Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 13.01.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Oprawia obrazy w ramy zbyt ciasne dla żywego spojrzenia. Łagodnieje o zmierzchu, gdy pękają kontury, lecz w pełnym świetle obnaża puste miejsca. Zamyka krąg powtórzeń, gdzie każda myśl wraca do własnego cienia. W słowie „pamiętam” drzemie pułapka z lukru, konserwująca martwe radości i czas bez następstwa - by ranom nie przysługiwało prawo do blizny. Pamiętanie jest trwaniem bytu, w którym nic już się nie staje.
    18 punktów
  2. wciąż nie może jeden z drugim trafić na swój haczyk przyjęzyczyć jak należy żeby sens dosmaczyć prawie każdy kłuje w ślepia albo uszy rani a ja muszę nie ustąpię nie odpuszczę za nic tak bym chciała żeby wyszedł bez dyskusji cymes znowu badziew bo pożarłam się jak zwykle z rymem
    12 punktów
  3. Wodo_spady dzień to maleńka chwila która ledwie co wstanie a już się kończy inaczej jest z tygodniem czasem coś planuję gdy los rzuca blotki na drogę przywieram całą sobą do pionu bo w galopie miesięcy i tak nieustannie kłębią się obrazy łka poniewierka zdarzeń komuś nieważna trwa tumanienie głów i to chyba najważniejsze żeby kolejny rok był kserokopią gdy przy sutych ławach intrygi na rozdrożach rozczarowanie a w gruzowisku myśli pył zamyka ludziom oddech styczeń, 2026
    9 punktów
  4. ona podarowała mu całe swoje serduszko a on jej emotikonkę z szeroko uśmiechniętą buźką
    7 punktów
  5. chłód wyludnia ulice legitymując bezdomnych niektórzy zdążą po talerz anonimowej zupy innym ustala tożsamość na miejscu
    7 punktów
  6. Nawet bardzo sroga zima namiętności nie powstrzyma, seks na śniegu ma uroki, byle nie był za głęboki.
    6 punktów
  7. Najpierw sądziłem, że ona A ma mnie za kartę płatniczą. I że ona jest terminalem. Myliłem się okrutnie. Nic bardziej mylnego nie ma. Ale faktem jest, że chciała żebym się zbliżył. Warszawa – Stegny, 12.01.2026r.
    6 punktów
  8. łagodna pacyfikacja ciemnej sieni w ciepły sen matczynych rąk w płodny len zbrodni pieca w mosiądz chleba grobu ziemi w zapach nieba
    5 punktów
  9. czarno na białym dwie sroki siedzą nad lodowatym gniazdem na skraju gałązek ogrzewają serca radość nienarodzonych piskląt szybuje po bieli odbija się słońcem od kory drzew już niedaleko do wiosny szepcze wiatr nadzieję czarno na białym wypisuje na korze w czarno-białym sroki i brzozy kolorze
    5 punktów
  10. senne imaginacje jak szum zielonego morza i kłosy na dłoni... ze wszystkich stron czuję puls i oddech drżenie po zmroku duchy zjawy upiory uklękły oszronione pajęczyną próbują zwrócić na siebie uwagę za kilka sreber rozłożona na świeżym śniegu przy ulicy świętej zziębniętej kurwy nędzy radość podzielona na wiele osób jak papierowe lampiony przebija błękit nieba i szybko gaśnie życie czasami lubi żarty
    5 punktów
  11. Dzieciaki, uszy do góry, dzisiaj ulepimy Fajnego bałwana ze śniegu sprzed garażu. Ubierajcie się ciepło, najlepszy tata ma plan. Hej ho, tu zaczynamy toczyć wielką kulę. Dalej aż do bramy, jeszcze trochę, zuchy! Z następną będzie łatwiej, bo jest z górki. Śmiało, śmiało, o jak pięknie, a teraz została Na deser tylko głowa do wyrzeźbienia. Nos z marchewki, uszy z kapsli po piwie I oczy z ekogroszku, tutaj, tutaj, turlajcie. Z dala od podjazdu i na wprost kuchni, Niech mamusia ma wspaniałe widoki. Odśnieżanie zakończone, co za ulga, hura! Wtem Gośka, rozeźlona, dudni w szybę: „Dzieci do domu! na mrozie zostają te dwa Bałwany, jeden ze śniegu, a drugi stary i głupi!”
    4 punkty
  12. Jak co dzień rano szybki bieg Nie chcesz się spóźnić no, bo szef Od dawna ma na ciebie oko Nie warto skakać za wysoko Zaciskasz zęby marszczysz twarz Bo przecież kredyt trzeba spłacić Trudno ci teraz zmieniać pracę Nie chcesz bez premii kolejny raz O ileż kurwa można tak Wstawać i wracać - dzień za dniem I nie mieć siły na długi sen I pytać, czy ja jestem tłem A w biurze znów codzienny syf Ktoś łapie plusy, lecz nie ty Bo ty masz w dupie integracje Bo tobie dziecko w domu płacze Bo ty masz żonę trójkę dzieci Korpo nie widzi takich rzeczy W korpo się liczy uśmiech, gest Wynik tu najważniejszy jest Ty robisz swoje, jak ten wół Co ciągnie w polu ciężki pług Nikt nie dziękuje, nikt nie spyta Marzysz o nocy, noc też zimna A kiedy wracasz - miasto śpi Latarnie świecą jakby łzy Na klatce schody - wciąż pod górę Dasz radę - silną masz naturę A jutro znowu będziesz biec Nie chcesz się spóźnić no, bo szef Od dawna ma na ciebie oko Nie warto skakać za wysoko
    4 punkty
  13. Myśli uciekają Jak kartki wyrwane z notesu A mi brakuje Wciąż Ciebie Twojego głosu I Twoich słów Bo tak bardzo Chcę Cię zobaczyć znów Ale byłaś przez chwilę Ze mną utkana jak ze snów A później poczułem Zapach twoich perfum gdzieś I widziałem kogoś Lecz to nie byłaś Ty A mi zostały tylko łzy I dłonie w kieszeni schowane Ukryte przed całym światem...
