Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

największa wigilia w mieście

popita wodą wysoko-słodzoną

niegazowaną w kolorze pomarańczy

groch z kapustą plastikowy talerz

kawałek ryby jakieś ziemniaki

jednorazowy nóż i widelec

 

ręce precz nie jestem od stołu

obserwuję zapisuję zapamiętuję

i płaczę po kątach tak czasami 

właściwie to jestem z mediów

wiem mam iść na górę schodami

 

niosą się kolędy śpiewane po hali

ksiądz w eter śle błogosławieństwa

zakonnice brylują między stołami

serwując co dobrego sponsorzy dali

a na drogę ciasto od siostry do kawy

to jeden dzień to pół godziny strawy

 

prawda że widok jest powalający 

półtora tysiąca ludzi szaleństwo

milcząca zamyślona jestem a kolega

też jakiś dzisiaj zacieniony wiem temat

taki że choć patrzysz to cię nie ma

 

matka z tipsami mini spódniczka

papierosa zapali zaraz za rogiem

a w dłoni paczkowany makaron

mąka herbata cukier kawa

to chorzy samotni potrzebujący

maszynki do golenia i motywacji

 

krzyczące wystarczy mi się odezwało

utulam je biegnąc do samochodu

zatrzaskując emocje w jego wnętrzu

widziałam prezenty i pomocników

tyle małych i tyle dużych dzieci

 

święty nie przybył tam niestety

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Natuskaa (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Natuskaa kiedyś rozmawiałam z chłopakiem, który uczył angielskiego w ramach wolontariatu, w domu dziecka w Polsce. To był Anglik, który mieszkał przez jakiś czas w Warszawie. Trochę mu nie wierzyłam, szukałam 'drzwi ewakuacyjnych.'....ale był moment, że mnie przekonal. Powiedział, że dla dzieci z domu dziecka najgorsze są święta..

Wytłumaczył mi,  bardzo dobitnie, że to pranie sumień przez sponsorów, obrzucanie ich prezentami raz w roku, czyni pozostałą część kalendarza, nie do zniesienia. Wypacza zupełnie obraz świąt. Obnaża nas jednodniowych mikołajów, którzy zapominają, że one jakby nie zamieniają adresu zaraz po świętach...

Wiem, że to co napisałaś dotyczy innych potrzebujących, ale tak mi się od razu skojarzyło.

Twój wiersz powinien przeczytać każdy.

Jeden z tych, które sobie zapamiętam na długo..Thx

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

"Fajny barszczyk" na zdjęciu ;)

A wiersz gorzki i prawdziwy. Najbardziej śmieszy mnie to, że te "wigilie" organizowane są przed właściwą - tydzień,  dwa... po to, by potem z przylukrowanym sumieniem zasiąść do stołu... na którym wprawdzie (jak każe tradycja) położono dodatkowe nakrycie ale też nie zapomniano zamknąć drzwi na cztery spusty. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Kiedyś widziałam akcję rozdawania zupy przez takich jednodniowych Mikołajów. Pamiętam staruszkę która o lasce jakoś dotarła na plac i weszła po schodach, bo to na takim podwyższeniu było i to wszystko uczyniła mimo mrozu, śligawicy i ciemności (bo już było ciemno). Zastanawiające... jak ona żyje każdego innego dnia? Skoro dotarła tam, zjadła i zanim wróciła na pewno już pomału była głodna...

Co do domów dziecka, pięknie potrafią funkcjonować rodzinne domy dziecka.

 

A inni potrzebujący z wiersza... czasami zastanawiam się czego oni naprawdę potrzebują, ale niezależnie od ich potrzeb najbardziej żal tych dzieci (od Grażyn), które nawet jeśli uciekną od tego, to... dobrze by było gdyby im się udało choć uciec.

 

Dzięki za komentarz i pozdrawiam :)

Powyższa wigilia akurat była organizowana w ten właściwy dzień.  Dlatego może trochę nie dopracowany tekst, ale... chciałam zdążyć, żeby napisać - cieszmy się z takich wigilii jakie mamy, gdzie nikt nas nie rewiduje przed wejściem, gdzie każdy się umył i są ładne talerze i sztućce i jest ciepło, kolorowo... bo nigdy nie wiemy jak być może blisko, żebyśmy dołączyli do towarzystwa potrzebujących.

 

Dzięki za wizytę. Pozdrawiam :)

 

Ps A pani przyjęłaby takiego potrzebującego, gdyby zapukał do drzwi w wigilię? To nie są łatwi ludzie.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Czy bym przyjęła? To zależy, od tego, co wyczytałabym w jego oczach. Minęły już czasy gdy wspierałam finansowo wszystkich jak leci idąc główną ulicą mego miasta i pozostając na końcu z pustym prawie portfelem. To bylo głupie. Niektórzy z nich od razu lecieli po flaszkę lub narkotyki uprzejmie mnie o tym informując. 

