Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@Dared

 

A co? Kulturę? Proszę mi wskazać jakiś film lub książkę, które jako pośredni czynnik nie miały wpływu politycznego, nie, nie ma takiej możliwości: polityka ma wpływ na każde dziedziny życia, nawet niszowe warszawskie kultury artystyczne są finansowane przez stołeczny ratusz, nie wspominając już o Muzeum Sztuki Nowoczesnej, ba, nawet wiejskie Domy Kultury też są finansowane przez gminy, to samo dotyczy kościołów, na przykład: śpiewy chóralne, okolicznościowe wystawy i przedstawienia bożonarodzeniowe (dla mnie: Szczodre Gody) - są finansowane przez Państwo, a Państwo to Obywatele, słowem: czysta polityka, dlatego też: do kościołów powinien mieć wstęp każdy obywatel, nigdy: według doktryny i prezentowanych wartości, jasne: masoni - też.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Dared

 

A czy poezja przypadkiem nie należy do kultury? Regulamin nie zabrania pisać o współczesnym życiu i komentować wydarzenia polityczne pod maską satyr, dobrym przykładem jest samouk - Mikołaj Rej i wykształcony humanista - Jan Kochanowski, nie wspominając już o poetach z okresu oświecenia, gdyby nie było polityków - nie byłoby państwa, a tym samym - narodu, czyli: ciebie i mnie, owszem: regulamin zabrania prowadzenia działalności politycznej i robienia propagandy politycznej - nie zabrania natomiast pisania wierszy lub prozy krytycznej wobec polityków, jak mówił Ignacy Krasicki: "Prawdziwa cnota nie boi się krytyki!" I celem krytyki nie jest zniszczenie i upokorzenie danego człowieka, tylko: wytykanie wad charakteru - ku przestrodze i dla przyszłych pokoleń.

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano (edytowane)

@Marek.zak1

 

Ma pan rację, a jednak trzeba zrozumieć: Polski Portal Literacki (jak sama nazwa wskazuje) - reprezentuje polską kulturę narodową i wszystkich klasyków - można ich tutaj znaleźć i czytać, wykorzystywać do nauki szkolnej i na studiach, jednak: regulamin zabrania przywłaszczać sobie cudzą własność intelektualną, dajmy na to: ktoś wiersz Juliusza Słowackiego - podpisuje własnym imieniem i nazwiskiem - tego nie wolno, jeśli chodzi o politykę, to: podczas kampanii wyborczej były tutaj różne reklamy różnych partii politycznych, tak więc: te partie po prostu finansowały ten portal za pana i moje podatki - partie otrzymują subwencje, są finansowane z dobrowolnych składek i prywatnych sponsorów - to na jedno wychodzi - polityka jest wszędzie, wystarczy ustawa: "zabrania się reklamowania własnych interesów w dobrach kultury narodowej" - wtedy wszystkie komercyjne reklamy znikną i co? To też polityka, niestety... Tak więc: ten portal jest wspólnym dobrem narodowym - sponsorowany przez reklamodawców, dobrowolne składki ze strony obywateli i różnych darczyńców - tylko tyle wiem.

 

