Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano


Nie piszę wierszy, tylko się spowiadam:
co tu zastałem, gdy podniosłem rzęsy,
co usłyszałem pierwszej wiosny w sadach,
gdzie odlatując zgubiły mnie gęsi.

I chociaż potem błądziłem po świecie -
widnokrąg skurczył się do obwarzanka,
który kupiłem dziewczynie przy święcie,
a ona do dziś go jeszcze nie zjadła.

Tak wpółzaklęty w ten świat, co mi dany,
drugą połowę rozdaję ubogim,
bo nie widzieli, jak gaj wiosna mai,
mak ich imienia nie wołał z bezdroży.

Nie piszę wierszy, spowiadam się tylko -
jak człek przed końcem siebie albo świata,
oddaję Bogu na powrót to wszystko,
co pod żywota powierzył mi zastaw.

Opublikowano

:)

nie pisać wierszy - ach jakże bym chciała
móc się wyspowiadać tak jak ty poeto
nie pisać wierszy - tylko z Bogiem gadać
móc mu opowiedzieć o swoich zaletach
nie pisać wierszy - lub po prostu milczeć
bo grzechy liczy kalkulator w niebie
nie pisać wierszy - cóż to za marzenie!?
nie muszę pisać - wolę czytać ciebie

:)))))))
dobrze, że wpadasz, dobrze.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mam to samo z Marianną. Wystarczy, że ją czytam, a ona czyta w moich myślach.
Ping...pong... - co tam u mojej Magdusi? Powiedz przy okazji, niech mi dopisze
rajstopy bo zimno jakoś w Niebie od tych nowych świętych. Wybrakowani, jacyś tacy
mało święci, ale cóż zrobić, kiedy Piekło pęka w szwach? Ping...pong...

[quote]
:)))))))
dobrze, że wpadasz, dobrze.
Tyle tu wspaniałych osób, że nie można nie wpadać. I Ty jesteś! :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Myślisz, że żywot razi? Jednak chyba nie ma przemowy przed ostatnią drogą, gdzie nie pada określenie "żywot"? Ale może unowocześnić, powiedzmy tak?:

co na tym świecie oddał mi pod zastaw

Prześpię się z tematem i dziękuję za sugestię :)

A także za wydanie wspaniałego tomiku Magdy Tary!
Podziwiam Cię za to co robisz Bogdanie, nie mniej niż Autorkę i Ilustratora...

Pozdrawiam.
Opublikowano

nie napiszę, jak wspaniały jest ten wiersz
bo nie znam słów, jakimi mogłabym
to wyrazić

napiszę skromnie, o obwarzankach i
z chęcią sama, przed ich zakupem się
wyspowiadam

Tak tylko mogę podziękować za ukojenie zmysłów…

oddaję Bogu z powrotem to wszystko,
co pod żywota powierzył mi zastaw


Przyznam, że miałam tu problem z pisownią (a to mój wybrany fragment!) ale tylko po pierwszym czytaniu.

Jeśli przyjąć, że: błądziłem po świecie, a wraz z powrotem
oddaję Bogu...

Jest dobrze?
Czy się mylę?

Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A wiesz, dałaś mi do myślenia... W Słowniku PWN na powrót, z powrotem traktowane jest jednoznacznie i oznacza w kierunku odwrotnym.
Po tym co napisałaś, przyszło mi do głowy, że lepsze byłoby w takim razie napisanie na powrót

oddaję Bogu na powrót to wszystko,
co pod żywota powierzył mi zastaw.

Po pierwsze - ładniej brzmi :)
Po drugie - mamy dodatkowe znaczenie i "na powrót" oznacza teraz także coś w rodzaju biletu powrotnego, nie tylko jak poprzednio "kierunek odwrotny".
Po trzecie - zyskujemy coś w rodzaju efektu pozbywania się bagażu (doświadczeń) - im więcej peel oddaje siebie, tym staje się lżejszy, a tym samym "bliżej mu" do Boga.

Bardzo Ci dziękuję za sugestię :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A wiesz, dałaś mi do myślenia... W Słowniku PWN na powrót, z powrotem traktowane jest jednoznacznie i oznacza w kierunku odwrotnym.
Po tym co napisałaś, przyszło mi do głowy, że lepsze byłoby w takim razie napisanie na powrót

oddaję Bogu na powrót to wszystko,
co pod żywota powierzył mi zastaw.

Po pierwsze - ładniej brzmi :)
Po drugie - mamy dodatkowe znaczenie i "na powrót" oznacza teraz także coś w rodzaju biletu powrotnego, nie tylko jak poprzednio "kierunek odwrotny".
Po trzecie - zyskujemy coś w rodzaju efektu pozbywania się bagażu (doświadczeń) - im więcej peel oddaje siebie, tym staje się lżejszy, a tym samym "bliżej mu" do Boga.

