Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 74
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




mnie nic nie znudzilo i nie powaliło.
czytelny, podszyty skrytymi emocjami obraz.
chwila rozstania gdzieś rozmywa się w chmurach i tam pozostaje
i dobrze :)

pozdrawiam
/bea
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




mnie nic nie znudzilo i nie powaliło.
czytelny, podszyty skrytymi emocjami obraz.
chwila rozstania gdzieś rozmywa się w chmurach i tam pozostaje
i dobrze :)

pozdrawiam
/bea

"chwila rozstania" ? - można to i tak nazwać :)
Dobrze, że jesteś :)
Dziękuję, pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




dostrzegam zmianę stylu i to jest podróż we właściwą stronę - ale niestety, zaczyna się nieporadnie, wtórne gadżety, a dalej trochę bez polotu.
opis i datowanie przytłoczyły klimę - zagłuszyły granie na nostalgii - nie mylić z rozrzewnieniem;) - myślę, że apsik tkwi w konstrukcji i szyku.
po za tym pobałaganiłaś czasami - rozbij może na strofy, a wtedy wers środkowy je bezkolizyjnie zepnie.
generalnie (przyznaję) jest w czym pobałaganić, to może tak, z biegu:



gdybyś widział jak
ostatniego grudnia dziewięćdziesiątego dziewiątego zachodziło słońce
zrozumiałbyś że to był ostatni żar

wraca do mnie to uporczywe chmurnienie

wszyscy spieszą na Sylwestra a tam w górze tysiąclecie gaśnie
samochód na poboczu
nie mogę oderwać wzroku od pomarańczy we wrzosowych cirrusach
gasnę razem z nią
ale i tak wpadam w zachwyt i już wiem że dziś chcę być sama
nucę czas ołowiu



- do następnego
czytelniczka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz pisałam z nadzieją, że jeszcze Ktoś to widział - niesamowite.
Pięknie spotkać dziś bratnią duszę pod zachodem słońca sprzed dziesięciu lat ;)
Mam nadzieję, że jeszcze nie raz się zaskoczymy :))
Dziękuję, pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




dostrzegam zmianę stylu i to jest podróż we właściwą stronę - ale niestety, zaczyna się nieporadnie, wtórne gadżety, a dalej trochę bez polotu.
opis i datowanie przytłoczyły klimę - zagłuszyły granie na nostalgii - nie mylić z rozrzewnieniem;) - myślę, że apsik tkwi w konstrukcji i szyku.
po za tym pobałaganiłaś czasami - rozbij może na strofy, a wtedy wers środkowy je bezkolizyjnie zepnie.
generalnie (przyznaję) jest w czym pobałaganić, to może tak, z biegu:



gdybyś widział jak
ostatniego grudnia dziewięćdziesiątego dziewiątego zachodziło słońce
zrozumiałbyś że to był ostatni żar

wraca do mnie to uporczywe chmurnienie

wszyscy spieszą na Sylwestra a tam w górze tysiąclecie gaśnie
samochód na poboczu
nie mogę oderwać wzroku od pomarańczy we wrzosowych cirrusach
gasnę razem z nią
ale i tak wpadam w zachwyt i już wiem że dziś chcę być sama
nucę czas ołowiu



- do następnego
czytelniczka

Kaśka rozbicie na strofy całkiem słuszne, dzięki za podpowiedź, zaraz poprawię. Czasy się wyklarują, a dziesięciolecie zniknie.
Cenne wskazówki jak na naszą nową, wspólną drogę życia ;)
Nie popadaj tylko w krańcowości, a będzie dobrze ;))
Dziękuję. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




dostrzegam zmianę stylu i to jest podróż we właściwą stronę - ale niestety, zaczyna się nieporadnie, wtórne gadżety, a dalej trochę bez polotu.
opis i datowanie przytłoczyły klimę - zagłuszyły granie na nostalgii - nie mylić z rozrzewnieniem;) - myślę, że apsik tkwi w konstrukcji i szyku.
po za tym pobałaganiłaś czasami - rozbij może na strofy, a wtedy wers środkowy je bezkolizyjnie zepnie.
generalnie (przyznaję) jest w czym pobałaganić, to może tak, z biegu:



gdybyś widział jak
ostatniego grudnia dziewięćdziesiątego dziewiątego zachodziło słońce
zrozumiałbyś że to był ostatni żar

wraca do mnie to uporczywe chmurnienie

wszyscy spieszą na Sylwestra a tam w górze tysiąclecie gaśnie
samochód na poboczu
nie mogę oderwać wzroku od pomarańczy we wrzosowych cirrusach
gasnę razem z nią
ale i tak wpadam w zachwyt i już wiem że dziś chcę być sama
nucę czas ołowiu



- do następnego
czytelniczka

Kaśka rozbicie na strofy całkiem słuszne, dzięki za podpowiedź, zaraz poprawię. Czasy się wyklarują, a dziesięciolecie zniknie.
Cenne wskazówki jak na naszą nową, wspólną drogę życia ;)
Nie popadaj tylko w krańcowości, a będzie dobrze ;))
Dziękuję. Pozdrawiam.


Nie, nie, Moja Droga - żadnych osobisytch wycieczek - nie było między nami "narzeczeństwa", nie będzie też "nowej drogi życia."
Przychodzę do wiersza, do niezłego wiersza, a nie do Osoby - napisałaś ciekawy kawałek - należą się słowa uznania, ale jak zaczniesz wydziwiać naprędce i byle jak - między (...) a poranną kawą ... znowu zdziczeję ;)

szacunek
kasia :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kaśka rozbicie na strofy całkiem słuszne, dzięki za podpowiedź, zaraz poprawię. Czasy się wyklarują, a dziesięciolecie zniknie.
Cenne wskazówki jak na naszą nową, wspólną drogę życia ;)
Nie popadaj tylko w krańcowości, a będzie dobrze ;))
Dziękuję. Pozdrawiam.


Nie, nie, Moja Droga - żadnych osobisytch wycieczek - nie było między nami "narzeczeństwa", nie będzie też "nowej drogi życia."
Przychodzę do wiersza, do niezłego wiersza, a nie do Osoby - napisałaś ciekawy kawałek - należą się słowa uznania, ale jak zaczniesz wydziwiać naprędce i byle jak - między (...) a poranną kawą ... znowu zdziczeję ;)

szacunek
kasia :)

Nie ściemniaj mi tu Kacha i tak wszyscy wiedzą, że z Tobą zerwałam ;) bo zmieniłam orientację. O osobistych wycieczkach nie klej szczególnie. Jest tu parę osób, które potrafią czytać i nie od dziś wiadomo, że Cię czasem ponosi i to tak konkretnie. Między (...) a poranną kawą nigdy nie piszę, ponieważ mam bardzo wolny zaskok i budzę się dopiero przy drugiej kawie.
Nie potrafię się długo gniewać - to prawda, ale na moim hd jest bat, którego sama sobie ukręciłaś i nie zawaham się go użyć jak mnie wnerwisz ;)
:*
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nie, nie, Moja Droga - żadnych osobisytch wycieczek - nie było między nami "narzeczeństwa", nie będzie też "nowej drogi życia."
Przychodzę do wiersza, do niezłego wiersza, a nie do Osoby - napisałaś ciekawy kawałek - należą się słowa uznania, ale jak zaczniesz wydziwiać naprędce i byle jak - między (...) a poranną kawą ... znowu zdziczeję ;)

szacunek
kasia :)

