Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z delegacji w Tokio przywiozłem sobie zabawkę. Znajomi kupili katany dla teściów, konsole do gier dla dzieci albo nasiona dziwacznych roślin ogrodowych dla żon. Ja zaś ostatniego dnia pobytu wymknąłem się z naszego Mitsui Urban Hotel, przebrnąłem przez zapchane chodniki, minąłem publiczną łaźnię Konparuyu, z której często z kolegami korzystaliśmy i znalazłem się na Ginza-dori Avenue. Tam, na jednym z pięter wielobranżowego marketu kupiłem hit sezonu. Zawsze lubiłem zaawansowane technicznie zabawki.
Gdybym miał wymienić najciekawsze zabaweczki to lista ułożyłaby się mniej więcej tak:
Ze stanów przywiozłem sobie noktowizyjne szkła kontaktowe, zasilane wszczepianymi pod brwi czerpakami ciepła. Wystarczyło naładować je kilkunastoma sekundami intensywnego mrugania i mogłem zmieniać najczarniejszą noc w zielonkawy dzień. W Szwecji, z kolei, zdobyłem maszynkę do chemicznego pozyskiwania wody z powietrza – niezbędną we wszelkich wyprawach survivalowych. Nie to, żeby pociągało mnie zaszywanie się w dziczy. Po prostu lubię miny znajomych, którym pokazuję jak z mieszanki powietrza można uzyskać wodę. Wystarczy na wieku maszynki wpisać kilka parametrów i w dwie minuty gotowe. Oczywiście sprzęt nie jest jeszcze doskonały, czasem zamiast wody wytrąca się cuchnący śluz, ale w czterech przypadkach na pięć, udaje mi się otrzymać czystą wodę, kosztem jedynie zasysanego powietrza.
W Kanadzie dostałem terraformowalny globus. Piękna, błękitno-połyskująca kula o średnicy 20 cali, ze szkicem kontynentów. Po wskazaniu palcem określonego miejsca, następowało całkiem spore przybliżenie, a część kuli przekształcała się w trójwymiarową formę wskazanych terenów. Himalaje, Alpy, Tatry, pustynie Afryki – co się chciało. To duża frajda czuć jak pod palcami wyrasta Czomolungma. Nie odwzorowywał jednak miast ani żadnych akwenów. Byłem więc trochę rozczarowany. Pewnego razu, przez wielką moją nieostrożność, zrzuciłem jasnoniebieski globus z biurka. Pękły jakieś wewnętrzne płytki i nic nie działa już jak powinno. Teraz wskazując japońskie wyspy, coś tam w środku zgrzyta i trzeszczy, powierzchnia drga w dziwny sposób. Zamówiłem już lepszy egzemplarz, z nowego katalogu – imitujący oceany i morza. Ponoć przyjmuje kolory powierzchni, na przykład lasów.
Z Rosji przywiozłem cztery dosyć tanie podróbki światłowodowych płaszczek. Miałem kupić oryginały na Tajwanie, ale handlowiec spod Petersburga dołączył do kompletu bio-silikonowego nietoperza, z nieskomplikowanym AI, podatnego na proste uwarunkowania. Rzekomy eksperyment biotechnologiczny z ostatnich dni Armii Czerwonej. Nietoperz po tygodniu przestał latać, teraz z rzadka tylko się poruszy. Tkwi nieruchomo, wczepiony w belkę na strychu. Jedna płaszczka zdechła. Pozostałe pływają i świecą w akwarium wbudowanym w ścianę sypialni.
Z pierwszej wizyty w Japonii przywiozłem psa-cyborga. Szczekał, łasił się, pił, jadł, a nawet wydalał. Jak trzeba – na gazetę. Reagował na głaskanie. No i, co za tym idzie, na bicie również.
Jednak to, co przywiozłem teraz, było warte więcej niż wszystkie te zabawki razem wzięte. Jak już wspomniałem – hit sezonu. Nie mogłem się doczekać wypakowania mojego nowego nabytku z folii, kartonika i styropianowego pudełka.
Na odprawie celnej wzmogli kontrole. Moim kolegom zabrano nasiona, jako niepewne biologicznie produkty. Zabrano szable, klasyfikując je jako broń białą. Konsole do gier słono oclono. Tylko ja, ze swoim kolorowym pudełkiem, posiadającym wszelkie potrzebne atesty i certyfikaty, nie miałem kłopotów. Zabawka od lat trzech. Uwaga na małe elementy. Śliczne kolorowe opakowanie.
Zaadoptowałem jedno z piwnicznych pomieszczeń, na użytek mojej zabawki. Nie byle jakiej zabawki. Była to trzy i pół calowa figurka nagiego człowieka. Uruchomiłem go chuchnięciem, jak napisano w instrukcji. W hałdzie znajdującej się na krańcu mojej posesji wygrzebałem jakieś piaskowe robale. Całkiem spore. Wrzuciłem je człowieczkowi i patrzyłem jak uczy się polować. Zaczekałem na dzień, w którym nie mógł poradzić sobie z przeciwnikiem. Pomogłem mu. Uniósł na mnie wzrok. Gapił się, zdziwiony, bardzo długo. Widziałem jak rodzą się w nim lęki i pytania. Otworzył usta i wzniósł w górę ręce… Rozdeptałem go na miazgę.
Wszystko nagrałem laserowym camcorderem. Co niedzielę oglądam sobie jego ostatnią, głupią minę. Za każdym razem, gdy patrzę na to, co uczyniłem, (a było to bardzo dobre), śmieję się do łez.


