Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 08.01.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Zna jedwabie, koronki i wiatr na skroni — cóż za szczęście — chować pamięć w dłoni! Wcisną rękawiczki, suknia przed zimnem nie chroni… Cóż za kłopot — schować pamięć w dłoni?
    9 punktów
  2. Nie zbawię was, nie przyjdę ze słowem włożonym pod język jak złota moneta. Tylko patrzę przez zapadnięte tunele i wizjery naciągnięte na nagość, na pancerną wrażliwość. Nie będę was bronić, skoro nawet nie wiecie, jakie imię ma wasz czas. Ale rozerwę w pięści każdą kurtynę, którą naznaczyliście mi w miejscu powiek. Każde ramię wyciągnięte po ten skrawek ziemi pode mną, naznaczony mi na grób w pętli mego istnienia.
    8 punktów
  3. przez uchylone okno widać błękit ten kolor istnieje naprawdę mówisz patrząc głęboko w oczy zakazana prawda jest kamieniem milowym do poznania siebie już prawie wiosna od wschodu do zachodu bezchmurne niebo z nasypu kolejowego spoglądają lisy nad głową przelatują cienie ptaków i tylko dłonie zimne nieczułe Anna wpatruje się w dal strzępy jasnej folii unoszonej przez wiatr wyglądają niczym raniuszki krążące nad prosem dzień rozchodzi się w mgłę już nawet sadza nie osiada na brzegu dłoni
    7 punktów
  4. miłość to nie tylko łóżko zwariowane prześcieradło czy prezerwatywa czułe słówka do ucha szeptane - uśmiech płacz lub miłe głaskanie miłość to wszechświat z gwiazdami - szukanie dziury w całym ba nawet kłamanie miłość to potęga w niej znajdziesz wszystko my ciągle uczymy się to zrozumieć
    7 punktów
  5. Wiele razy sprawdzało mnie życie, podsuwało przeróżne wybory. Lecz jak trzcina, złamana w połowie , prostowałam konflikty i spory. Ile jeszcze jest lekcji przede mną, jak odrobić je zanim przeminą? Aby kiedyś w oddechu gasnącym, uśmiech zakwitł na ustach. Pomimo.
    7 punktów
  6. Nie da się Nie da się wszystkiego kontrolować Wschodu i zachodu słońca Czarnego kota z biegnącą drogą Nieszczęścia rozbitego w lustrze czterolistnej zieleni koniczyn Nie da się wszystkiego Okiem zamknąć Uszami rozśpiewać Nosem całować Ustami wydusić Nie da się Sercu nakazać Głowie zakazać Nie da się
    7 punktów
  7. W czarnym flakonie wyczuwam nuty, dębowego mchu. Jesteś w pulsujących obszarach nadgarstka, załamaniach szyi, pomiędzy piersiami. W receptorach dotyku moja skóra oddaje ciepło różowego pieprzu i absolutu jaśminu sokiem dojrzałej, soczystej gruszki. Aromat ciebie wnika głęboko. Noszę go w sobie, aurą skórzanej tęsknoty.
