Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Gdzie są lewaccy bezbożnicy :((((((((((((( ?


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z tego co wiem sklepy mogą być w święta otwarte, jeśli to właściciel je obsługuje. Osobiście nie widzę nic zabawnego w tym, że szef nie może przymuszać kogoś do harowania w święta. Łatwo żartować na ten temat, gdy chce się skoczyć po chleb/szynkę/piwo; gorzej gdy trzeba by cały ten dzień pracować.

Opublikowano

Owszem, to niewesołe pracować w takie dni.
Ale dlaczego tylko pracowników handlu w ten sposób prawo wywyższa? W Sylwestra pracowałem do 23 (niby żaden wolny dzień, ale do 23). Nowy rok zacząłem w pracy. 1 i 3 maja również pracowałem (12godzinne dyżury). Mnie żadne prawo nie chroni. Ta regulacja jest zła nie dlatego, że ciężko jest w pewne dni coś kupić, ale dlatego, że wyróżnia nie wiedzieć czemu pracowników jednej branży. A każdy pracodawca, absolutnie każdy, ma narzędzia do tego, żeby zmusić w mniej lub bardziej cywilizowany sposób pracownika do pracy w dni ustawowo wolne. I korzysta z tych narzędzi dokładnie tak samo, jak korzystali detaliści, bo to głównie o nich chodzi. W dodatku ta regulacja dołożyła wiele minusów, które niekoniecznie muszą być równoważone przez plusy. Brak sprzedaży to brak obrotu pieniądza, więc de facto obniżenie PKB, co się przekłada w jakimś stopniu na zamożność nas wszystkich. Prawo to chroni tylko zatrudnionych na podstawie stosunku pracy, natomiast na umowy cywilno-prawne już nie - to kolejny punkcik, który zniechęca pracodawców do proponowania umów o pracę. Poza tym podejrzewam, że byli pewni pracownicy, którym pracodawca płacił za nadgodziny i te pieniądze były dla nich istotnym zastrzykiem gotówki. Wreszcie, postawiono w trudnej sytuacji ludzi, którzy na zasadzie franczyzy prowadzili sklepiki sieciowe. Nie mogą oni wziąć pracownika na taki dzień, więc muszą sami w te dni pracować, jeśli, tak jak w przypadku pewnej sieci, otrzymali ultimatum z centrali, że jeśli sklep zamkną, umowa franczyzowa zostanie wypowiedziana. Tutaj dochodzi do sytuacji, że ktoś, kto daje innym pracę, jest za to karany i traktowany z założenia jako ktoś, kto zmusza do pracy w nadgodzinach i za nie nie płaci.

To podwójnie nie w porządku, że prawo traktuje pewnych pracodawców jako wyzyskiwaczy z założenia. Podwójnie, bo prawo nie powinno zakładać nieuczciwości obywateli, ale też powinno wszystkich traktować równo. Potraktujmy więc wszystkich pracodawców jako wyzyskiwaczy i zakażmy wszelkiej działalności w dni świąteczne. Pójdźmy jeszcze dalej: zabrońmy stosowania trzeciej zmiany, bo przecież człowiek jest przystosowany do funkcjonowania w trybie dziennym i każdy powinien mieć do tego prawo. Ograniczmy dozwolony czas pracy np do godzin 6-22, tak aby każdy mógł wrócić do domu i przespać noc jak człowiek. Zakłady produkcyjne nie muszą produkować na trzy zmiany - jest to społeczeństwu do niczego niepotrzebne. Knajpy zamykajmy o 22, to będzie współgrało z ustawą o wychowaniu w trzeźwości. Zakażmy telewizji nadawania programów na żywo o określonej porze, niech puszcza z taśmy filmy albo powtórki. Zlikwidujmy sklepy nocne, których właściciele zmuszają pracowników do pracy w nieludzkich godzinach i narażają na niebezpieczeństwo ze strony podpitych troglodytów. Ostatni seans w kinie - godzina 19 - dwie godziny na seans, godzina na zamknięcie przybytku. Kluby nocne zakazane. Nie potrzeba tworzyć ustawy hazardowej, bo hazard to biznes nocny, z definicji będzie musiał zniknąć. Jak już tworzyć bezsensowne regulacje prawne, to na całego.

