Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
"widzę cię z różą w zębach choć wiem
że to tani był greps lecz spodobał się Jane" *


rozsypuję w sobie
kolorowe szkiełka kalejdoskopu
co obrót historia księżniczki z wieży
pretty woman melancholijnych stacyjek

pamiętam postać przy oknie
i modlitwy piętnastoletnich kapitanów
gładzących sukienkę

myślę o chabrach dla niej
których główki opadły wieczorem
wraz z tonami powietrza

niebieskim prochowcu

*Leonard Cohen
Opublikowano

Są jednak stacyjki! Zawsze coś blisko...

Jeden z Twoich melancholijnych, mniej zakamuflowaych wierszy. Takie lubię, bo "romansowe" troszkę, ale od zagadek i szyfrów nie wolne. Też byłam piętnastoletnim w kiecce w samym środku Patagonii:) Gorzej z księżniczką :))) Chabry dla kapitana raczej nie! Lepsze owady wuja Benedykta-entomologa :). I nie chcę wiedzieć, co znaczy "niebieski prochowiec" w miejscowniku...pozdrawiając. mb.

Opublikowano

he, ciągnie do piętnastu lat... :)
kapitanowie w tym wieku.. no nie wiem, raczej nieświadomi steru. a potem "tony powietrza" raczej nie ułożą prochowca (żagla) w odpowiednim kierunku.
smutny utwór jak dla mnie.
pozdrawiam Magdalenko :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pewnie, że stacyjki są mi bliskie:) Fajnie, że mniej zakamuflowane, a słowo "Patagonia" ma w sobie coś melodyjnego, często mi chodzi po głowie.
Piętnaście lat - jakby wczoraj:)
Hej:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


On miał lat 15, był rok starszy i szalenie inteligentny, jednakże jak się okazało niedostatecznie:) Latał z kwiatkami, za głupiutką panienką i jakoś nieodparcie ta piosenka zawsze przypominała ten obrazek.
Fakt, niezbyt wesoły:)
Żagiel z prochowca - dobrze odczytałeś:)
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie długo myślałam nad tym fragmentem, ale szkoda mi wyjąć "dla niej", tak naprawdę jak na razie nie mam pomysłu jak to poskładać:)
Może na coś wpadnę.
Dzięki i pozdrawiam również:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...