Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

gratulując dedykantce adoracji
zapytam Ałtora:
- "Boski baranek" to podmiot liryczny?
bo jeśli tak autospieszczenie rodzi podejrzenie, że to baran który sam siebie adoruje TRAKTUJĄC dedykanta jako pretekst...
pozdrawiam
J.S




Dnia: Dzisiaj 06:30:23, napisał(a): JacekSojan
Komentarzy: 3520

"Przez ciebie płynie strumień piękności,
ale ty nie jesteś pięknością - Biada ci"
Z.Krasiński



JacekSojan:Wydaje mi się, że jest na odwrót.
Mam tu namyśli Twój wiersz-"list Casanovy"
Mogę Tobie na niego odpowiedzieć moim antywierszem.
Zabawić się w mały teatrzyk z uczucia na pokaz.

quis fallere possit amantem? Tarde venientibus ossa


Ave!


J.S

Opublikowano

Tali Maciej:idź człowieku lepiej balet ćwiczyć.
Dostałeś już pocztą lecące -"Vici"
Myślisz, że jestem głupcem, to wielce się mylisz?
Nie wtykaj swego nosa między -"młotem a kowadłem"
Bo tą odpowiedzią nic nie wnosisz.
Osądzasz mnie nie z własnej woli
ale z cudzej namowy.
Jesteś ślepy i nie widzisz tego, co chcesz widzieć?
A takie bajeczki to, możesz sobie -( między drzwi wcisnąć.)
Jak będę chciał kogoś uderzyć to i z piasku bat ulepię.
Tak właśnie wygląda, ta cała wasza kołomyja.

J.S

Opublikowano

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=34314

tak więc upajaj się tą swoją pompatyczną połezją, ale nie dziw się również, że może znaleźć się czytelnik któremu się taka estetyka nie podoba, może sto lat temu bym się taką twórczością zachwycał, ale na dzień dzisiejszy niestety jest to dla mnie po raz setny odgrzany kotlet, którego smak jest po prostu niesmaczny
pozdr

Opublikowano

Wiersz ma swój urok, swój klimat.
Mnie się bardzo podoba
I nawet z tej Puszki Pandory można wyciągnąć przecież nadzieję, bo nie tylko złe rzeczy tam mieszkały.

Super Tango Łobuzie,

Nawet gdybyś Bóg wie co i jak napisał każdy będzie nosem kręcił bo napisałeś to Ty - Super Tango.

Mnie się wydaje, że swoje wady trzeba wykreować na superlatywy.
Trzeba też popracować nad warszatetem, co oczywiście każdy tutaj czyni z licznymi wyjątkami, którzy sobie robią "jaja".

Lubiany nie jesteś za swój cięty język i już.

Ale ja Cię bardzo, bardzo ...

:)))))) M.G.

Opublikowano

Dodam jeszcze, że ostatnio niepokoi mnie zjawisko, że kiepskie wiersze firmowane znanymi nazwiskami są wynoszone na ołtarze, zaś poprawnie napisane wiersze oceniane są siłą przyzwyczajenia.

Żeby się "przebić" trzeba albo BYWAĆ, albo PIĆ, albo mieć ZNANE NAZWISKO albo ZNANEGO KOCHANKA.

Przykre i smutne.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


z dzisiejszych połowów na forum, to mój najciekawszy okaz
ja - bardzo, bardzo chciałabym się przebić :))
Pani się przebiła, to widać, słychać i czuć ! gratuluję ! :)))
a czy jako osoba już przebita, heh...przepita?, mówiąc krótko - ustawiona, mogłaby mi Pani udzielić kilku wskazówek?
-gdzie trzeba bywać?
-z kim (i ile) należy wypić?

na znane nazwisko szans nie mam żadnych, ale gdyby mogła mi Pani wypożyczyć swojego kochanka.... byłabym wielce zobowiązana :)))) a kto ON ?

z niecierpliwością czekam na odpowiedź, :))))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widzę, że niepotrzebnie wbiłam kij w mrowisko :)

Nie uważam się za osobę, która zdołała cokolwiek wnieść pozytywnego do literatury i ma prawo pouczać innych w tym zakresie.
Moja niewiedza o sztuce jest tak ogromna, że się w tym gubię i odnaleźć nie próbuję.
Moje wiersze czy prace plastyczne wymagają jeszcze ogromnej pracy warsztatowej, czego mam świadomość. Niestety nie będzie mi dane tego naprawić z tych czy innych względów.

Czy ustawiona? Chyba w życiowym szeregu ale z uśmiechem na buzi i zadartym nosem:)

Spełniona? A owszem i to bardzo.