    6 punktów
  8. Brnęli w śniegu za kolana. Takie sprawy zawsze dotyczą tych najodludniejszych miejsc. Zaściankowej prowincji lub zdezelowanych rozkładem społecznym przedmieść. Tym razem była to wieś i to ta z gatunku zapomnianych przez Boga, włodarzy a nawet czas. Policji nie widziano tu od wieków a nie wzywano najpewniej nigdy przedtem aż do dziś. I to od razu do porzuconego w ruinach dawnego dworku ciała młodego mężczyzny. Jadąc na miejsce nawet przez chwilę nie podejrzewali grubszej sprawy w stylu zabójstwa. Wiedzieli dobrze, że musiał być to ktoś miejscowy i znany w okolicy. Ewentualnie ten jeden dziwny i podejrzany na wpół obłąkany wiejski pijaczyna, każda wieś ma kogoś takiego. Mieszkają oni najczęściej w drewnianych chatach krytych gontem, o dziurawych jak ser szybach i zagrzybiałych choć niegdyś bielonych wapnem ścianach. Z komina rzadko leci dym bo gorzałka jest ważniejsza niż opał. Wygląd tych jegomości można by opisać wdzięcznym słowem jaskiniowych eremitów. Brudne, skołtunione włosy co nigdy nie przeżyły spotkania z grzebieniem. Jak dobrze pójdzie raz do roku chluśnie na nie trochę brudnej, studziennej wody z garnuszka Brody uhodowane pod same zapadnięte oczy, gęste jak mech a może i już mchem i pajęczyną pokryte. Okalają bezzębną jaskinię ust, której kwasowe, trujące wyziewy mogłyby zabić dowolne stworzenie. Łachmany zamiast koszul i spodni. Umorusane błotem, krwią, resztkami i śliną. I ten charakterystyczny zapach w obejściu jak i w domu. Tak słodko może pachnieć tylko postępujący rozkład. I sam nie wiesz czy to gnije ten człowiek, jego dom czy cała rzeczywistość ulega gnilnej dezintegracji. Zapadasz się w mrok. Odludne cmentarzysko tej jednej skazanej na banicję istoty, która zapomniała już jak to jest być humanoidem. Lecz tym razem nie byli tak blisko utartej prawdy w domyśle. Szli jeden za drugim. Blisko ceglanej konstrukcji, która była wypaloną ruiną nie mającą już nic wspólnego z dawnym, szlacheckim pochodzeniem. Była pustostanem. Bez okien, drzwi i dachu który w trzech czwartych zawalił się i pokrył podłogę większości pomieszczeń, krokwiami i starą dachówką. Wokół wszędzie były nieużytki dawnego majątku. Po budynkach gospodarczych zostały już tylko prostokątne ślady usypane żwirem. Tak jakby stodoła czy obora stały tu jeszcze przed minutą lecz zostały wyjęte z obrazu rzeczywistości niczym pojedyńcze puzzle z całości układanki. Zewnętrzne wejście do piwnicy było dwuskrzydłowe i w połowie otwarte. Obok usuniętych na bok drzwi leżało ciało a kilka kroków od niego w wydeptanym walonkami okręgu stał starszy jegomość w czarnym podbitym futrem z lisa płaszczu. Na głowę nasunął czapkę z bobrowego futra a dłonie z pewnością przemarznięte schował głęboko w kieszeniach płaszcza. Na widok funkcjonariuszy drgnął i szybko ruszył w ich kierunku. Uścisneli sobie ręce i skupili szybko wzrok na denacie. Oczywiście to pan nas wezwał? Tak, tak. Widzicie panowie, pierwszy raz przyszło mi korzystać z telefonu i to w takich okolicznościach. Ale można to było przewidzieć. Szczerze to myślałem, że on już od dawna jest sztywny. Długo go tutaj nie było. Czyli zna go pan? Policjant wyjął notatnik i ołówek z kieszeni płaszcza. Gotów zanotować wszelkie zeznania i fakty. Każdy go tutaj znał. Nazywaliśmy go Sokołem, choć podobno nazywał się Filip. Mieszkał tu? Znaczy we wsi? Nie, nie. Był bezdomnym włóczęgą. Czasami nocował w tej piwnicy. Wskazał palcem wylot pod skruszałą ścianą. Gdy ktoś się zlitował to z rzadka ofiarował mu miejsce na zapiecku i coś do jedzenia. Pojętny był to chłopak. Podobno kiedyś ukończył wiele szkół