Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z delegacji w Tokio przywiozłem sobie zabawkę. Znajomi kupili katany dla teściów, konsole do gier dla dzieci albo nasiona dziwacznych roślin ogrodowych dla żon. Ja zaś ostatniego dnia pobytu wymknąłem się z naszego Mitsui Urban Hotel, przebrnąłem przez zapchane chodniki, minąłem publiczną łaźnię Konparuyu, z której często z kolegami korzystaliśmy i znalazłem się na Ginza-dori Avenue. Tam, na jednym z pięter wielobranżowego marketu kupiłem hit sezonu. Zawsze lubiłem zaawansowane technicznie zabawki.
Gdybym miał wymienić najciekawsze zabaweczki to lista ułożyłaby się mniej więcej tak:
Ze stanów przywiozłem sobie noktowizyjne szkła kontaktowe, zasilane wszczepianymi pod brwi czerpakami ciepła. Wystarczyło naładować je kilkunastoma sekundami intensywnego mrugania i mogłem zmieniać najczarniejszą noc w zielonkawy dzień. W Szwecji, z kolei, zdobyłem maszynkę do chemicznego pozyskiwania wody z powietrza – niezbędną we wszelkich wyprawach survivalowych. Nie to, żeby pociągało mnie zaszywanie się w dziczy. Po prostu lubię miny znajomych, którym pokazuję jak z mieszanki powietrza można uzyskać wodę. Wystarczy na wieku maszynki wpisać kilka parametrów i w dwie minuty gotowe. Oczywiście sprzęt nie jest jeszcze doskonały, czasem zamiast wody wytrąca się cuchnący śluz, ale w czterech przypadkach na pięć, udaje mi się otrzymać czystą wodę, kosztem jedynie zasysanego powietrza.
W Kanadzie dostałem terraformowalny globus. Piękna, błękitno-połyskująca kula o średnicy 20 cali, ze szkicem kontynentów. Po wskazaniu palcem określonego miejsca, następowało całkiem spore przybliżenie, a część kuli przekształcała się w trójwymiarową formę wskazanych terenów. Himalaje, Alpy, Tatry, pustynie Afryki – co się chciało. To duża frajda czuć jak pod palcami wyrasta Czomolungma. Nie odwzorowywał jednak miast ani żadnych akwenów. Byłem więc trochę rozczarowany. Pewnego razu, przez wielką moją nieostrożność, zrzuciłem jasnoniebieski globus z biurka. Pękły jakieś wewnętrzne płytki i nic nie działa już jak powinno. Teraz wskazując japońskie wyspy, coś tam w środku zgrzyta i trzeszczy, powierzchnia drga w dziwny sposób. Zamówiłem już lepszy egzemplarz, z nowego katalogu – imitujący oceany i morza. Ponoć przyjmuje kolory powierzchni, na przykład lasów.
Z Rosji przywiozłem cztery dosyć tanie podróbki światłowodowych płaszczek. Miałem kupić oryginały na Tajwanie, ale handlowiec spod Petersburga dołączył do kompletu bio-silikonowego nietoperza, z nieskomplikowanym AI, podatnego na proste uwarunkowania. Rzekomy eksperyment biotechnologiczny z ostatnich dni Armii Czerwonej. Nietoperz po tygodniu przestał latać, teraz z rzadka tylko się poruszy. Tkwi nieruchomo, wczepiony w belkę na strychu. Jedna płaszczka zdechła. Pozostałe pływają i świecą w akwarium wbudowanym w ścianę sypialni.
Z pierwszej wizyty w Japonii przywiozłem psa-cyborga. Szczekał, łasił się, pił, jadł, a nawet wydalał. Jak trzeba – na gazetę. Reagował na głaskanie. No i, co za tym idzie, na bicie również.
Jednak to, co przywiozłem teraz, było warte więcej niż wszystkie te zabawki razem wzięte. Jak już wspomniałem – hit sezonu. Nie mogłem się doczekać wypakowania mojego nowego nabytku z folii, kartonika i styropianowego pudełka.
Na odprawie celnej wzmogli kontrole. Moim kolegom zabrano nasiona, jako niepewne biologicznie produkty. Zabrano szable, klasyfikując je jako broń białą. Konsole do gier słono oclono. Tylko ja, ze swoim kolorowym pudełkiem, posiadającym wszelkie potrzebne atesty i certyfikaty, nie miałem kłopotów. Zabawka od lat trzech. Uwaga na małe elementy. Śliczne kolorowe opakowanie.
Zaadoptowałem jedno z piwnicznych pomieszczeń, na użytek mojej zabawki. Nie byle jakiej zabawki. Była to trzy i pół calowa figurka nagiego człowieka. Uruchomiłem go chuchnięciem, jak napisano w instrukcji. W hałdzie znajdującej się na krańcu mojej posesji wygrzebałem jakieś piaskowe robale. Całkiem spore. Wrzuciłem je człowieczkowi i patrzyłem jak uczy się polować. Zaczekałem na dzień, w którym nie mógł poradzić sobie z przeciwnikiem. Pomogłem mu. Uniósł na mnie wzrok. Gapił się, zdziwiony, bardzo długo. Widziałem jak rodzą się w nim lęki i pytania. Otworzył usta i wzniósł w górę ręce… Rozdeptałem go na miazgę.
Wszystko nagrałem laserowym camcorderem. Co niedzielę oglądam sobie jego ostatnią, głupią minę. Za każdym razem, gdy patrzę na to, co uczyniłem, (a było to bardzo dobre), śmieję się do łez.