Nie ściemniaj mi tu Kacha i tak wszyscy wiedzą, że z Tobą zerwałam ;) bo zmieniłam orientację. O osobistych wycieczkach nie klej szczególnie. Jest tu parę osób, które potrafią czytać i nie od dziś wiadomo, że Cię czasem ponosi i to tak konkretnie. Między (...) a poranną kawą nigdy nie piszę, ponieważ mam bardzo wolny zaskok i budzę się dopiero przy drugiej kawie.
Nie potrafię się długo gniewać - to prawda, ale na moim hd jest bat, którego sama sobie ukręciłaś i nie zawaham się go użyć jak mnie wnerwisz ;)
:*


nie znam Twoich „wszystkich”, nie wiem, co im tam nawklepywałaś - nie miałyśmy ze sobą nic wspólnego i nie wnikam, czy jacyś „oni” dali Ci do tego jakieś „pełnomocnictwo”, czy też nie.
z natury nie potrafię plotować, i nigdy nie podrzucam pod pióro – strzelam wprost i nie zasłaniam się przy tym ani parasolami, ani wachlarzami – taki gatunek - mało dyplomatyczny.

jeśli tak twierdzisz, to prowokujesz - musiaŁeś być strasznie małym epizodem i to w innym życiu, bo jakoś nie zauważyłam, żeby mi się Coś niekontrolowanie...pod… - a później - od… ;)
generalnie, ja się szybko uczę - moje fazy, moje jazdy i moja sprawa - nie życzę sobie biografii, interpersonalnych wspominek o/u plebana i zaglądania pod podusię, bo ja się na tym absolutnie nie znam, znowu mnie poniesie i jakiś Ktosiek mi załatwi bana, a ja nie potrafię kablować - to tak względem bicza.

skończmy temę, nie zaśmiecajmy pod utworkiem - skupmy się wreszcie na wierszach, bo w końcu tylko po to tu zajrzałam i nie chcę żałować - a Ty się ciepło trzymaj tej ramy, Agata -
ja wolę konno ;)

kasia.

p.s.
a.d. bolda
Ty mi grozisz? Ty?

ahahahaha!!!

nie w takich butach i nie po takich do dziś chodzę i Ty o tym doskonale wiesz :D!
- mnie interesuje poezja, nie autorka, nie schlebiaj sobie i nie zaczepiaj - będziesz zaniżać i wklejać tu tandetę - zawsze odeślę Twoją twórczość z odpowiednim komentem na płytsze wody i jestem pod tym względem do dyspozycji.
Zawsze ;)
pa…

p.s.
nie odcałowuję z przypadku, wybacz...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ściemniaj mi tu Kacha i tak wszyscy wiedzą, że z Tobą zerwałam ;) bo zmieniłam orientację. O osobistych wycieczkach nie klej szczególnie. Jest tu parę osób, które potrafią czytać i nie od dziś wiadomo, że Cię czasem ponosi i to tak konkretnie. Między (...) a poranną kawą nigdy nie piszę, ponieważ mam bardzo wolny zaskok i budzę się dopiero przy drugiej kawie.
Nie potrafię się długo gniewać - to prawda, ale na moim hd jest bat, którego sama sobie ukręciłaś i nie zawaham się go użyć jak mnie wnerwisz ;)
:*


nie znam Twoich „wszystkich”, nie wiem, co im tam nawklepywałaś - nie miałyśmy ze sobą nic wspólnego i nie wnikam, czy jacyś „oni” dali Ci do tego jakieś „pełnomocnictwo”, czy też nie.
z natury nie potrafię plotować, i nigdy nie podrzucam pod pióro – strzelam wprost i nie zasłaniam się przy tym ani parasolami, ani wachlarzami – taki gatunek - mało dyplomatyczny.

jeśli tak twierdzisz, to prowokujesz - musiaŁeś być strasznie małym epizodem i to w innym życiu, bo jakoś nie zauważyłam, żeby mi się Coś niekontrolowanie...pod… - a później - od… ;)
generalnie, ja się szybko uczę - moje fazy, moje jazdy i moja sprawa - nie życzę sobie biografii, interpersonalnych wspominek o/u plebana i zaglądania pod podusię, bo ja się na tym absolutnie nie znam, znowu mnie poniesie i jakiś Ktosiek mi załatwi bana, a ja nie potrafię kablować - to tak względem bicza.