i uniwersytety nawet. Czasami uczył chłopskie pacholęta w podzięce za poczęstunek. Nieraz sam go widział jak czytał takie opasłe tomy a z niektórymi to wędrował w tę i nazad. W mieście podobno trzymał z takimi samymi inteligentami, ale jakżem go pytał nieraz przy kielichu czemu do nich nie wraca, to markotniał i wlewał w siebie bez opamiętania. Czasami tylko mamrotał, że już nie ma jakiejś bohemy. Literaci pomarli. I tak w kółko. Aż go gorzała do snu zmogła. Ja nie wiem do końca bo czytać ani pisać nie potrafię, szkoły innej niż tej od życia co dostałem to nigdy na oczy nawet nie widział, ale gadano nieraz, że on poezyje pisał i kiedyś z tego żył. Znany był na kraj cały nawet. I kobietę w rodu zacnego miał lecz pomarła na gruźlicę a on po jej pogrzebie uciekł w picie i jeno gorsze jeszcze grzechy. Majątek przehulał z tymi literatami. On czasem straszne rzeczy prawił, na trzeźwo nawet. W Boga ani kościół święty nie wierzył. Prawił czasem, że skoro Bóg taki wszechmocny i dobrotliwy to niech mu wróci z grobu ukochaną a ksiądz zamiast wyklinać go z ołtarza winien się z nim na włości zamienić. Kiedy go pytano czy w co wierzy, twierdził, że człowiek oczytany w nic nie wierzy. A jeśli już to w śmierć. Brutalną acz szybką. Nie ma nieba, czyśćca ani piekła. Tak mówił… oj wrogów miał tutaj. A Ci jego przyjaciele. Ja nie wiem, ale mówili we wsi. Wszyscy od dawna martwi. Jeden się otruł, inny zapił, jeszcze inny zastrzelił. Żaden nie umarł tak jak chrześcijanin powinien. On kiedyś mówił o nich tak dziwnie… nihiliści zdaje się jeślim nie przekręcił. Może to sekta jaka miastowa. Bo wszyscy widać z własnej ręki pod podszeptem Szatana zginąć muszą. I on się otruł. Zobaczcie. Podeszli bliżej do ciała. Mężczyzna mógł mieć około trzydziestu lat i nijak nie pasował do bezdomnego trampa, mieszkającego od lat w piwnicy pustostanu. Rysy jego spokojne i gładkie nie nosiły nawet śladu zarostu. Oczy szeroko rozwarte, były szare jak popiół. Ubranie jego znoszone acz schludne, składało się na białą koszulę z lnu, jasno niebieską kamizelkę zapinaną na duże guzy, spodnie o szerokich nogawkach z kieszeniami w których miał tylko pustą, drewnianą papierośnicę. Zdać by się mogło w pierwszej chwili, że śpi i za nic ma to całe zamieszanie. Nie było śladu walki, kuli w ciele, ran ani niczego podobnego. W ustach jednak nadal zagryzał kurczowo ampułkę, teraz już pustą lecz dającą rozwiązanie. Zabił go cyjanek. A więc samobójstwo. Można zamknąć sprawę zanim na dobre ją otwarto. Kolejny inteligentny samobójca. Zguba tych współczesnych czasów i filozofii. Nie wierzą w nic ponad śmierć. Ciało zabrano i długo walczono z miejscowym księdzem by wyprawił pogrzeb. Nie zgodził się i wreszcie pochowano nihilistę tak jak widać sobie życzył. Pod murem cmentarza lecz poza jego obrębem. Już następnego ranka po pogrzebie na który nikt nie przybył. Na posterunku zjawił się grabarz, który go chował. W nocy ktoś rozkopał grób, wyrwał krzyż i zabrał trumnę z ciałem. Nie ma jej nigdzie. Widać nawet piekło było przeciw. I nie chciało go do siebie przyjąć.
    5 punktów
  9. popołudniową porą na ławce, nie najśmielszy tak grzecznie mnie zaczepił niedokończony wierszyk. ubrany w cztery zwrotki, na nogach zgrabne rymy, nieśmiało mówi do mnie: - wiesz, nie mam puenty, wymyśl. kolejna wiosna mija chcę miniaturki dzieci, i cały czas się martwię bo nie mam ich z kim sklecić! Więc mówię tak do niego: cóż do stracenia miałam, - gdybym cię choć troszeczkę… to może bym została? * reszty się już domyślcie nie będę paplać przecież, że puenta jest szczęśliwa, a wiersz? jak nikt na świecie.
