Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dziś świat kocha inaczej

 

Każdy dzień zsyła nas
między ludzkość.
Ludzkość z opuszczonymi majtkami,
marzącą o finale, tam gdzie
akurat żądza palcem wskaże.

 

Każdy dzień otwiera oczy na świat
pełen nieludzkości.
Nieludzkości uśmiechniętej na widok
zgwałconych wartości spowiedziami
tłumów, a najbardziej tymi, których nie było.

 

Każdego dnia ludzkość zapomina
złożyć ofiarę z serc.
Bo wszy kochają bliźniego mocniej niż oni.
Bo kiedyś po sekcji ich zwłok stwierdzą brak serc.
Bo miłość ostatnio widzieli w oczach dziwki
patrzącej na zapłatę.

 

Codziennie wieszam się na widok świata.
Syzyfowi nigdy tak szyja nie spuchła.
Umieram i niestety zmartwychwstaję,
by znów wymiotować.

 

A wtedy ludzkość budzi się do rutynowej orgii
- tych dwóch minut nienawiści.
Dyma się brutalnie i nie po bożemu.
Najgorsze są te ich uśmiechy pod koniec każdego dnia,
gdy ich Pan rozdaje medale zasług i całuje w czółko
na dobranoc.

 

Modlę się o ten ostatni raz.

 

autor: Dawid Rzeszutek (c)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

To co powyżej - jak dla mnie - bardzo dobre.

 

Reszta już mniej interesująca. W drugiej zwrotce się tak zagubiłam, że hej. Jeszcze chyba z 3 razy przeczytam.

Trzecia strofa - merytorycznie nie pasuje mi brak serc po sekcji, mam pewne zboczenia zawodowe :)

Dziwka też człowiek, kochać może bardziej nawet od reszty zobojętniałego społeczeństwa. I te wszy... hm.... jakieś takie nie moje to wszystko tutaj.

 

Tyle mojego na razie.

 

Pozdrawiam,

 

D.

Opublikowano

Każdego dnia ludzkość zapomina
złożyć ofiarę z serc.
Bo wszy kochają bliźniego mocniej niż oni.

 

To ciekawe, a ile w tym miłości do bliźniego. 

Poza tym nie wiem o jakich czasach piszesz. 

 

Orgia (

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 όργιον) – obrzędy ku czci starożytnych , zwłaszcza , połączone z   i . Praktykowane m.in. w ,  i , w kulturze masowej kojarzone także z wyuzdaniem  i .

 

O, to były czasy ;-)

Opublikowano

@Dawid Rzeszutek Dawid, nie mam przestrzeni do 'polatania'. Trochę przegadany, jak filmy Woodego. Chociaż mistrz, zrobił z tego własną wizytówkę.Wiersz miał potencjał, ale sam wszystko dopowiadasz. Jeżeli to Twój styl, to uczyń z tego swoją moc, jak Allen, po wielu próbach.Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj,

