Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*
Kiedy pociąg ruszył, szarpnęło nim, ale zdołał utrzymać się na nogach. Mężczyzna z przedziału zerkał raz po raz w jego stronę z wyraźną bojaźnią w oczach. Krystian usiadł ciężko i sapnął, wydalając z siebie część troski, jaka usiadła mu na piersi. Po lewej wyrósł nagle gmach hotelu Jan III Sobieski. Przypomniał mu, ile spędził tam upojnych nocy z Anitą, dopóki nie wynajął mieszkania w stolicy. Grymas bólu wykrzywił mu twarz, łzy popłynęły mu po policzkach ciemną strugą. Napotkał płoche spojrzenie sąsiada i uśmiechnął się przez mgłę. Tamten natychmiast uciekł oczami w bok. Zadzwonił telefon. Obaj poruszyli się niespokojnie. To była Nokia Krystiana.
- Tak, słucham. No... Dopiero teraz przyjechali?! Ja się, kurwa, potnę! Przez cały dzień nie można wejść do biura! Co? Dobra, nie chcę tego słuchać. W tym pojebanym kraju najlepiej być przestępcą. Co z komputerami? Nie ma mowy. Nie rozmawiaj, poniżej czterdziestu procent. Co? Mam cię uczyć podstaw negocjacji?! Chłopie, nic już lepiej nie mów. Co z ciebie za dyrektor, skoro nie umiesz załatwić paru komputerów do biura?! Wezmę się za was, jak Boga kocham i matkę szanuję.
Rozłączył się gniewnie i zerknął na eleganta z naprzeciwka. Widać było, że nic z tego wszystkiego nie rozumie, ale sytuacja wywołała jego zaciekawienie. Krystian przetarł spocone czoło i spojrzał na niego przyjaźnie.
- Tylko dzisiaj piję - usprawiedliwił się, bardziej przed sobą.
Mężczyzna uśmiechnął się nieśmiało i w zdenerwowaniu poprawił spodnie. Miał na sobie doskonale skrojony garnitur i zręcznie zawiązany krawat. Wzbudził zainteresowanie Krystiana.
- W nocy okradli mi biuro - dodał kumplowskim tonem - Poszły komputery, faxy i drukarki. Wszystko. Nawet ekspres do kawy. Harowałem na to uczciwie, tymi rękami. Pierwsze siedemnaście milionów starych zetów pożyczyłem, na następne wziąłem kredyt. Pierwsze biuro pomalowałem sam, biurko przytachałem na własnych plecach, do klientów jeździłem sypiącym się maluchem... Krystian Tymon, Centrum Reklamy Aktywnej.
- Marcin Odrowąż, Public Relations Group of Poland, znana jako PRGP.
Uścisnęli sobie dłonie i Odrowąż znacznie się odprężył. Poluzował sobie krawat, zdjął marynarkę, zaczął oddychać normalnie.
- Pamięta pan kampanię: A ja wolę Motorolę? - zapytał zadowolony z siebie Krystian - To był mój pierwszy sukces. Albo soki Gratisfruit. Szkoda, że ich wytwórnia tak szybko padła. Ma pan jakiś pogląd na stan polskiej reklamy?
- Jest równa, wyważona - odparł skupiony Odrwąż - Głównie przetwarzamy wzorce zachodnie, choć czasami pojawia się perełka rodzimej produkcji.
- Nasza reklama jest przede wszystkim przeraźliwie nudna - uniósł się Krystian - Nudna, nijaka i piekielnie męcząca. A wie pan dlaczego? Bo nikt nie potrzebuje reklamy jako dzieła sztuki. Liczy się reklama skuteczna - oto cel, który uświęca środki. Zwłaszcza, jeżeli ktoś wykłada na to ciężkie pieniądze. Reklamy artystyczne można sobie pooglądać podczas Nocy Reklamożerców. Mam cały sztab copywriterów. Celowo rekrutowałem ich spośród poetów, plastyków i kabareciarzy, bo ten gatunek ludzi ma nieprawdopodobną wprost wyobraźnię. Przynoszą takie pomysły, że chciałoby się ich wziąć w ramiona, ale klienci wybierają tylko żałosne pierdoły. Płacą, więc decydują. I tu się rzecz zapętla i o dupę trzaska.