Przykro mi ogromnie, ale nie potrafię Pani pomóc co do "przebicia się" Pani Papuszo (rodzaj żęński mniemam), bo za takową osobę "przebitą" również się nie uważam :)

Pozdrawiam i dziękuję za zainteresowanie wierszem Super Tango :)

:):)))

PS. Tak nawiasem mówiąc (dla wszystkich wścibskich i mniej zainteresowanych) to jestem Zakonnicą :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Opublikowano

"Nawet gdybyś Bóg wie co i jak napisał każdy będzie nosem kręcił bo napisałeś to Ty - Super Tango."

Matylda Górska

- zarzucasz komentatorom uprzedzenie do autora, ale ja muszę na to zaprotestować;
kiedy czytam wiersz nie interesuje mnie złożona pod nim sygnatura, a jak sama dobrze wiesz, bo nie jesteś od wczoraj na portalu literackim - raczej jest regułą - niestety - że pewne nicki raczej serwują tę samą niestrawną leguminę i nie widać żadnego postępu w ich wysiłkach twórczych, choć bywają wyjątki - i zdarza się, że niektórzy słabo piszący w pewnym momencie zaskakują o co w tym wszystkim chodzi a nawet odnajdują swój własny, oryginalny język;
omawiany tu przypadek to niestety na ogół zlepek polekturowy i chaotyczna mieszanina języków, poetyk, symboli -
bo jak np. czytasz zwrot "Boski baranek"? dla mnie to dość jednoznaczny religijny symbol, który nijak nie mieści mi się w pogańskim obrazie ze skrzydlatymi bożkami i Puszką Pandory "pełną rozkoszy" ani z wyraźnie nacechowanym erotycznym głodem - to w kwestii samej treści;
natomiast od strony formalnej zgodzę się, że dedykant nie skupia się na formie w jakiej wyrażona jest intencja, bo liczy się ona sama - ale już każdego innego czytelnika to forma wypowiedzi jest najistotniejsza, a jak na załączonym obrazie, wiersz przeładowany jest rekwizytami nie najświeższej daty w kompletnym pomieszaniu znaczeniowym, a nieznośny patos językowy temu towarzyszący jest trudny do zniesienia;
- dlatego nie zarzucaj tu komentatorom brak obiektywizmu, gdyż w tym momencie właśnie sama go zgubiłaś nie odzielając intencji od sposobu jej wyrażenia;
pozdrawiam
J.S

ps.;- zresztą, najtrudniej jest oceniać utwór dedykowany właśnie z powodu dedykacji, bo wchodzi się w sferę niedostępną zewnętrznym obserwatorom, co znacznie zuboża czytanie, odbiór utworu;
dlatego nie oceniam, ale swoje zdanie mam...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Jacek Sojan -

tak uważam i zdania nie zmienię.

Bardzo też proszę, ŻEBY MNIE NIE POUCZAĆ CO MAM ROBIĆ A CZEGO MAM NIE ROBIĆ.

Od prawienia moralitetów jest Administracja.

... a jeżeli chciałeś mi publicznie "dokopać" to świetnie Ci się udało.

Od tego jest chyba PW, ale niestety nie byłoby tak świetnej zabawy.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Jacek Sojan -

tak uważam i zdania nie zmienię.

Bardzo też proszę, ŻEBY MNIE NIE POUCZAĆ CO MAM ROBIĆ A CZEGO MAM NIE ROBIĆ.

Od prawienia moralitetów jest Administracja.

... a jeżeli chciałeś mi publicznie "dokopać" to świetnie Ci się udało.

Od tego jest chyba PW, ale niestety nie byłoby tak świetnej zabawy.

Pozdrawiam.

Trudno odmówić racji komentującemu powyżej Jackowi Sojanowi. Ja również wstrzymałam się od oceny z powodu właśnie fatalnego doboru rekwizytów. Mając na uwadze charakter wypowiedzi - darowałam sobie szczegóły - wolno mi, lecz nie każdy musi.
Myślę, że merytoryczna ocena nie powinna być traktowana jako atak i w dodatku personalny! Dlaczego?!

ps. dokopywanie publiczne odbywa się w końcowej części ceremonii pogrzebowej :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Jacek Sojan -

tak uważam i zdania nie zmienię.

Bardzo też proszę, ŻEBY MNIE NIE POUCZAĆ CO MAM ROBIĆ A CZEGO MAM NIE ROBIĆ.

Od prawienia moralitetów jest Administracja.

... a jeżeli chciałeś mi publicznie "dokopać" to świetnie Ci się udało.

Od tego jest chyba PW, ale niestety nie byłoby tak świetnej zabawy.