To nie jest pean na cześć miłości i takie jest tego testu założenie ( odnośnie miłości bliźniego), choć poniekąd powinien budzić zastanowienie u ludzi, którego słusznym wynikiem byłoby pytanie, gdzie jest prawdziwa miłość. Ten tekst jest efektem obserwacji zdemoralizowanej młodzieży, ale i nieco starszych ludzi, zarażonych amerykańskim postrzeganiem świata, którego konsekwencją jest dewiacja seksualna, innymi słowy - rozpusta. To się nazywa dziś wyzwoleniem, ale dla mnie to sprowadzenie istoty człowieka do rangi zwierzęcia ( nie obrażając zwierząt ).
Właśnie, ciekawe, że pytasz o jakich czasach piszę, bo to raczej oznaka albo braku świadomości tego, co się dzieje, albo totalnej akceptacji porządku świata, jaki mamy przyjemność/nieprzyjemność oglądać. Nie o to jednak mi chodzi, by klasyfikować Ciebie, a o sens wiersza. 
Wiersz przedstawia obraz demoralizacji i mój stosunek do tego, co dostrzegam, robi to w sposób dość drastyczny, ale czasem własnie ten "sposób" pozwala podkreślić odczucia/wrażenia i ich genezę i jednocześnie, jakby w postaci terapii szokowej, obudzić ludzką  świadomość. Uważam, że ten problem jest duży, a pisanie o tym, jest jakby wołaniem o normalność, którą ten świat traci z pola widzenia.
Oczywiście mówię o normalności i wartościach, które w cywilizowanym świecie są oczywiste, ale sposób rozumienia słowa "cywilizowany" może się jednak u każdego różnić, stąd powstają różnice w postrzeganiu problemu tego wiersza. Dla jednych mogę być przestarzałym romantykiem, który powinien się nie urodzić lub co najmniej zrobić to w innej epoce, ale to, że jest to stary sposób myślenia, niestety nie podważa tego, że ten problem istnieje.
A orgia, czy to w Rzymie czy w Grecji, oznacza dosłownie to, co dzisiaj, bo przecież określenie nie wzięło się z kosmosu, a realnie Rzymianie i Grecy byli mistrzami dewiacji i to nie tylko seksualnych. Zresztą jak już o tym mówimy, to w czasach starożytnych seks z wieloma partnerami, seks mężczyzn z młodymi chłopcami, czy picie wina i jedzenie jadła aż do wymiotów, po to, by później znów pić i jeść, był czymś bardzo naturalnym. Wystarczy przeczytać chociażby Ucztę Platona, by się o tym przekonać.
Kończąc, chciałbym tylko powiedzieć, że to czego nas uczą ( amerykanie, lewacy) i to jak patrzymy na rzeczywistość, niestety nie koniecznie jest mądre, bo są pewne wyznaczniki wynikające z długich rozmyślań wielu pokoleń oraz sporej liczby ich wybitnych przedstawicieli, które określają kim człowiek powinien być, jako istota wyróżniająca się pod wieloma względami w świecie natury.
Są takie pojęcia ( wartości) jak honor, godność, szacunek - myślę, że na wielu płaszczyznach dzisiejszy świat o nich niestety zapomina.

Pozdrawiam.

D.R.
 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wita, Deonix :) 
W II zwrotce zasadniczym przekazem jest to, że profanujemy wartości własnymi czynami, a dowody tego "słuchać" w konfesjonale. 

Nieludzkość jest w tekście uosobiona i cieszy się na widok owej profanacji, bo jej ona sprawia przyjemność. Nieludzkość jest jakby demonem, który opanował człowieczeństwo i żyje dzięki swoim wyznawcom.
Co do braku serc - jeśli "prawdziwa" miłość przestaje istnieć, a seks wypełnia tę lukę, to metaforycznie ujęty brak serc, jest  jakby tego symbolem. Bo przecież seks powinien być zwieńczeniem chociażby najprostszej miłości związanej z chemią mózgu, a nie notoryczną przyjemnością, którą próbujemy wypełnić pustkę w życiu. 
Mówi się, że "nie używany" organ umiera, to jeśli serce to symbol miłości, a jej w prawdziwym wymiarze znaczenia - brak, to tak jakby "nie używany" organ ( bo przeznaczony do prawdziwej miłości ) wymarł/zniknął - stąd brak serc po sekcji.  Ludzkość nie używała "serca" tak, jak to powinna  i narząd wymarł, a nawet zniknął.
Ja rozumiem, że dziwka tez może w pewien sposób kochać, zapewne w ten pewien sposób kochały kiedyś i w przyszłości też kochać będą, ale czy to jest prawidłowe rozumienie MIŁOŚCI? Czy znając prawdziwą miłość, kobieta może się oddawać wielokrotnie każdego dnia ? Sądzę, że ta prawdziwa miłość każe szanować nie tylko serce, ale również swoje ciało, które jest niewątpliwie kaplicą ducha, bo miłość w moim rozumieniu, to nie tylko chemia, która odczuwamy, a która często po pewnym czasie mija, to też nie jest przyzwyczajenie, a coś dużo potężniejszego i cenniejszego. Miłość jest jak białe światło, które w pryzmacie rozbija się na całą paletę barw. Miłość "rozbija" się na wszystkie najcenniejsze wartości, jakie człowiek zna i które powinien pielęgnować. Jeśli znamy prawdziwą miłość i nadrzędny cel i wartość człowieka, to nigdy nie będziemy sprzedawać się. Chciałbym również zaznaczyć, że te owe prostytutki nie zbawiają świata swoją pracą, a jedynie pragną się wzbogacić na tym, co otrzymały od natury ( lub Boga, jeśli ktoś wierzy), w krótkim czasie, nie używając zbytnio talentów, rozumu, czy chociażby rąk ( w sposób godny). Ogólnie mówiąc, już nawet pomijając cały ten wykład o wartościach, to oparłem się o klasyczny obraz "dziwki" i jej tzw. przywar. 
A nawiązując do wesz, to ten akcent miał nadać tragizmu, bo jak wiemy wszy nie mają uczuć, a pisząc, że mają więcej miłości od człowieka, to jakby podkreśla upadek jego i oddalenie się od wartości, a przede wszystkim od tego, czym jest miłość.

