Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 246
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


podobno skupiasz się wyłącznie na tu i teraz i nie chcesz wywlekać starych spraw, a po raz kolejny to robisz, oj miotasz się, kasiu
spełniłam tylko prośbę Krzywaka i do Krzywaka się dostosowałam
jestem boleśnie KONSEKWENTNA

Ta, znowu skłamałaś.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


podobno skupiasz się wyłącznie na tu i teraz i nie chcesz wywlekać starych spraw, a po raz kolejny to robisz, oj miotasz się, kasiu
spełniłam tylko prośbę Krzywaka i do Krzywaka się dostosowałam
jestem boleśnie KONSEKWENTNA
od kiedy tak chętnie spełniasz prośby i taka usłużna jesteś?;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kłamiesz - TY pierwsza naruszyłaś regulamin w wątku pod balzakiem, który też tutaj cytowałem (co ty nazywasz teczkami, bo to dla ciebie niewygodne, a zapomniałaś skasować)- i o tym w liście pisałem.
I tyle, pozdrowienia dla twego jawnego TWA, tyle twojego, że się z tym nie kryjesz. Ale towarzystwo masz godne siebie - sami najlepsi :)))
Opublikowano

I już na koniec - przynajmniej do powrotu z pracy :)))

Otóż - w tym wątku doskonale widać, kim jest "kasiaballou", przyjmuje każde jedno poparcie - i jeżeli akceptuje użytkowników takich, jak "6 kilo" (zbanowanego na poezji po kilkunastu postach, zresztą każdy może przejrzeć historie jego wpisów) - to jest to działanie na szkodę serwisu.

tacy użytkownicy jak "kasia: zohydzą każdą inicjatywę - co zresztą po raz kolejny widać, bo wg niej jeżeli coś żyję i się dobrze bawi, to trzeba to zniszczyć. Tak zresztą wynurzył się wspomniany "Wojciech Bezdomny" na "Dokunamente" - opisał wieczór poetycki z 22. 02 na którym nie był. Oczywiście dostał odpowiedź taką, jaka mu się należy. Takie grono użytkowników to jest działanie na szkodę serwisu, chociaż powtarzam, że każdy, kto będzie chciał kiedyś coś zrobić, będzie narażony na takie "kasie" i "wojciechów".

tacy użytkownicy jak "kasia" są anonimowi - czyli to znamienne, ale prawdziwe - ich autentyzm to robienia śmietnika w miejscu, w którym są. Często to prowokacja, manipulacja w celu zniszczenia czegoś, co przerasta ich i wprowadza w kompleksy. Specyficzne jest to, że praktycznie każdy zapis tego użytkownika to czyn, który sama zrobiła, a potem bezczelnie zwala to na innych - w celu wywołania u nich agresji - i to jest działanie na szkodę serwisu.

tacy użytkownicy jak "kasia" działają w imię "dobra", czyli rzucają popularne hasełka, bronią tych niby słabszych przy poparciu, że tak powiem, chuliganów (vide ""6 kilo"), którzy kijem ustawiają opornych do szeregu. Tak działa każdy totalitaryzm i tutaj mamy taki drobny przykład. I to też jest działanie na szkodę serwisu.

Dobra, czas się kończy - Każdy z nas może mu podpaść, i każdy z nas może dostać od tego użytkownika serie jej wynurzeń - przekłamanych pomówień, często dotyczących spraw osobistych, więc uważajcie. Dla mnie to prowokacja,która ma krótkie nóżki, ale jak widzę przekręcanie faktów to mam wrażenie, że nigdy prawdziwej twarzy takiej "kasi" nie poznamy.