marcholt
Szczecin, sobota, 26 lipca 2003

Opublikowano

Ech, ten demoniczny Marcholt...
Mam kilka uwag do Twojej wersji mitu genezyjskiego: zaraz na początku, o, gdzieś tutaj: Zawsze lubiłem zaawansowane technicznie zabawki.
Gdybym miał wymienić najciekawsze zabaweczki
"zabawka" powtarza się zbyt często jak na Twoje możliwości. Survial to chyba nie to samo co survival, jeśli w ogóle istnieje coś takiego jak sruvial.
Rozumiem, że tekst stanowi ciągłość z komentarzem pod obłożonym przez Ciebie anatemą Brzydkim kłosem?
Moją ocenę znasz, nigdy wcześniej nie widziałem genesis przerobionego z diabelnym uśmiechem w konwencji s-f. Na s-f się nie znam, na genesis - trochę. Fajna proza. Czuwaj.

Opublikowano

literówkę poprawiłem. przepraszam (tkwiła tam przez parę ładnych konkursów, hłe hłe). Z czestością "zabawki" to fakt. Trza by to poprawić. Mówiłem, że tekst średnio dobry jest. ALe lubię go. Zakończył w zasadzie całe moje wadzenie się z najwyższym (pierwotny etap twórców, każdeń przechodzi chyba). Osiągnąłem poziom lęku przed górą, co tekst, mam nadzieję, wyraża. Teraz troszkę wróciłem do ludzi. Ale stary daje popalić równo, więc z nim jeszcze nie skończyłem. Mam nadzieję, że repasaże bedą czymś dojrzalszym niż to młodzieńcze wtykanie starotestamentowemu...

Opublikowano

Już bardziej patetycznie o tym wieku młodzieńczym górnym i jurnym nie mogłeś, co? jak panienka po prostu: nie rozumiesz, że Tobie wielu mogłoby pozazdrościć stylu i ogólnych walorów prozy? ona naprawdę jest bardzo proporcjonalna - myślę, że lepiej niż w Zabawce widać to w Czego to ludzie nie wymyślą (tu mogą razić wyliczenia zabawek - owszem, dowcipne, ale jeśli ktoś nie lubi s-f [piszący te słowa sługa uniżony a niegodny] to może być zwyczajnie irytujące). Niemniej - jędrna proza bez celulitu.

Opublikowano

nie podobało mi się
do momentu otworzenia kolorowego pudełeczka...
czytało się dobrze, ale opisywanie tych zabawek jakoś mi nie podchodziło, jak zobaczyłam, że zaraz koniec to zastanawiałam się, co będzie punktem kulminacyjnym? zaskoczyłeś mnie, baaardzo. Spodziewałam się co najmniej kilku rzeczy, ale żadna nawet się nie otarła o prawdę.
A zakończenie?
Okropne. Przygniotłeś mnie nim i mi się teraz gorzej oddycha.
Lubię jak teksty na mnie oddziałują, więc za to plus.

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

A więc jednak moja teoria o wyliczeniach sprawdziła się choć w jednym przypadku! Natalia wprawdzie zachwycała się Outsiderami, ale nie wygląda mi na miłośniczkę sf (chyba że się mylę, przepraszam jeśli tak). To własnie miałem na myśli.