Pozdrawiam.

 

D.R.

 

Witaj.
Zapewne tak jest. Osobiście uważam, że seks jest zwieńczeniem prawdziwej miłości ducha, zbliżeniem duszy do duszy w wymiarze przyjemności nie tylko fizycznej, a również duchowej. Są różne poziomy doświadczeń erotycznych, prymitywny seks z wieloma partnerami, to tylko zaspokajanie potrzeb niskiego rzędu, przynależnych do ciała ( i zbliżony do marnego pod względem duchowym świata zwierząt), a z reguły duch kierowany mądrością i wartościami powinien panować nad ciałem do tego stopnia, by nie niszczyć piękna tego aktu, a zrobić z niego prawdziwe arcydzieło. Arcydzieło, w tym wypadku, to szczyt możliwości ludzkiej istoty, nie tylko na polu fizyki ludzkiego ciała, a także wyższych uczuć i emocji oraz ducha, niepowtarzalny i unikatowy na skalę całego życia. Szczerzę, to wołałbym kochać się raz w życiu z osobą, która w całości spełniłaby wszystkie kryteria niż million razy bez tego magicznego i cudownego stanu.

Pozdrawiam.

D.R

Edytowane przez Dawid Rzeszutek (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Dawid Rzeszutek Nawet bezpośrednie, odważna praca. Czuć krytykę, żal, ból i niechęć, ale też siłę i brak odpuszczania. Miłość jest równie piękna co okrutna, A Bóg chociaż łaskawy i miłosierny to także stworzony, by niszczyć i zdolny do tego. Gdzieś pomiędzy Tym czuć tą '' Pomijalność  '' i niesprawiedliwość, ale kto jest bardziej niesprawiedliwy, My ludzie, Czy Bóg ? 
Dziękuję Ci za przemyślenia, piękne i mocne ;)

Opublikowano

Widzę, że prorok nam się objawił. Nie oceniaj miłości innych bo możesz o niej nie mieć pojęcia. Nie wiem co wy, katolicy macie z zaglądaniem innym do łóżek,  jakoś zawsze to u was temat number one. 

 

Czyżbyś sam miał z tym jakieś kłopoty? 

Pytalem o czasy bo nie od dziś znane są orgie czy związki homoseksualne. To nie narodziło się wczoraj. 

Poza tym jeśli chodzi o dewiacje to niestety ale jakoś dziwnym trafem najwięcej jest ich w samym kościele. 

Polecam poczytać "Sodomę" lub choćby "Uzurpatora". 