A czy nie wystarczyłoby egzekwować prawa istniejącego?

Opublikowano

A, zapomniałem napisać, że to kolejne przepisy, które są nagminnie naruszane i omijane. To kolejna rzecz, która obarcza obowiązkiem kontroli i tak niewydolne organy państwowe. Czyli albo będą pracowały jeszcze gorzej, albo trzeba będzie zwiększyć armię urzędników, za co zapłacimy wszyscy. Moim zdaniem ta ustawa niepotrzebnie komplikuje sytuację, wprowadza kolejne nierówności wśród obywateli, generuje straty ekonomiczne i zwiększa koszty społeczne. Jedyny plus to to, że gwarantuje się dni wolne pewnej grupie pracowników (chociaż nie każdemu i nie zawsze musi to być na rękę), chociaż jestem przekonany o tym, że skuteczna ochrona pracowników przez służby państwowe, skuteczne egzekwowanie prawa pracy odniosłoby taki sam skutek, bez kosztów wyżej wspomnianych. Ale to u nas normalne, że nie myśli się systemowo, problemy próbuje się rozwiązywać w oderwaniu od większej całości. Jak boli głowa, robimy badanie per rectum i dajemy serię bolesnych zastrzyków w brzuch. Głowa nie boli. Za to boli brzuch i dupa.

Opublikowano

Nie można wymagać "wolne dla wszystkich albo dla nikogo". Jest masa zawodów, które pracować po prostu muszą, bo chodzi o bezpieczeństwo, zdrowie, a nawet życie (policja, straż pożarna, lekarze). Natomiast zawody, które mają na celu jedynie zaspokajanie i komfort klienta ("Hm, mam ochotę na tuńczyka, co z tego, że jest 25 grudnia, mam ochotę i już") nie powinny pracować każdego dnia i o każdej porze.

Powiedzmy sobie szczerze: w noc wigilijną można sobie darować kupno tuńczyka, bo nikt nie umrze jeśli go nie zje, natomiast szpital powinien działać. Co innego zawody, które z założenia zarabiają właśnie wtedy, gdy inni odpoczywają (kapele w czasie nocy sylwestrowej itd.)

Teksty o nierównościach wśród obywateli, stratach ekonomicznych i kosztach społecznych można spokojnie włożyć między podobne przemowy PRLowskich dygnitarzy. Albo scenki TEYa.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Myślałem, że napisałem wystarczająco jasno. Widać nie. Jest też masa zawodów, które nie muszą pracować z wymienionych wyżej względów, a jednak ustawy ich nie wyróżniają.
Ustalmy pewną rzecz: dni wolne ustawowo były wolne bez dodatkowych zakazów i ustaw. I po co było tworzyć dodatkową regulację? bo jeżeli to był sposób na lekceważenie praw pracowniczych pewnych placówek handlowych, to jest to smutne. To tak samo jak zamknąć granice dla wszystkich tylko dlatego, że celnicy niekoniecznie wyłapują wszystkich zbiegów, a czasami przepuszczą jakiś przemyt. Sorry. A jeśli chodziło o to, że kogoś boli handel w "dni święte" to to tym bardziej jest smutne, że są w naszym kraju zakusy, by zaprowadzić tu państwo wyznaniowe.



To ironia? Bo akurat te trzy rzeczy nie należały do zbytnich trosk PRL-owskich dygnitarzy.
Opublikowano

Laskowik: Nie - dobra. Inaczej. Nas musi cechować spokój i rozwaga. Zdrowy rozsadek. Rozwiażmy problem inaczej. Propozycja nasza - jest nowa ustawa: soboty i niedziele macie woolne!

Smoleń - Braawo!

Laskowik - ...po południu, taaa! Ale resztę dni tygodnia pracujemy na takich obrotach, że swiat zadziwimy! Wskazniki nie wytrzymaja. Normy poprzekraczamy, bo stać nas na to! I trza miec pełna swiadomosć, że jeden dzień przestoju w pracy, strajki, to automatycznie 9 tysięcy izb mieszkalnych mniej, 12 milionów 500 tysięcy łyżeczek do herbaty mniej, 12 milionów noży mniej, 85 milionów par butów mniej, i tak dalej, i tak dalej.