I tyle - oczywiście TWA to też działanie na szkodę serwisu :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Woli ścisłości to prawda Was wyzwoli, ale powiem Ci świętą masz rację. Dla mnie Kasiula to się zachowuje jak taka zakochana gimnazjalistka, co podrywa popychaniem i szczypaniem. Najbardziej obezwładnie mnie to jej pisanie non stop "Krzywak", jak na przesłuchaniu esbeckim - zgaduję, że zainteresowany zdaje sobie sprawę jak się nazywa i nie trzeba mu przypominać.
I nie wiem, czy ów Michał tak się odnalazł w roli ojca i chce, kierowany jakimś uczuciem "tacieżyńskim", powstrzymać nieletnią dziewoję przed zrobieniem z siebie publicznie małowioskowej idiotki i, co za tym idzie, kolejną emo-modną depresją z żyletkami i keczupem w tle, ale, mój drogi Michale - nie tędy droga.

Jo ni byda godoć samki po próżnicy - dejcie sie po szlagu, kiere jedne z wos na szmary rube zasłużyło. Póćcie po rozum do gowy, paczcie tam jako i czymejcie sie. Ida do roboty.
Opublikowano

proponuję zastosować:

wyrozumiałość, wielkoduszność, wspaniałomyślność
aha, i jeszcze maciupeńkie coś:
nie atakować się na przestrzał, na wprost
a gdy ma się zarost - na wylot
szczególnie w kobietę - bo to jak kulą w płot. ot! :))))))))))


p s

żałuję, że nie mogłem odpowiedzieć w poprzednim wątku, ale został skasowany przez autorkę.
w każdym razie, serdecznie pozdrawiam Kasię, kolegę Krzywaka, Olesię i innych zaciekłych adwersarzy - do następnego, niech się wydarzy! :))))

Almare

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ta, znowu skłamałaś.

weźcie przestańcie już uprawiać tę cherlawą bazgraninę - i tak oboje jesteście za starzy: nic już z was nie będzie; z Kasi nic nie będzie, bo w płyciźnie własnych (jakże koniecznych!) replik brodzi, i nie wstanie, bo nie widzi, a po polsku pisać nie piszę, tylko jakieś "fikołki" robi i to jest jej styl pełen jak książyc; a z Krzywaka żaden gość, jeno wyraziciel smutku i godny politowania obrońca pokrzywdzonych; właściwie to rozumu macie na tyle państwo drodzy (można już was nazywać duetem?;)) aby bawić się w podwórkowe strzelaninko przegniłymi ślepakami; weź wyjdź Krzywak na solo, umów się z nią, tak realnie - ona jest tak samo ciekawa jak i ty (więc nie przyjdzie;D): co by nie napisać i tak znajdzie odpowiednie słowa, by sens tego przekształcić na swoje - bo to ten rodzaj, który po prostu kładzie nacisk "na
swoje" czyli na jeiii; jak mój stary - on nie dąży do konsensusu i rozwikłania problemu, on perswaduje "swoje", nie widzisz? to ograniczenie - z tym się nie rozmawia - tego się nie rusza - bo to zawsze wzburzone pepla (nie lepszy jesteś Krzywak) ;)

a z was to żaden i tak nie potrafi powiedzieć ostatecznie: "pierdolę cię", bo nędza osobista to podstawowy śrut waszych wietróweczek, więc o co chodzi?; i tak się nawzajem będziecie szturchać w nieskończoność właściwie już chyba z lubością, bo zarówno jeden jak i i drugi wie, że jeden i drugi gdzieś się myli, i ani jeden nie ma ostatecznej racji, i ani drugi nie ma ostatecznej racji; i każdy ma coś do powiedzenia a chodzi nie o to kto jest lepszy faktycznie i kto ma rację w rzeczy samej, ale kto okaże się lepszy w bezpośrednim starciu publicznym i kto zadusi adwersarza ;D juuhuu "a Maciuś mie bije;(" :))

i o ile można zabawić się w coś takiego raz, no może dwa; ale dla was to jest już niemal wyznanie wiary - jesteście jak perpetum mobile: raz szturchnięci szmoczecie się jedostajnie, miarowo, utrzymując ten sam ton kontrataków po dziś dzień, o pierwszego wschodu słońca, a to było kiedy mnie tu jeszcze nie było, czyli dawno, ale miejmy nadzieję, nie wątpmy, sens jest jasny: prawda zwycięży! ;)

jazda więc! ku pokrzepieniu (własnych) serc!
Krzywak vs. Kaśka
part 2566
(sezon siódmy)
:

O ten wpis biorę jako podstawę, bo wyraża w sumie kolejną szamotaninę w której kolega z zadziwiającym uporem bierze na non stopie udział, skacząc tylko z kwiatka na kwiatek - ale ja w sumie w tym momencie mogę poniekąd się z twoim wystąpieniem zgodzić, bo cyrk cyrkiem, ale i jest czas na koniec. Tyle, że dajcie już spokój z tym personalizowaniem, bo dziewczyna już gdzieś napisała, że listy do niej pisałem (a kto nie zna wątku wcześniejszego, to może się zdziwić :), a na koniec jeszcze pomyśli, że toczę tutaj sercowe podboje, co na samą myśl chce mi się zwrócić obiad, który teraz jem. Dlatego twój wkręt uważam za kolejny komizm sytuacyjny.
Zatem ja skończyłem i w tym poście tyle mojego.
Opublikowano

Spisek, tajne stowarzyszenia, kłamstwa, manipulacje, rewolta - a autorką i prowokatorką jest podobno kasiaballou i jej Twa.
Twa, w którym opracowano przewrót, celem obalenia Krzywaka i jego inicjatyw. Agenturalny charakter tych działań ma na celu zniszczyć wszystko, co żyje - odebrać radość i chęć do działania. Zło zasilane Wojtkami, Jackami, a nawet samym Borutą, z zapleczem niejawnych popleczników z szerokimi plecami przepuszcza zmasowany atak.
I jeden sprawiedliwy, jeden nieuwikłany, jeden niezawisły, jedyny obrońca uciśnionych - Indiana Jones Krzywak - Piotruś Pan, który nie wyrósł z krótkich majteczek i tkwi w baśniach, marząc o wielkości. Ależ proszę bardzo - ja nawet tym inicjatywom kibicowałam, a że nie chciałam brać w nich udziału?
Nie ma w tym mega tajemnicy, czy ukrywania siebie - jest pewien wybór drogi - moja jest mniej komiczna i mniej transparentna - mój wybór.
A to, co tu się dzieje - to jest krzywakowa SF, do której domontowano całą filozofię; mieszając osoby, które absolutnie nie mają w tym zamieszaniu swojego wkładu, czy interesu .Zaś epicentrum zawieruchy u Kaśki, pod spódnicą - zło w czystej postaci - (......) Przejadły mi się te bajki, te eseje w wykonaniu Krzywaka i jemu podobnych. Krzywak, ma obsesję. Żadna z niego figura, żeby poświęcać jej aż tyle czasu i energii - przecenia się, a ja mam dla niego złe wieści. Otóż, nikt nie chce go obalić, bowiem jego pozorny świecznik i tak jest z wosku i sam się roztapia pod wpływem ciężaru i temperatury niskich pobudek, obelg i kłamstw. Nigdy, powtarzam - nigdy nie popartych niezaprzeczalnymi dowodami, a jedynie imaginacją wyobraźni i wariackimi fantazjami. Nie interesują mnie krzywakowe inicjatywy i nie one budzą we mnie niepokój. Bo to epizodzik zaledwie i zabawa w sztukę, ale twórcza, integrująca, inspirująca, więc niech trwa i niech się mu tam kręci. Ja ograniczam się tylko do zielonego podwórka i interesuje mnie ono tu i teraz, a nie tam w plenerze. I to najbardziej uwiera Krzywaka - że mu nie czapkuję, że się przeciwstawiam, że krytykuję i torpeduję jego opinie, że nie uznaję jego autorytetu, że nie zasilam grona siłaczek i siłaczów a tak naprawdę grona Nikosiów Dyzmów - ale to ich bajka, która mnie nie interesuje i to tylko moje zdanie, z którym nikt nie musi się zgadzać.
Czas zadać kluczowe pytanie; dlaczego? Dlaczego to wszystko? Mówiłam to nie raz, ale powtórzę i rozwinę temat, bo Krzywak przedkłada i zaciemnia swoją osobą istotniejsze zjawiska/zagadnienia/racje.