- Jestem skłonny się z panem zgodzić - przyznał Odrowąż - Nasze profesje są niejako pokrewne.
- Oczywiście - rzekł jowialnie Krystian - Mamy w wachlarzu ofert usługi public relations, tyle że płatne. Nazywa się to artykuł sponsorowany.
- Czyste public relations nie powinno być płatne - obruszył się Odrowąż - To stoi w wyraźnej sprzeczności z jego ideą.
- Niech będzie - machnął ręką Krystian - Mnie za to płacą.
Szybko znudziła go ta rozmowa. Była za bardzo upity, by mógł poważnie dyskutować. Zawsze jeździł wagonami pierwszej klasy, bo dawało to możliwość nawiązania nowych kontaktów, wymiany doświadczeń, “upolowania” potencjalnego klienta. To samo zresztą nakazywał pracownikom wyjeżdżającym na delegację. Tym razem jednak o żadnym poważnym kontakcie nie mogło być mowy. Przeprosił Odrowąża niedbałym gestem ręki i wygramolił się na korytarz. Przez chwilę zastanawiał się, w którą stronę należy iść, aby dotrzeć do wagonu restauracyjnego. Splunął na palec, uniósł go wysoko do góry, a potem bez wahania ruszył w prawo. Trafił bezbłędnie. To musiało przyjść z wiekiem. Dar rozsądku, przewidywania i kalkulacji nie dotyczy ludzi niedojrzałych, czego przez trzy dziesięciolecia sam był przykładem. Teraz większość podejmowanych decyzji była słuszna i przynosiła wymierne korzyści. Ale w najważniejszej sprawie zawiodłem - pomyślał z goryczą - Parę osób powinno trafić na bruk, a nie do mojej firmy. Odpędził złe myśli, żeby jeszcze przez chwilę delektować się skromnym zwycięstwem nad dezorientacją. W restauracyjnym było niewielu podróżnych. Krystian dokładnie obejrzał sobie wszystkich, kupił piwo i z premedytacją dosiadł się do podpitego mężczyzny z nieświeżym zarostem na szarej twarzy, któremu nawet spłowiała marynarka nie mogła dodać klasy. Mężczyzna wpatrywał się ponuro w resztki piwa, jakie zostały mu w szklance.
- Jak leci? - zapytał Krystian, popijając chłodny napój, lecz skrzywił się natychmiast: potrzebował czegoś mocniejszego.
- Normalnie - burknął zagadnięty - Poza tym, że straciłem pracę.
- A czym się zajmowałeś?
Mężczyzna podniósł kaprawe oczy i spojrzał na niego wyzywająco. Liczył na to, że Krystian ugnie się, speszy, zawstydzi, ale mocno się przeliczył. Napotkawszy cierpliwe spojrzenie Krystiana, sam skapitulował.
- Gadam tylko z tymi, co stawiają piwo - mruknął.
Krystian roześmiał się, rozbawiony tą próbą wyłudzenia napitku.
- Stawiam tylko tym, których znam i lubię - odparł hardo - No, kto ty jesteś?
- Nie twoja sprawa - usłyszał i zobaczył, jak mężczyzna zwiesza głowę.