Pozdrawiam.

Trudno odmówić racji komentującemu powyżej Jackowi Sojanowi. Ja również wstrzymałam się od oceny z powodu właśnie fatalnego doboru rekwizytów. Mając na uwadze charakter wypowiedzi - darowałam sobie szczegóły - wolno mi, lecz nie każdy musi.
Myślę, że merytoryczna ocena nie powinna być traktowana jako atak i w dodatku personalny! Dlaczego?!

ps. dokopywanie publiczne odbywa się w końcowej części ceremonii pogrzebowej :)))


www.youtube.com/watch?v=d_jc-TnyIwg
Opublikowano

Matylda Górska.;
- przypisujesz mi intencje od których jestem jak najdalej (dokopywanie...?!?)
zareagowałem jedynie na sugestię, że na ocenę komentujących ma wpływ uprzedzenie do autora a nie sam kształt utworu, co jest przykrą insynuacją -
a zabawa? gdzie?
moja odpowiedź na Twój krzywdzący komentarz jest - wydaje mi - się rzeczowa, dotyczy nie Ciebie jako osoby ale twoich nieuprawnionych sugestii pod adresem innych komentujących -
masz prawo wyrażać własną opinię o utworze jak każdy z nas, natomiast przypisywanie ad hoc każdemu TWA to gruba przesada;
nie każdy traktuje swój wpis jako swoistą grę personalną, nie każdy...
a różnić się w postawach można, a czasami trzeba, jeśli chce się być uczciwym wobec samego siebie;
pomówienia nie są dobrą platformą do rozmowy - gdziekolwiek, o czymkolwiek, z kimkolwiek...
J.S

ps.;
a co do pouczeń...każdy popełnia błędy - i wskazanie ich jest tylko formą wzajemnego wychowywania się, w czym nie widzę nic nagannego;
dziś Ty - jutro ja zbłądzę, i dobrze, gdy ktoś mi to uświadomi...to poniekąd portal samokształceniowy, pomagamy sobie, a jeśli dokopujemy - to trzeba zbanować...takie zasady.

Opublikowano

Mogłybyście Panie jednak nie wklejać takich kawałków, pomimo co tam uważacie i jakie macie zdanie.
To w końcu forum publiczne i pod wierszem dedykowanym czy nie, a jeśli dedykowanym to tymbardziej nie. Matyldo, jeśli wiersz ukazuje się na forum. To moim zdaniem, podlega ocenie
nie tylko samej Administracji, ale również opinii, czyli również ocenie, może tylko bardziej biernej,
ale wymagającej wpływu na : postawę etyczną wynikającą z wiersza i postawę etyczną komentujących. Oczywiście możesz nie zgadzać sie z pouczaniem, jeśli jest dla Ciebie krzywdząca
i sprzeczna z twoją autokrytyką, jak to ośmielił się p. J.Sojan i to też może zostać zaopiniowane,
jeżeli komuś się takie ocenianie nie podoba.

P.S. Mnie się podoba wiersz i twoja obrona wiersza, nie widzę też żeby Super-Tango
atakował komentatorów wyrażając własne nie podyktowane agresją słowną opinii
innych komentatorów. Patrząc na to tak to widzę, chociaż nie zawsze też mi to odpowiada.
Świadczy to jedynie o kulturze tychże komentujących.

Pozdrawiam

Opublikowano

Mogłybyście Panie jednak nie wklejać takich kawałków, pomimo co tam uważacie i jakie macie zdanie.
To w końcu forum publiczne i pod wierszem dedykowanym czy nie, a jeśli dedykowanym to tymbardziej nie. Matyldo, jeśli wiersz ukazuje się na forum. To moim zdaniem, podlega ocenie
nie tylko samej Administracji, ale również opinii, czyli również ocenie, może tylko bardziej biernej,
ale wymagającej wpływu na : postawę etyczną wynikającą z wiersza i postawę etyczną komentujących. Oczywiście możesz nie zgadzać się z pouczaniem, jeśli jest dla Ciebie krzywdzące
i sprzeczne z twoją autokrytyką, jak to ośmielił się p. J.Sojan i to też może zostać zaopiniowane,
i jeżeli komuś się takie ocenianie nie podoba, to nawet powinno się zareagować.

P.S. Mnie się podoba wiersz i twoja obrona wiersza, nie widzę też żeby Super-Tango
atakował komentatorów wyrażając własne niepodyktowane agresją słowną opinii
innych komentatorów. Patrząc na to tak to widzę, chociaż nie zawsze też mi to odpowiada.
Świadczy to jedynie o kulturze tychże komentujących.

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...