Nie podoba mi się system i nie podoba mi się podmiotowe i instrumentalne traktowanie użytkowników tego forum. Nie podoba mi się niesłuszne kreowanie niektórych ludzi na tuzów. Nie podoba mi się chęć dominacji i pacyfikowania/piętnowania/zadziobywania postrzegających inaczej, a wynoszenia na piedestał zwolenników Nikosiów. Nie podoba mi się tworzenie silikonowych guru, którzy narzucają trendy poezji, nazywając swoje wizje i wypociny samozwańczo obecną - czyli poezją współczesną.
Dział Poezja Współczesana w tej chwili nie istnieje. Poodchodzili wartościowi Poeci, ponieważ nie chcieli stawać w szranki z kupą grafomanów, którzy zamiast skupiać się na poezji, uprawiają plebiscyty popularności, bawią się w kulki, jakby utwory literackie można było traktować, jak rozgrywki bilardowe - żenada. Ten system się nie sprawdził i otworzył furtkę do manipulacji, układów i grafomanii zaawansowanej. Często wyróżnia się utwory przeciętne, nieciekawe i ubogie artystycznie. W tej kupie, giną dobre wiersze, a zniesmaczeni Poeci po prostu przestali zamieszczać, albo wklejają sporadycznie - bo w takim "towarzystwie" trudno o rozmowę o sztuce. Dyskusje pod wierszami przypominają imieniny u cioci Peli, a każda konstruktywna krytyka jest odbierana, jako atak i nieprzystosowanie czytelnika. A ja się nie chcę przystosowywać do tego saloon’u, ja nie chcę buziaczków i misiaczków, ja chcę porozmawiać o sztuce, o uczuciach, o sensie bycia/życia, o sztuce kochania i genezie nienawiści, o więziach międzyludzkich i o braku tych więzi, o przyczynach i skutkach, o korzeniach, o tradycji, o pięknie przyrody, o malarstwie, o muzyce i zakazanej miłości, o sztuce kochania przez całe życie i o tym, dlaczego życie często tak boli - czasem mnie, ale innych jeszcze bardziej i skąd w ludziach tyle przeciwności, dlaczego tak pięknie piszemy, a tak brzydko żyjemy?
Chcę mieć możliwość wymiany poglądów z Poetami mądrzejszymi, bardziej doświadczonymi, albo młodszymi, ale inteligentniejszymi ode mnie - żeby mnie ubogacali swoim słowem, żeby podzielili się ze mną credo, którego się dopracowali, lub które dostrzegają tam, gdzie ja nie potrafię, lub nie mogę popatrzeć. Mam jeszcze tysiące pytań i chciałabym czerpać od mistrzów, ale ich tu jak na lekarstwo - bo Krzywak zainicjował kulki i serwuje nam filozofię remizy strażackiej. Remizę strażacką to ja mijam pod moim miastem - nie tego szukam i nie tego oczekuję w poezji i od poezji. Może i jestem inna - ale to nie powód, żeby mnie wgniatać w najgorsze błoto, żeby dopinać mi najpaskudniejsze łatki - ja już pominę, kim byłam, kim w/g kupy jestem i kim mnie tu jeszcze zrobią.
I teraz jest dobry moment, żeby poruszyć najistotniejszą msz kwestię. Człowieczeństwa - bo przecież nic nie ma sensu; nie ma sensu poetyzowanie, nie ma sensu inicjatywa, nie ma sensu każdy inny wymiar sztuk pięknych, jeśli nie jest on owocem myśli i kreatywności Człowieka.
I dla mnie człowieczeństwo jest najważniejsze. Człowieczeństwo, czyli sposób życia i postępowania - traktowania siebie, ale przede wszystkim innych. Przez taki pryzmat oceniam, tą wykładnią wartości się kieruję.