    5 punktów
  10. Miasto zamarzło w nocy. Biała Królowa trzyma wszystko w garści. Ale oni nie grają w jej grę. Pięciu typów przejęło mój rewir - jakby zawsze tu byli. Na śniegu piszą swoje prawo - krzywo i krótko. Wolne duchy z cynicznymi pyskami. Wiedzą ile kosztuje przeżycie i komu wolno ufać. Nie chcą, żebym trzymała ich na smyczy. Złote klatki są dla ludzi, którzy wierzą w układy. Oni chcą jedzenia i dachu - czystej transakcji. Jestem im potrzebna jak alibi. Czułość? Śmieją się pod wąsami. Ich wzrok to przesłuchanie pod gołą żarówką - zimny, świdrujący, pełen żądań. Włamują się do mojej głowy bez wytrychu, wdrapują się po gzymsach duszy. Aż wreszcie wyciągają na światło to, co chowam najgłębiej - moje miauczące wyrzuty sumienia.
    5 punktów
  11. Mówi mi komandos i doceń że starej daty. Mów mi major w stanie spoczynku. I byłoby dobrze i byłoby wspaniale gdyby nie spirala przemocy tam tuż za oknem nakręcona jak czarna, mroczna i zła pozytywka. I gdyby dane mi było wypocząć spocząć odpocząć i wypisać się na dobre i z każdego interesu i z tych wszystkich dziwnie osobliwych historii którym ktoś dał zielone światło by się wydarzyły. Ja komandos zostałem zatem pisarczykiem a najciekawsze jak zawsze jest to czego nie napisałem. Warszawa – Stegny, 08.01.2026r.
    5 punktów
  12. Gdy tylko doszły mnie słuchy O tym strasznym akcie profanacji Głęboko nim wstrząśnięty Nie mogąc zebrać rozproszonych myśli Widziałem oczami wyobraźni Tamten zbezczeszczony krucyfiks Z nienawiścią do kosza ciśnięty Z pogardą wyrzucony między śmieci… Do tamtej lekcyjnej sali, Przenosząc się moimi myślami, Duchem tam jedynie obecny, Pozostając wszakże bezradny, Z tamtego kubła na odpady, Spomiędzy papierów zmiętych, Zużytych długopisów starych, Jedzenia resztek gnijących, Tak bardzo chciałem go wydobyć, Delikatnie obejmując palcami, Z brudu i kurzu oczyścić, Namoczoną chusteczką obmyć… Tak bardzo chciałem go uszanować, Czyniąc przed nim znak krzyża, Na uniżenia i pokory znak, Składając z czcią ręce do pacierza, By go przebłagać i przeprosić, Za to jak potrafią być podli, Ludzie nienawiścią do niego przepełnieni, Bez wyrzutów sumienia krztyny… Tak bardzo chciałem go ucałować, By przytulając do serca, Przyobleczoną w najczulsze słowa, Cichą modlitwę przy nim wyszeptać, By ma gorąca modlitwa, Z wielką czcią ofiarowana, Dla wszystkich ziemskich królów króla, Była niczym najwyszukańszy dar… Na tamtej ogołoconej ścianie, Miotany sprzeciwem i oburzeniem, By oddać mu należną cześć, W myślach chciałem zawiesić go ponownie, A będąc tam obecny jedynie duchem, Z kosza nie mogłem go podnieść, Niewidzialne były me dłonie, Czegokolwiek objąć niezdolne… I myśląc jak mój ukochany Zbawiciel, Potraktowany dnia tego był podle, Bezradny siedząc przed monitorem, Gorzką jedynie uroniłem łzę… I jeszcze jeden tylko wers napiszę... JEZU KOCHAM CIĘ! - Wiersz ten jest moim osobistym wyrazem sprzeciwu wobec skandalicznej profanacji Krzyża jaka miała miejsce w szkole w Kielnie na Kaszubach.
