Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Motto:
Mało kreatywny poeta już nie pamięta,
że Polska, to taki kraj, któremu śniło się, że był.



Historia koła dymu puszcza,
znów maszeruje równym krokiem buta
przez blizny, przez ledwo odbudowany
dom ze zgliszczy.

potopy, przemarsze i korytarze,
przemarsze, rozbiory i kamuflaże.


Czerwone maki niemodnie przekwitły,
za-prawdę zginęli chłopcy znad Wisły,
gdy niebo znów pęka na pół.

potopy, przemarsze i korytarze,
przemarsze, rozbiory i kamuflaże.


Dwa oblicza nieba, stetryczałe wspomnienia,
Mogła się nie miotać wojenna ofiara,
koktajl Mołotowa i kości Katynia.

potopy, przemarsze i korytarze,
przemarsze, rozbiory i kamuflaże.


Nad kotłem dziejów odczyniają gusła
od nowa wybucha wojna druga
nad talerzem siedzą, to sobie pojedzą.

potopy, przemarsze i korytarze,
przemarsze, rozbiory i kamuflaże.


Czas ma bramy przepuszczające
tylko w jedną stronę
- zdaje się milcząco ostrzegać
nieco zachmurzony
błękit nieba nad Auchwitz.


27.08.2009


"Okropności narodowosocjalistycznego panowania nad Europą nie można nadużywać
do usprawiedliwiania masowych wypędzeń" - Erika Steinbach

"Mogliby Polacy być bardziej powściągliwi i nie ubliżać nam."
"Agrarne narody - Polacy, Czesi, Węgrzy i Rumuni - odłączyli się od nas ze
skrzypkami, profesorami, akademiami nauk, kinematografiami, itd. Natomiast
Hitler szykował im role świniopasów i sprzątaczek, ledwo potrafiących czytać
po niemiecku drogowskazy." - Natalia Narocznicka, członek powołanej przez
rosyjskiego prezydenta komisji historyków.” (PAP)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ale proporczyk
:D!

cały we frendzelkach osobliwości językowych i metaforycznych i tak sobie dynda na cienkiej plecionce histerio_historiologicznej, no i ten "refren", te rymy, te motta i przypisy...
ach!
pieNKny manifeścik ;)

zdrówka
kasia.
Opublikowano

Wiem...obiecałam... ale tego tekstu nie będę rozbierać na części pierwsze, bo wyłożyłaś kawę na ławę... a ława się zatrzęsła... Wiem też, że temat leży ci na wątrobie i nie tylko tam...szanuję zaangażowanie tematem...no właśnie...ale...ale... po pierwsze pisanie pozbawione dystansu zazwyczaj nie wychodzi bo łapiemy się w pułapkę emocjonalną, pozbawiając wiersz przestrzeni... tej która pozwala doczytywać więcej... która pozwala pływać, nurkować i odkrywać nowe patrzenie...
Mimo wszystko czuję, że ten tekst musiał powstać, że milczenie było zbyt trudne...
Potraktowałaś to wierszydło jak swoistą katarzis... Trzeba mieć jednak odwagę i wiele determinacji, by narażając się na krytykę wydać taką formę na świat... Nie będę oceniać... będę słuchać krzyku... niewyszlifowanej myśli... karłowatej, niedoskonałej ale prawdziwej...

Pozdrawiam ciepło...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Barbaro, to piękny komentarz, dzięki
prześpię się z tematem do jutra i pewnie wytnę ten wyrostek robaczkowy.. ;)
chociaż tak o nim mówisz, że prawie polubiałam jego toporność
to przykre, że nie potrafię pisać o tym, co mnie serio rusza.
ech.

pozdrawiam wieczornie
a.. byłam w Kazimierzu :))

pa pa
Opublikowano

Wyrzucic wtrącenia-motto, a pozostanie nam niezły smaczek. Poezji patriotycznej mówię nie, jednakoż z tego tworu odczytuję wspaniałą pacyfistyczną manifestację...
Jest, jest wartością... jestem na tak!

Pozdrawiam

PS. Nie ma gorszych i lepszych wierszów, są te słabsze i mocniejsze: ten lawiruje gdzieś po-środku :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





nie wiem, czytam go dziś jakby od nowa, toporny tragicznie i te rymy.. :)
ale jak się idzie na wojnę z tępym toporkiem, to takie wierszoły właśnie powstają.
myslę, że go pozostawię. mógłby być tu dział wierszy nieudanych, do których by spadł..
strasznie kiczowato plakatowy, ale został popełniony i już. z drugiej strony miał być wątrobianym manifestem a nie liryką, stąd te refreny i przypisy.

dzięki za dostrzeżenie w nim czegokolwiek :)

pozdrawiam
/b
Opublikowano

Bea, wyrzuciłaś, co było na wątrobie, ale poeta to taki oprawca, który musi na zimno preparować zdania, patrzy trochę z boku, dorzuca, odejmuje. Ty jesteś za bardzo w środku, poniosło Cię. Oparłaś się na oczywistościach jak "koktajl mołotowa i kości Katynia" i te maki też obowiązkowe, niebo na Oświęcimiem ... zresztą sama wiesz. Po prostu za wcześnie wiersz puściłaś, wymaga jeszcze czasu. Zamysł z powtarzającą się zwrotką dobry, ale rzadziej. Poczytałam z zaciekawieniem cytaty (bardzo mnie ruszające), dobre też motto.
[quote]Dwa oblicza nieba, stertyczałe wspomnienia


Tu masz literówkę, "stetryczałe".

Ten zapis może Ci się przydać do czegoś nowego.
Pozdrawiam serdecznie, cmoki :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tu masz literówkę, "stetryczałe".