Czyli nie ufam słowom i wierszom ludzi, którzy reprezentują sobą nieludzkie/niehumanitarne światopoglądy, którzy się wywyższają, którzy traktują innych z pogardą, nastają na godność człowieka, mnożą podziały, dyskryminują, powołują się na najwyższe wartości kulturowe i religijne, posuwając się przy tym do roli Boga - i jednoznacznie wyrokując - narzucając kijem prawa, kanony, normy, interpretowane ich małością ich niedoskonałością, ich fobiami, ich kompleksami, w końcu - ich ambicjami bycia tuzami, wyrocznią, jedyną drogą prawdy. Ja im nie ufam - nie tym niezbywalnym wartościom, ale interpretacji przez ludzi małych duchem - bo oni swoją postawą świadczą, że są niegodni. I kiedy przychodzi skonfrontować te górnolotne hasła z rzeczywistością - padają pod naporem swojej hipokryzji. Gnębią i poniżają - nie pozwalają, wręcz utrudniają zaistnieć osobom, które postrzegają inaczej. Narzucają swój nurt i pod nasze powieki wciskają obrazy, które wchodzą w dysonans z ich deklaracjami.
Dlatego będę się przeciwstawiać Krzywakowi i jego klakierom. Będę się przeciwstawiać wszelkiej formie dominacji i nastawania na wolną sztukę. Będę krytykować grafomańskie wypociny, które oblegają b.Zet. Będę krytykować wszelką formę podziałów i dyskryminacji. Będę odrzucaj silikonowe wzorce silikonowych poetów, którzy wdrapali się na listę popularności dzięki wsparciu grafomańskich popleczników i dzięki konfliktom i burzom z takimi osobami jak ja. I będę czekać, aż ten robak zgnije, aż silikonowe TWA dostanie od czytelników po twarzy - zostanie odrzucone na boczny tor - żeby sobie przemyśleć ten swój pusty, plastikowy świat. I będę czekać na ich rehabilitację, na zmianę postawy, przystającą do miana człowieka i poety, I będę czekać na powrót prawdziwych mistrzów życia, mistrzów pióra. I to jest możliwe - jeśli zaślepieni pozornym splendorem tego silikonu - Czytelnicy - przestaną oddawać hołd choremu na ambicje cielcowi. Aroganckiemu, prostackiemu, wyniosłemu i choremu na megaambicje cielcowi, który opanował b.Zet. Tym cielcem jest TWA grafomanów i przeciętnych poetów - samozwańczych guru, sztab olesiopodobnych klakierów - a mecenat nad nimi sprawuje Krzywak. I ja nawet wiem, że on nawet chciał dobrze - ale jego cechy przyrodzone nie pozwolą mu się przyznać do zabrnięcia w ślepą uliczkę - i o to mam żal do Krzywaka. A teraz czekam, żeby M.Krzywak zwrócił mi honor, bo w głębi duszy on wie, że mnie niesprawiedliwie pomawia, broniąc swojej tzw.pozycji i swoich tw.wieszczów. Ja jestem sama i piszę sama - mam życzliwych obserwatorów, ale oni mi nie pomagają, ci wspaniali i wartościowi ludzie mają podobne oczekiwania, co do poezji i jej wizerunku. Czasem nie zgadzają się z moimi poglądami, ale zgadzają się, że człowieczeństwo jest najważniejsze - i że niektórzy "poeci" o tym zapominają. I że niektórzy poeci reprezentują sobą postawę karygodną i żenującą, uwłaczającą godności swojej i innych. Odsłonili swoje prawdziwe oblicze przy okazji tzw.”listu otwartego” i odsłaniają się dalej kolejnymi pyskówkami i kolejnym zadziobywaniem adwersarzy – ja im tylko pomogłam ściągnąć maskę – stąd ten gniew – ponieważ wiedzą, że przegrali na swoich „pozycjach” – że już nic nie zmieni biegu wydarzeń. Że wielu przestanie ich słuchać i przestanie się ich obawiać. To wszystko - cała tajemnica. Inne kloaczne i bezsensowne posty pomijam – szkoda mi czasu na prymitywne parapoetki i domorodnych parafilozofów. Te bezstronne przemilczę - przez szacunek dla bezstronności.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