    4 punkty
  13. Znalazłem porzuconą miłość na chodniku, W szary papier niepamięci owiniętą. Leżała jak ptak zraniony, co wypadł z gniazda, Zmięta w dłoniach, zapłakana, skulona. Ktoś ją odczepił od serca i tu zostawił Jak spinkę, która już nie trzymała włosów. Nie podniósł jej nikt, nie przyjrzał się ranom, A wiatr przewracał ją z boku na bok. Słońce przypalało bez litości, aż wyblakła. Chwyciłem ostrożnie, by nie rozsypać w pył, A ona w ręku drżała, przestraszona i krucha. Nie wiem, co zrobić z tym znaleziskiem. Komu zwrócić, czy ktoś chce ją odzyskać? I kim jest osoba, która zaszlochała ze smutku, Aż upuściła pod nogi niespełnione marzenie? Włożyłem do kieszeni, niech ogrzeje się w cieple. Może kiedyś odnajdę tego, który zgubił szczęście. Teraz leży na mojej półce między książkami, Obok pamiątek znad Bałtyku i fotografii Dziadka, groźnego pirata morskiego w kajaku. Czasami, gdy księżyc przyjrzy jej się przez okno, Słychać, jak cicho nuci dawne, czułe wyznania. Hej, mówię do niej: nie becz, opowiedz o sobie. „Mmm, hmmm… przytulisz mnie?” zamruczała...
    4 punkty
  14. Przez głowę przebiegła mi przebiegła myśl.
    4 punkty
  15. kiedy w duszy ci niedobrze wiersz nagrodzi ci to szczodrze 😉
    3 punkty
  16. Cień wszedł bez pukania, rozlał się po mieszkaniu, niczym plama krwi na dywanie. Nie wiem, kiedy wślizgnął się ten lęk — typ z wąsami, w kapeluszu nocy. Ślady po nim znikały w mroku. Wędrował po firankach jak smuga dymu, a na karku poczułam jego wzrok — zimny, ostry - lód na krawędzi. Śledził mnie! Krok za krokiem, bezgłośny jak kurz na podłodze, bezszelestny niczym kula z tłumika. W lustrze odbiły się krople rtęci - błysk jego oczu. Rano zostawił ślady - pióra, trup myszy - zakodowane wiadomości. Czyżby gangster, który nigdy się nie przedstawia? Może stalker, psychopata z bronią i planem zemsty? Dziś wreszcie go zobaczyłam: Mruczał jakby znał wszystkie sekrety, bez pytania przesunął granice mojego spokoju.
    3 punkty
  17. fajnie jest się obudzić ujrzeć znajomy krajobraz udekorowany bliskim którego od nowa kochasz fajnie jest zasypiać mając przed oczami wszystko co było miłe co się dziś wydarzyło fajne jest takie życie które się nie ukrywa ozdobione tylko tymi co łzy i uśmiech cenią
    3 punkty
  18. oddzielam się od ciała które jest ciągłym drżeniem szamani wzywają na seans i tu następuje zapętlenie
    3 punkty
  19. Nie jest dobrze muzyka mnie nie gasi Nie ma rozsądnych ruchów na planszy Nie ma istnień w niebie ,,Nie ma, nie ma Ciebie" Nie ma nadziei, nie ma miłości We mnie nie ma, a przecież kocham Kocham chyba tylko Siebie Przebaczcie anioły Raje utracone Johny i Miltony Jawory przedwieczne Buki i zgrozy wszeteczne Przebaczcie Ewy niebezpieczne
    3 punkty
  20. Gdzie strzeliste sosny nie sięgają błękitu nawoływaniem nocnego ptaka, porzucam fałszywe jabłko na śniegu. Podziwiam rozbielony szkarłat chmury. W ogniu krwi, na dachu świata moje anioły i kruki rozszarpują twoje popieprzone serce.!
    3 punkty
  21. w kociokwiku ostatnich dni o mało cię nie zgubiłem straszna myśl goniła straszniejszą nie mogło być źle i nie może z tobą wszystko jest łatwiejsze jest się na kim oprzeć chwile nie są jak motyle są bardziej jak na półce książek nie zapisuje na trwałe tych złych po co mi kryminały i "poltergeist czytelników" oscyluję nie na największym stresie to co ma żyć to żyje to co nie, zanika w półoddechu
    3 punkty
  22. @Berenika97 Masz rację... Wiersz ten jest pewnego rodzaju manifestem... W temacie obrony naszej Wiary nie powiedziałem jednak jeszcze ostatniego słowa! Już teraz polecam łaskawej uwadze mój kolejny wiersz, który zamieszczę tutaj niebawem... @Christine Dziękuję za tak miłą opinię... Masz rację że nie stwierdzono jeszcze sprawstwa i dlatego zauważ proszę że w tym moim wierszu nie ma ani jednego wersu w którym bym to sugerował... Pozdrawiam! @huzarc Świat bez Boga na pewno nie jest światem lepszym... Dziękując za Twój szczególny komentarz pozdrawiam Cię gorąco! @wierszyki Gorąco polecam także mój wiersz zatytułowany ,,Wnętrza drewnianych kościołów…" Pozdrawiam!