Ten zapis może Ci się przydać do czegoś nowego.
Pozdrawiam serdecznie, cmoki :))

chyba nie byłam w stanie dać wierszowi czas, poczekać, aż się ugładzi i nabierze formy.
oczywiste oczywistości dziś prezstają być oczywiste, przecież to my, Polacy wywołaliśmy II Wojnę Światową knowaniami z Niemcami i Japonią, a obóz dla Rosjan z 1920 jest pierwszym naszym obozem koncentracyjnym. Pani Merkel zaś ostrzega, że się przysłuchuje, co brzmi jak groźba. Czy włosy nikomu tu się nie jeżą a głowie?. i teksty przytoczone poniżej, Fran, o czym świadczą?? fałsz "powściągliwości" nawet nie za bardzo ukryty a sens reszty: nie było opcji wolna Polska. Nie istniała, jak i dziś nie isnieje w świadomości polityki europejskiej. rolę rolników mamy ograniczoną przepisami w jakim celu? ochrony gospodarki zachodu. Fran, to są tematy, o których nie można pięknie i spokojnie. przynajmniej nie ja i nie dziś.

buziaki,
cieszę się, że jesteś :)
/b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Też to widzę, Bea - patrzę i zdumiewa mnie niemiecka ekspansja. Mam bardzo mieszane uczucia co do Unii; nie trzeba wojny, żeby za małe pieniądze zapanować nad taką Polską itp. Warto, żebyś wróciła do tego tematu.
Pozdry przesyłam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Też to widzę, Bea - patrzę i zdumiewa mnie niemiecka ekspansja. Mam bardzo mieszane uczucia co do Unii; nie trzeba wojny, żeby za małe pieniądze zapanować nad taką Polską itp. Warto, żebyś wróciła do tego tematu.
Pozdry przesyłam :)


Fran, to stary temat, jeszcze z czasów wejścia do unii. teraz trwa wojna propagandowa na temat podziału wpływów w Europie i to jest większy problem, bo jak uczy doświadczenie propaganda jest kluczem sukcesu. o Polsce jako zapleczu rolniczym wspomniałam tylko w kontekście słów Narocznickiej, która potwierdza przedmiotowe nas postrezganie, bynajmniej nie jako partnera.

szkoda, że nikt nie podejmuje tego tematu, nie można pisać tylko o kwiatkach.

buziaki
i żałuję, że nie potrafię lepiej się wysłowić.
/b
Opublikowano

"nie można pisać tylko o kwiatkach" - wierzę Bea, że znajdziesz odpowiednią formę do wyrażenia swoich, moich, naszych obaw. To się wykuje, wykluje, urodzi w trudzie ale jest taka potrzeba, by pisać poezję patriotyczną. żyjemy tu i teraz i albo damy świadectwo naszym czasom, albo będziemy pisać wierszyki do sztambucha. Temat jest trudny, życzę powodzenia. Leszek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Uroczy. Powiedziałabym, że w stosunku do mojego wiersza zachowuje swoisty czasowy dystans. Niejedno już widział :)

Pstryknęłam parę zdjęć i wiesz, że ani jedno z Rynku. Ludzie przemili.
To wspaniale miejsce, w sumie Twój wiersz zmobilizowal mnie, by go odwiedzić.

buziaki :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



trochę przesadziłam z tymi kwiatkami. chyba wzięło mnie na jakieś jesienne ogrodowe porządki ale nie chcialam nikogo urazić a i racji nie mam tak do końca.

wiem, wiem..
przerzucam się na protest songi :))
potrenuję, zobaczymy
dzięki :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Magdalena Właśnie, dokładnie, w pewien sposób jest. 
    • @Berenika97 To  dobry wiersz — mroczny, gęsty i konsekwentny od początku do końca. Podoba mi się, że tutaj wszystko powoli gaśnie, osuwa się, rdzewieje i znika, ale dzieje się to bez histerii, tylko z jakąś chłodną godnością. Najmocniej zostają mi w głowie: ślepe okno, okuty kufer i klucz połknięty przez rdzę — świetne obrazy. Wiersz ma klimat i ciężar. Ja tak nie potrafię.  U mnie chaos -  usprawiedliwia mnie tylko  to, że jestem mężczyzną - archaicznym. 
    • Zobaczyłem dzisiaj kota W towarzystwie z kociętami Leżącego na środku drogi   Ich wnętrzności były czarne Padły na piekący asfalt A ich koniec był ubogi   Przy zapachu jajecznicy Odór smażonego truchła Przywołuje czarną dziurę   Postać jej zagina światło Jakby czernią emanuje Kiedy wzrokiem ją świdruję   Białe oczy niewzruszone Dwa to punkty w jej sylwetce Pusto patrzą na kocięta   Kiedy dusze ich wysysa Ścierwo gnije i rozkłada Lecz czerń nie jest tym przejęta   I po chwili gdy już skończy Każdy chce by sobie poszła By zniknęła każdy prosi   Lecz ta ciemność nie zanika Tylko wciąż dalej żeruje I na innych się przenosi   A ja stałem tak ciągle otępiony Gdy widziałem kolejne to demony Przyczepione do każdej tak istoty Miały ludzi, rośliny, nawet koty   Te od spodu kwiaty już wąchały Czarne byty wszystko rozkładały Gdy na głowie poczułem to ciążenie Zrozumiałem że wszystkim jest cierpienie   Śmierć - panowie rozkładu To oni nas hodują Mija krótki żywot Oni wciąż żerują   Mam nadzieję, że umrę Choć nie jestem gotowy Ot małe marzenie  Dawno ściętej głowy Nabitej na kark.
    • w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają  i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy  każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej  sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość  dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci -  w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia    trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...