Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Trawa

Mnie co pojęć wystarczyły sidła,
żeby myślom było lekko jak kwiatom.
Przez samotność co w końcu obrzydła,
łeb ukręcam niezbadanym światom.

Lecz ta strofa - przyznacie - jak złoto !
Lub jak trawa szumiąca do kolan.
To się błyszczy gdy idę piechotą,
to znów wiedzie przez łąki i pola.

Mnie, co się wyrzekł poprawy.
Co na nogach Pegaza się chwieje.
Co nie znalazł nic oprócz trawy,
za to zyskał na powrót nadzieję.

Autor: e-m-e-m

-------------------------------------------------------

K(w)icz

Jutro rano
wyjmę z szafy mój b(k)icz
na dzień dobry
złoję ci nim plecy

Zwiniesz się w kłębek
jak zwija się
dżdżownica
dźgnięta patykiem

Pozwolę ci wstać
i wziąć prysznic
żeby nie śmierdziało
nastawisz pranie

W tym czasie
posiedzę przed telewizorem
a ty przyniesiesz mi w zębach kapcie
i zimne piwo

Kiedy umyjesz
naczynia
pozwolę ci mnie błagać
o całowanie moich stóp

Wieczorem zrobisz obiad
pies wyjdzie z tobą na spacer
Jeżeli będziesz grzeczny
połechcę cię obcasem po tyłku

Jeszcze wyjdziesz na ludzi
jutro rano będziesz nawet
kwiczał na zawołanie
Kochanie teraz śpij


Autor(ka): marri huana

--------------------------------------------------

wizja

patrzę codziennie i ciebie podziwiam
jakbyś był synem słońca wspaniałym
gdybyś tylko szeptał me imię do gwiazd
na pewno by się ciebie posłuchały

twa kształtna głowa z chmurnymi lokami
pozdrawia codziennie niczym blask poranka
widziałam cię dzisiaj na lekcji biologii
jak znakomicie goliłeś baranka

uszy twe złote są w kolorze miodu
pragnę w nie szeptać czułe komplementy
że jesteś kochany, dobry i piękny
wspaniale się z tobą robi przekręty

twój lśniący samochód jest jak rydwan
na którym prężysz swe ciało rzeźbione
tysiące dziewcząt wzdycha do ciebie

psujesz mi wizję tym swoim kulfonem!

Autorka: Ona Kot

----------------------------------------------------

satanistyczna wizja satanistycznego związku

Spójrz na mnie blaskiem twych oczu
Ociemniała sunąć będę w mroku
Szukając twych ust po zapachu moczu
Znajdować się będę zawsze w twym kroku

Gdy zgasną ostatnie iskry miłości
Skaleczę siebie twą wspaniałą powieką
Pójdziemy wtedy do świata złych kości
Sypiając w trumnie poświęconej wiekom

O zmroku wstawać będziemy
O świcie kłaść się do siebie
Zmierzymy sobie nasze omy
Stworzymy opornik w niebie

W kalejdoskopie wszechczasów
Zaświecimy wspólną latarnię
Nie weźmiemy ze sobą potasu
Kiedy nas diabeł do piekła zagarnie

Autorka: Ona Kot

-------------------------------------------------------------

MIRACULUM TRUIZMU

wtulona w miękkość czerni satynowej
cieniem przylegającej do krągłości ciała
szłam boso szlakiem plaży bursztynowej
gdy natura o zmierzchu magią czarowała

słońce purpurą tonęło w lazurze
księżyc iluminacją firmament oświecał
a cefeidom pulsującym w górze
po niebieskim zwierzyńcu pielgrzymkę obiecał

zmysły moje zmarły czekając spełnienia
kiedy mistrz ceremonii w poświatę odziany
kunsztem sekretnym kształty rzeźbił z cienia
w iluzji przestrzeni zaborczo skrywane

zielonym ogniem płonęły w zachwycie
oczy moje lunatycznym transem zadziwione
gdy na sklepieniu zobaczyły życie
w tym odwiecznym misterium codziennie tworzone

i nagle iskrzyć poczęła ma skóra
lśnieniem stosu bursztynów kiedy dzień nastaje
bo doświadczyłam cudu gdy natura
rano umiera zaś świtem zmartwychwstaje

Autorka: Lady Supay

---------------------------------------------------

Miłość nad wyraz

Patrząc na oczu twoich wyraz,
czuję, że kocham cię nad wyraz
i właśnie z tego to kochania,
aż cały cierpnę z pożądania.