    4 punkty
  14. Wieczorny serial dobiegł końca, Wycisnął z nas łzy, jak wyżymaczka. Zebrało się na ziewanie, a poducha Z pierza przyciągała ciężką głowę. Nim przymknąłem oczy, dostałem Kuksańca w bok i pstryczek w nos. „A pamiętasz, jak ganiałeś za mną W dziurawych trampkach i krótkich Spodenkach na skręconych szelkach? Byłeś taki zabawny, o rany, całkiem Jak z kreskówki o Bolku i Lolku. Co za dzieciak, wdrapywałeś się Na sam szczyt jabłonki, by zerwać Dla mnie największy, najsłodszy owoc. Chciałeś mnie pocałować, hola, hola, A gdzie kwiatki i miłosne liściki? Szybki Bil to w westernach, cwaniaku. Wiesz, głuptasie, że dopiero na maturalnym Balu, gdy klęknąłeś przede mną, oniemiałą, Z czerwoną różą w zębach, ukradłeś mi serce. Pokochałam cię jak zauroczona podlotka. Śpisz? no to śpij, a ja powspominam Smak naszego pierwszego całusa I oddaj mi kołdrę, cholerny rabusiu.”
    3 punkty
  15. idziesz myśli już silne pozbawione lęku widzą jasność omijają cienie to co było jest latarnią morską ostrzega o mieliznach oddech pewny siebie karmi piersi włosy poddają się wiatrowi jutro jutro ważne a dziś dziś zaczyna powoli cieszyć lustro znowu ... się uśmiecha 1.2026 andrew
    3 punkty
  16. Cisza czarnego cienia usypia me myśli Kołysze oczy w rytmie bezdennej nienawiści Zamykam szczere serce tym bólem okryte Jak szczyt góry, marzenia śmiercią zdobyte Blask zawistnego płomienia ogrzewa mą bladą twarz Czy mogę na Ciebie liczyć, czy łaski odrobinę mi dasz ? Marznę lecz z lodu powodu, którym twe serce znamione Chęć skończonej udręki. Chęci te nieposkromione Klęczę wiec przed twoimi jak skala twardymi słowami Zamykam w mym spojrzeniu słońce, powiekami Z głowy mej krzyk wydobyty, jakby w gardle zastały Kłaniaj się! Myśli bezpowrotnie osłupiały.
    3 punkty
  17. Mało powiedzieć, że rozrywasz mi serce. Nie widać cię, a jednak jesteś i moje ciało oplatasz, zaciskasz więzy. Dusisz. Jak zwiędła róża, masz tylko ciernie. Ciągniesz w głębiny, kiedy ja ostatkiem sił próbuję złapać oddech na powierzchni. Każdą wiary iskierkę, która śmie zatlić się w moim sercu, gasisz pod ciężkim swym butem. Siedzisz na mych barkach, ciężka niby głaz. Nie zejdziesz ze mnie, a ja nie mogę cię zrzucić. Zostaniesz tam, cicha i niewidoczna. Pożresz mnie do końca. depresja
    3 punkty
  18. Zmierzch . . . . . Cichną przestworza. - Łuną Błyszczące widzę wzgórza na wschodzie. Wędrujące chmury, srebrne łodzie, Połyskując przez blady błękit suną. Tak lekko w oddali szybują . . . I jakby przywiozły żeglarzy świętych, Przy szczytach gór księżycem tkniętych, Jak przy samotnej wyspie, cumują. I Rainer: Abend . . . . . Stille die Fernen. — Ich schau’ Hoch ob verdämmernder Hügellehne Wandelnde Wolken, silberne Kähne, Schimmernd schwimmen im bleichen Blau. Gleiten so leicht in die Weite hinaus . . . Da, bei des Mondes blinkenden Bergen Stehn sie, als setzten sie selige Fergen Dort auf dem einsamen Eiland aus.
    3 punkty
  19. @Marek.zak1 @Tectosmith @Marek.zak1 doceniam Twoją refleksję i cieszę się, że tekst wywołał w Tobie te przemyślenia. Właśnie o to mi chodziło - żeby wiersz był przestrzenią do osobistych skojarzeń. Jeśli chodzi o samą pamięć emocjonalną - to wciąż fascynująca zagadka dla naukowców. A w wierszu wyróżniłeś "pamiętanie jako więzienie emocji" - zwłaszcza w obrazie "pułapki z lukru" i "czasu bez następstwa". Ucieszył mnie ten komentarz, bo daje wiele różnych przemyśleń. @Tectosmith rozumiem Twoją troskę o precyzję interpretacyjną. Zgadzam się, że wiersz działa na poziomie poetyckiego obrazu. Jednocześnie uważam, że każdy czytelnik ma prawo do własnych skojarzeń - nawet jeśli wykraczają poza literalny tekst. To naturalna część odbioru poezji. Proszę o zachowanie kultury w dyskusji pod moim wierszem. Marek wyraził swoją szczerą i przemyślaną opinię o moim tekście - opinię, która mnie jako autorkę ucieszyła i wzbogaciła. Nie akceptuję lekceważącego języka wobec kogokolwiek, kto w dobrej wierze uczestniczy w rozmowie o literaturze. Różnica zdań to jedno, ale obraźliwy ton to coś zupełnie innego. Jeśli nie potrafisz dyskutować z szacunkiem dla innych, proszę o powstrzymanie się od dalszych komentarzy pod moimi tekstami. Chciałabym, żeby ta przestrzeń pozostała przyjazna dla różnych perspektyw. Różnorodność odczytań mnie cieszy - nie szukam jednej "właściwej" interpretacji. Pozdrawiam. @Nata_Kruk Serdecznie dziękuję! Cieszę się, że jesteś i swoimi słowami przyniosłaś ukojenie. Pozdrawiam. :)) @truesirex @MIROSŁAW C. @infelia @Migrena Serdecznie dziękuję i pozdrawiam. :)))
    3 punkty
  20. Jestem zielonymi oczami Jeszcze gładkim ciałem Nikim więcej Mniej też Jestem rozdzieraniem Spacerowaniem Karmieniem przyjaciół Lubieniem staruszek Cierpieniem Czekaniem Ziewaniem Marnotrawieniem dóbr Tak, chyba jestem wołaniem Jestem tak grzecznym chuliganem Że aż szkoda dla mnie samej słów
    3 punkty
  21. zastanawiam się jak trafić w twój właściwy układ taki zwykły jak codzienna owsianka gdzie bity niosą nie hipnotyzują gdzie jeszcze jest żywa radość nie tylko święty atol wieczności
    3 punkty
  22. Sołtysostwo we wsi Wielka Lipa ugościć chciało z powiatu VIP-a, VIP-a nie poznali, bo sołtys chleb spalił, sołtysowej zaś rosół wykipiał. Wielka Lipa - gm. Oborniki Śl.
