Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

słowiańska dusza, gorąca krew

wielkie marzenia i morze łez

z szablą do przodu to zawsze my

 lecz wspólnie działać to nie chce nikt

walczyć zdobywać wciąż żywioł nasz

kto wrogiem był pokazał czas

my romantyczną lubimy grę

lecz pozytywizm to raczej nie

 

od źródeł Łaby po dym Kamczatki 

dalej Słowianie rozdają karty

od Adriatyku po Bałtyk zimny

akcent słowiański- nie żaden inny

gdyby Słowianie jednością byli

trzy /czwarte świata by już podbili

ale niestety historii treny

wszczepiły wszystkim niezgody geny

 

jedno nas łączy- życie lubimy

dużo pijemy dużo tańczymy

zabawa dla nas to nektar duszy

do ciężkiej pracy trudno nas zmusić

często do władzy alergię mamy

 ale za wolność życie oddamy

i wtedy jednym głosem krzyczymy

dzisiaj zginiemy lub zwyciężymy

 

słowiańskie dusze gorąca krew

lubimy wszyscy zabawę śpiew

pełne kielichy muzyczne tło

a może życie to właśnie to ?

Opublikowano

Witaj  -  wczoraj czytałem i dziś -  a wniosek z tego czytanie jest taki że twierdze że jest 

to wyjątkowo widokowy wiersz - dużo w nim obrazów i akcji .

No i zakończenie super  prawdziwe - lubimy tańce muzykę śpiew  oraz pełne kielichy.

Jestem więc za wierszem Andrzeju.

                                                                                                                                                                 Pozd.                                                                                                                                                        

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dziękuję. Zgadzam się - romantyzm jest fajny, ale czasami jest to nieuleczalna choroba.

 

                                                                                                                          pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...