skończmy temę, nie zaśmiecajmy pod utworkiem - skupmy się wreszcie na wierszach, bo w końcu tylko po to tu zajrzałam i nie chcę żałować - a Ty się ciepło trzymaj tej ramy, Agata -
ja wolę konno ;)

kasia.

p.s.
a.d. bolda
Ty mi grozisz? Ty?

ahahahaha!!!

nie w takich butach i nie po takich do dziś chodzę i Ty o tym doskonale wiesz :D!
- mnie interesuje poezja, nie autorka, nie schlebiaj sobie i nie zaczepiaj - będziesz zaniżać i wklejać tu tandetę - zawsze odeślę Twoją twórczość z odpowiednim komentem na płytsze wody i jestem pod tym względem do dyspozycji.
Zawsze ;)
pa…

p.s.
nie odcałowuję z przypadku, wybacz...

Strzelasz wprost , nie zastanawiasz się, taki gatunek mało myślący ? Ja też nie używam parasola, szczególnie latem – lubię deszcz.
Wachlarze jednak do Ciebie pasują są takie efekciarskie i kiczowate.
Jestem bardzo małym epizodem – zaledwie 158 cm – ale to nie powód żeby nazywać mnie „zerem” ;)
Szybko się uczysz? Bardzo wątpliwa sprawa.
Generalnie Twoje fazy i Twoje jazdy mało mnie obchodzą dopóki dotyczą Twoich czterech ścian .
To co nazywasz wspominkami i biografią długo będę pamiętać, ponieważ udowodniłaś wtedy co naprawdę sobą reprezentujesz.
Na koniec Cię olśniło ? - „skończmy temę, nie zaśmiecajmy pod utworkiem - skupmy się wreszcie na wierszach”
Nie, nie – dorzuciłaś jeszcze w amoku post scriptum i znów Caryca Kacha spadła z konia, ale, ale drugi raz ręki nie wyciągnę. Sama się pozbieraj, a jak już staniesz na nogi dalej traktuj ludzi jak durni i coś gorszego od siebie – taka Twoja nauka ;)
Zwijam usta w trąbke i cmokam Cię w czółko
Pa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




nie znam Twoich „wszystkich”, nie wiem, co im tam nawklepywałaś - nie miałyśmy ze sobą nic wspólnego i nie wnikam, czy jacyś „oni” dali Ci do tego jakieś „pełnomocnictwo”, czy też nie.
z natury nie potrafię plotować, i nigdy nie podrzucam pod pióro – strzelam wprost i nie zasłaniam się przy tym ani parasolami, ani wachlarzami – taki gatunek - mało dyplomatyczny.

jeśli tak twierdzisz, to prowokujesz - musiaŁeś być strasznie małym epizodem i to w innym życiu, bo jakoś nie zauważyłam, żeby mi się Coś niekontrolowanie...pod… - a później - od… ;)
generalnie, ja się szybko uczę - moje fazy, moje jazdy i moja sprawa - nie życzę sobie biografii, interpersonalnych wspominek o/u plebana i zaglądania pod podusię, bo ja się na tym absolutnie nie znam, znowu mnie poniesie i jakiś Ktosiek mi załatwi bana, a ja nie potrafię kablować - to tak względem bicza.

skończmy temę, nie zaśmiecajmy pod utworkiem - skupmy się wreszcie na wierszach, bo w końcu tylko po to tu zajrzałam i nie chcę żałować - a Ty się ciepło trzymaj tej ramy, Agata -
ja wolę konno ;)

kasia.

p.s.
a.d. bolda
Ty mi grozisz? Ty?

ahahahaha!!!

nie w takich butach i nie po takich do dziś chodzę i Ty o tym doskonale wiesz :D!
- mnie interesuje poezja, nie autorka, nie schlebiaj sobie i nie zaczepiaj - będziesz zaniżać i wklejać tu tandetę - zawsze odeślę Twoją twórczość z odpowiednim komentem na płytsze wody i jestem pod tym względem do dyspozycji.
Zawsze ;)
pa…

p.s.
nie odcałowuję z przypadku, wybacz...