    2 punkty
  23. Przemowy, namowy - i ból głowy. Trybuny honorowe i powietrze morowe. Parady, obchody - i zdrady. Sztandary, wyznania wiary - i brak kary. Powstania - aż do wyczerpania. Pomniki. Chodniki. I - na nich - nie znam się z nikim. Żołnierze. Marsze. I pacierze. Obowiązek. Krzyż z gałązek. Mądrości o przeszłości. I brak przyszłości. Ojczyzna - blizna. I spalenizna.
    2 punkty
  24. Pomysł jest @hollow man ja go podchwyciłam i za pozwoleniem autora inicjuję następującą zabawę. Pokażmy sami sobie jak i na ile potrafimy wejść w głowę płci przeciwnej. Mężczyźni piszący wiersz proszeni są o dodanie w nawiasie (K) a Kobiety (M). To wszystko, miał to być konkurs, ale zobaczmy sami jak to się rozwinie. (M) Zaczynam Zamrażasz mnie maleńka Nie chcę zepsuć, fałszywym dotykiem Początek jest tylko jeden Będę Cię pilnował Stoję tak sobie I wiem że zaczynam
    2 punkty
  25. ostatnio wszystko dzieje się dłużej czuję jak z każdym rokiem bliżej podchodzą groby lubię słowa takie jak sensotwórczy tylko chaos stał się definitywny mam go w splocie słonecznym w szpiku kostnym w porannych autobusach gdy wszyscy ludzie wokół są tworem wyobraźni a później ja staję się ich projekcją śmiałeś się że u wojaczka najpierw krew miesięczna a za chwilę wystrzeli ciebie biorąc z ciebie pijąc ja o niebo już nie dbałem wiedząc przecież że to jedno ty który ze swoim ironicznym spojrzeniem pytałeś czy romantyzm to nazwa ekspresu do kawy przedzieram się przez korytarz przez porażenie senne zbyt słaba lub pijana by usiąść przy pianinie przestaję rozpoznawać własny głos mówi przeze mnie wódka papierosy mówią przeze mnie inne kobiety o matkach co rodzą dzieci by uczyć je od nowa jak nie kochać
    2 punkty
  26. byt jest faktem fakt jest bytem niebyt działa pod przykryciem
    2 punkty
  27. – Józek, to prawda, że ty niewierzący jesteś? – Prawda. – Dlaczego ty niewierzący jesteś, Józek? No, dlaczego? – Bo jestem naukowcem. – He, He, He. Józek, ty hydraulik jesteś, to jaki z ciebie naukowiec?! – Bo widzisz Grażyna, to w górze jest dobre dla filozofiów. A ja człowiek myślący jestem, ja potrzebuję znaków. – Na ziemi i niebie? – Tu, na ziemi. – Ty pewnie byś chciał w totolotka wygrać, Józek, takich znaków ci trzeba, bo ty duszy nie masz ani serca. – Nie Grażyna, mi wystarczy coś małego i nie zawracaj już głowy, bo mi w gardle zaschło, a do wypłaty jeszcze dwa tygodnie. – Zawsze przez te pola kapusty chodzisz, Józek? – Latem często. Przez pola szybciej i łeb przewietrzyć mogę. No, nie wierzę! Grażyna, nie wierzę! – Już to mówiłeś Józek. Po co się drzesz? – Jezus Maria, Matko Święta! Grażyna, patrz! Biały Bocian* w kapuście! Bogu na wysokości niech będą dzięki! *Biały Bocian - polska wódka z certyfikatem Gluten Free __ 13 stycznia obchodzimy Dzień Polskiej Wódki🥂
    2 punkty
  28. Mędrek ze wsi Studmiary prowadził pomiary: dziki impuls, miłosny puls… Potem rzekł- „nie do wiary”.
    2 punkty
  29. jeszcze nie wie że on dziś nie przyjdzie chodnik czeka na jego kroki gdzie podziała się noesis gdzie karteluszki zapisane nocą jeszcze nie wie że stała się opowieścią zanim otworzy usta jeszcze nie wie że karmiła śmierć swoimi udami wokół jego bioder gdy ciało chłonęło ciało jak ziemia wodę w letniej spiekocie jeszcze nie wie że ci którzy odeszli są drobnymi skazami na skórze wkradają się w gesty w szorstką czułość z jaką poprawia się grzywkę chłopcu ale ona jeszcze tego nie wie cała jest spełnioną miłością
    2 punkty
  30. @Andrzej_Wojnowski No nie wiem, w jakim to korpo. Najbliższa mi osoba pracuje w korpo - wszyscy twierdzą, że ma pracę marzeń. Właściwie to jest ciągle w domu, super socjal, świetne wynagrodzenie, a jak bywa od czasu do czasu w biurze - to ma całodobowe. darmowe posiłki. No i otwartą drogę awansu za ... myślenie. A także salę na drzemkę, siłownię i inne atrakcje. :) Więc może coś w korporacjach się zmienia na plus. Ta korporacja, o której piszesz jest jak z horroru. Pozdrawiam.