    3 punkty
  23. Zmiotę wszystko Jednym oddechem I wywrócę twój świat Do góry nogami Już nie będziemy sami A ból zamieni się w strach A strach w noc Która nigdy się nie skończy Zapamiętasz moje imię Po wsze czasy...
    3 punkty
  24. Wędrując przez las Wśród zielonych drzew, Dzikiego Kwiatu Usłyszałem śpiew. - Spałem sobie w ziemi W tę długą cichą noc, Wyszeptując lęki, Rozkoszy czując moc. Aż wzszedłem o poranku, Jak świt zaróżowiony, By znaleźć nową radość; Lecz, och! jestem wzgardzony. - I William: As I wandered the forest, The green leaves among, I heard a Wild Flower Singing a song. "I slept in the earth In the silent night, I murmured my fears And I felt delight. In the morning I went As rosy as morn, To seek for new joy; But oh! met with scorn."
    3 punkty
  25. roztańczona nosi suknię z mchu i gwiezdnego pyłu zbiera guziki zgubione na rozstajach dróg i łączy je w pary z pętelkami mieszka na palmie, która czasem odbija by czas płynął wspak twierdzi, że podglądają ją szpar gały a gdy zapytasz ją o drogę wskazuje na chmury mówiąc, że tam są miasta zbudowane ze śpiewu wróżek gdy księżyc czasem wpada do rzeki z krzykiem biegnie na ratunek mieszka gdziekolwiek samotnie lub otoczona małymi serduszkami zostawia świat za sobą by pogrążyć się we własnym dziwność to jej schron jej ojczyzna __ 7 stycznia obchodzimy Dzień Dziwaka😉
    3 punkty
  26. lubię uśmiechnięte chwile łzy szczęściem wywołane gdy w wierszu echo z wiatrem rozmawia głupią minę śmierci która z życiem przegrywa widok krwi którą ktoś honorowo oddaje kochanków którzy księżyca się nie wstydzą radość dzieci wołających mamo lub tato lubię tych co znajdują czas dla starszych umieją mówić o miłości nie udawanym słowem ja na te lubienia nic nie poradzę - bo taki już jestem na ich tle zwariowany
    2 punkty
  27. nie ma dni pochmurnych a słońce wiecznie w zenicie
    2 punkty
  28. Za oknem miasto rozdrabnia czas. Szum jałowy, nie ma treści - to elektryczny puls. Karetka w oddali - czerwona kreska na wykresie nocy. Dźwięki nie układają się w słowa, są niczym echo cudzego pośpiechu. Słucham oddzielona warstwą chłodnego szkła.
    2 punkty
  29. 17. Lżejsi o duszę (narrator: Agrianin) 1. Trakowie tam, w wąwozie, spuszczają wozy po zboczu. 2. Góra rodzi śmierć, a my mamy ją przyjąć. 3. Pęd drewna, ryk — i ludzie jak źdźbła. 4. Wpadliśmy w nich — aż ziemia zrobiła krok w tył. 5. Pękli jak lina. Nie wiedziałem, że krew ma taki dźwięk. 6. Milkną krzyki — tylko echo ciągle walczy. 7. Patrzę na dłonie: już nie są moje. 8. Schodzimy z góry. Wszyscy lżejsi o duszę. cdn.