Opublikowano

@Dawid Rzeszutek Ale że co? Miało by być tak po bożemu, na misjonarza tylko? Mężczyzna na górze, kobieta na dole i żadnych innych form? Nuda... Znam pewną katoliczkę, która nie stroniła od eksperymentów seksualnych, i chciała mnie nawet w ten sposób przekonać do nawrócenia... Ludzka jest fantazja, a fantazja każe ludziom eksplorować, zwierzęta robią to tylko w jeden sposób. Właśnie skłonność do perwersji, eksperymentów i tego co Ty nazywasz dewiacjami, odróżnia nas od zwierząt. Nie chcesz, nie musisz, na tym polega wolność, wolność jest dla silnych, którzy zachowają w niej swoje wartości i pozwolą innym żyć. Teraz widzę niebezpieczne próby zawracania Wisły kijem. Z głupim przekonaniem, że ludzie nie będą oddawali się "zboczeniom". Seks mężczyzn z młodymi chłopcami... A co z seksem mężczyzn z młodymi dziewczynami? Albo seks kobiet z młodymi mężczyznami? I co masz na myśli mówiąc "młodymi"? Ja np. bardzo fantazjowałem w wieku 20 lat o swojej starszej o 10 lat koleżance... żałuję, że na fantazjach się skończyło... a już już było blisko... Ona teraz też żałuje, takie rzeczy tylko w pewnym wieku się zdarzają, teraz to już nie byłoby to samo... A najlepsze jest to rzyganie codzienne na widok ludzi kochających inaczej. Powiem Ci, że jeżeli czegoś w życiu żałuję to raczej tego, że czegoś nie zrobiłem.:

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj, 

Przepraszam, że dopiero dziś odpisuję, ale święta były i nie miałem po prostu czasu. 

Prorokiem nie jestem, nie byłem i raczej nie będę nigdy. Do tego niestety, ale trzeba być wybranym lub wg. innych wyznań, po prostu trzeba na drodze rozwoju duchowego - dojść. Nie napisałem tego wiersza dosłownie jako katolik, a raczej osoba, która potrafi dostrzegać dobro i zło, albo inaczej - to co godne i nie godne. Wartości nie są własnością kościoła katolickiego i nigdy nie były. KK jest tylko ich ziemskim reprezentantem, a przynajmniej w teorii. Myślę , że trzeba być naprawdę ograniczonym, by ich ( wartości ) nie dostrzegać,  nie szanować. A to właśnie od nich, od tego, że ich się nie da podważyć w żaden logiczny sposób, zależy zrozumienie i nakierowanie życia na ścieżki nimi usłane. Jeśli rozumiemy, że wartości to istota człowieczeństwa, to wydaje mi się oczywiste, że zachowanie je negujące jest haniebne. 
Myślę, że człowiek jako istota świadoma, czym wyróżnia się z pośród reszty naturalnego świata, powinna tak kierować swoje życie, by reprezentowała owe wartości w jak największym stopniu. I jeśli mówimy o zaglądaniu do czyjegoś łóżka, to zachodzi tu pewna sprzeczność, bo nie chodzi wcale o to, a o odpowiedzialność z siebie i innych. Jesteśmy istotami "stadnymi", po części z tego powodu, że to gwarantowało przetrwanie, bo w grupie siła. A każda grupa musi być w odpowiedzialny sposób zorganizowana, bo inaczej może przeminąć szybciej niż by tego chciała. I właśnie do organizacji życia, do normalnego współżycia międzyludzkiego, potrzebne są zasady i normy. A właśnie wartości są fundamentem tych norm i zasad. Ostatecznie mówiąc - mamy instynkt stadny, dobre serce, odpowiedzialność za siebie i innych, które to, zasadniczo z dobrych intencji, każą nam przypominać tym, którzy żyją wbrew temu, co czyste i piękne, a przede wszystkim - wartościowe. Jak myślisz ? Co cię bardziej pociąga ( nie chodzi mi tylko o seksualność)? Kobieta, która spała z 100 facetów, czy może taka, która z miłości do ciebie czekała ze stosunkiem na prawdziwą miłość, właśnie na ciebie?
Czy chociażby, już trywializując, wolałbyś chusteczki zasmarkane przez kogoś, czy nowe? Albo zakładając, że jesteś bogaty - Nowy komputer czy używany? Myślę, że w każdym przypadku liczy się wartość, która wraz z użytkowaniem spada. Czy to nie jest oczywiste?

