Was było trzech anio­łów
w ko­ro­nach krwa­wych ogni,
by­li­ście zbrod­niom po­dob­ni
śnio­nym w na­wach ko­ścio­łów
i by­li­ście jak har­fy
pół-boże, pół-śmier­tel­ne,
jak gro­my nie­po­dziel­ne,
a peł­ne nie­po­ko­ju.
Ja by­łem je­den, czy­sty,
nie na­zna­czo­ny grze­chem,
was było trzech anio­łów -
trzy wia­ry wie­ku­iste.
A był to świt. Wiał wiatr.
Ta­bu­ny drzew się rwa­ły
spo­śród so­do­my ma­łych
do nie­zna­jo­mych spraw.
A peł­no było boju
na zie­mi i w ob­ło­kach.
Was było trzech anio­łów,
a wia­ra za wy­so­ka.
A peł­no było krwi
na zie­mi i w ob­ło­kach,
w ser­cu ciem­ność i trwo­ga,
w ustach mil­cze­nia krzyż.
Wte­dy­ście ręce wznie­śli
i tak pal­ców na­ka­zem
na klę­sce mnie przy­ku­li,
na trum­nach - ciem­nym gła­zem.
I sto­ją tak wśród wia­trów,
wśród śnie­życ, gdzie po­cho­dy
wy­gnań­ców i na­ro­dy,
po któ­rych śla­dy za­trą
bu­rze, gdzie grzmo­ty dzie­jów,
gdzie tyl­ko śmierć na­dzie­ją,
i sto­ję tak, i cze­kam
na dłoń, na głos czło­wie­ka.
O, jest was trzech anio­łów.
Ja je­stem je­den, czar­ny
jak ciem­ny ptak cmen­tar­ny,
wy­dar­ty snom na poły,
na poły w krwi po­czę­ty,
w krzyż na poły za­klę­ty,
zim­ny, nie­po­ko­cha­ny.
I mil­czy świat, i to­czy
przez nie­po­rad­ne oczy
ko­lum­ny groź­nej ci­szy,
bry­ły krwi i mo­zo­łu...
Nikt nie wie, nikt nie sły­szy,
że było trzech anio­łów

Czy­taj da­lej: Pisz do mnie listy – Krzysztof Kamil Baczyński