Co do przyjmowania do domu to powiem, że mam w rodzinie sporo bardzo trudnych osób no i jakoś się dogadujemy ;) Choć przyznam, że nie jest to łatwe :) Obcowanie z tzw. najbliższymi bywa trudniejsze niż z wieloma obcymi.

Edytowane przez iwonaroma (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dlatego, że najbliższym potrafimy dużo wybaczać.

Wesołych Świąt :)

Panie Waldemarze żadna wigilia już nie będzie dla mnie taka, jakie były przed wczorajszą. Zobaczyć coś takiego to zmienić punkt "patrzenia" już na dobre.

Dzięki za wizytę.

Zdrowych, spokojnych no i radosnych też :)

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 Chyba się uzależnię od Twoich komentarzy. Widzisz tak wiele i potrafisz to opisać. Cieszy mnie pozytywny odbiór, bo po Twoim dzisiejszym wierszu zacząłem się zastanawiać, czy nie napisałem go nazbyt na siłę. Czy nie są to wymyślone uczucia. Wiersz powinien wypływać z człowieka, być głosem, który w sobie słyszymy. Poeta - ja nim nie jestem - słyszy jak ktoś w nim opowiada, on tylko notuje usłyszane słowa.  Po prawdzie przyznam, że oba moje wiersze (Czułość i ten) powstały na podstawie opowiadania o morskiej latarni, które napisałem. Chciałbym potrafić pisać wiersze, ale niezbyt mi idzie. Próbuję różnych form. Dopiero się uczę. Opowiadanie zamieszczę dziś w dziale "proza". Tam znajdziesz wszystkie odpowiedzi.  Dziękuję bardzo za tak łaskawą ocenę i przemyślenia. Przeczytam Twój komentarz jeszcze raz na spokojnie. Pomyślę.
    • @Proszalny Masz rację — bardzo trafnie to odczytałeś. Ten wiersz rzeczywiście można czytać na dwa sposoby, ale Ty uchwyciłeś tę warstwę, która była mi najbliższa, kiedy go pisałam.   O tym myślałam pisząc ten wiersz — o potrzebie odrobiny magii, nawet jeśli gdzieś głęboko wiemy, że to tylko iluzja i że jest ona czasami niebezpieczna.  Dziękuję Ci za to spojrzenie.
    • @Wiechu J. K.   Yellowstone jako miejsce apokalipsy - to wybór przemyślany. Superwulkan drzemie tam naprawdę, naukowo, mierzalnie - a Ty piszesz proroctwo. Wiersz raz jest konkretny (magma, gazy, lawa) i a z drugiej strony archetypiczny (potop, bogowie, grzech). Ciekawe, że mówisz o "rozgniewanych bogach" (liczba mnoga!), jakbyś sięgał do starszej, przedchrześcijańskiej wyobraźni kary. Ale rozwiązanie jest już czysto chrześcijańskie- "boży płaszcz zbawienia dla skruchy". Ostrzeżenie, że zeszliśmy z drogi. Jest w nim też coś starszego - ten lęk przed gniewem ziemi, przed tym, że świat może nas po prostu... wyrzucić. I że jedyne, co nam zostaje, to wiara, że może jednak zasłużymy na ocalenie. Osoba mi bliska była na Hawajach z grupą kolegów z UW, ostatniego dnia, przed wylotem do Europy - zwiedzali Park Narodowy Wulkany Hawajskie , byli pod wulkanem Kīlauea. Przewodnik, Polinezyjczyk opowiedział im o klątwie bogini Pele - nie wolno zabierać fragmentów skał lawowych, bo skały należą do bogini. Kto weźmie - ściągnie na siebie nieszczęście. Wszyscy studenci wzięli po małych kawałkach - na pamiątkę. Tego dnia nie wylecieli, bo samochód przewodnika się zepsuł i spóźnili się na samolot. Wylecieli następnego dnia - drogo ich to kosztowało. :)
    • @Proszalny   To przyjemne miejsce, tak jak na każdym portalu  -  piszą tu  różni ludzie, ale większość jest bardzo sympatyczna i empatyczna.    Też nie jestem tu długo. Pozdrawiam. :)
    • @Proszalny tak właśnie jest. To zabawne, rodzimy się i biegniemy do mety. Ale nikt nie chce o niej rozmyślać, rozmawiać, nawet zaczyna wierzyć że jej tak naprawdę nie ma.  Pozdrawiam 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...