Ale oczywiście Marcholt ma to nie na myśli tylko gdzieś i ani trochę sie naszymi utyskiwaniami nie przejmie, i dobrze, bo i tekst mocny ;)

Opublikowano

lubię mistykę,
jednak mocna fantastyka odczłowieczona jest lekko, a ja muszę mieć uczucia i emocje, ludzi i ich przeżycia, bez tego brak mi głębszych wartości, które niosą własnie ludzkie odruchy i cechy (heh pewnie dlatego na startreku prawie śpię a II część Władcę pierściemi oglądałam na kasecie z palcem na przyspieszaniu :) zbytnie odrealnienie mnie nie przekonuje, lubię subtelne fantazjowanie.

Opublikowano

Bardzo zgrabna odpowiedź. Dla mnie też ten akurat tekst Marcholta był dużym przeżyciem - długo dyskutowaliśmy o nim z kolegami (gdzieś tak dokładnie z rok temu Marcholt wydał pierwszy numer swego miesięcznika poświęconego prozie, o wiele mówiącej nazwie: Prozak), nabijając się nawet z samego autora, że chyba ma wreszcie swój okres mistyczny ;) niemniej, bez względu na duży sentyment do zabawki (do dziś nie wiem dlaczego z atestem, podobno warto się nad tym zastanowić, a nawet skonsultować z niejakim Erystem von Gorskim), uważam że "czego to ludzie nie wymyślą" jest lepsze.

Opublikowano

szerszy sposób czytania mówisz? to zależy od tekstu, jeśli w pewnym momencie nie poruszy odpowiednich strun, lub nie chwyci za serce, albo ,co rzadziej spotykane, nie rzuci na kolana to i mi udzielają się klapki naoczne :) i jakoś inaczej na tekst patrzę...

Opublikowano

Klasa.
Najlepszy z czterech przeczytanych. W przeciwieństwie do "Czego to ludzie..." tu nie ma się absolutnie do czego przyczepić. Krzepko, sprężyście prowadzone. Wyliczenia zaczynają niepokoić znakomicie podkręcając efekt zwieńczenia. Gratulacje.

Opublikowano

To pisał Marchołt??? Wolnego... Nie, że zły czy jakoś tak, ale nie chyta mnie, jak poprzednie. Może to kwestia tego, że Autor postawił na prozę ułożoną. Pomysł nienajgłupszy, jednak czegoś brakło. Puenta jakby sprzed roku z...

Opublikowano

Marcholt, Ty wiesz, że ten tekst mi leży. Od drugiego wejrzenia. Jestem jednym z nielicznych którzy znają tajemnice tytułu i zaplecze.
Komuś z powyżej komentujących nie podobał się opis poszczególnych zabawek... cóż radzę przeczytać raz jeszcze a jeśli i to nie pomoże, proszę skonfrontować to z księgą Genesis. Każda zabawka to dzień tworzenia pana B. ale tekst w czasie pierwszej lektury świetnie to kamufluje i w tym jego siła. Dobry jest i basta. Tekst numeru przecie to był...

Opublikowano

Literówki poprawiłem (było tam też wciecie na jeden wers - zupełnie przypadkiem i nie obfitowało w znaczenia naddane, mam nadzieję że nie zaburzyłem nikomu toku interpretacyjnego tym czynem...)
I proszę już nie pisać pochwał. To że jestem dobrym pisarzem powtarzam sobie co rano przed lustrem, i już pochwał nie potrzebuję. :) Proszę o tzw. tyry. Skrytykujcie to na Boga! Proszę was, jak mam się czegokolwiek uczyć?
Poza tym jeżeli nie krytykujecie moich tekstów, odbieracie mi tym samym prawo do krytykowania tekstów waszych. To nie fair.

Opublikowano

Co do opisu kolejnych zabawek - odzwierciedla pasję kolekcjonera...mam takiego w domu więc daje mi to uczucie pewnej autentyczności. Nie spodziewałam się takiego finału i o to chyba chodziło.
Przytłaczająca końcówka. Muszę przyznać, że zrobiła na mnie duże wrażenie.
Pozdrawiam
Asa