    2 punkty
  31. ... tak pomyślałam.... żal mi jej, ona mu tyle, on tylko uśmiech... :)
    2 punkty
  32. Są słabe strony, zresztą w każdym rodzaju firm są, ale: -pensja, jednak wyższa, niż w innych rodzajach firm, zawsze o czasie, -bonusy, jak ustalone, to są, -etat, socjał powyżej średniej, ZUS płacony, -nie musisz być kumplem syna właściciela, ani członkiem aktualnie rządzącej partii, żeby awansować. -wstawać i wracać trzeba wszędzie. Temat znam, pracowałem długo w różnych korporacjach. Nawet tu jest moje "Korponiebo" A że nie jest idealnie, nie jest. Pozdrawiam
    2 punkty
  33. Znowu poruszyłaś ciekawy temat. Pamiętanie ma dwa wymiary, jeden racjonalny, bo mózg pamięta, lepiej lub gorzej, co się wydarzyło, lub co człowiek widział, czy przeżył. To pamiętanie ma pozytywny aspekt, bo większa wiedza pomaga człowiekowi w życiu, pomaga unikać tych samych i podobnych błędów. Drugie pamiętanie, jaki u Ciebie, to przeżywanie, wspominanie traumatycznych wydarzeń, a dotyczy emocji, które bolą i nie pozwalają zabliźnić się ranom. Jeśli to pamiętanie i przekonanie, że nic się już nie wydarzy jest "trwaniem bytu", niestety ma destrukcyjny wpływ, a może prowadzić do depresji, czy załamań nerwowych. Ludziom wrażliwym, emocjonalnym trudno niestety nad tym zapanować. Pozdrawiam serdecznie z podobaniem dla wiersza.
    2 punkty
  34. Zakochanie — najbardziej absurdalny moment w życiu człowieka. Tak nielogiczne, jak dla matematyka są wiersze o cytrusach, których nikt nie rozumie. Nagle jedna osoba staje się całym światem, tym, co widzimy, czujemy, oddychamy. A potem — tylko woda, piach i kurz zostają po naszym nielogicznym zauroczeniu.
    2 punkty
  35. może cymes ci nie wyszedł ale jest urocze ciut zabawne dosmaczone pisane z polotem sens zostawmy gdzieś na boku formą się zachwyćmy lekkie jak kilkoro pociech na więcej nie liczmy :)))
    2 punkty
  36. powiedz kim jesteś i co tu robisz w zapełnianiu jakiej wyrwy w nadawaniu jakiego sensu przyszłaś tu byśmy jak dzieci zagrali w zielone w głuchy telefon albo w samotność
    2 punkty
  37. Chciałabym czasem optymistyczne wiersze napisać, opublikować. Bo także nieraz bywam szczęśliwa. I nawet słońca widzę po nocach. Więc w błysku weny leję na papier przepiękne myśli - synonim cudu, lecz krzywe wersy dają po oczach, więc stwierdzam gorzko : Gdzie? Z czym do ludu?
    1 punkt
  38. na samym dnie w pojemniku z używaną odzieżą przygnieciony empatią bez opamiętania czeka na okazję strój świętego mikołaja
    1 punkt
  39. Dobry pomysł na wiersz i ciekawie napisane strofki.
    1 punkt
  40. nimbostratus Gdy księżyc stopi się słońcem za blaskiem nimbostratus przytłumione promienie rozświetlają plamy krwi na lazurowej pościeli Przepraszam, ale nie oddzwonię Czuję, jak miniony ciąg zdarzeń nocą znów dusił kończyny Staczam się w subiektywnym cyklonie próbując wdychać wznoszący prąd Spojrzałaś w głęboką otchłań — uśpiłem w niej obserwatora silnymi środkami nasennymi Proszę — zachowaj to dla siebie Nie chcę dłużej tak żyć Ludzie wokół dostrzegają ciemność w świetle mojego ciała Jestem oślepiany własną pogodą A ty znów dzwonisz — odbieram łykasz obłok srebrzysty Tłamsisz mnie za bezruch — zostawiając po środku sztormu zlepki mojej zużytej duszy
    1 punkt
  41. @Berenika97... bardzo ładnie rozpisałaś.. pamiętanie. Pamięta się minione, jak nie... jest i to milsze i to mniej miłe, ale całość, to czyjeś wspomnienia, ładnie ti break napisała.. warto "mądrze pamiętać".
    1 punkt
  42. @Tectosmith Moja opinia o wrzuconym wierszu nie jest pewnikiem, tylko wyłącznie moją subiektywną opinią. Jeśli masz inną, po prostu to napisz.