Smoleń - Oraz 800 tysięcy, 943 złote i 26 groszy na godzinę to kosztuje!

Laskowik - Co?

Smoleń - Takie pieprzenie w telewizji!

;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A wiesz, to nie jest śmieszne. Z takich rzeczy mogą się śmiać ludzie, którzy albo są za głupi, żeby pewne rzeczy policzyć, albo jest im zbyt dobrze.

I z czego ty się tak naprawdę śmiejesz? że ktoś kalkuluje konsekwencje wprowadzania regulacji? ustawodawca ma taki święty obowiązek nawet, tyle że się kiepsko z niego wywiązuje.
A może nie czujesz tej różnicy, nie do końca rozumiesz, dlaczego TEY się z takich rzeczy śmiał, a teraz już nikt się nie śmieje. Bo teraz, jak w parlamencie coś spieprzą, to człowiek się o tym dowie, a potem odczuje na własnej skórze. Ale to też jest tak, że by załapać taki sposób myślenia, to najpierw trzeba przejść w życiu etap osobistych kalkulacji, czyli "ile będzie mnie kosztowało leżenie do góry brzuchem w niedzielę". I ludzie tak kalkulują i wcale nie wiem, czy wszyscy są tak cholernie zadowoleni z tego zakazu handlu.
A czy się będziesz z tego śmiał, czy nie, to "dzień przestoju" to jest koszt, to koszt polegający na spadku przychodów, co za tym idzie zysków, a dalej przychodów budżetu z podatków. A efektami takich dziwnych regulacji i ustaw pod pewien elektorat są przykre sytuacje, np taka, że mimo gigantycznych opłat na ZUS, muszę odkładać niezależnie na emeryturę, że muszę korzystać z prywatnej służby zdrowia, bo z publicznej, za którą przecież i tak płacę, się nie da.
To, że przyzwoite drogi nadal są dla nas celem niedoścignionym i nauka w Polsce prawie nie istnieje, to też efekty takiej mentalności, która nie dopuszcza sensownej dyskusji na temat kosztów rozwiązań, lub braku rozwiązań. To brak świadomości faktu, że państwo powinno być prowadzone dokładnie na tych samych zasadach jak przedsiębiorstwo, przy założeniu, że obywatele to akcjonariusze. I potem człowiek spotyka się z głupawo-prześmiewczymi tekstami, które stają w dalece niekonstruktywnej opozycji.

Jeden dzień przestoju w pracy to dla mnie, mój drogi kolego, w zależności od okoliczności kilkaset złotych w plecy wliczając różne koszty zaniechań. Ja to przeliczam i się zastanawiam, czy mnie na to stać. Możesz uznać to za śmieszne. Może ciebie stać zawsze. Ale jeżeli wielu tzw. zwykłych ludzi tak robi, to państwo powinno to robić tym bardziej. Śmiej się z tego, ale bądź na tyle poważnym, by powiedzieć, co cię w tym tak bardzo śmieszy. Mnie nie śmieszy, wręcz ubolewam, bo to takie typowe olewacko-niepoważne podejście do wszystkiego, z którym stykam się codziennie i codziennie mnie krew zalewa. Podejście, które polega na tym, by mieć wszystko w dupie i wziąć kasę za darmo. Niczym się to nie różni od wyśmiewania się z rachunku ekonomicznego.

Braaaawoooo!
Opublikowano

O kurczę, faktycznie! jakbyśmy pracowali w niedziele i święta, to nie tylko mielibyśmy już te upragnione autostrady, ale także niesamowicie rozwinęłaby się nauka. Byłoby więcej pieniędzy na domy dziecka i domy samotnych matek. Szpitale miałyby więcej pieniędzy na sprzęt dla chorych niemowląt! Tak wynika z rachunku ekonomicznego (serio). Gdyby można było uczciwie pracować 20 godzin na dobę 365 dni w roku zrobilibyśmy tyle dobrego! Wreszcie dokonilibyśmy Zachód! To tylko przez takie leniwe oszołomy jak ja, którym się nie chce ruszać dupy wciaż żyjemy w tym biednym Ciemnogrodzie. Skandal.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...