Przez ust twych czerwień jak maliny,
ochotę mam na różne czyny,
lecz sprawa jednak nie jest gładka,
bo żeś niestety jest mężatka.

Bojowy we mnie duch zwycięża,
by zabić w końcu twego męża,
i o poranku, lub wieczorze,
przy tobie się położyć w łoże.

Lecz smutek gnębi mnie śmiertelnie,
bo wiem, że marzeń tych nie spełnię
i rąk swych jego krwią nie splamię,
gdyż miałbym na nich krwawe znamię,

które by było nam przeszkodą,
bo zmyć by się nie dało wodą,
ani benzyną, ani kwasem,
i nas by rozdzieliło z czasem.

Niestety zawsze tak już bywa:
Miłość nie może być szczęśliwa
i w sercu ostrym nożem wierci,
gdy oprzesz ją na czyjejś śmierci.

Autor: Jacek P.

---------------------------------------------------

Ale rgiczna wiosna!

I znowu przyszła do nas wiosna
Wiosennie senna i radosna
i nasze wybielone ciała
na brąz znów będzie opalała.

Zakwitną wkoło białe bzy,
poleją z oczu nam się łzy,
i krwawe w nich się zjawią żyłki,
gdy pylić zaczną kwietne pyłki.

Niestety wiosna, chociaż śliczna,
jest wyjątkowo alergiczna,
i często braknie nam energii
aby się oprzeć tej alergii.

Więc znacznie lepiej nam jest w zimie,
gdy się alergia nas nie imie,
bo kwiaty ścięte czasu biegiem
pod białym się ukryją śniegiem.

Autor: Jacek P.

--------------------------------------------------

McKith Grafoman

Ech, ach, och szczęśliwa godzina
wieczyste pióro made in china
wyrób jakością to najświetniejszy
nagroda druga ołówek - nie mniejszy

Cóż począć mam ja marny grafoman
z trudu pisania język do kolan
zwisa, kołysze się ten organ mięsisty.
Oj, chyba talent mam oczywisty.

Z danej mi szansy mam nie korzystać?
Co to za absurd! Na taki mam przystać?
Chyba żartujesz drogi krytyku,
widać nie czytasz McKitha tomików.

McKith najlepszym poetą być umiał
dopóki nie dorósł, dopóki nie zdurniał.
I zaczął rozumieć o co tu chodzi,
piękne pisanie już nie wychodzi.

Czy nie wychodzi, czy nie przystoi
Grafoman McKith wszystkiego się boi.
To przez krytyków ma stany lękowe,
jak kogut - sorry - jak struś chowa głowę.

I siedzi i leży i stoi Grafoman
i męczy się płodzi stos kitu Kith show man
i wygra nagrodę choć nie chce jej wcale.
Nie wygra mówicie? Wiem doskonale!

Autor: Bartosz Cybula

--------------------------------------------------

Brrr(um)

Brrrum na wycieczkę jadę,
tłum - przebić się dam radę.
Krzyczę zejdźcie ludzie z drogi,
ryczę, bo przejadę wam przez nogi!

Mijam łąki, lasy, góry,
zwijam, bo na niebie czarne chmury.
Pada letni deszcz majowy
rada trawa, na niej krowy.

T(i)v(i) włączam mym pilotem,
kiwi zjadam. Gniot za gniotem
leci w mym telewizorku.
Śmieci zalegają w worku

przypomniałem sobie, więc je zaraz...
(Oniemiałem - wszystkie naraz?!)
Trzy miesiące jak ten głupi.
Przy śmietniku smród jak trupi

cuchnie, cuchnie śmieci tona.
Spuchnie mi morda, bo jak żona
wróci ze swej corocznej podróży,
skróci mnie trochę, ja we krwi kałuży

zalegać będę ze trzy miesiące.
Oblegać mnie będzie robactwa tysiące.
Kazanie z tej bajki jest drogie dzieci:
śniadanie, a po nim wyrzucać śmieci!

Autor: Bartosz Cybula

----------------------------------------------------

Jaki piękny był świat,
gdy mi dałeś kwiat!...
Czułam się jak w niebie,
gdy widziałam ciebie...

Pamiętam ten czas,
gdy nam szumiał las,
całowałeś usta me
w Fiacie 126p.

A teraz ma dusza boli,
bo ty już inną
całujesz;
ona też cię woli
i mi serce z piersi
wyłamujesz...