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta "Wszystko się może zdarzyć"...  czuję, że będzie ciekawie w najbliższych latach. Będzie twórczo, co nie oznacza nowego związku, a tym bardziej prokreacji (przepowiednia mówi inaczej, a kysz, gusła), zrobiłem swoje. Nikt z nas się nie obroni przed "wolą Bożą". A ty od razu ślub?! Nienowoczesna jesteś :-)  
    • 91. Granice, które nosimy w sobie (narrator: grecki najemnik w służbie Dariusza)   1.   Uciekamy w ciszy. Cóż powiedzieć, gdy świat nie słucha?   2.   Dwór się kruszy — tak działa natura: słabe łamie się pierwsze.   3.   Gdy wiara w wodza gaśnie, każdy szuka światła, gdziekolwiek jest.   4.   Jedni wybierają nowych panów. Inni nowych bogów.   5.   To, co się rozpada, rozpadało się już dawno — my tylko patrzymy.   6.   Najemnik zna granice. Najpierw rozpoznaje je w sobie, potem na mapie.   7.   Lojalność jest drogą. Idę nią, póki nie przecina jej przepaść.   8.   Nie zdradzam, ale i nie zginę za to, co już umarło.   cdn.
    • ".   "  في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي"   Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom - W perspektywę bezkresną hymn pieją "Alleluja”! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku... Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a), W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite; Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię  (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a, Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko; Tak mówi ci fala co rozbija się o nabrzeże Kite: Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo.. Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni, Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi, Wszystko, co w sakwę  zebrałeś - na nic się nie nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment, Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy, Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione... Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków), Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo to, czyste jak forma u Magritte'a, W Aleksandrii jest tak półtrwałe, Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite... Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam - Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite, Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo. Yasalam powie, że nic się nie zmieni, Bo twoje chęci i cały tlen ziemi, Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria.. I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra, Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra, A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak  z popiołu diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt... A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Sur Αλεξανδρεία, l'éclat du ciel brille tel un lapin d'hiver, Le ciel est aussi généreux que les lignes du « Лебединое озеро »,  Et dans le soir, la mer louange le soleil. Vers l'horizon infini, ils chantent un « הללויה ! », mon hymne! Cherchez مرحبًا, où vous pourriez en faire un intime, De cet automne, de Laura, Juliette, d'Ophelia, Et où ce ciel serait du lit légitime - Le fiancé éternel της Αλεξάνδρειας! Ici on trouve un port à l'ouest - pour ceux qui étaient trop braves.  À l'est, un havre de paix (pour les cas urgents). Au nord, un aéroport, rempli d'épaves. Au sud, un phare, victime d'un accident... Mais le ciel est si épuré (tel un fresque de Bosch). À Αλεξανδρεία, il respire la même splendeur, Que la mer, qui se brise sans cesse sur le quai de Χαρταετός. Vous trouverez مرحبًا ici, te dit l'Amor insoucieux. Oui, ici, il y a un port à l'ouest, pour les marins de bas âge, À l'est, un havre pour ceux qui en ont assez des soucis. Au nord, un aéroport qui attire des Concorde dans un virage. Au sud, un phare [insérer l'image ici]. Oui, ici le ciel est aussi pur qu'un Magritte. Mais à Alexandrie, rien est sans problèmes. Ainsi te dit la vague qui s'écrase sur le quai du surf de Kite. Tu ne trouveras jamais مرحبًا, comme l'écrit Η Βίβλος lui-même. مرحبًا  te dira que rien ne changera jamais. Alors pardonne au démon des mille pas de Fred Astaire, Car toutes tes passions et l'oxygène,vital sur terre, Tout ce que tu as amassé dans ton sac point ne te servira. Mais مرحبًا répondra à της Αλεξάνδρειας (en substance): Elle te dira qu'il ne reste qu'un instant. Alors, ne pardonne pas à tes démons sans cette croyance : Que ta passion (du Christ) et l'oxygène (dans ton poumon) soient encore vivants. Ici, à l'ouest, nous voyons un port (pour les noyé.e.s). À l'est, un anse (pour les broyés).  Au nord, un aéroport (occupé). Et au sud, un phare (hérité). Et ici, le ciel est aussi clair que les conceptualisme de Magritte. (Στην Αλεξάνδρεια), il est tellement semi-- Et il le restera), Comme ces vagues vagues de Kite. Partout, vous trouverez, pour ainsi dire, de l'amour, et un mini مرحبًا. Ainsi gémit la vague qui se pend sur le pays plat qui est Kite. Vous ne trouverez jamais مرحبًا, dit. مرحبًا dira que rien ne changera. Car vos désirs et tout l'oxygène de la terre… Tout ce que vous portez,  rien ne va;  So sprach مرحبًا ?  Mais Αλεξάνδρεια réponda: Et elle a raison, pas Cassandre : Alors continue de chercher le مرحبًا, où tu pourras Croire que cet automne ne vient pas d'un papillon sans scaphandre, Mais της Αλεξάνδρειας  (éternellement promise à toi). Et ce ciel est un cadeau de noces, la graciositē d'un Dieu… Rien que της Αλεξάνδρειας Le ciel ne tranche comme une hache, Le ciel n'est pas dur comme un diamant, Et au coucher du soleil, la mer se cache, Murmurant : « مرحبًا » dans le chaos du néant! Et مرحبًا te dira : الإسكندرية, Et  الإسكندرية répondra : إن شاء الله ! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια ".     " في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي"