Bardzo Ci dziękuję za sugestię :)
Nie napiszę, że jestem za
czy też przeciw.
Jak zauważyłeś, poprzednią wersję też byłam gotowa przyjąć, na swój sposób.

Jednak, po namyśle...
:)))
Brakowało mi tego. Na powrót... jest tak właśnie, jak stwierdziłeś!
I pozostanie moją dewizą!
Ukłon zostawiam, Grażyna.
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeszcze raz bardzo dziękuję.
A skoro jeszcze nie śpisz, zapraszam na chwilę melancholii przy Milesie Davisie:

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=128763#dol

Dobranoc :)
Byłam tam, nie żałuję.
Dobrej nocy również dla Ciebie.
Grażyna.
Opublikowano

No oczywiście - świetny wiersz! Jak zwykle!

"Tak wpółzaklęty w ten świat, co mi dany,
drugą połowę rozdaję ubogim,
bo nie widzieli, jak gaj wiosna mai,
mak ich imienia nie wołał z bezdroży."

No właśnie.
Przypomina mi się tutaj jeden z moich ulubionych wierszy Makuszyńskiego:

Inwokacja

Może się łaską Twą na chleb zamieni
me słowo że nim nakarmić potrafię
albowiem cisi są błogosławieni
albowiem cisi są...
naucz modlitwy serce moje młode
o jednym bowiem marzy w snów pogodę
oto chce szczere być i chce być proste
spojrzyj w me serce Najjaśniejsza Pani
i choć przez chwilę usłysz co w nim śpiewa
a ujrzysz wielką miłość w tej otchłani
co kocha ludzi kamienie i drzewa
chcę serce moje jako bochen chleba
pokrajać dla tych których głód uśmierca
Ty proszę spraw to o Panienko z nieba
aby dla wszystkich mi starczyło serca


Rozumiem, o jakim ubóstwie mówi Twój wiersz, i że o zupełnie innym ubóstwie, niż wiersz Makuszyńskiego. Rozumiem. Ale i tak mi się to przypomina. Bo jedni i drudzy "nędznicy" są tak samo żałośni (dla mnie), i tak samo warci współczucia.
Aczkolwiek brak wiary dla mnie nie jest tym samym, co brak poczucia poezji w świecie i w samym sobie. Dla mnie to drugie jest ubóstwem, pierwsze zaś nie. Ale to dla mnie. :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czytałam sporo wierszy, gdzie poeci modlili się wierszami.
Ostatnio Joanny Kulmowej fragment poematu "Suplement mój":


Świecie mój
któryś jest ze mnie
pacierzami zmawiam cię codziennie
abyś słowem wrastał w mój dom.
I do ciebie modlę się wierszami
któryśmy w inności tożsami
człowieku
co jesteś ze mną.
Przeciw niepokojom conocnym
przeciw lękom uciułanym przez dzień
przyjmij strofy moje
narzędzie
nieustającej pomocy
wywar z modłów najskuteczniejszych
najprostszy z pradawnych leków —
pij go duszkiem duchem pij człowieku
sok moich wierszy.
[...]


Po raz pierwszy słyszę tak piękną spowiedź.
Tak piękną, że zabrakło mi słów, by wyrazić podziw.
Pozostało mi więc powtórzyć pytanie spod utworu "Istoty Momentalne"
www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=128763#dol.

jasna :-))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo dobry wiersz, świetne metafory - "obwarzanek" majstersztyk :)
Jedna drobna uwaga do ostatniego wersu, dotycząca składni. Moim zdaniem czytelniej byłoby:

oddaję Bogu na powrót to wszystko,
co mi powierzył pod żywota zastaw.


ewentualnie, zostawiając poprzednią wersję, zamiast 'pod' zastosować "za", ale tu wypadałoby dołożyć jeszcze "w".

oddaję Bogu na powrót to wszystko,
co za żywota powierzył mi w zastaw


Obecna forma wprowadza (przynajmniej u mnie) wrażenie, że coś tu nie gra, właśnie ze składnią.
Ale to drobiazg przy całej reszcie. :)
Pozdrawiam.
Opublikowano

Wiersz ładny ujmuje treścią

"Nie piszę wierszy, spowiadam się tylko"
jak mam uwierzyć słowom chyba pustym
które owinąłeś zgrabną rymów chwilką
aby pokorą zasłoniły usta

ale napisałeś przypomniałeś światu
kijem z metafor walisz między oczy
zmuszasz do myślenia to tych strof jest atut
jako spowiedź wiersz mnie nie zaskoczył

ps
HAYQ ma rację coś jest w puencie - może

co powierzył mi pod żywota zastaw.

pozdrawiam Jacek

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...