Prychnął cicho, nie kryjąc rozczarowania. Miał nadzieję, że usłyszy pełne pokory - jestem nikim. Wtedy porwałby go w ramiona i krzyknął: ale wciąż możesz być kimś. Poczuliby pokrewieństwo dusz w nieszczęściu i razem spróbowali się podźwignąć ku słońcu. Lecz ten człowiek był spisany na straty. Będzie jedynie użalał się nad sobą w swoim cierpieniu i popadał w coraz większą depresję. Niebawem uwierzy w swoją nijakość, w marność i miałkość bytu, a potem pewnego dnia rzuci się pod pociąg albo do rzeki, zasilając grono bezimiennych nieudaczników tego świata. Po chwilowej złości Krystian poczuł dogłębny smutek. Wielu takich, jak ten mężczyzna spotykał na mityngach AA Bezwstydnie opowiadali, że odkąd przestali uciekać w alkohol, życie straciło smak, że odkryli własną mierność i popadają w coraz większy marazm. Odpowiadał im, że gdyby miał tak się czuć, wolałby pić dalej, bo okazałoby się, że alkohol jest jedyną wartością w jego życiu. Ale było inaczej. Co dnia odkrywał na nowo siebie, radował się każdą przeżytą chwilą, odczuwał satysfakcję z budowania swojego wizerunku. Z powodu takich ludzi stracił ochotę na spotkania AA. Udzielała mu się ich depresja, czuł się wyobcowany. Nie rozumiał ich rozterek, oni zaś nie pojmowali mielizn jego życia. Swoją postawą negowali jego sukcesy. Nie mógł na to pozwolić. Czasem czuł się zmęczony prostowaniem cudzych dróg, podczas, gdy do walki z losem miał tylko siebie. Jak bardzo musiał nienawidzić samego siebie, skoro nieustannie myślał o innych?
Ten zgarbiony nieszczęśnik jednak czymś go ujął. Nie zaczął gorzkiej opowieści, skuszony perspektywą łatwego zdobycia piwa, tylko kazał mu się odczepić. Och, gdyby ten bunt prowadził do czegoś rozsądnego. Ale nie. To był gest odtrącenia całego świata, pierwszy krok do powolnego zniszczenia siebie. Krystian podsunął mu szklankę z piwem gestem, który zawierał w sobie domieszkę litości i pogardy, po czym chwiejnie wrócił do przedziału. Resztę podróży przespał rozłożony na całej długości siedzenia. Obudził go zatroskany Odrowąż.
- Już Katowice. Da pan sobie radę?
Krystian podniósł się z opuchniętą twarzą i podkrążonymi oczami. Śnił o złotych piaskach, lazurowych taflach i udach do pieszczenia, a tu czekała wredna rzeczywistość. Ale najbardziej dawała mu się we znaki nieznośna suchość w gardle. Słabym uśmiechem zasygnalizował, że słowa Odrowąża do niego dotarły. Młody człowiek machnął mu na pożegnanie ręką i zniknął w korytarzu. Krystian spoliczkował się mocno i potrząsnął głową. Przyjemny sen odpłynął w nieznane. Wtedy przypomniał sobie, że przed dworcem czeka Młody z Heńkiem. Zerknął w lustro i przeraził się. Długo patrzył, zanim rozpoznał w odbiciu znajome rysy. Złamany kilkakrotnie nos i blizny nagle stały się jakby bardziej widoczne, nie do końca wywabione tatuaże na rękach raziły w oczy, jak nigdy dotąd. Po policzkach Krystiana popłynęły łzy. Szlochał cicho, wpatrując się we własne odbicie, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że to on we własnej osobie. Istniały stygmaty, których nie było w stanie zatrzeć. Zła przeszłość wżarła się w niego niby kwas i pozostawiła wyraźne ślady, które każdego dnia komunikowały całemu światu, kim kiedyś był. A teraz było to maksymalnie widoczne.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

wredna rzeczywistość....przykrej rzeczywistości = takie małe powtórzenie niedaleko siebie
....

jeeeeej, świetnie Jacku, czytało się błyskawicznie i z dużą przyjemnoscią, chyba głodna byłam takich wrażeń :) ale jak można nie delektować się takimi tekstami? Kilkakrotnie uśmiechałam się do monitora na jakieś określenia, czy sytuacje :)

Mam nadzieję, że nie każesz mi wybierać kilku najlepszych opowiadań, bo wiesz, że jestem cholernie nieobiektywna i dla mnie niemal wszystkie są świetne. Ja nic nie poradzę, że uwiebliam taki styl pisania :) Trzymaj się dzielnie, czekam na kolejne części.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...