Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przypadek
arytmia boskich zamiarów
wcale nie był taki święty
płonął oburzeniem w pudle podwórza

wiecznie czuwające okna
wychyliły się w noc
nocna straż zafirankowa w tępym korowodzie
zapominała czas

milkł w nieskończoność
skowyt ratunkowopożarny
rozrzedzał w spóźnioną senność
poranne golenie kawę i wyjście do pracy

na przegubach nocnych strzelców
puls
grał jeszcze skrzypek opętany

Opublikowano

hmm, zastanawiam się o czym to jest
niech już wyobraźnia nie pracuje
i nie szwankuje w zejściu na ziemię
miejsce zajmuje i też żyje dobrze z sobą

dobry wiersz i z rytmem
tak przyjemniej odczytanym
pozdrowienia

Opublikowano

tytuł utworu kojarzy się z dobrze utrwalonym w europejskiej kulturze obrazem Rembrandta, ale jakby przeniesionego w nasze dzisiejsze realia, na podwórko każdego miasta w każdym kraju, w każdym czasie, włącznie z naszą polską nocą stanu wojennego (!)....
"boska arytmia" - pytania dotyczące treści obrazu, między innymi z powodu zaplątanych pomiędzy strzelcami dziewczynki i skrzypka (w porze nocnej!?) nadal mnożą mnóstwo interpretacji (pomiędzy symboliką a realizmem), a jak wiemy z badań ikonologiczno-ikonograficznych, autor za swoje dzieło, tak niekonwencjonalne, zapłacił utratą zamówień, plajtą firmy malarskiej, a w końcu zapomnieniem na wiele lat...i nadal nie wiadomo, czy nocni strzelcy kierują się w stronę ogniowego żywiołu czy jakiegokolwiek innego żywiołu który ma ich zawłaszczyć i pochłonąć nieodwołalnie...bo może to początek jakiejś historii, jaka zaznacza swoich bohaterów fragmentarycznym portretem egzystencjalnym, geniuszem talentu ocalonych w pamięci...
jest jakieś napięcie pomiędzy bohaterem jednostkowym ukrytym w tekście ("wcale nie był taki święty / płonął oburzeniem w pudle podwórka" - kto?!) a peelem zbiorowym, snującym się "w tępym korowodzie"...;
pointa osadza tę "straż nocną" na nowo w biologicznym istnieniu ("przegub - puls") zwróconym ku jakiemuś dramatycznemu wyzwaniu ("grał jeszcze skrzypek opętany") i choć do końca nie wiemy, czyj los waży się tutaj i z czyjego powodu, ów "puls" łączy peela (peeli?) i czytelnika w jeden wspólny ethos niezmiennie zagadkowego życia;
może to niedopowiedzenie, a może właśnie tytułowe odwołanie czyni ten utwór uniwersalnym, zdolnym czytelnika zatrzymać i zmusić do pytań;
z drugiej strony jego "zagadkowość" nie pozwala w pełni zaangażować się w temat i przeżyć go do końca;
pozdrawiam autora;
J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz, jak słusznie zauważyłeś, to " nałożenie " obrazu Rembrandta na współczesne " zdarzenie ". Nałożenie, nie tyle udzielające jakichkolwiek odpowiedzi na tajemnicę dzieła, co znoszące podział na nobilitująca celebrę " straży " ( noc w tym przypadku, to ściemniały werniks ) i " strzeżonego " widza. Wymienność ról zachodzi w sposób bezbolesny i pauperyzujący - skrzypek opętany gra/ może grać dla wszystkich, to kwestia przypadku, arytmii systemu wartościującego. W tej wymianie ról, tylko postaci dziewczyny i porucznika pozostają niezmienne i w jakiś sposób wyróżnione. Dlaczego właśnie one - dziewczyna z kurczakiem i oficer z cieniem dłoni na szacie ? Mieszczańska symbolika czy " przypadek "... ? : ))

Dzięki, Jacku.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Od czasów Rembrandta, " nocna straż " zdążyła obrosnąć w liczne konteksty i nowe znaczenia, zamieszkała w filmie, muzyce, literaturze, grach... jest stałym elementem społecznego i środowiskowego krajobrazu.
To " wymarsz strzelców " w grudniu 2009 roku, w mieście C... ; )

Dzięki, Michale.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Atmosferą maligny przywołuje film Scorsese "Ciemna strona miasta". Obejrzałem sobie obraz Rembrandta i rzeczywiście jest to klisza, którą można nałożyć na to, co wokół. Jest w tym jakieś szaleństwo, jak w Twoim wierszu, który nie zachwyca, ale zastanawia, w końcu na puls. Pozdrawiam. Leszek.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Atmosferą maligny przywołuje film Scorsese "Ciemna strona miasta". Obejrzałem sobie obraz Rembrandta i rzeczywiście jest to klisza, którą można nałożyć na to, co wokół. Jest w tym jakieś szaleństwo, jak w Twoim wierszu, który nie zachwyca, ale zastanawia, w końcu na puls. Pozdrawiam. Leszek.

Miasto nocą, to " inny kraj "...