    1 punkt
  43. Prolog Marihuana, kokaina, LSD, MDMA, opioidy. Narkotyki to twór diabła. Odbiorą ci zdrowie, pieniądze i rodzinę, zanim się obejrzysz. Będziesz wynosić drogocenne rzeczy z domu, by zastawić je w lombardzie, okradać własną matkę z ostatnich dwudziestu złotych, żebrać na ulicy lub sprzedawać swoje ciało. Wszystko, byleby mieć na kolejną działkę. Whitney Houston, Jimi Hendrix, Monroe, Elvis, Rysiek Riedel. A ileż to więcej było zgonów, co stanowić mogą najlepszy dowód na niszczycielską siłę dragów. Ale gdyby nie one, świat mógłby nie poznać wielu znakomitych dzieł. Ileż to genialnych akordów skomponował Keith Richards dla The Rolling Stones, będąc w innym stanie świadomości? Czy Nirvana wspięłaby się na szczyt, gdyby nie heroinowy nałóg Cobaina? Witkacy, Tamara Łempicka, Picasso, John Lennon; można by przedłużać tę listę i przedłużać, a końca nie byłoby widać. Wszyscy oni tworzyli po paleniu, wciąganiu, wstrzykiwaniu. Poszerzali swoje spojrzenia. Widzieli i słyszeli rzeczy niedostępne dla trzeźwego, przytomnego człowieka. Znali wszystkie zalety narkotyków. Wykorzystali je, by tworzyć dzieła znane do dziś całemu światu. Wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko znać umiar, mówiła do siebie Agnes za każdym razem, kiedy kolejna kreska znajdowała swój koniec w jej nosie. Przekonywała się, że wtedy może najwięcej, nic nie musi, nie potrzebuje nikogo. Akt pierwszy Siew I Prąd - Wysiadaj. No już! - Nigdzie nie idę, pada. - No idź! Dorota wciska towarzyszce w rękę banknot pięćdziesięciozłotowy. Ciężkie krople deszczu bębnią o szyby. Taksówkarz spogląda na nie w tafli wewnętrznego lusterka. Niecierpliwi się. - Dlaczego ja? To ty chciałaś tu przyjechać! – zauważa Agnes, chociaż jej prawa dłoń wędruje już w kierunku klamki. - Proszę, możesz pójść ty? – powtarza Dorota. Proszę - to słowo, któremu Agnes najtrudniej jest się sprzeciwić. Dziewczyna wzdycha. - No dobra. Wygrałaś – nie czeka na odpowiedź nowej koleżanki. Wysiada z taksówki i biegnie. Zielono-czerwony neonowy szyld supermarketu nie oświetla ulicy z taką dokładnością, jaką chciałoby się od niego wymagać. Cały parking skrył się w ciemnościach. Agnes wytęża wzrok. Bez okularów niedowidzi jak staruszka. Powinna zacząć je w końcu nosić. Chociażby w domu, żeby nie pogłębiać wady. Oko wychwytuje ruch. Pod murem. Ktoś idzie w jej stronę. Wysoki. Prawie dwa metry. W kapturze. Szczupły i wyprostowany. Z rękami w kieszeniach. Na jego twarz pada cień. Jej serce zaczyna bić szybciej; oddech jakby ktoś położył cegłę na klatkę piersiową. Dłonie robią się mokre, nie od deszczu. Przekłada banknot za plecami z ręki do ręki, by nie zamókł. Mężczyzna zatrzymuje się kilka kroków od niej. Krótkie „cześć” na przywitanie. Wygląda jak ktoś, kto mógłby zrobić jej krzywdę, jak ci wszyscy obleśni faceci, którzy gwiżdżą za nią na ulicy lub krzyczą niesmaczne, wątpliwej wartości komplementy z odsuniętych szyb samochodów. Wymieniają się tym, co trzymają. Przez krótszą niż mrugnięcie oka chwilę ich palce stykają się ze sobą. Prąd przechodzi przez nią aż do łokcia. - Dzięki. Na razie. – rzuca na odchodne i prawie truchtem wraca do taksówki. Facet chyba coś jeszcze do niej mówi, a może to wiatr szepcze coś do deszczu, który z nagła zaczyna padać mocniej. Agnes nie odwraca się. Trzaska drzwiami. Taksówkarz stuka w nerwach palcami o kierownicę. Liczby na liczniku rosną. - Pod Carrefour – prosi Dorota. Silnik się odpala. Ruszają. Taksówka, opel astra z klockami hamulcowymi do wymiany i prawie łysymi oponami parkuje pod supermarketem. Płacą blisko pięć dych za dziesięć kilometrów. Biegną do łazienki. Przepychają się w drzwiach. Ściskają się w kabinie, zamykają drzwi na klucz. Jest im ciasno. Obie są przysadziste, szerokie w ramionach. Agnes wyjmuje z kieszeni woreczek z białymi kamykami. Przez całą drogę memlała go w palcach, aby przypadkiem nie wypadł. W portfelu znajduje kartę bankomatową i banknot. Trochę wzdryga się na myśl, w ilu to nozdrzach musiał być rulon z tej właśnie dwudziestki. Przynajmniej nie dycha. Nie będzie biedy. Dorota kruszy kryształy na proch, Agnes zwija dwadzieścia złotych. Pierwsza kreska znika w no sie Doroty, drugą wciąga Agnes. Piecze w zatokach. Uciska w głowie, jakby założyła za ciasną czapkę. Gorzki posmak w gardle, zgaga. Tachykardia. Nie ma żadnej błogości, tylko strach przed zawałem. Czeka dwie minuty. Próbuje patrzeć w jeden punkt, lecz oczy same zmieniają swoje położenie. Szczęki się zaciskają. Ale nie umiera. Jest dobrze, ciśnienie w normie. I nagle cały świat pozostaje gdzieś w tyle, codzienność przestaje istnieć. Liczy się tylko ten stan. Wychodzą przed sklep. Lodowate krople siekają ich twarze, ostrza maleńkich noży. Co dalej?, pytają się siebie równocześnie. Nie mają żadnego planu. Dorota wyciąga telefon, przegląda kontakty. Wybiera jakiś numer. - Halo, Daniel? Gdzie jesteś? Masz czas? A możesz