Autorka: Wanda 164

---------------------------------------------------

poszukiwania w porze przed-obiadowej

słońce zachwyca urokiem
a niebo jest błękitne
spoglądam mym okiem
na łąkę która kwitnie

i wołam poprzez lasy
i biegnę poprzez pola!
płacząc w niebogłosy
szukam białego anioła

lecz anioł niemy jak głaz
i tylko echo niesie wiatr
postoję tu jeszcze jakiś czas
i pójdę do domu na obiad

Autor: Patryk Nikodem

--------------------------------------------------------

Z głębi serca...


świat jest be...
spod wozu wypadłem i jestem na dnie
świat schodzi na psy...
każdy pies jest zły

pies pod monopolem zaznacza teren
idę sobie w cholerę
pod drugim monopolem to samo
niczym czosnek czuty z buzi żony co rano

diabeł w pokrzywach zniósł jajko...
myślałem że to kurnik i wziąłem
dziadek na balkonie zadławił się fajką...
w końcu i ja ducha wyzionąłem...

na moim pogrzebie...
łzy lecą z oczu na glebę
matka chustkę wyjęła i gębę wytarła...
jak ksiądz skończył czytać... rozeszła się ferajna

teraz siedzę na chmurze i patrzę na wirtualne kałuże...
nie ma śladu po żadnym szczurze...
myślę że nie lubię tego świata...
każdy za rogiem żubra ma swojego kata

napić się i zjeść makaron z lubelli...
byle wytrzymać do kolejnej niedzielli
świat jest be ja to wiem...
smaruję na pajdę starego chleba bonjour krem

Autor: Jay Jay Kapuściński

---------------------------------------------------------------

siedzę tu krzywo w USAesie
oglądam tiwo w NTSCesie
popijam piwo i - ryn - o dziwo
ryn - bekam - ryn ryn - w PAL -ryn ryn- SECAM

VIVA POLONIA krzyczy i on i ja
kiedy Gołota pada od młota
i nie dziwota bo to głupota
lać się z górnikiem (taki jeszcze usmoluny był na gymbie tyn, co mu przyfedrowoł) Afrykańczykiem

gdzie dwóch się bije puchną im ryje
a jeden murzyn z portfelem dużym
liczy zielone i macha członem
i mówi mam was a nie mam dla was

a to historia dzwonię do Olka
właśnie przylazła tu Matka Polka
i się tu stawia że nie chce drina
bo jej się Waldi Chęć przypomina

co? go nie znacie? no to i dobrze
bo prawdę mówiąc on nie grał w Kobrze
tylko Mikulski co herr Brunera
jak mu chęć przyszła nalał po nerach

a teraz będzie zmiana tematu
i to uważam za ważny atut
bo Waldi Chęć gdy miał zabronione
lubił się bawić akordeonem

oj jak wyrzynał oj jak p......ł (pitolił)
aż Danek krzyczał "głowa mnie boli"
a ja szeptając "o ja p......lę" (pitolę)
gębę swą zatapaiałem w rosole

bo lubię rosół bo rosół kocham
a wtedy rosół zrobiła Gocha
wszyscy byliśmy po jednym głębszym
co to się rozum wydaje tęższym

i człowiek nawet kiedy fałszuje
myśli że wszyscy inni to ch.... (amy)
wszyscy śpiewamy wszyscy śpiewamy
choć Paderwski dałby nam dwóję

no dobrze dobrze już koniec kropka
nie wyciągajmy kłosków ze snopka
nie opalajmy se kłaczków zniczem
z kiczem panowie se żyjmy z kiczem

Autor: Lefski

------------------------------------------------

niekochana

odpływam
z czerwoną krwią spod żyletki
którą wbiłam w samotny nadgarstek
w końcu mnie zostawiłeś

już nie będę się uśmiechać
słońce dla mnie nie zaświeci
bo odszedłeś ode mnie
mój upadły aniele

kochałam cię nad życie
a ty nie patrząc na moje uczucia
zniknąłeś z mego życia
teraz ja zniknę ze świata

świat nawet nie zauważy
mojego odejścia
cicha śmierć
letnia woda żyletka i cześć

autorka: StukPuk

-------------------------------------------------

szczęście

dziś się pokazało
słoneczko świecące na niebie
bo co sie okazało
bardzo kocham ciebie

kwiatuszki pachną zuchwale
chmurki po niebie płyną
należą ci się medale
za to żeś do mego portu zawinął

szczęście w nas malowane
połączyły nas więzy miłości
widać to nam pisane
będziemy razem aż do wieczności

autorka: StukPuk

-------------------------------------------------------------

Chodzę nóżkami, piechotą

Hen daleko w przestworzach leci sobie gołąb
cieszę się że jestem człowiekiem
i
chodzę nózkami, piechotą.