to chyba kpina jakaś.. :)))
dysfunkcja samooceny, czy jak??
żenada.

lusterko posiada? to niech popatrzy i ludziom nie pluje w oczy!
bezczelność !!!

jak długo kasiabaloo zamierza zadziobywać innych użytkowników forum??
szczerze mówiąc nie chce mi się wstawiać już tu wierszy, by nie słuchać kasiowych bulgotów, głupot i nie patrzeć na kasiową zajadłość plującą żółcią. obrzydliwość. wstręt bierze.

tyle.
Opublikowano
Czubek

Pewien gawron nienawidził koliberka
ptaszek mały był i wątłe miał skrzydełka
lecz kolorki takie żywe wesolutkie
chcę ten honor! - wrzasnął gawron bardzo butnie.

Usłyszała krak gawroni pewna sroka
rzecze mu - nie spuszczaj ptaszka bracie z oka
zmówię stadko szarych wróbli szybkodziobów
będziesz barwny - trzeba tylko zrobić odłów.

Wyskubiemy pastelową piór paletę
będziesz czubek czubku miał a wróble fetę
zaś koliber bez honoru zginie marnie
naszym będzie to w czym jemu tak nieładnie.

Gawron nosi od tej pory piór proporzec
jak zdobyty? ptaki wiedzą - trudno orzec
lecz ja rzeknę - zarąbany bez honoru
a koliber gościem jest pewnego domu
opowiada przy nektarze świeżej karmy
jak to cudzym chciał się puszyć gawron marny.

Bałamutna sroczka kiepskim przyjacielem
bo czyż można honorowym być złodziejem?



- koniec bajki
;)
Opublikowano

Była sobie myszka szara
Smutna, sama, biedna, mała
Bała się wciąż, w norce drżała
Wreszcie gniewnie lwa udała

Lecz jak wiecie, czytelnicy
Mała mysz cichutko kwiczy
Gdy miast ryku popierd cichy
Myszka w bek – nikt mnie nie słyszy

Zatem inny sposób wzięła
Tego sklęła, tą wyklęła
Wszystko pięknie zakłamała
Taka myszka, biedna, szara

Tak się myszka rozkręciła
W pędzie, w szale opętaniu
Ten, kto dla niej był poetą
Nagle został wierszokletą

Choć tak pięknie go broniła
Potem zdanie swe zmieniła
Inne myszki pod jej piecze
Chcą Popiela zjeść, a wiecie

Jak szkodniki są już w kupie
Wtedy byle i po trupie
Podłe, małe i fałszywe
Żreją wszystko to, co żywe

Ale dosyć, koniec bajki
myszka wzorem cichodajki
Ssie ogonek przerażona
Nicość przez kable stworzona

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • ───

      I. Moskwa – Odessa
      Który już raz lecę z Moskwy do Odessy –
      I znów złapali mnie w nie linii lot!
      Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy,
      Niezawodna niby Wołga wszystkich flot.

      Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów,
      I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie,
      albo w Trieście...
      Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów,
      Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie...

      Mówili mi: „Nie licz na te adresy,
      Na żaden z niebios komunizmu dar”.
      A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy –
      Teraz jest oblodzony pas na start!

      A w Leningradzie z dachu woda kapie,
      Więc może mi pisane lecieć do Leningradu?
      Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie,
      Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie!

      Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs!
      A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy,
      Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy,
      I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust!

      Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód,
      Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg,
      Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród,
      To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg!
      Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam,
      Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic –
      Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam,
      A z góry na nas patrzy tej całej floty widz!

      Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort,
      Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą.
      Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port!
      I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę.

      No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom,
      Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak,
      Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą!
      Znajdą powody nawet, gdy powodów brak...

      Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła,
      Gdzie jutro gradobicie zapowiadają.
      Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają,
      Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra!

      Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach,
      I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot –
      I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa,
      Tak przystępna, jak ten cały fłot,

      Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk,
      A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg,

      Mam tego dość już, psia kość,
      I lecę tam, gdzie mi pozwalają!
      Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość,
      I lecę tam, gdzie mi otwierają!
      II. Polowanie na wilki
      Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem,
      Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem
      Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem
      Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty.

      Dwururki schowały się w cień jódł
      Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą;
      Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł
      Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów,

      Refren:
      Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie!
      Na szare samce, matki i szczenięta.
      Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -.
      To na śniegu krew i plamy krwawych flag.

      W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw,
      Strzelającym nie zadrży ręka,
      Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami,
      Biją bez litości, a ich kula celu sięga.

      Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej;
      Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione
      Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak
      Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!”

      Refren 

      Łapy u nas i szczęki wytrwałe.
      Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi,
      Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem,
      Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić!

      Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo.
      A moje dni już są policzone.
      Myśliwy już broń ujął w rękę prawą
      Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną.

      Refren

      Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag —
      Chęć życia jest we mnie silniejsza!
      I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask
      I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza.

      Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna,
      Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze.
      Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach,
      Ale gończym nic nie zostanie w rękach!

      Refren
      III. Polowanie z helikopterów
      Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy,
      I otwarła się brama hangaru,
      A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy
      Most chrzęsci pod naszym ciężarem.

      A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą,
      A śnieg wolno spada z gałęzi świerków.
      A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką,
      Śmigłowca huk był jak psa warkot.

      Refren:
      Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!!
      Na wilki szare, uparte i gniewne
      Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch,
      Już zapomnieli o litości pewnie—

      A kule koszą wsio stworzenie.
      Biegnę i wdycham te mroźne opary,
      Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem.

      Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary.
      A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk,
      Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej,
      A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg
      Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!”

      I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz.

      Refren

      Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się;
      Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku.
      I niech ci na górze próżno szukają mnie –
      Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku!

      A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem;
      Znów śnieg na bagnach wolno pada;
      Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę,
      Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady!

      ───
       

       

      @Michał PawicaWstęp:

       

      Cień Arbacie, Cień Łubianki

       

      Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.

       

      Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.

       

      Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.

       

      Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.

       

      Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.

       

      Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.

       

      Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.

       

      Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dzięki Marku. Również pozdrawiam.       To napisz o tym...   Jeśli możesz,                                     bez wulgaryzmów.   Pozdrawiam.
    • ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren  Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───     @Michał PawicaWstęp:   Cień Arbacie, Cień Łubianki   Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.   Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.   Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.   Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.   Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.   Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.   Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.   Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...
    • ,, Eucharystia jednoczy  przyjmujących ją ,, 1 Kor.10 , 16-17    jak ocean łączy kropel wiele  tak Eucharystia  wiąże ludzi w kościele    dar wolności  Bóg nie wymusza  zaprasza    lubimy kochamy  po swojemu    świat  zamiast się radować  walczy    a jest  jest ... cudem  cudem  wartym miłości szacunku   rysy skazy rany widać z daleka  wolna wola … problemem   komunia łączy  owoc  życie w zgodzie  z sobą z Bogiem   Jezu ufam Tobie    6.2026 andrew  Czwartek, święto Bożego Ciała  
    • @hania kluseczka Peelek taki, że jednej chciałby dać miłość, a resztę nienawidzić.
    • @Alicja_Wysocka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...