Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie starczyło talentu na trzecią, na szczęście ostatnia, zwrotkę? ABS intelektualny się włączył? Może to i lepiej. Po co sie pogrążać? To pytanie retoryczne, nie wymaga odpowiedzi. Masz ochote zrobić kolejny wykład o podmiocie lirycznym?

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

Witam ponownie - tak siedzę i myślę - o to właśnie chodzi byś pisała .
Znam twoje wiersze od iks czasu - zawsze sprawiają przyjemności podczas
czytania .
I nie mów proszę że ci cukruje - prawda jest taka jak napisałem powyżej.
Czekam na kolejne ...
Słoneczka ci życzę

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na wesoło może być :)
Ja natomiast z beczki obok, bo kobiecość to chyba prawie jak piękna kobieta, i dlatego przytoczę panią Liv Ullmann:

"Kobiecość to nie ładna twarz, płaski brzuch czy piękna skóra.
Kobiecość to jest piękne wnętrze. Czułość, ciepło, wyrozumiałość.
Umiejętność bycia blisko".
Liv Ullmann

Pozdrawiam serdecznie
niestrudzoną w rymowaniu Alicję
:)
Opublikowano

@Alicja_Wysocka
merytorycznie: jeśli już to kac - zespół odstawienia. bo do delirium daleka droga ;)
ale wierszyk zgrabny - trzyma poziom.

Opublikowano

@oskari_valtteri
Aaa, czyli powinnam zmienić tytuł, rozumiem :)
Ale zważywszy, że to tylko do rymu, to chyba zostawię
jak jest.
Kiedyś napiłam się atramentu, a potem pisałam głupoty.
A teraz się przymierzam do zjedzenia paru tomików :P

Dziękuję że byłeś, pozdrawiam :)

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

Mam takie same odczucia
biegnąc galopem po wierszach
trudno na własnych się skupiać
gdzie indziej zieleń zieleńsza

kac poetycki się zjawia
rym miesza rytmem w tygielku
słów nie ma z czego odławiać
myśl w zamotanym supełku...

Fajny, zgrabny i zabawny wiersz Alicjo. Z przyjemnością Cię poczytałam.
Pozdrawiam L.L

  • 2 lata później...
  • 1 rok później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...