Strzelasz wprost , nie zastanawiasz się, taki gatunek mało myślący ? Ja też nie używam parasola, szczególnie latem – lubię deszcz.
Wachlarze jednak do Ciebie pasują są takie efekciarskie i kiczowate.
Jestem bardzo małym epizodem – zaledwie 158 cm – ale to nie powód żeby nazywać mnie „zerem” ;)
Szybko się uczysz? Bardzo wątpliwa sprawa.
Generalnie Twoje fazy i Twoje jazdy mało mnie obchodzą dopóki dotyczą Twoich czterech ścian .
To co nazywasz wspominkami i biografią długo będę pamiętać, ponieważ udowodniłaś wtedy co naprawdę sobą reprezentujesz.
Na koniec Cię olśniło ? - „skończmy temę, nie zaśmiecajmy pod utworkiem - skupmy się wreszcie na wierszach”
Nie, nie – dorzuciłaś jeszcze w amoku post scriptum i znów Caryca Kacha spadła z konia, ale, ale drugi raz ręki nie wyciągnę. Sama się pozbieraj, a jak już staniesz na nogi dalej traktuj ludzi jak durni i coś gorszego od siebie – taka Twoja nauka ;)
Zwijam usta w trąbke i cmokam Cię w czółko
Pa


A ja myślałam Agato, że te ataki Kaśki spłynęły po Tobie bez śladu.
Jeśli Kaśce wydaje się, że jest fair i cała sprawiedliwa to nawet w lusterku zobaczy tylko to, co chce widzieć. chciałam przez nią odejść, ale teraz nie wiem, czy warta jest tego, skoro rani też takie wyjątkowe osoby jak Ty. nie wiem, co na tym portalu w ogóle ma jeszcze sens.

Pozdrawiam bardzo serdecznie
/beata
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Strzelasz wprost , nie zastanawiasz się, taki gatunek mało myślący ? Ja też nie używam parasola, szczególnie latem – lubię deszcz.
Wachlarze jednak do Ciebie pasują są takie efekciarskie i kiczowate.
Jestem bardzo małym epizodem – zaledwie 158 cm – ale to nie powód żeby nazywać mnie „zerem” ;)
Szybko się uczysz? Bardzo wątpliwa sprawa.
Generalnie Twoje fazy i Twoje jazdy mało mnie obchodzą dopóki dotyczą Twoich czterech ścian .
To co nazywasz wspominkami i biografią długo będę pamiętać, ponieważ udowodniłaś wtedy co naprawdę sobą reprezentujesz.
Na koniec Cię olśniło ? - „skończmy temę, nie zaśmiecajmy pod utworkiem - skupmy się wreszcie na wierszach”
Nie, nie – dorzuciłaś jeszcze w amoku post scriptum i znów Caryca Kacha spadła z konia, ale, ale drugi raz ręki nie wyciągnę. Sama się pozbieraj, a jak już staniesz na nogi dalej traktuj ludzi jak durni i coś gorszego od siebie – taka Twoja nauka ;)
Zwijam usta w trąbke i cmokam Cię w czółko
Pa


A ja myślałam Agato, że te ataki Kaśki spłynęły po Tobie bez śladu.
Jeśli Kaśce wydaje się, że jest fair i cała sprawiedliwa to nawet w lusterku zobaczy tylko to, co chce widzieć. chciałam przez nią odejść, ale teraz nie wiem, czy warta jest tego, skoro rani też takie wyjątkowe osoby jak Ty. nie wiem, co na tym portalu w ogóle ma jeszcze sens.