Do nieba trochę daleko
wolę pójść do Zbyszka z naprzeciwka i
tak chodzę sobie nóżkami chociaż mogłabym latać - a
nie chodzić nóżkami, piechotą -

gdybym miała skrzydła i
ważyła nie więcej niż 10 kilogramów a
że to jest niemożliwe chodzę piechotą
jak żołnierze z piechoty morskiej w marynarkach - nóżkami, piechotą

którzy tak naprawdę nie chodzą
tylko pływają ale to i tak nic nie znaczy bo nie umiem pływać i
dlatego chodzę tylko nóżkami,
piechotą

nawet na ręcach nie potrafię
ale się tym nie martwię
skoro mogę nóżkami i
to nawet szybciej wychodzi nóżkami, piechotą

zresztą mam długie włosy i
nie mogłabym chodzić na ręcach bo przydeptywałabym włosy sobie a
to by bardzo bolało bo to boli bardzo jak się przydeptuje
dlatego wolę chodzić nóżkami, piechotą.

Dobrze że mam stopy
bo bez nich błoby źle bo musiałabym ogolić głowę
albo kupić sobie strój kąpielowy okularki i czepek a
tak chodzę sobie nóżkami, piechotą i

nie muszę wydawać pieniędzy na
okularki czepek i
strój ani na fryzjera
bo chodzę nóżkami, piechotą.

Przeleciał gołąb
niech leci sobie
szkoda mi go jak sobie pomyślę że czasem może złamać skrzydło i
musi wtedy iść po gorącym asfalcie bez butków nóżkami, piechotą

pewnie go nóżki bolą. Fajnie że ma skrzydła a
ja nogi. Natura jest mądra więc odejdę nóżkami do przodu a gołąb niech leci do nieba ale nie nóżkami i
piechotą. Mi się do nieba pierwszej nie spieszy więc niech on leci pierwszy a
ja pójdę za nim nóżkami, piechotą

Autorka: Pansy

-----------------------------------------------------

Moja siostra lubi śpiewać
o kwiatach, motylach, drzewach
a mój brat to bęcwał i matołek
niczym Stefek, Bolek i Lolek.

Ja natomiast często pisuję
trochę źle, lecz tym się nie przejmuje,
taki los trzeciego dziecka
smutny, lecz gdzie ucieczka?

Gdzie na lepsze życie widoki?
NA prawo- matoły i obiboki,
na lewo- debile i osły,
na wprost- gorzej- posły.

Autorka: Achsa

--------------------------------------------------

"Prośba o romantycznie spędzony wieczór"

Pójdźmy kochanie
dziś do mc donalda
na romantyczne śniadanie,
lub na kolacje- jak żona Romualda

Pójdźmy kochanie
i zjedzmy bic maca
poczuję się znowu młoda,
jak nastolatka, jak małolata!

Usiądźmy, zestaw happy meal zamówmy
zjedzmy zmielone krowie wymiona i nozdrza!
Popatrzmy głeboko w oczy i nic nie mówmy,
Zobaczmy, jak sie zyje, jaka teraz panuje moda!

spostrzeże nas tam moja kolezanka Genowefa,
Twój kolega Wacław, moja siostra Telimena,
A! I jeszcze sąsiadka Stefa,
Która rozgada wszystko, gdy potrzeba.

Potem wróćmy późną nocą do domu,
Opowiedzmy wszystko naszym dzieciom,
Rano powiedzmy jeszcze komuś,
Bo ludzie takich rzeczy na codzień nie jedzą!