Dzięki, Leszku.
Opublikowano

przypadek
arytmia boskich zamiarów
wcale nie był taki święty
płonął oburzeniem w pudle podwórza

wiecznie czuwające okna
wychyliły się w noc
nocna straż zafirankowa w tępym korowodzie
zapominała czas

milkł w nieskończoność
skowyt ratunkowopożarny
rozrzedzał w spóźnioną senność
poranne golenie kawę i wyjście do pracy

na przegubach nocnych strzelców
puls
grał jeszcze skrzypek opętany


nie znam rembrandta (moze obraz tak ale nie z nazwy) ale znam miasta nocą. klimat jest, razi mnie "zafirankowa" i ratunkowopożarny". ogolnie fajnie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Grubas za biurkiem pochylał się nad stertą papierów, zaznaczając krzyżykami punkty, do których szykował zlecenia dla recenzenta. Łącznie pięć hoteli, z tego jeden chylący się ku upadkowi, wchodził w rewir planu Mrocznego. Odwrócił się w stronę okna, głąby gruchały pusząc pióra na parapecie. Machnął gwałtownie ręką, przestraszone ptactwo wzbiło się do lotu. - W czasie dobrobytu nikt już ich nie je. - Wyrzucił od niechcenia spoglądając w dal, tam gdzie widmo kreowało przyszłość. - Ekchem! - zniecierpliwiony poprawił cylinder - Więc jednak ,,Poświata'' będzie w rankingu dla jednogwiazdkowych suteren - zaśmiał się chrapliwie, tytoniowy dym zasłonił miniaturę zamku, stojącego na brzegu blatu. - Ta ruina jest wylęgarnią pluskiew, sprawdź dokładnie, czy coś z tym zrobili. - Dostają to w pakiecie usług hotelowych szefie. - Gromki sarkastyczny śmiech wypełnił obskurne pomieszczenie. - Lokaju wracamy do starych zakamarków - unoszący kurz, zarysował postać. Podróż była krótka, podziemnymi korytarzami dotarli do hotelu numer jeden z listy. - Mamy czerwone światło do wejścia. Teren z trupią czaszką i piszczelami. Tym hotelem zarządza mięsożerca, musimy być ostrożni, a w zasadzie ja. - Spojrzał przymrużonymi oczami na Lokaja, mglisty oddech unosił się z jego ust.   - Bezcieleśni Panie mają łatwiej. Wysoki właz ustąpił ze zgrzytem, siła umysłu Lokaja nie poszła na marne. Przenikliwa wilgoć, zapach stęchlizny wymieszany ze szczurzymi odchodami odurzył ich wspomnieniem ostatniego pobytu w podobnym miejscu. Mroczny zasłonił rękawem nos. Kilka kroków dalej, natrafili na komorę, w której składowali zapasy. Dzieci roślin przebierały w lekkim rozkładzie szczątki psów i kotów. Spod sporej sterty wystawała ludzka ręka. Mdłe światło świec drgało w rytm patykowatych rąk. - Co my tu mamy. Nepid dawno nie robił im kontroli. - Odkąd zmienili nazwę, dopuszczają takie normy Panie.   Rozsypane nasiona po posadzce wypuszczały kiełki. Lokaj podniósł jedno i schował do peleryny. Smugi światła z wąskich okien rozbijały się o piaskowe stopnie schodów w górę. Umorusana szata Mrocznego przesiąkła do kolan posoką, pogromca gwiazdek był gotowy na wszystko. Damy w czerwonych sukniach siedziały przy stolikach. Upudrowane twarze na biało, zakrywały płaty odpadającej skóry. Długimi pazurami podkradały z półmisków białe kulki, larwy wiły się w ustach, hacząc o najnowszy wynalazek w postaci zdrutowanych ludzkich zębów. Elitarna grupa mięsożerców przy następnym stole zabawiała się w grę na czaszki. Niejeden stracił przy tym oko. Wykręcanie kocich głów nie było ich specjalnością, a celowanie do nich kijem graniczyło z cudem. Usiedli obok zapajęczonego stolika. W najgłębszym zakamarku sali. - Czym mogę służyć? - Kelnerka z gniazdem na głowie pochyliła się przed twarzą Lokaja. Poczuł jej odór, myła się w poprzednim stuleciu.   - Ekh! - krztusił się wyziewami zgorzeli z kości. Odskoczyła, jakby zobaczyła ducha. - O przepraszam! - wrzasnęła piskliwie. - Nie wyczułam pańskiej obecności, proszę wybaczyć. Odpalił cygaro dmuchając kółka przed sobą. Peleryna poruszyła się, a kobieta wrzasnęła ponownie. - Łapy precz! - Pasmo materiału opadło na smukłe nogi z pajączkami, grube żylaki mogłyby służyć za makaron. - Lokaju, tego rodzaju obsługi nie musimy sprawdzać. Zamówili dania dnia, śledząc kelnerkę wzrokiem. Ciągnęła się za nią biała nić. W kieszeni peleryny resztki ziemi łączyły się z nasionkiem. - Lokaju masz rozerwaną kieszeń. - Maleństwo wyskoczyło na blat stolika, gaworząc coś w języku roślin. - Będziemy mieć znowu towarzystwo. - Uśmiechnął się szeroko, a roślinka usiadła obok jego ręki. Postawiła duży półmisek z takim impetem, jakby rzucała go z drugiego końca pomieszczenia. - Podano do stołu - zniesmaczona widokiem taniej siły roboczej, skrzywiła przyschnięte usta. Przegoniłaby dziecko, gdyby tylko oddaliło się od przybyszy. - Rachunek ureguluje szef, proszę pani. Wielką pieczęcią przy bufecie podsumowali swoją obecność. Hotel otrzymał miano prestiżowego, obsługa na najwyższym poziomie z nie ziemskimi wykwintnymi daniami. Z doniczki przy wyjściu zniknęła ziemia, a mały podopieczny beknął sobie na zdrowie. Następny obiekt do sprawdzenia zaznaczony flagą na mapie.
    • @Tomasz.O ... bez pospiechu, do nieszporów. Dzień można przeciągnąć  :)   Dziękuję za komentarz, pozdrawiam. 
    • A dropsa mu da? Dumas por da
    • Oda woli kilo wad, o!   Ta, woli ...kilowat
    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...