Co do dewiacji, to nie można powiedzieć opierając się o rzetelne i racjonalne źródła, że dewiacji jest najwięcej w kościele. One dotyczą ludzi jako istot, a nie instytucji, jako kościoła. Co prawda pedofilii jest sporo w kościele, przynajmniej tak to wygląda, gdy media atakują nas wielokrotnie informacjami o zdarzeniach/przestępstwach na tle seksualnym. To jest modne w czasach, gdy lewactwo atakuje a pedofilia stała się orężem przeciwko kościołowi a przy okazji również i wartościom przez niego reprezentowanym. Jednak ostatecznie nie jestem zwolennikiem celibatu, który to zapewne miesza w głowach kapłanom. Nie jestem też katolikiem praktykującym, bo uważam, że kościół to zgniła instytucja - i to pod wieloma względami, nie tylko dewiacji. Jednak uważam się za osobę rozumną i nie skreślam wartości, bo to jedyne co nam pozostało, jako obrona przed totalnym zezwierzęceniem. Jedyna duma z człowieczeństwa, to rozumna i świadoma egzystencja i osobiście właśnie tak staram się żyć.

Nie, nie mam " z tym " problemu. Jestem heteroseksualny i jak najbardziej spełniony.

Nawiązując do miłości innych, to odnoszę wrażenie, tak jak zresztą napisałem w wierszu, że ona ostatnimi czasy oscyluje wokół seksualnego spełnienia, co mnie osobiście bardzo razi w oczy. Oceniam po tym, co widzę na co dzień i po tym w jakim kierunku zmierza popkultura. Co się obrazuje w sztuce m.in. w muzyce i w kinematografii. Amerykański BUM  hipisowski i jego konsekwencje do tego doprowadzają, młodzież niestety to łyka jak mleko matki, bo czują się wolni, niestety pojęcie wolności ma odmienną genezę i znaczenie, a można się o tym przekonać oglądając kilka dramatów na faktach o życiu w komunach hipisowskich i nie tylko. Życzę ludzkości szczerze, od serca - mądrości i przebudzenia, bo szkoda życia marnować, które jest tak naprawdę bardzo krótkie. A było tak i za pewne będzie wiele przypadków, gdy to na starość ludzie zrozumieją, że zmarnowane życie, to coś najgorszego z tego, co może człowieka spotkać. Jednak wtedy już niczego nie zmienimy, bo cofnąć czasu się niestety nie da.

Pozdrawiam i szczerze chciałbym zaznaczyć, że ja nie mam złych intencji, a jedynie trochę w życiu przeszedłem i widzę do czego niektóre drogi prowadzą. Jednocześnie dzielę się własnymi przemyśleniami, mając nadzieję, że jednak ktoś stworzy wspaniałe życie i to na naprawdę " ludzkim i godnym" poziomie. I będzie z niego ( życia), jak również z siebie dumny przed śmiercią.

