Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*
Ł. zawsze prowadził obiema rękami. Odrywał jedną tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, gdy musiał pogrozić komuś, ściszyć radio albo przygładzić tupecik. Zasady kierowania mówiły jasno, że bezpiecznie to znaczy z dłońmi na kierownicy. W ogóle rzadko zabierał samochód z garażu. Głównie w niedzielę do kościoła albo w odwiedziny, a tygodniu wyłącznie w nagłych przypadkach. Jak dziś, gdy mijał termin ważności OC.
Zwlekał do ostatniej chwili z powodu gwałtownego nawrotu zimy. Przez kilka dni nerwowo obserwował śnieżycę i tworzące się na drodze błoto, aż zrozumiał, że nic się nie zmieni i będzie musiał zaryzykować. Wytoczył swoją ładę z garażu i długo stał w bramie posesji, bo nie dało się włączyć do ruchu. Ciągle reagował za późno i następny pojazd już pojawiał się u wylotu ulicy. Stłuczki, których był ofiarą, nauczyły go ostrożności. I co z tego, że nie jego wina i nic nie płacił, skoro auto za każdym razem traciło na wartości?
W końcu udało mu się wyjechać i ruszyć śliską ulicą. Ograniczenie było do 50, ale nie szkodziło trzymać się 30 na godzinę. Sunął majestatycznie, ciągnąć za sobą sznur pojazdów, a muzyczka z radia przygrywała mu leniwie. Wydostał się na obwodnicę i ze zdziwieniem zauważył, że wszystkim strasznie się spieszy. Mijali go, jakby brali udział w rajdzie. Miał ochotę oburzyć się i pomruczeć pod nosem, lecz w radiu podali, że jakiś Srata-sztajn (co za okropne nazwisko!) wyniósł z IPN-u listę esbeków i osób uwikłanych w niezdrowe układy. Krążyła teraz po świecie i każdy mógł znaleźć kogoś znajomego – przyjaciela, wroga, szefa sąsiada, nawet brata. Kraj szedł na igrzyska.
- Trzeba było na dupie siedzieć, a nie bawić się w opozycję – mruknął Ł. z satysfakcją – Nie chcieliście PRL-u, teraz macie.
Zerknął na ograniczenie do 80 i jechał swoje 50 na godzinę. Nagle ujrzał ścianę mgły. Gwałtownie przyhamował i zniknął w mlecznej chmurze. Usłyszał za sobą pisk opon i huk. Pokręcił z niesmakiem głową. Znowu ktoś prawie stuknął go z tyłu, ale trafił kogoś innego. Co za wariaci jeżdżą po drogach!
Załatwił OC, zrobił bieżące zakupy w markecie i ruszył z powrotem. W tym czasie mgła przepadła, za to pojawił się kilkukilometrowy korek. Sunąc po parę metrów, Ł. z nudów słuchał radia. Lista tego całego Sztajna liczyła wiele tysięcy nazwisk i miała służyć za publiczne lustro.
- Lustereczko, powiedz przecie, kto agentem jest na świecie – szydził coraz bardziej wściekły.
Wtedy spostrzegł przyczynę ograniczenia ruchu. Na obu pasach po drugiej stronie barierek widniał stos pokręconego żelastwa. Leżały na sobie nawet trzy warstwy rozbitych samochodów, a niektóre wręcz stały dęba. Tu i tam unosił się czarny dym. Ludzie snuli się wzdłuż drogi jak gromada uchodźców. W samym środku skotłowanej blachy para strażaków cięła zmiażdżone drzwi, by uwolnić jakąś kobietę.
- Ciągle powtarzam, jeździć wolno i ostrożnie – mruknął Ł. Taki karambol, jakbyście wszyscy stówą jechali.
Była to magiczna granica, której nigdy nie przekroczył. Po kilku kwadransach wydostał się z korka i zwyczajowo 30 na godzinę zajechał pod dom. Wieczorem zasiedli z żoną do Wiadomości. Odpytywany przez prezentera ekspert długo biadolił, że lista Srata-sztajna wywoła reakcję łańcuchową i wyrządzi wiele krzywdy, zanim oddzieli się plewy od ziarna.
- Co za nieodpowiedzialny człowiek – Ł. Pociągnął nosem i wysmarkał go w kraciastą chustkę – Mają teraz cyrk na całe lata.
Drugą wiadomością dnia był karambol, w którym zostało doszczętnie zniszczonych blisko 60 aut.
- Przejeżdżałem, widziałem. Koszmar, Wala, mówię ci.
Prezenter podał, że wypadek spowodował kierowca starego samochodu, który zbiegł. Trwają poszukiwania, ale szanse są minimalne.
- Na pewno jechał za szybko – rzekł z przekonaniem Ł.
Wala siorbnęła herbaty i w milczeniu gapiła się w ekran.

