BYŁ POETA
Był raz poeta, który zliczył gwiazdy
Obmierzył skrzętnie własną miarą ducha
Media doniosły - z relacji sąsiadów
Że szukał skarbów - genius loci śladów
Na osiedlowym niewielkim śmietniku
W teczkach i pudłach znajdował bez liku
Cuda wynosił z tej banalnej pleśni
Lecz nie zostawił o sobie ni pieśni
A ledwo truchło - w komunalnym grobie
Mówią, że kochał w cudzych myślach grzebać
Że się lubował kochać w starych wzorach
Które znajdował w cudzych pamiętnikach
W pudłach i teczkach pośród starych kwitów
Rachunków bez sumienia i plikach bez kliku
On je usynawiał, zabierał do domu
Nikomu nie wydał - po kraniec tchnienia
Skąd czerpał piękno swojego natchnienia