Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- Tatusiu, czy to jest prawdziwy anioł? -w głosie malca słychać było nadzieję. Oczy mu błyszczały. Ponad nimi ze ściany domu zdawał się wyfruwać kamienny orzeł.
- Nie, synku, to rzeźba orła, dlatego kamienica nazywa się "Pod orłem" - odparł ojciec. - Przecież już ci tłumaczyłem, że aniołów nie ma, tak jak nie ma świętego Mikołaja - ciągnął dalej.
- Są - cicho szepnął chłopiec, wpatrując się w płyty chodnika. Poszli dalej Gdańską, smutny mężczyzna ze smutnym dzieckiem.

Mroźny, świąteczny zapach choinki mieszał się z korzennym aromatem pieczonych ciast. Chłopiec drżącymi dłońmi kończył wieszać na drzewku ozdoby. Na samym dole, skryty wśród gęstych świerkowych igieł, wisiał - niedostrzeżony przez dorosłych - tandetny, papierowy aniołek o skrzydłach pokrytych grubą warstwą brokatu.

- Jest, jest pierwsza gwiazdka! - wykrzyknęło dziecko, wciąż stojąc przy oknie. - Zaraz przyjdzie święty Mikołaj i będzie rozdawać prezenty!
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie ma świętego Mikołaja! Prezenty dostaniesz od mamy i ode mnie. O, popatrz, tutaj mam paczkę dla ciebie, a mamusia zaraz przyniesie swój prezent. W oczach matki można było dostrzec łzy. Poszła do innego pokoju i wróciła z kilkoma paczkami obwiązanymi czerwoną wstążką. Położyła je pod choinką, żeby choć w ten sposób dać synkowi trochę bożonarodzeniowej magii. Ojciec schylił się.
- Pomogę ci rozpakować te paczki - powiedział i zaraz jego wzrok spochmurniał. - Co to jest? - spytał z gniewem, wskazując na wiszącą ozdobę.
- Anioł - odparł chłopiec - żeby choć jeden był ze mną w te święta.
- Natychmiast go zdejmij - rozkazał ojciec. Malcowi zaczęła drżeć broda. Matka wiedziała, że chłopiec zaraz wybuchnie płaczem.
- Chodź do mnie - powiedziała.
- Wy mi nie wierzycie - prawie płacząc powiedział chłopiec - a aniołki istnieją! Takie, jak ja! Tylko nie umiem jeszcze latać! Ale kiedyś polecę, zobaczycie! - wybiegł z pokoju, otworzył drzwi wejściowe i popędził na ulicę.
Ojciec pobiegł za nim krzycząc, żeby natychmiast wrócił. Na ulicy smętnie padały pojedyncze płatki śniegu; nie było nikogo poza chłopcem. Z oddali nadjeżdżała ciężarówka. Dziecko, nie widząc niczego zapłakanymi oczyma, wyskoczyło na jezdnię. Pisk hamulców zlał się w jedno z krzykiem ojca.
"O, już umiem latać" pomyślał malec, rozwijając skrzydła i wznosząc się wciąż wyżej i wyżej. W dole pozostała ciężarówka i dwóch mężczyzn klęczących nad zgniecionym ciałem.


Wuren
grudzień 2003

Opublikowano

Rewelka, panie Wuren. Tak krotko, a tak dosadnie. W skrytości ubóstwiam kondensację, bo sam mam skłonności krasograficzne. Ale żeś Pan, dalszą rodzinkę ojca R opisał :)))

Opublikowano

A ja jakiś skwaszony odszedłem po lekturze... nie wiem czy mam odruch lękowy na tle Doktorowej twórczości, że się boję, że dam się na coś nabrać, a nawet podejrzewam, że szło o przerysowanie ;) Odrzuciło mnie szczególnie od malca (przewrażliwione toto i papierowe, ale co poradzić na konwencję). Niemniej, napisane bez zarzutu, węzłowato, prosto etc. etc. patrz komentarze wyżej. Za to ojciec jest mocny, może dlatego, że dużo prawdziwszy w tym wstrętnym uporze...

Czołem Waszmości :D

ps. mnie w kwestii św. Mikołaja uświadomiła siostra ;) - to tak odnośnie do pierwszego komentarza w kwestii rodzinnej

Opublikowano

pomysł dobry i wzruszajacy, wykonanie jest gorsze. Postacie kiepsko odmalowane, pomysł z aniołem jakby niedokończony, brakuje zderzenia realnego obdartego ze złudzeń swiata dorosłych a pełnego magii i bajek świata dziecka... Całość wzrusza ale.....

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A bo nie znacie historii tego szorta - kiedyś pisałem na jakiś konkurs z limitem słów. I tak nie wysłąłęm, ale opowiadanko zostało -i nie chciałem go puszyć, konstruować portretów psychologicznych - wolałem zostawić zarysy postaci, boć nie one najwazniejsze :)

PiątaPoroRokku - "pomysł z aniołem jakby niedokończony" - nie rozumiem, czego nie dokończyłem?

Freney, spiskową teorię dziejów zostaw zawodowym poszukiwaczom żydów, masonów i komunistów hehe -wiesz, o kim mówię :D

Asher - hehehehe.

Pozdrawiam
Wuren
Opublikowano

wiesz co ja sama nie wiem ale czytajac początek wydawało mi sie ,ze ten anioł zaraz zejdzie z nieba i udowodni ze istnieje albo cos :) :) :) ... czekałam na jakies chyba basniowe zakonczenie tej historii, moze dlatego mam taki niedosyt i rozczarowanie.

Opublikowano

Setne otwarcie, panie W!
"Cztery pory roku nas złączyły, piąta pora roku dzieli nas".
Nie wiem jakich wad dopatrzyła się w tym tekście PPR, ale ja ich nie dostrzegam.
Moim zdaniem praca na wysokim poziomie. A ze krótka, to i co z tego. O ile więcej dramatyzmu moąna dopatrzyć się w sprincie niż w chodzie na 50 km (niezależnie od nazwiska i narodowości zwycięzcy), wie tylko ten , kto choc trochę interesuje się sportem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...