Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Też pamiętam te czasy. Zdarzało się, że wyłączyli tzw. jedną fazę (wtedy prądu nie miała połowa mieszkań w bloku), ale Polak potrafi. Do akcji wkraczali domorośli elektrycy. Mostkowali bezpieczniki w skrzynce na klatce schodowej i ciągnęło się prąd od sąsiada, który się zwracało albo w alkoholu, albo przy następnym wyłączeniu. Trzeba było tylko uważać, by nie przeciążyć bezpieczników. 

A tak technicznie, to mógłbyś Sylwestrze być konsekwentny i wszędzie zadbać o 5/6, a szczególnie w ostatnim wersiku

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

 

Pozdrawiam.

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

U nas to by nie przeszło. Odległości znacznie większe i chyba sąsiedzi mniej dla siebie życzliwi, ale rzeczywiście tak było, że u części się świeciło, a u innych nie. Ponieważ była to, tak jak napisałem, końcówka linii zasilającej, nie licząca się w ogóle "strategicznie", to u nas "planowane wyłączenia" potrafiły trwać kilka dni, a jeśli zdarzyła się awaria, to niczym nadzwyczajnym był nawet miesięczny brak prądu. Nieciekawe czasy, ale jakoś nie nudziliśmy się :))). Zastanawiam się co by było, gdyby teraz niektórych odłączyć od prądu... Czy poradziliby sobie z takim wstrząsem? Nie wiem.

Co do uwag technicznych, to zaraz zakasuję rękawy i biorę się do roboty. O tym ostatnim wersie wiedziałem, ale umknął mi jeszcze jeden. Dzięki za uważne czytanie ;)

Pozdrawiam.

 

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ojciec miał dwóch synów. Czasami o nim rozmawiamy i to ciekawe, jak ludzie żyjący w tych samych warunkach mogą różnie postrzegać tę samą osobę. Myślę, że to w znacznej mierze zależy od tego, jak się na kogoś patrzy i to nawet nie koniecznie musi być ojciec.

Dziękuję za obecność i pozdrawiam :)

 

 

Doskonale Cię rozumiem Marku, ale i nie o sentyment do czasów tutaj chodzi (też go nie mam :)), a raczej do pewnej bliskości, której dzisiaj tak często brakuje. Myślę, że to m.in. cena tzw. postępu.

Życie na końcu linii energetycznej, to jednak zupełnie inne realia niż życie w Warszawie, w której też spędziłem dwa lata :))))))))))))

Pozdrawiam serdecznie.

 

 

Ale w ciemności było widać światło, a teraz ani światła, ani ciemności nie widać. Żyjemy jakby oślepieni, czasami wydaje mi się.

Pozdrawiam.

 

 

 

Pani elektryk? :)

Dziękuję i pozdrawiam :)

 

 

 

@Franek K, właściwie to były trzy miejsca. Zrobiłem co mogłem. Jeszcze raz dzięki.

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, pamiętam jak do łask wróciła stara, chyba przedwojenna lampa naftowa :))). W domu trochę kopciła, ale można było z nią wyjść na dwór i np. poobrządzać zwierzęta.

Nieco późniejsze czasy... byłem fanem Bruce Lee :))) i czekałem na film w telewizji z jego udziałem, wtedy wielka żadkość, ale niestety tego dnia wyłączono nam prąd. Czekałem, czekałem aż w końcu usnąłem... kiedy się ocknąłem, było już po filmie, a zasilanie było włączone. Pamiętam jak się wściekłem, że nikt mnie nie obudził :))))). Czasami myślę, że przyszło mi żyć w czasie nieustającego kryzysu. Teraz niestety też nie jest lepiej, chociaż przybiera on inne formy, to zastanawiam się, czy znów nie grozi nam jakiś kryzys energetyczny. I właśnie te myśli sprowokowały powyższy tekst.

 

Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

@Sylwester_Lasota Po średniej szkole jestem energetykiem i zauważam od lat że chronicznie mamy kryzys energetyczny, teraz jeszcze CO2 za emisję którego trzeba płacić. Po przyłączeniu kopalni do firm energetycznych, prąd musi być droższy, bo wiemy ile górnicy każą sobie płacić. Najlepiej kopalnie zamknąć, zbudować kilka elektrowni jądrowych i nasza chata z kraja. Węgiel w ziemi nie zardzewieje, niech czeka. Tak zrobili Amerykanie.

Pozdrawiam Sylwku.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak... moc nocy bez mocy.

Mam wrażenie, że wtedy, podczas wszechogarniającej nocy, skromnymi siłami wykuwaliśmy własne nisze wolności. Dzisiaj, zaślepieni światłem wyświeltaczy wszelkiego asortymentu i ogłuszeni szumem informacyjnym, często zdajemy się niczego już poza nimi nie dostrzegać.

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w czarnym ogrodzie opowiesz mi wszystko   w czarnym ogrodzie nie mogę być blisko   słowa rzucane z kamieniem o drzewo   rozejrzyj się drugi masz serce po lewo   marzę o wiśniach czerwonych na liściach   otwarcie zamknięci miłością ujęci   gorycz otula wiatrem przeklętym   patrzę na Ciebie cieniem objętym   czerni przeniknę zostawię nadzieję   wierzę że wróci   nim się przemienię...   @Achilles_Rasti

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Wiersz bliskiej mi osoby... publikuje za jej zgodą :)  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...