marcholt
Szczecin, sobota, 26 lipca 2003

Opublikowano

Ech, ten demoniczny Marcholt...
Mam kilka uwag do Twojej wersji mitu genezyjskiego: zaraz na początku, o, gdzieś tutaj: Zawsze lubiłem zaawansowane technicznie zabawki.
Gdybym miał wymienić najciekawsze zabaweczki
"zabawka" powtarza się zbyt często jak na Twoje możliwości. Survial to chyba nie to samo co survival, jeśli w ogóle istnieje coś takiego jak sruvial.
Rozumiem, że tekst stanowi ciągłość z komentarzem pod obłożonym przez Ciebie anatemą Brzydkim kłosem?
Moją ocenę znasz, nigdy wcześniej nie widziałem genesis przerobionego z diabelnym uśmiechem w konwencji s-f. Na s-f się nie znam, na genesis - trochę. Fajna proza. Czuwaj.

Opublikowano

literówkę poprawiłem. przepraszam (tkwiła tam przez parę ładnych konkursów, hłe hłe). Z czestością "zabawki" to fakt. Trza by to poprawić. Mówiłem, że tekst średnio dobry jest. ALe lubię go. Zakończył w zasadzie całe moje wadzenie się z najwyższym (pierwotny etap twórców, każdeń przechodzi chyba). Osiągnąłem poziom lęku przed górą, co tekst, mam nadzieję, wyraża. Teraz troszkę wróciłem do ludzi. Ale stary daje popalić równo, więc z nim jeszcze nie skończyłem. Mam nadzieję, że repasaże bedą czymś dojrzalszym niż to młodzieńcze wtykanie starotestamentowemu...

Opublikowano

Już bardziej patetycznie o tym wieku młodzieńczym górnym i jurnym nie mogłeś, co? jak panienka po prostu: nie rozumiesz, że Tobie wielu mogłoby pozazdrościć stylu i ogólnych walorów prozy? ona naprawdę jest bardzo proporcjonalna - myślę, że lepiej niż w Zabawce widać to w Czego to ludzie nie wymyślą (tu mogą razić wyliczenia zabawek - owszem, dowcipne, ale jeśli ktoś nie lubi s-f [piszący te słowa sługa uniżony a niegodny] to może być zwyczajnie irytujące). Niemniej - jędrna proza bez celulitu.

Opublikowano

nie podobało mi się
do momentu otworzenia kolorowego pudełeczka...
czytało się dobrze, ale opisywanie tych zabawek jakoś mi nie podchodziło, jak zobaczyłam, że zaraz koniec to zastanawiałam się, co będzie punktem kulminacyjnym? zaskoczyłeś mnie, baaardzo. Spodziewałam się co najmniej kilku rzeczy, ale żadna nawet się nie otarła o prawdę.
A zakończenie?
Okropne. Przygniotłeś mnie nim i mi się teraz gorzej oddycha.
Lubię jak teksty na mnie oddziałują, więc za to plus.