D.R.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Jak zapewne nie zauważyłeś, 2 minuty nienawiści, to akurat element wyrwany wręcz z książki Orwella - Rok 1984.
Były to propagandowe ryki, krzyki i wrzaski na wroga systemu, który jawnie zagrażał jego istnieniu.
Zwierzęce zachowanie, wytresowane i oczekiwane i niemal nagradzane przez system.
Tym czasem to system ( w tym wypadku jest to amerykański styl życia)  był ( i nadal jest )  wrogiem człowieka - to taki paradoks, który obrazuje, że nie zawsze to, w co wierzymy, to co nam wmawiają, jest absolutną i ostateczną prawdą i jednocześnie rzeczą najważniejszą. To analogia do amerykańskiego stylu życia, który jest nam pompowany do głów odkąd upadła komuna. I jednocześnie, co wynika z wcześniejszego - do seksualnego (choć nie tylko) wyzwolenia. Te 2 minuty nienawiści stają się orgią w moim tekście dlatego, że to jest antyludzkie, prymitywne, bazujące na przyziemnych elementach - których przykładem staje się pociąg seksualny. Bo gdy zrozumiemy podstawowe wartości, ich cechy i znaczenie dla normalnego życia, to seks tak naprawdę stanie się dodatkiem a nie celem samym w sobie. Ja rozumiem seks jak kolację przy świecach w jednej z najdroższych restauracji - to jest pewnie marzeniem wielu ludzi, zjeść najdroższe danie, w wspaniałym miejscu, ze wspaniałą druga połową, a nie jako sposób na walkę z frustracją czy nawet stresem lub nawet sportem uprawianym każdego dnia. Oczywiste jest, że nie możemy nazwać wyjątkowym na skalę całego życia, tego co robimy notorycznie, codziennie. Bo naprawdę wyjątkowe chwile niestety, ale są rzadkością - i to jest najważniejsze. Tak samo jak gigantyczne diamenty, wielkie samorodki, czy naprawdę drogie auta - to co je wyróżnia i co nadaje prawdziwą wartość, to to, że jest ich niewiele.

Pozdrawiam.

 

D.R

Opublikowano (edytowane)

Co cię bardziej pociąga ( nie chodzi mi tylko o seksualność)? Kobieta, która spała z 100 facetów, czy może taka, która z miłości do ciebie czekała ze stosunkiem na prawdziwą miłość, właśnie na ciebie?
Czy chociażby, już trywializując, wolałbyś chusteczki zasmarkane przez kogoś, czy nowe

 

A co to w ogóle za porównanie?  Przepraszam ale naprawdę nie obchodzi mnie kto i ile razy z kim spał. Nie jest to też wyznacznikiem lepszego czy gorszego seksu. Poza tym kobieta/mężczyzna to nie towar.  Nie liczy się "świeżość" jak to nie ładnie porownales.

(oczywiście bycie w związku zakłada wierność z obu stron).

 

Chyba w dwóch innych światach żyjemy.

 

 

Edytowane przez light_2019 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@light_2019 Użyłem tylko takiej metafory do ukazania zależności wartości do poziomu wykorzystania, który powoduje jej spadek.
Masz rację może to nie jest najlepszy z możliwych sposobów, ale uznałem, że będzie najbardziej obrazowy i przez to działający na wyobraźnię. Skup się na mechanizmie, na idei, a nie na pozorach. Wejdź głębiej w temat. Bo wartość człowieka też jest ważna, nie można o tym zapomnieć. Nie chodzi mi o fizyczną wartość, jako ciała, a o duchową, która obrazuje się w sposobie cenienia siebie i innych.
Bo uważam, że uprawianie orgii to prymitywizm i zezwierzęcenie, bo niestety pociąg seksualny to bardzo zwierzęcy ludzki mechanizm, a uleganie mu w sposób masowy, niczym nas nie odróżnia od zwierząt. Chodzi o przewagę wartości duchowych w człowieku ponad instynktami i popędami, bo to odróżnia nas od prymitywnej części natury i jednocześnie pozwala nam nazywać się ludźmi. Człowieczeństwo, jako ukoronowanie natury, w końcu do czegoś zobowiązuje.

 

Pozdrawiam.

Edytowane przez Dawid Rzeszutek (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

I tutaj mój wywód się kończy. Mam nadzieję, że jesteś i będziesz szczęśliwym pod wieloma względami człowiekiem, ale to wszystko zależy od poziomu na jakim się funkcjonuje. Zwierzęciu wystarczy zjeść, stworzyć potomstwo ( instynktownie, ciągnięty przyjemnością) i przeżyć dzień, mam nadzieję, że masz więcej ambicji i reprezentujesz wyższy poziom. Chciałbym by naprawdę tak było. 

 

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...