Pozdrawiam bardzo serdecznie
/beata

Niepotrzebnie się martwisz Beatko :)
Już się nie wdaję w "jałowe dyskusje", bo to rzeczywiście nie ma sensu. Nikt mnie tu na orgu jeszcze nie zranił. Jestem jakaś taka odporna na wszystkie "anginy" choć bywały sensacje ;)
One zostawiają zawsze jakiś ślad, najcześciej pogłębiają zmarszczki mimiczne :D
Każdy jest wyjątkowy, każdy jedyny w swoim rodzaju ;)
Odchodzić nie warto - wiele się nauczyłam odkąd tu jestem, to zasługa wielu pokornych i niepokornych "typów" ;)

Wracajmy zatem do wierszy, ignorujmy to, co nam może zaszkodzić i...gra gitara :)
Dziękuję za troskę, pozdrawiam serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A ja myślałam Agato, że te ataki Kaśki spłynęły po Tobie bez śladu.
Jeśli Kaśce wydaje się, że jest fair i cała sprawiedliwa to nawet w lusterku zobaczy tylko to, co chce widzieć. chciałam przez nią odejść, ale teraz nie wiem, czy warta jest tego, skoro rani też takie wyjątkowe osoby jak Ty. nie wiem, co na tym portalu w ogóle ma jeszcze sens.

Pozdrawiam bardzo serdecznie
/beata

Niepotrzebnie się martwisz Beatko :)
Już się nie wdaję w "jałowe dyskusje", bo to rzeczywiście nie ma sensu. Nikt mnie tu na orgu jeszcze nie zranił. Jestem jakaś taka odporna na wszystkie "anginy" choć bywały sensacje ;)
One zostawiają zawsze jakiś ślad, najcześciej pogłębiają zmarszczki mimiczne :D
Każdy jest wyjątkowy, każdy jedyny w swoim rodzaju ;)
Odchodzić nie warto - wiele się nauczyłam odkąd tu jestem, to zasługa wielu pokornych i niepokornych "typów" ;)

Wracajmy zatem do wierszy, ignorujmy to, co nam może zaszkodzić i...gra gitara :)
Dziękuję za troskę, pozdrawiam serdecznie :)


Pewnie masz rację, ale ja nie jestem tak odporna.
chyba poszukam sobie jakiejś dzikiej gruszy z porządnym cieniem.

Też dziękuję i za wsparcie pod tamtym wierszem bardzo bardzo :))
Powodzenia
/b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Niepotrzebnie się martwisz Beatko :)
Już się nie wdaję w "jałowe dyskusje", bo to rzeczywiście nie ma sensu. Nikt mnie tu na orgu jeszcze nie zranił. Jestem jakaś taka odporna na wszystkie "anginy" choć bywały sensacje ;)
One zostawiają zawsze jakiś ślad, najcześciej pogłębiają zmarszczki mimiczne :D
Każdy jest wyjątkowy, każdy jedyny w swoim rodzaju ;)
Odchodzić nie warto - wiele się nauczyłam odkąd tu jestem, to zasługa wielu pokornych i niepokornych "typów" ;)

Wracajmy zatem do wierszy, ignorujmy to, co nam może zaszkodzić i...gra gitara :)
Dziękuję za troskę, pozdrawiam serdecznie :)


Pewnie masz rację, ale ja nie jestem tak odporna.
chyba poszukam sobie jakiejś dzikiej gruszy z porządnym cieniem.

Też dziękuję i za wsparcie pod tamtym wierszem bardzo bardzo :))
Powodzenia
/b


Dzika grusza z porządnym cieniem zawsze numer jeden.
Przecież czekam na Twój wiersz.
Dobrze pisać w miłym otoczeniu.
Trzymaj się dzielnie i wracaj jak już odpoczniesz ;)
Opublikowano

Prostota i lekkość z jaką prowadzisz przez wiersz - omijając zręcznie rafy sentymentalizmu - budzi mój podziw...
Podziw peelki - stonowany przez " ale i tak ", skupiony w " chcę być sama " i podszyty autoironią " czasu ołowiu ", jest wiarygodny i ujmujący.
Brawo.
: )

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...