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

A więc jednak moja teoria o wyliczeniach sprawdziła się choć w jednym przypadku! Natalia wprawdzie zachwycała się Outsiderami, ale nie wygląda mi na miłośniczkę sf (chyba że się mylę, przepraszam jeśli tak). To własnie miałem na myśli.

Ale oczywiście Marcholt ma to nie na myśli tylko gdzieś i ani trochę sie naszymi utyskiwaniami nie przejmie, i dobrze, bo i tekst mocny ;)

Opublikowano

lubię mistykę,
jednak mocna fantastyka odczłowieczona jest lekko, a ja muszę mieć uczucia i emocje, ludzi i ich przeżycia, bez tego brak mi głębszych wartości, które niosą własnie ludzkie odruchy i cechy (heh pewnie dlatego na startreku prawie śpię a II część Władcę pierściemi oglądałam na kasecie z palcem na przyspieszaniu :) zbytnie odrealnienie mnie nie przekonuje, lubię subtelne fantazjowanie.

Opublikowano

Bardzo zgrabna odpowiedź. Dla mnie też ten akurat tekst Marcholta był dużym przeżyciem - długo dyskutowaliśmy o nim z kolegami (gdzieś tak dokładnie z rok temu Marcholt wydał pierwszy numer swego miesięcznika poświęconego prozie, o wiele mówiącej nazwie: Prozak), nabijając się nawet z samego autora, że chyba ma wreszcie swój okres mistyczny ;) niemniej, bez względu na duży sentyment do zabawki (do dziś nie wiem dlaczego z atestem, podobno warto się nad tym zastanowić, a nawet skonsultować z niejakim Erystem von Gorskim), uważam że "czego to ludzie nie wymyślą" jest lepsze.

Opublikowano

szerszy sposób czytania mówisz? to zależy od tekstu, jeśli w pewnym momencie nie poruszy odpowiednich strun, lub nie chwyci za serce, albo ,co rzadziej spotykane, nie rzuci na kolana to i mi udzielają się klapki naoczne :) i jakoś inaczej na tekst patrzę...

Opublikowano

Klasa.
Najlepszy z czterech przeczytanych. W przeciwieństwie do "Czego to ludzie..." tu nie ma się absolutnie do czego przyczepić. Krzepko, sprężyście prowadzone. Wyliczenia zaczynają niepokoić znakomicie podkręcając efekt zwieńczenia. Gratulacje.

Opublikowano

To pisał Marchołt??? Wolnego... Nie, że zły czy jakoś tak, ale nie chyta mnie, jak poprzednie. Może to kwestia tego, że Autor postawił na prozę ułożoną. Pomysł nienajgłupszy, jednak czegoś brakło. Puenta jakby sprzed roku z...

Opublikowano

Marcholt, Ty wiesz, że ten tekst mi leży. Od drugiego wejrzenia. Jestem jednym z nielicznych którzy znają tajemnice tytułu i zaplecze.
Komuś z powyżej komentujących nie podobał się opis poszczególnych zabawek... cóż radzę przeczytać raz jeszcze a jeśli i to nie pomoże, proszę skonfrontować to z księgą Genesis. Każda zabawka to dzień tworzenia pana B. ale tekst w czasie pierwszej lektury świetnie to kamufluje i w tym jego siła. Dobry jest i basta. Tekst numeru przecie to był...

Opublikowano

Literówki poprawiłem (było tam też wciecie na jeden wers - zupełnie przypadkiem i nie obfitowało w znaczenia naddane, mam nadzieję że nie zaburzyłem nikomu toku interpretacyjnego tym czynem...)
I proszę już nie pisać pochwał. To że jestem dobrym pisarzem powtarzam sobie co rano przed lustrem, i już pochwał nie potrzebuję. :) Proszę o tzw. tyry. Skrytykujcie to na Boga! Proszę was, jak mam się czegokolwiek uczyć?
Poza tym jeżeli nie krytykujecie moich tekstów, odbieracie mi tym samym prawo do krytykowania tekstów waszych. To nie fair.

Opublikowano

Co do opisu kolejnych zabawek - odzwierciedla pasję kolekcjonera...mam takiego w domu więc daje mi to uczucie pewnej autentyczności. Nie spodziewałam się takiego finału i o to chyba chodziło.
Przytłaczająca końcówka. Muszę przyznać, że zrobiła na mnie duże wrażenie.
Pozdrawiam
Asa

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...