy może że i Lucyferowi ostatecznie należy się raj (no koniec wojen niech ta pierwsza przykład da i pogodzi się zbuntowany anioł z SYnem Bożym drugim razem narodzonym wśród ludzi i zbijając piątki skończą terror wrogów ze światów niematerialnie istniejących) (zapomniane główne wątki i co zrobić gdy się leci w te klawisze i nie ma czasu wracać do wcześniej co się pisze i się chce tylko stawiać kolejne litery w słowa sylabami ustawione które się spacjami oddzieli bez interpunkcji bez kropek i przecinków bez kitu tu tylko nawiasy z takich znaków dziewczyno chłopaku ratuj to głowa po mocnych trunkach kończy się flaszka za cudzy pieniądz którą w gardło ze szklanki się wrzuca no kurde (choć rymowałoby się kurwa ale te przekleństwa to taka sprawa jednak niezajebista bo raz że karmią szatana który wciąż chce dla nas piekła jak i drażnią ucho i nieprzyjemna nastroju rozmowy wibracja wpada do mózga przez ucha kanały ślimaki (nieporadzisz na te nawiasy już nawet nie chce wracać do głównej myśli do pierwszych fraz do frazy która ten wyrzyg zaczęła tak tu jest tak się dzieje i to nieraz i się niezmienia oto ja tylko do przodu bez pomyślenia jak gaz do dechy gdybym wsiadł do samochodu za kierownice i pewnie pierwszy zakręt powinien być dla mnie oszukać przeznaczenie cudzym cierpieniem i wciąż niedocenienie dobra wokoło tylko ból i cierpienie, zaufanie do człowieka stracone i wzgarda i hańba (pierwsza myśll mi się przypomina znienacka nagła iskra że to komentarz wiersza o monetach pisałem i wkładzie nieświadomym z cebulki kmwtw generalnie piszę generalnie nielubiąc generalnie ale często gęsto to słowo czyli generalnie rymuje się gdy nie wpada nic lepszego do głowy i można z ulgą rymem z generalnie słowa rymowankę złożyć)  O walucie wiersz spowodował że powstaje ściana z tekstu która bezsensem okazuje się i niepotrzebnie wysłana w komentarzu powinna nie była się zacząć by nie mogła się skończyć ale oto ja w tym czasu się dla pokazu i wyżycia wśród szumu trunku którego spożycia w nadmiarze znalazłem szansę i jakoś tak myśli mam niecodziennie dostępne gdy zaciemnienie na umyśle należne z zamknięciem pyska idące w parze którego pożądanie czuje wśród współpasażerów byłych już przedziału pociągu który wiezie mnie nie na miejsce i nie na odpowiedni przystanek o nieodpowiednim czasie zapowiadane co do minuty dotarcie po krzywych torach po szynach które były złe jak moja osoba. A co do wiersza to super że poezja Ci przyszła wena i wiersz się udał bo w rymach wersach i zwrotkach jest forma podziwiam przy tym dniu a to sobota pa
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...