    2 punkty
  30. niesamowite jest że obrazy znaczenia różne ścieżki którymi mnie wiedziesz stają się takim nie wiem lasem to szczegół kadr przepuszczony przez twoje oczy możliwość szukania nowych znaczeń ukrytych symboli cała gęsta warstwa emocjonalna i te wszystkie rzeczy o których nie mam i nie będę miał pojęcia czuję się jakbym zaglądał do magicznego kalejdoskopu i jednocześnie był w jego wnętrzu
    2 punkty
  31. Twoje słowa - jak tłuczone szkło. Rzucasz je pod nogi, a ja idę boso. Każdy krok otwiera nowe cięcie. Krew nie nadąża za bólem. Twoje obietnice - gęste jak miód. Wlewasz je w moje rany - duszna słodycz udaje ratunek. I tak stoję - lepka od "miłości", pocięta twoją prawdą. Nie krzyczę - miód skleja mi usta, a szkło tkwi zbyt głęboko. *inspiracja - tekst Marka Żaka "Pytać, czy nie?" i komentarz do niego Michała Leszczyńskiego.
    2 punkty
  32. po długiej krętej i wyboistej drodze dotarłem do miejsca w którym serca łączą się z niebem i tak jak przed laty z ustami przyklejonymi do szyby poprosiłem o ciastko z kremem
    2 punkty
  33. -Mistrzu, czy warto się z byłym spotykać? -Spróbuj, lecz rzadko z tego coś wynika.
    2 punkty
  34. Błękitne płatki z białym oczkiem soczyste, sercowate liście. Oplatasz mnie bluszczem, wypełniasz wilgotne zakątki ogrodu. Moja porzucona sukienka ( od Herve Leger ) i słodkie cząsteczki ciebie w zakrwawionych ustach.!
    2 punkty
  35. Sułtan pięknie wysublimowanej poezji. Faraon wzruszających utworów, które tak za serce. Król facebooka na blokach i w oknach i za przepierzeniami oraz ta mniejsza, gorsza, słabsza i zupełnie wcale nie aż taka druga połówka. Warszawa – Stegny, 05.01.2026r.
    2 punkty
  36. lepiej piórem wiersze pisać niż pod nosem disco gwizdać ... lepiej piórem rymy składać niż publicznie bzdury gadać
    2 punkty
  37. Dotąd zwaśnieni sąsiedzi o miedzę, Jak przesiedleńcy z Krużewników, W mig chwycili za wiadra z wodą I pognali ratować chałupinkę od pożogi. Nieśli ratunek mimo jęzorów ognia, Mimo belek spadających na głowy. Staruszkowie, przez świat zapomnieni Czekali na ratunek, tracąc dech i życie. Pożar tańczył swój dziki korowód, Chciwymi skokami sięgał strzechy. Woda, choć tak jej niewiele, Niczym deszcz siąpiła i siąpiła. Nikt nie myślał o starych waśniach, O granicach, które dzieliły pola, Tylko o ludzkiej tragedii, bólu I o tych dwojgu, co wzywali pomocy. Aż wreszcie ogień, zmęczony oporem, Skulił się w żar pod sczerniałym dachem. A dym, jak dusza, co odchodzi z ziemi, Wsiąkł w wielką noc nad osadą cichą. I stali razem, zasmoleni, cali w pocie, Patrząc, jak iskry gasną, trzaski ustają, A w zapłakanych twarzach sąsiadów Odbiła się niejedna gorzka łza. Nad ranem dym uniesie się jeszcze lekko, Jakby niósł przebaczenie nad wioską. Cisza rozleje się po zagrodach, psy ucichną, A wiatr przewróci dzielący ludzi płot…
    2 punkty
  38. @Alicja_Wysocka Pięknie piszesz, delikatnie. Bardzo przyjemnie się czyta.
    2 punkty
  39. kotka przyszła od samego rana miauczy tuńczyk z kurczakiem brak tytoniu odkrywam nowe płaszczyzny bytu
    2 punkty
  40. zdradzę ci tajemnicę widzisz ten pusty kościół którego grube mury kryją wiele dusznych łkań zawsze siadam w ostatniej ławce blisko drzwi tam gdzie przeciąg liże plecy na Świętego Łukasza rozkładają stragany lubię ten gwar ciało o ciało ortalion o zamsz tylko wystrzał z kapiszonów na chwilę odwraca uwagę nici przejrzyste nici na brokatowych piłeczkach miedziane włosy lalek nylonowe pończochy pogubiły oczka byle do nocy na długość rozbłysku na godzinę snu
    2 punkty
  41. @Leo Krzyszczyk-PodlaśZależy jaki wiersz, ale raczej tak.