Acha, teraz jest wszystko uporządkowane i reklamy nie przeszkadzają w czytaniu, a wcześniej można było szału dostać.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena   To chłodna, a jednocześnie pełna bólu wiwisekcja układu, w którym zabrakło odwagi na koniec. Znakomite studium trwania. Świetne pióro!
    • @Toyer Miłość rządzi się swoimi prawami. Czasem to smutek, a czasem radość. Wszystkie jednak te koleje losu, dobrze się wspomina na starość. 
    • Rozumiem, mam podobnie. Pozdrawiam. 
    • @Łukasz Wiesław Jasiński, Dziękuję za obecność pod wierszem. 
    • Na stole teksty poszarpane, poplamione stronice. Pogięte okładki… Gdzie? Co? Nic nie wiem. Nie wiem, u licha! Ale bal trwał w nieskończoność. Do samego końca dojmującej treści. Powiedz mi, dlaczego tak było, tak było? Echo odbija się od ścian, majaczy pogłos wielokrotnych powtórzeń i westchnień: o, dzieło moje jedyne! O, dzieło…   Majaki przychodzą i odchodzą. Czas poplątany. Czas chciwy. Natrętne obrazy. Co jeszcze mnie tak męczy? Wszystko! Albowiem wszystko. Zdjęcia rozsypane. Czarno-białe pejzaże. Głębokie otchłanie przeszłego czasu. Jakieś listy nie wiadomo do kogo i przez kogo pisane. Stosy papierów. Wiersze wybrane, Bal w operze, Kwiaty Polskie… to znane, a reszta? Nie wiem… Zostawcie mnie. Dlaczego się tak na mnie patrzycie? Kto? Kto? Moje własne odzwierciedlenia. Moje imaginacje. Julian Tuwim stoi przy oknie w jakiejś takiej niedbałej pozie. i opierając się o parapet pali papierosa. Wypuszcza kłęby błękitnawego dymu. Patrzy się na mnie czujnie i z trwogą: co ja tu kombinuję, co sobie wyobrażam: On próbuje pisać!… Patrzy się z wyższością i zażenowaniem. Spogląda na kogoś, kto siedzi przy stole i pisze albo spogląda w sufit pełen pajęczyn i kurzu. Spogląda i nie dowierza. Jak ktoś taki mógłby… - jak ktoś taki… Wiesz, powiem ci, jedyna: Tak. To już kiedyś było. Tylko że kiedyś był to Albert Camus. Stał w podobnej pozie i też palił papierosa. Teraz Julian. Dlaczego akurat on? Patrzą się na mnie twarze spłowiałe. Tu i tam. Uśmiechnięte. Zastygłe. Fotografie rozrzucone na stole, podłodze… Julian już zniknął. Rozpłynął się w smudze zachodzącego słońca. Takiej pomarańczowej i bystrej. I cichej. Tak przerażająco cichej. Cichszej od szumu płynącej krwi. Od szumu piskliwej w uszach gorączki. Przystawiam do oka butelkę. I poprzez płyn przezroczysty, niezmącony niczym. Poprzez płyn spoglądam w ten dziwny poblask natury. Julian się rozpłynął. Zniknął. Powrócił? Dokąd? Do piekła? Czyśćca? Raju? Boska komedia leży na stole, gdzieś w odmętach pogniecionych, zatłuszczonych szpargałów… Trącam dłonią szklankę. W ferworze jakiejś wewnętrznej walki albo gniewu. Albo po prostu: tak niechcący. Przez nieostrożność. Nieuwagę. Zmęczenie nieskończoną nocą. Wywraca się i tłucze na miliony lśniących kawałeczków. Rozlewa się na stole plama. Strumienie trunku spływają po drewnianej nodze na klepki podłogi. Na dębowe. Ułożone w jodłę. Na rozmaite esy floresy sęków i wiekowych słojów, które pamiętają jeszcze kroki mojej matki… Za oknem trwa straszliwy pęd przemieszczania w czasie. Teraźniejszość staje się odległą przyszłością. Omiata mnie blask unicestwienia. Nieokiełznana struktura kryształu. Postać dziwnego słońca, jak w kalejdoskopie. Oślepiająca jasność wydobywa się z wnętrza przedmiotów. Ze wszystkiego. Ze mnie...   Lecz, co to? Budzę się. Noc. Światło zwykłej wiszącej lampy nade mną. Leżę na podłodze. Tuwim właśnie wychodzi ze swojego mieszkania. Widzę przez ściany, które są przezroczystą szybą. Choć nie. Jestem tam. Na ulicy, w mroźny dzień styczniowy. Nagie drzewa. Wiatr sypiący w oczy drobinkami lodu. Niebo stalowe. To znowu słońce. I znowu cień obłoku na twarzy… Stoję opodal, niewidzialny. Przezroczysty jak powietrze. Jak absolut nieistnienia. Jak nic. Tuwim w ciemnym płaszczu i w kapeluszu. Wychodzi z kamienicy. Wychodzą. On i jego żona w futrze. Kilka rzeczy. Kartonowe pudła nikną na pace ciężarówki. Ktoś się patrzy. Obserwuje z ukrycia. Z któregoś piętra. W oknie. Spoza firanki. W szarości dnia. W szarej poświacie mżącej pikselami czasu. W szarym oknie przesłoniętym szarą firanką zapomnienia. Ktoś się patrzy. Nikt. Już nikt... Zaciskam mocno powieki. Otwieram...   Na ulicy oślepiająca plama czerwcowego słońca. Na chodniku rozedrgane cienie gałęzi. Drzewa szumią zielone. I kwiaty w donicach. Te właśnie róże czerwone. Uśmiechnięte. Ogromny skwar osiada leniwie na twarzy. Na włosach. W którejś godzinie upalnego, dusznego lata. Wspomnienie przeszło, minęło. Jakieś dzieci biegną piskliwie niczym owadzie piszczałki, machając radośnie pół-przezroczystszymi skrzydełkami. Faeries. Przebiegają po dawnych śladach, kogoś, kogo już dawno nie ma. Przechodnie. Samochody. Rozgwar szumiącego miasta i obojetności. Ściana kamienicy niby ta sama. Te same drzwi. I okna te same. Lecz nie ma już.. Lecz już… Rozpływa się wszystko w teraźniejszości opadającej powoli. Tak zwyczajnie. Tak najzwyklej.   (Włodzimierz Zastawniak 2026-06-22)    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...