Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

słowiańska dusza, gorąca krew

wielkie marzenia i morze łez

z szablą do przodu to zawsze my

 lecz wspólnie działać to nie chce nikt

walczyć zdobywać wciąż żywioł nasz

kto wrogiem był pokazał czas

my romantyczną lubimy grę

lecz pozytywizm to raczej nie

 

od źródeł Łaby po dym Kamczatki 

dalej Słowianie rozdają karty

od Adriatyku po Bałtyk zimny

akcent słowiański- nie żaden inny

gdyby Słowianie jednością byli

trzy /czwarte świata by już podbili

ale niestety historii treny

wszczepiły wszystkim niezgody geny

 

jedno nas łączy- życie lubimy

dużo pijemy dużo tańczymy

zabawa dla nas to nektar duszy

do ciężkiej pracy trudno nas zmusić

często do władzy alergię mamy

 ale za wolność życie oddamy

i wtedy jednym głosem krzyczymy

dzisiaj zginiemy lub zwyciężymy

 

słowiańskie dusze gorąca krew

lubimy wszyscy zabawę śpiew

pełne kielichy muzyczne tło

a może życie to właśnie to ?

Opublikowano

Witaj  -  wczoraj czytałem i dziś -  a wniosek z tego czytanie jest taki że twierdze że jest 

to wyjątkowo widokowy wiersz - dużo w nim obrazów i akcji .

No i zakończenie super  prawdziwe - lubimy tańce muzykę śpiew  oraz pełne kielichy.

Jestem więc za wierszem Andrzeju.

                                                                                                                                                                 Pozd.                                                                                                                                                        

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dziękuję. Zgadzam się - romantyzm jest fajny, ale czasami jest to nieuleczalna choroba.

 

                                                                                                                          pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...