    2 punkty
  42. @Poezja to życie brzmi …lekko przerażająco ;)) ale ładnie. Pozdrawiam:)
    2 punkty
  43. @Kwiatuszek Dziękuję bardzo i również pozdrawiam🙂 @Charismafilos Może w mieście zbudowanym ze śpiewu wróżek🙂 @Leo Krzyszczyk-Podlaś Tak, wszystko jest dziwne🙂 @violetta A proszę bardzo🙂 @Berenika97 Cudnie! Pozdrawiam🙂 @Waldemar_Talar_Talar Bo to magiczne miejsce. Dziękuję. Pozdrawiam🙂 @wierszyki Tak sobie wyobrażam i jeszcze bardziej, ale musiałabym rozpisać się na 2 powieści😄 Pozdrawiam. __ Dziękuję Wszystkim serdecznie🌞
    2 punkty
  44. Znam twe inicjały — ponadto: wiesz, że nic. Jednak… wyobrażam sobie, jak w tej mgłą osnutej dobie ściągasz rękawiczki — by wysmukłą dłonią wskazać mi nasze wieżyczki.
    2 punkty
  45. @Amber Dziękuję pięknie i pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję bardzo. Dobrego wieczoru. @Kwiatuszek Dziękuję pięknie. Pozdrawiam również. @bazyl_prost Dziękuję bardzo.
    2 punkty
  46. Patrzę w niebo wokół mnie mrugają fajerwerki jest ich dużo są wszędzie Wokół Mnie gdy tak oglądam je zaczynam czuć lęk, strach pragnienie na lepsze jutro chce na następny dzień obudzić się i zapomnieć zapomnieć o tym co było rok temu O tym źle smutku i strachu chce by następny rok byk miękki jak z piachu patrząc w niebo w oczach zbierają mi się lzy wspomnienia latają mi przed oczami ale czy miniony rok da się skończyć łzami? mamy się przecież cieszyć radować i bawić z myślą ”jutro uda mi się to wszystko naprawić” lecz płaczem rok jest skończyć łatwo melancholią wraca zawsze co roku powoduje łzy a nie uwalnia z amoku…
    2 punkty
  47. Nigdy do ciebie zawsze z tobą co zrobię gdy tak się stanie czarną listą obwinę wianek pytanie jesteś wierszem
    2 punkty
  48. Hipokryzja czy życzenie? Pojedynczo. Rodzimy się sami umieramy Parami? Nie pchać się Każdy zdąży Tylko nie ten, co każdego przepuszcza, ma miękkie serce i wie, że od każdej reguły jest wyjątek. Każdy zdąży pożyć; tylko nie ten z miękkiem sercem, on obumrze szybciej mimo, że miły i przepuszcza każdego. A gdy trafi swój na swego, (mój ulubiony temat), miłosne igraszki. Jak w angielskim miłość nieraz znaczy zero gdy się nie ma nic a przeciwnik thirty- love Czy to wszystko? Nie, gra toczy się dalej. Wpuszczamy logikę, bo inaczej słabo... Jest ubrana w spódnicę, dla niepoznaki. Cykl życia- śmierci- życia. Tańczy przy jej falowaniu
    2 punkty
  49. Oczekując na śmierć, z nudów, ze strachu lepię dzieci albo je wycinam. Z pluszowego krzyku odbitego przez okna domów w drzwi otwarte na klucz jak pytania, z krzywego uśmiechu, z poświaty pogardy klejącej się do ekranów, które mrużą pęknięte źrenice we śnie. A potem pójdą zabijać i umierać. Czego my nie zrobiliśmy, kiedy był na to czas – nasz czas.
    2 punkty
  50. Stoisz ze mną, Rozmawiamy. Wiesz, że wciąż coś odwlekamy. W głowie lista: Zostać? Walczyć? Uciec? Skonać? A ja chcę to opanować. Chcesz gdzieś pójść-ja mówię prowadź. Zawsze będę cię ratować. Śniła mi się nasza przyszłość. Ładny dom, kominek, ciepło. Ale ty masz inne plany. Jestem tylko powiernikiem. Nie wiem jak mam się zachować. Chyba tak potrafię kochać.
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...