Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Sylwester_Lasota

 

Dom bez kota to głupota.

 

 

 

na jarmarku pod Neptunem

stoi stary srebrny mim

chociaż tłum go ignoruje

dziś nie robi smutnych min

czasem ktoś złotówkę wrzuci

czasem ktoś odwróci wzrok

a on dziwnie uśmiechnięty

czeka aż nadejdzie noc

 

wtedy wróci po kryjomu

na poddaszu jego dom

nie ma dzieci ani żony

ale czeka mały kot

przebrnął rano schody kręte

a zwichniętą łapkę miał

na ostatnie doszedł piętro

nie chciał nocy spędzić sam

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

Stary kocur ładnie koci

czasem rym się trafi złoty.

Poukładał rytmy rymy

chociaż jeszcze nie ma zimy.

 

Zaczarował łąkę słowem;

by zabawy były zdrowe,

by się kotki wyhasały

i w spokoju ciut pospały.

 

Ja czytelnik sensów szukam:

tych głębokich - nie dla ucha.

Dla rozumu proszę kota

na sentencje ma ochota..

 

Jedna się nasuwa myśl ta

po swawolach - iść się wyspać

i nie pisać wierszy długich

rytm po drodze zapodzieje się i zgubi.

:))

 

Edytowane przez Jacek_Suchowicz (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Stary kocur kości grzeje

i z kociaków cicho śmieje.

Przecież jeszcze ma w pamięci

swój miniony wiek kocięci.

 

Figle, bójki i swawole,

i wyprawy własne w pole,

gdy to myszki szarej szukał,

a wystraszył się ogórka.

 

A Ty jeśli szukasz sensu,

wśród tych prostych moich wersów,

to podpowiem bez oporów:

Łączka, to jest nasze forum.

 

Resztę sobie poukładaj,

wyobraźni pracę zadaj.

Na tym kończę te wywody.

 

Kocur stary,

Duchem młody.

 

 

Pozdrawiam :)

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...