przyjechać do Ciernic? - Idź w moją stronę - słychać z drugiej strony słuchawki. - Co ty na to? – zwraca się do niej Dorota. Agnes sprawdza godzinę. Dwudziesta pierwsza. Noc jeszcze młoda. - Jasne. Możemy iść. – wzrusza ramionami. Ma mnóstwo energii. Ale jest jej zimno. Cienka bluzeczka i sztuczne futro. Na dworze minus dwa i nieprzerwana ulewa. Karol mieszka w pobliżu. Poprosi go o bluzę. Na pewno nie odmówi. Pisze sms. Zaraz dostaje odpowiedź. - Zimno mi. Muszę wziąć bluzę od Karola – oznajmia Dorocie. - Mieszka przy basenie, nie? – Agnes kiwa głową. – To chodź, i tak mamy po drodze. Poznały się dwie godziny temu dzięki wspólnej znajomej. Z Dorotą od razu złapały kontakt. Dzieliły się wiśniówką, piły z gwinta we trzy, z Amelią. Po trzech łykach zniknęła połowa flaszki. Pojechały do wsi obok, do faceta, którego Amelia nazywała „kumplem”. Pili wódkę, brali amfetaminę. Marcel – ten „kumpel” – szczerząc po prostacku brakujące uzębienie, twierdził że to kokaina. Dziewczyny popatrzyły wtedy po sobie, starały się nie zaśmiać. Śmierdziało jak zwykła fuga. Agnes bawiła się ze szczeniakiem nazwanym Krówką ze względu na jego sierść w biało-czarne łaty. Siedziała blisko Doroty, żeby nie musiała przekrzykiwać wulgarnego rapu puszczonego przez Marcela na laptopie. Kiedy wódka się skończyła, Agnes z Dorotą zgłosiły się na ochotniczki, by pójść do sklepu. Wyszły z domu Marcela, wsiadły w taksę i już nie wróciły. Nic o sobie nie wiedziały, nie poznały nawet swoich nazwisk. Ale to właśnie spontaniczność, adrenalina nadają życiu smak. Karol czeka już pod klatką. Zabawnie wygląda, stojąc na deszczu w szortach i klapkach, trzęsąc się z zimna i paląc pośpiesznie papierosa. Witają się z Agnes. Podaje jej bluzę. Paskudną. Szarą, z praską mająca zapewne prezentować graffiti. Agnes podaje Dorocie torbę i zarzuca bluzę na siebie. To nic, że brzydka. Jest ciemno, nikt nie zwróci na nią uwagi. Skupia się na tym, żeby stać spokojnie, choć jej ciało chce być ciągle w ruchu, nie wie czy patrzeć na Karola, czy na Dorotę; pilnuje się, żeby nie zaciskać zębów. - Co będziecie robić? – pyta Karol. - Zapalimy szluga na skwerku – Agnes podpala fajkę, podaje paczkę Dorocie – Potem idziemy do domu. - Dorota, nie dawaj jej tylko nic do ćpania – gdy chłopak wyrzuca peta, jego dłoń na moment układa się tak, jakby chciał pogrozić im palcem. Agnes mimowolnie przewraca oczami, słysząc jego pretensjonalny ton. Słucha go od ponad roku; nie czuje do Karola już nic. Nic, prócz niechęci i braku szacunku. Zastanawia się, czy istniało między nimi kiedykolwiek prawdziwe uczucie. Stwierdza, że nie. - Ja i ćpanie? Człowieku, co ty gadasz? - Dorota stuka się palcem w czoło. Koleżanki spoglądają na siebie dyskretnie. Tak łatwo go oszukać. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że już teraz są pod wpływem. Albo to kłamstwa, które wypływają z łatwością z ich ust są tak autentyczne. Agnes nie czuje wobec swojego – niebawem byłego, przechodzi jej przez myśl – chłopaka żadnych wyrzutów sumienia. - Dlaczego mówisz o mnie w trzeciej osobie? – pyta - Może powiedz to mnie, a nie jej? - Sorry – kłopocze się Karol. Nietrudno to zauważyć. Przeczesuje wtedy raz po raz włosy. Kolejny przewrót gałek ocznych. Dla Agnes „sorry” nie ma żadnego znaczenia. Dlaczego nie może powiedzieć po polsku „przepraszam”? Czy przyznanie się do drobnego błędu jest tak trudne? - Dobra. Nic się nie stało. Do jutra – muska ustami policzek Karola. - Cześć. Już nie jest jej zimno. Deszcz nie przeszkadza. Pędzą z Dorotą po poboczach. Na obrzeżach miasta nie ma chodników. Nie zdają sobie sprawy z tego, jak szybko idą. Daniel się nie zbliża, ani nie dzwoni. Na każde „halo?” mówione przez Dorotę do telefonu odpowiada poczta. Mimo to upiera się, aby szły dalej na jego wieś. Rozmawiają, by zabić czas. Mówi głównie Dorota, Agnes tylko pyta. Po pół godzinie wie o nowej znajomej prawie wszystko. Dorota wyznaje, że chłopak, z którym mają się spotkać był jej partnerem, a ich związek burzliwy jak holenderskie morze. Opowiada o tłukących się talerzach, wrzaskach i skargach sąsiadów. O niezdrowej zazdrości, ciągłym rozstawaniu i wracaniu do siebie. Agnes w duszy przysięga sobie, że nigdy nie pozwoli sobie zamknąć się w takiej relacji, nienawidząc i kochając równocześnie. Przed Dorotą i Agnes pojawia się wioska. Przejście trzech kilometrów zabrało im czterdzieści minut. Agnes sprawdza telefon. Dwudziesta druga. Daniela ani śladu. - Wystawił nas – stwierdza Agnes, nie kryjąc złości. Przeczuwała to już wtedy, gdy zmuszone były iść przemoczone nieoświetlonym poboczem drogi, na której kierowcy nierzadko testowali wytrzymałość swoich samochodów. - Na pewno nie. Ma tendencje do spóźniania się – mówi Dorota – Pewnie pali jakiegoś blanta albo coś. Siadają na altanie przy placu zabaw. We wsi jest cicho i ciemno. Na ławce przy jednym ze stolików leży nieprzytomny facet. Puste puszki po