Opublikowano

Fajnie się czytało ;-). Relaksujący tekst, mniej porywający niż pozostałe utwory. Powiało czymś normalnym, trochę szarości dnia codziennego. Tylko to zakończenie mnie zastanawia. Czyżby nasz szanowny bohater "Ostrożny" był winnym tego karambolu? Coś ostatnio mało kumata jestem ;-)
Oświeć szarego zjadacza prozy...
Pozdro :-))

Opublikowano

Mnie się podoba właśnie dlatego, że taki normalny, niewydumany:) Takie szare ludziki wychodzą ci najlepiej, Ash.
Basiu, nie mam prawa jazdy, ale Ł. spowodował właśnie dlatego, bo za wolno jechał. Jak przyhamował w tej mgle, to ten za nim tez musiał po hamulcach, tyle że stuknął nie jego ale widocznie kogos na pasie obok.
Naprawdę fajne, a temat IPNu to widzę że ci Asher ciągle spokoju nie daje;)

Opublikowano

Ja Centy: bez urazy. Staram się i takie i takie. Tekst złożony z samych króciaków lub samych powielokroć złożonych tak samo by mnie nudził.

Basiu: To autentyczny wypadek na autostradzie pod Krakowem. Zrobiła to kobieta (pominąłem ten fakt...). Na widok mgły przyhamowała gwałtownie i sobie pojechała. A potem była masakra i cud że nikt nie zginął. Jedna babkę ponad godzinę wycinali z puszki sardynek.

Wampirko: obiecuję, to już ostatni. tak mi pasowało do tego gostka. Jakoś też obie sytuacje mi się związały we łbie... :)

Opublikowano

ja się ubawiłam przewrotnościa tego tekstu, jest doskonały:) prosty i cholernie prawdziwy, jak patrzymy na świat, jacy jestesmy, dostrzegamy często tylko to co chcemy zobaczyc i rozumiemy to patrząc tylko z naszego punktu widzenia:) pozdrawiam

Opublikowano

Nie mogę się oprzeć takiemu odczuciu, przy zakończeniu opowiadania, jakbym zagądała do domku lalek: Parzą sobie herbatkę(jeszcze dobre było by przy kominku-ale nie w tym opowiadaniu) w nieświadomości -cudne. I zawieszone w powietrzu pytanie-"Czyżby Wala domyślała się czegoś? Pewnie nie, ale może jakiś zmysł się odezwał, bo tak wpatrywała się w ekran, w milczeniu. Każdy może sobie podumać.
Napisane tak naturalnie, że do pozazdroszczenia...
ale nic z tych rzeczy Pozdr/Ania

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w czarnym ogrodzie opowiesz mi wszystko   w czarnym ogrodzie nie mogę być blisko   słowa rzucane z kamieniem o drzewo   rozejrzyj się drugi masz serce po lewo   marzę o wiśniach czerwonych na liściach   otwarcie zamknięci miłością ujęci   gorycz otula wiatrem przeklętym   patrzę na Ciebie cieniem objętym   czerni przeniknę zostawię nadzieję   wierzę że wróci   nim się przemienię...   @Achilles_Rasti

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Wiersz bliskiej mi osoby... publikuje za jej zgodą :)  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...