Autorka: Achsa

-----------------------------------------------------

Opublikowano

"Mnie co pojęć wystarczyły sidła,"
"Jutro rano
wyjmę z szafy mój b(k)icz"
"patrzę codziennie i ciebie podziwiam"
"Spójrz na mnie blaskiem oczu twych"

"wtulona w miękkość czerni satynowej"
"Patrząc na oczu twoich wyraz,"
"I znowu przyszła do nas wiosna"
"Ech, ach, och szczęśliwa godzina"

Taki sobie mix


Najbardziej mnie rozśmieszyły następujące treści:

"Zwiniesz się w kłębek
jak zwija się
dżdżownica
dźgnięta patykiem

Pozwolę ci wstać
i wziąć prysznic
żeby nie śmierdziało
nastawisz pranie" / z "K(w)icz" autorstwa marri huana


"uszy twe złote są w kolorze miodu
pragnę w nie szeptać czułe komplementy
że jesteś kochany, dobry i piękny
wspaniale się z tobą robi przekręty" / z "wizja" autorstwa Ona Kot

Opublikowano

wszystkie są zabawne
ale najbardziej rozbawił mnie: "poszukiwania w porze przed-obiadowej" Patryka Nikodema, aczkolwiek kicze Bartosza Cybuli i Jacek P. też nie są gorsze
a Wanda 164? też genialnie

więc nie wiem, na kogo głosować ;)

pozdrawiam

ps. jak się namyślę intensywnie to wrócę :>

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

gdy widzę Ciebie to kwiczę
poetyckie iście kicze
roztaczją obraz ten

mych ramion długa wstęga
nie jestem taka tęga
ale w nich schowam Cię

pocałuj miły usta
dokona się rozpusta
w ciał naszych dwóch świątyniach

wiosenny zawrót głowy
wyłazi zbokiem w prawo
oklaski brawo brawo

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Świadomość wracała do mnie  wezbraną falą goryczy istnienia. Była wściekłą biologiczną zupą chaosu, uderzała z boską furią  jak grube krople deszczu i grad  w maskę i dach  zaparkowanych pod wieżowcem samochodów     Cała moja frustracja utonęła wraz z bólem, w kipieli sądnego potopu. Nie miałem już niczego  co mogłoby oblec mnie w skórę człowieka. Nie mogłem już żałować dni i słów. Nie mogłem wyspowiadać się  z czynów grzesznych. Byłem robotem  zamkniętym w pancernej karoserii. Moje obwody zawirusowane genem życia. Diody oczu zmętnione i nieruchome.     Sny a może zwidy jawy. Tysiące małych słońc lub białych karłów i planeta sprzed eonów. Pełna cyklopowo wyniosłych drzew i roślin, cuchnących, głębokich bagien i gór, młodych i strzelistych. Bazaltowych szczytów szaleństwa. Rozpadlin śmierci. Życie wyszło na brzeg. I wyrosło z czasem na potworne monstra, szukające ofiar i krwi.  A ja szukam tam ognia. Nie do walki z nocą. Nie ma tu wschodów i zachodów. Szukam ognia do  ogrzania lodowego serca.     Czasami mam wrażenie,  że kocham Cię właśnie od zarania czasu. Od tych wieków spędzonych w jaskiniach. Podobno tacy jak ja, zostawiali w nich swe prymitywne rysunki. Ja wolałem zostawić Twe inicjały, wypisane własną krwią. Gdy opanowałem już  sztukę rozpalania ognia, sycił go każdy mój wiersz. A potem gdy przyszedł wreszcie czas. Zniosłem drwa  i ułożyłem z nich funeralny stos. Składając dzięki i modlitwy Przedwiecznym, spłonąłem na nim, mając nadzieję odrodzić się  w jakimś innym piekle.   Otworzyłem oczy. Złapałem pierwszy wdech. Deszcz nie ustawał ani na chwilę. Szalał falami na szybie auta. To nie jest życie.  To czyste piekło.    
    • @andrew