piwach, na wpół wypełniona flaszka gorzały. Dorota sprawdza, czy oddycha. Po prostu się spił. Nie zważają więcej na jego obecność. Palą się tylko lampy oświetlające asfalt. Gmina oszczędza energię elektryczną. Faza zaczyna schodzić, a nie będąc w ruchu dziewczyny marzną. Może to czas na kolejnego pasa. - Walimy coś? – sugeruje Agnes. Podciąga kolana pod brodę wierząc, że będzie jej cieplej. - Trzeba się podzielić z Danielem – Dorota patrzy w telefon. Przegląda jakąś stronę internetową. Agnes wzdycha i macha ręką. W pojemnej torbie znajduje bletki - zawsze schowane w bocznej kieszeni, by nie musieć tracić czasu na przekopywanie się przez masę niepotrzebnych i zapomnianych rzeczy – i srebrny pakiet. W powietrzu roznosi się intensywny słodko-ziemisty zapach, nielubiany przez niektórych, a jej ulubiony. - Przyświeć mi – mówi do Doroty. Ta włącza latarkę. Agnes kruszy w palcach zielone topy, delektuje się ich wonią. Trichomy lepią się do palców. Przydałby się młynek. Wysypuje tytoń z papierosa, miesza go z marihuaną. Wrzuca wszystko do bletki. Wysypuje się. Dwa razy. Nie może opanować drżenia rąk. Podmuchy wiatru też nie niosą pomocy. - Kurwa. – mówi i wtedy wreszcie udaje się jej zrolować jointa. - Do trzech razy sztuka – śmieje się Dorota. Agnes odpala skręta. Zaciąga się trzy razy i podaje go przyjaciółce. Teraz jest jej jeszcze zimniej, lecz mięśnie nie spinają się już. Powieki opadają. Praca serca zwalnia. Nareszcie może wziąć pełny oddech. - Co z tobą i Karolem? – pyta nagle Dorota. - To znaczy? – Agnes przycisza się, ogarnia ją spokój. - Dziwnie się zachowujecie… - Dorota przerywa, by kaszlnąć kilka razy. Oddaje jointa koleżance – Nie jak… para. - Bo przestaję go kochać. Nie mamy ze sobą wiele wspólnych tematów… To dobry chłopak, potrzebuje pomocy. Ktoś musi go poprowadzić przez życie i to nie będę ja. Potrzebuję, żeby czasem ktoś mógł poprowadzić mnie. Telefon w kieszeni Agnes zaczyna dzwonić. Mama. Odbiera. - Kiedy wracasz? – pada pytanie. Bez żadnego przywitania. Ani me, ani be, ani “pocałuj mnie w dupę”. - Jestem na mieście. Będę za pół godziny. - Agnes, w którym miejscu jesteś? Wiesz, która jest godzina? Żadna panna w twoim wieku się tak nie zachowuje! Dziewczyna, zagryzając zęby słucha rwącego potoku słów. Stara się nic nie powiedzieć. Jeśli się odezwie, zacznie kląć. Maksymalnie przycisza połączenie, żeby nie robić sobie więcej wstydu przed Dorotą. - Dobra. Niedługo wrócę. Na razie – wykorzystuje okazję, kiedy mama zamyka się na moment, by złapać oddech na dalsze mówienie. Rozłącza się. Łapie jeszcze dwa buchy. - Kurwa mać. Nie dawaj sobie tak wchodzić na głowę. Daj mi zajarać – Dorota zabiera skręta zapatrzonej w telefon koleżance – Jesteś pełnoletnia. Masz prawo wyjść na wieczór. Musisz się czasem się zbuntować, bo matka będzie cię trzymać w domu do sześćdziesiątki. Agnes nie odpowiada. Dorota ma rację, a ona może tylko westchnąć i machnąć ręką, maskując swój wstyd, a w duszy ciesząc się, że w ciemności nie widać poczerwieniałych lic. Joint wypala się powoli. Zerkają co jakiś czas na pochrapującego pijaczynę. Przekręca się na bok, mruczy coś pod nosem. Takich ludzi można tylko żałować i patrząc na nich przysięgać, że się tak nie skończy. Dzwoni telefon. Tym razem Doroty. - Gdzie jesteś? – pyta głos po drugiej stronie połączenia. - Na altanie – mówi Dorota. - Przyjadę za pięć minut. Koniec połączenia. - Odwieziecie mnie do domu? – Agnes dopala końcówkę jointa i wyrzuca ustnik w błoto. - Jasne, że tak. Wychodzą na ulicę. Po chwili podjeżdża dwudziestoletnie bmw. Chłopak za kierownicą wygląda na nie więcej niż piętnaście lat. Dorota mówiła, że ma dwadzieścia dwa. Agnes siada z tyłu. - Daniel, Agnes. Agnes, Daniel – przedstawia ich sobie Dorota. - Siema. – przybijają sobie żółwika. Daniel odpala silnik. Wykręca. Mieli wracać do miasta. Jadą w przeciwną stronę. Matka znowu dzwoni. - Nie odbieraj. – mówi Dorota Agnes nie słucha. - Niedługo będę – mówi do słuchawki. Mama chce zacząć krzyczeć, ale dziewczyna kończy połączenie. Wypuszcza głośno powietrze. Beemka zatrzymuje się na nieoświetlonej polnej drodze, za kościołem. Zaczyna się denerwować. Wyobraża sobie czekającego w progu ojca i zmierzającą w jej kierunku otwartą dłoń. Patrzy w telefon na smsy od mamy. Pisze w kółko to samo, używając tylko innych słów. - Podaj mi temat – mówi Dorota. Sięga ręką na tylne siedzenie. Agnes podaje jej woreczek z kryształem i włącza światło. Daniel kręci jointa. Dorota sypie ścieżkę na ekranie telefonu. Wymieniają się. Zamiast zwinąć banknot, używa metalowej rurki. Wciąga. Pochyla głowę do tyłu. Wydziera się. - Ja pierdolę, to się nazywa mocny towar! - Nie denerwuj się – mówi Dorota do Agnes. Podaje jej skręta. - Ale ja się nie denerwuję. - To widać, stara. Agnes zaciąga się cztery razy, nie trzy; wbrew niezapisanej zasadzie, przez tak wiele osób przestrzeganej. Chce przekazać kolejkę