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Over Aleanderia,  the sky is drunk on life like a  rabbit in March, The sky recites le libretto  di "Aïda", And in the evening, the sea praises the sun, parched dry, And toward the infinite horizon, they sing from a golden perch "הללויה!", my hymn. Seek out, where you might find an intimate, This autumn, with Laura, Juliette, or Ophelia, ah! And where this sky shall be the lawful bed — The eternal fiancé της Αλεξάνδρειας!  To the west lies a port — for the brave sailors of the Holy See, To the east, a perfectly good haven  (for emergency use!). To the north, an airport, filled with wrecks of the sea, To the south, a lighthouse, the victim of one too many reviews... But the sky is so pure (like a fresco al fresco), In Alexandria, it inspires the same πάθος As the sea, which puts breaks ceaselessly on the wavelength of Chartaetos. You will find welcome here, says the carefree Έρως. Yes, here, there is a port to the west, for sailors on the mend, To the east, a haven for those weary of their Angst, To the north, an airport that attracts Concordes around a bend, To the south, a lighthouse [here I stand] . Yes, here the sky is as sublime as a macrame by Klee, But Alexandria is, shall I say, an acquired taste; So says the wave that crashes on the Kite Surfing Quay. You will never find مرحبًا, as H Η Βίβλοق itself states.  مرحبًا will tell you that nothing  will ever change in مرحبًا So forgive the demons of the Tower (nur für Jude), For none of the passions that you've packed, All that oxygen in your overnight bag, will be off use. But مرحبًا will answer της Αλεξάνδρειας, It will tell you that: Brother, there's still time,. So, do not grant your demons an indulgence, or  the benefit of doubt: Don't give up on your inclinations and -  breathe in, breathe out... Here, to the west, we see Our Lady (of the harbour). To the east, a cove (for the crushed). To the north, an airport (out of ardour). And to the south, a lighthouse (newly brushed). And yes, here, the sky is as clear as the prose by Graves. But as with all things (Στην Αλεξάνδρεια), it is so demi-—and it will remain so, if ever so much), Like these radioactive waves. Everywhere, you will find, in a manner of..., love, and even a wee bit of مرحبًا. So sprach the wave over the land as high as Kite: You will never find مرحبًا, says.مرحبًا مرحبًا will say that nothing will change. And Because all your desires and all  that you call life… And everything you cum tuum ante portas will be deranged; So sprach مرحبًا? But Aleanderia replied: And she is right, her, not Cassandra: So keep looking, Aleanderia, if you don't mind, And keep on believing that this autumn, this Τσάντρα Is just a tourista, Aleanderias is still your promised land, And this sky is a wedding gift, the grace of a God… (Nothing but an Alemannic sod). And that the sky is not  Occam's axe, That it is not as hard as nails on a diamond, And that at sunset, the sea plays (your) hide, Murmuring: "مرحبًا" in the chaos of le Monde! And the sea will say to you: "ça va?," And the Insidious will reply: "Insha'Allah!" Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo l tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom W perspektywę bezkresną hymn pieją Alleluja” ! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a) W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię  (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko Tak mówi ci fala co rozbija się po nabrzeże Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi Wszystko, co w sakwę  zebrałeś - na nic ci się nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków) Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo tu czyste jak forma u Magritte'a W Aleksandrii jest tak półtrwałe Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo Yasalam powie, że nic się nie zmieni Bo twoje chęci i cały tlen ziemi Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια    
    • @Mel666 To jak w każdym związku - ci, których kochamy mogą nas najmocniej zranić. Cudownie jest czytać Twoje wiersze. Masz naturalna poetykę prozy poetyckiej - to skarb. Jeśli zaczniesz pisać prozę, ta poetyckość pozostanie i doda prozie kolejny wymiar... Mel, ładnie piszesz wiersze, ale... Pisałaś juz opowiadania? Nie pomyślała o powieści? "Yes, you can". Serdecznie pozdrawiam i liczę na Twoją odwagę, zuchwałość (także) w prozie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • dlaczego tak rzadkie? lub wcale ich nie widać?   bo są chciwi którzy wszystkie zagarnęliby dla siebie    bo są biedni którzy nie wierzą że są ich warci    ale ty przecież widzisz kiedy patrzysz     na stokrotkę     
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...