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Kwiatuszek Dziękuję @Natuskaa dziękuję
    • MÓJ SZLOCH NAJ! Kochać cię to nie był trud Nie trzeba było silić się zbyt Kochać cię to nie był znój Ja piąłem się do twych ud A jemu zbyt szybko opadł mit  Och, mój ból, ból cud Wzięli cię na posterunek Nie pytałem, dlaczego, jak Nie wołałaś na ratunek Nie myślałem dlaczego tak Miał cię przez chwilę na wznak Och, mój o mój męki szlak Wszyscy chłopcy machają Próbujesz im w oko wpaść Wszyscy chłopcy wołają Chcesz czułą chwilę skraść Miał cię na liście "Na zaś" Och, mój deszczowy płaszcz? Kochać cię łatwo przyszło mi Lekko też odeszło w dal Kochając, byliśmy ciężcy, źli Serca były harde od dni Mieliśmy się przez parę chwil Och, mój ból, twardy jak stal   (Opuszczanie zielonych rękawów) WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ Wojna w klęskę zmieniła się Traktat jest spisany krwią Lecz nie wpadłem im do rąk: Przekroczyłem linie swe Bardzo chcieli złapać mnie Lecz im zbiegłem i jak zbieg Żyję tu, w dzielnicy złej, Pod przykrywką szpieg Musiałem iść, całkiem sam I życie porzucić swe W szafie zbiór szkieletów mam, Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie Snuję życia wątek, a w nim Tam fakt, a tu mit Kiedyś miałem imię lecz Nieważne to, poszło precz Nieważne to Nieważne co Ponieśliśmy zwycięstwo A akt spisano krwią Nie wpadłem do ich rąk Chodzę po linie Być Jest prawda, co ma żyć I ta, co ginie w mrok Nie wiem, w którą mam iść Lecz nieważne to Bo twój triumf miał Tak miażdżącą moc, Że niektórzy z nas Myślą, jak zachować choć Strzęp kronik o tym, jak Odbywamy marny byt swój; Beret, znoszony płaszcz Łyżkę nóż i stół Igrzyska i chleb W które gladiator gra Kamień, który rzeźbiarz tnie Pieśni ku chwale, niech trwa.. Nasze prawo to wciąż Pokój, rozumie, że Chociaż strzela mąż Żona kule nosi mu I wszystko to w duszy mej Wyrazy, co obrazem są Słodkiej obojętności tej (Są tacy, co miłością ją zwą) Jej wysokości czczonej w krąg Niektórzy mówią na nią Los Lecz mieliśmy nazwy, co Ciut bardziej intymne są Nazwy te co wchodzą w głąb I tak prawdziwe są, Że dla mnie są krwią A dla cieby jak proch Nie potrzeba nam By uchowały się Jest prawda, co żywa jest Prawda, co żyje w nas... I ta, co umiera bez dram Nieważne, z kim Nieważne, czym Żyję życiem tym Które zostawiłem im Zabić wciąż jest wrogiem mi, I Nienawiść obcą też, Chciałem nauczyć się kochać je, Lecz całkiem nie wyszło mi Raz chciałeś mnie oddać im Lecz to nie dziwi mnie - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzi serce twe Twoje serce było o tu Tu gdzie rój much masz To jest kuweta Twych ust A to twoja miska kłamstw Dobrze służysz im, wiem Lecz nie dziwi mnie to Oni to twoja krew A Ty - ich z kości kość Nieważne, gdzie Nieważne, że Serwujecie historii bieg W pasztecie faktów i kłamstw Do was należy świat Więc to nieważne i tak Nieważny klan Nieważny świat Żyję pełnią mych lat I pełnią każdego dnia Przez przestrzeń i czas Nie dam ich rozdzielić wam Moja kobieta sprzyja mi Me dzieci pójdą za mną w noc Ich groby bezpieczne są  Od horroru takich jak wy Od upiorów snów złych W głębiach pocałunków ich Korzeń mocno wbity mam Żyję wciąż pełnią dni Które zostawiłem wam Zostawiłem igrzyska o chleb W których nasz żołnierz grał Kamień, który grabarz tnie Piosenki, pisane na chwał.. Lewo ponad prawem, zabawa trwa Pokój to wojna, wojna cały czas Chociaż strzelam ja Kule robi Diabeł w was Bo ważne, z kim Ważne Iść Żyć całym życiem swym I nie oddać go za nic Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach Chciałem go uczynić kompanem mym I nienawiść też, lecz tak chciał traf Że całkiem nie wyszło mi Raz przedstawiłeś mnie im Próbowałeś, bo wiem, że - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzę. Je t'aime, L. Cohen PACTUS DIABOLICUS Znam cud przemienienia w wino wody stągw I obrócenia go w wodę znów, więc daj, Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc, Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój Jestem wściekły i zmęczony wciąż Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Zwiąże kochanie me z miłością twą Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra - Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal, Którego kłamca by nie powstydził się Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest" Byłaś Dedalem moich lat Pola wołają - pękł nowy wiek! Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Ty to nie ty, tylko Twój duch Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest... Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść Jad przenika samą ciała treść Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Przywiąże mnie do miłości Twej  Jestem zły i cały czas zmęczony Chciałbym, by był traktat albo pakt Między tym co ocalono Z naszej miłości, z wpisem do akt ───  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...