Danielowi. - Nie chcę – mówi chłopak i rozkłada się na siedzeniu. Blant wędruje do Doroty – Zaraz cię odwieziemy. Przekręca kluczyk w stacyjce. Potrzeba paru prób, aby silnik odpalił. Agnes ochładza czoło na szybie. Jadą szybko. Zdecydowanie zbyt szybko. Nigdy nie ufała ludziom za kierownicą. Zwłaszcza naćpanym. Wbija stopy w podłogę, jak gdyby miało to wspomóc kontrolowanie trasy. Mimo jej obaw, docierają pod kamienicę w jednym kawałku. - Dzięki za podwózkę. – Agnes kładzie torbę na kolanach. Otwiera drzwi. Dorota rzuca jej woreczek z resztkami ćpania. - Gdybyś źle się czuła – puszcza oczko. - Dzięki. – Agnes wysiada z samochodu. Wchodzi do mieszkania. Pies zaczyna szczekać, jak tylko słyszy przekręcający się zamek. Ojciec się budzi. Mama czeka w korytarzu ze skrzyżowanymi ramionami. - Co ty sobie myślisz? Jest jedenasta godzina! Jak możesz się tak zachowywać?! – wymachuje rękami. Ma szeroko otwarte oczy, a w nich amok. Wertuje każdy milimetr twarzy córki. - Wcale nie jest późno. Odpuść. Agnes unika kontaktu wzrokowego. Wymija matkę. Przechodzi przez salon, do swojego pokoju. Spogląda na łóżko, na ojca, który przekręca się na drugi bok. Zamyka się u siebie. Wiadomość od Doroty. Wysłała zrzut ekranu rozmowy z jakimś facetem. Agnes otwiera zdjęcie i czyta: Ej, jak się nazywała ta dziewucha, którą do mnie wysłałaś? Krzywi się. „Dziewucha”. Obelżywe. Dorota pisze: Wpadłaś w oko Arturowi. Mogę mu napisać jak się nazywasz? Nie wzrusza jej to przypuszczenie. Nie jest pierwszym i nie będzie ostatnim, któremu wpadnie w oko. Chłopcy adorowali ją, od kiedy skończyła czternaście lat. Każdego dnia słyszy komplementy. Jej skrzynka odbiorcza pęka w szwach. Zainteresowanie jej wyglądem nie podnosi jej poczucia wartości. Odpisuje: Jasne, niech pisze. Zero powściągliwości. Nie rozumie, czemu się zgodziła. Dlaczego, miałaby rozmawiać z człowiekiem, który przeraził ją od pierwszego spojrzenia? To chyba ciekawość; zawsze przeważa nad jej racjonalnym myśleniem. Dostaje zaproszenie z fałszywego konta kogoś, kto nazywał się “Sebkiem”. Akceptuje zaproszenie. Czeka kilka minut. Nikt nic nie pisze. W końcu wzrusza ramionami i odkłada telefon.
    1 punkt
  44. Witaj - miło że jesteś na tak - dziękuje - Pzdr.bardzo zimowo. @Marek.zak1 - @APM - dziękuje -
    1 punkt
  45. @Berenika97 Jeśli interesuje Was podróż służbowa na Węgry i pojmanie Zbigniewa Z. dajcie znać.
    1 punkt
  46. wszechświat wzywa pilotów i kadetów galaktyka Droga Mleczna pełna gemów i setów towarzyszu Lenin przystąpmy do terraformowania Marsa !!! Rumcajs Hanka i Cypisek to bajka....nie farsa! Wanad. Bizmut. Glin. nie boimy się robocopów mechanicznych glin! tęczowe oko Drogi Mlecznej otwiera struny kosmiczne i pęki tachionów naprzód ! skierujmy swoje stery na środek słońca niech się święci 1 maja !
    1 punkt
  47. Kto zrozumie Kobę? Myślę dniami całymi, co zrobić potrafię, Chwyta mnie zaś bezdradność, gdy marzę o poprawie, Ileż to pracy dokonać, by móc wtem triumfować, Ileż krwi przelać należy, by zacząć próbować, Zjada ludzi frustracja, męczą się powoli, Uczciwym być wypada, zawiść im odpada, Cierpią bardzo biedacy, Los na to pozwoli! Bunt ogłosić zamierza, ta zacna gromada... Żył kiedyś pewien Koba, człowiek wskroś ambitny, Na niedole był skazany, los bywa tragiczny, Cierpiał, cierpiał straszliwie, ten człowiek samotny, Dla nich nie miał znaczenia, szacunku niegodny, Opowieści wtem słyszałem, o jego wyczynach, Że sięgnął po zaszczyty, jak wielki przywódca, Hasła wielkie skandują, ludziska w fabrykach, Zaś tego nie wiedzieli, że chwalą oszusta. Próbuję go zrozumieć, człowieka próżnego, Czemuż na tę udrękę, ukarał bliźniego? Tyś ból wielki przeżywał, przez ojca tyrana, Ukochaną swą straciłeś, umarła niechciana, I zmiękczyć umiała, to serce skrwawione, Więc się stałeś zaborcą, przykładem brutala, Czy naprawdę musiałeś, sprawić zaś każdemu? Tę gehennę okropną, tę światu naszemu? Los, gdy zgodę wyrazi, wolności skosztować, I cierpienie zakończyć, to nasze przewlekłe, Innym co dziś możemy, niewolę zgotować, Bowiem znamy jedynie, mądrości piekielne, Toteż nam się wydaje, że krzywda nagradza, Zaś zaraz sam Mefisto, zła wielkie doradza, Boże mój Ty kochany,na co Ty pozwalasz? Za krzywdę to jednemu, zaraz nas pozgładzasz.
    1 punkt
  48. W sezonie rzadko Cynia do skutku pieliła grządki w swoim ogródku. Od października za szybką znika, długie wieczory spędza w Dobrutku :)
    1 punkt
  49. Po jeziorze skaczą nuty Różnorakie, bez porządku. Muzyk zebrał je do kupy Bez pomysłu ani wątku. Rybak nuci utwór piękny Pod swym nosem zniewolonym. Fortepianu obraz mętny Rusza łódkę w obie strony. Muzyk piekli się niezmiernie. Na jeziorze sztorm się zbiera. Nuty idą już pazerne, Rybak w głębi ich umiera. W tym hałasie bez porządku Stres muzykiem się ogłosił, Co zabija bez wyjątku. Nikt go tutaj nie zaprosił.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...