Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gdy wiatr cichł, a
zimorodki ciągnęły
łódź do brzegu, często je
spotykałem. Uległe,
pod latarniami ciepłych
mórz południa lub śród wód
lodowatych północy,
w ciemnych zaułkach żądzy.
Dokąd biegłem ukradkiem,
zdyszany,

by zapomnieć
choć na chwilę o złotym
runie i śpiewie syren.
I by odnaleźć siebie
w spoconym obok ciele.
Cały porządek świata
streścić w okrzyku rui,
którego echo zawsze
będzie wędrować od nic
do czegoś.

Lub by wrócić
do matki. Poczuć ciepło
pierwotne, ufność zwierząt,
porządek jasny. Świat bez
celu, w którym wzdłuż i wszerz
przemierzamy najdalsze
przestrzenie. Zawsze wolni
od przemijania. Od snów,
w których nas nie ma i być
nie może.

Nadaremnie –
bowiem czas pozbawia nas
złudzeń nawet, gdy śpimy
bezpieczni, blisko piersi
kochanki. Gdy zda się nam
zwyciężyliśmy i nic
nie pozbawi nas roli
w przyszłej grze. To wtedy śmierć
puka – seksu i nasz akt
ostatni.


Wersja po uwagach Czytelniczek:


Córki Króla Kinyrasa (II)

Gdy wiatr cichł, a
zimorodki ciągnęły
łódź do brzegu, często je
spotykałem. Uległe,
pod latarniami ciepłych
mórz południa lub śród wód
lodowatych północy,
w ciemnych zaułkach żądzy.
Dokąd biegłem ukradkiem,
Zdyszany,

By zapomnieć
choć na chwilę o złotym
runie i śpiewie syren.
I by odnaleźć siebie
w spoconym obok ciele.
Początek świata znowu
streścić w okrzyku rui,
którego echo będzie
wędrować zawsze od nic
do czegoś.

Lub by wrócić
do matki. Poczuć ciepło
pierwotne, ufność zwierząt,
porządek jasny. Świat bez
celu, w którym wzdłuż i wszerz
przemierzamy najdalsze
przestrzenie. Zawsze wolni
od przemijania. Od snów,
w których nas nie ma i być
nie może.

Nadaremnie –
bowiem czas wciąż pozbawia
złudzeń. Nawet, gdy śpimy
bezpieczni, blisko piersi
kochanki. Gdy zda się nam
zwyciężyliśmy i nic
nie pozbawi nas roli
w przyszłej grze. To wtedy śmierć
puka – nasz i spełnienia
epilog.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Może zawsze jesteśmy samotni...
A śmierć jest w nas zawsze.
Seks (a czasami miłość) istnieją wyłącznie w splocie
z umieraniem. Czy kochamy się samotni?
Czy umieramy samotni zawsze?
To piękne pytania.
Pozdrawiam
Stefek
Opublikowano

nic nie wiem na temat córek króla Kinyrasa, muszę poczytać.
aczkolwiek..
jako kobietę zaskoczyło mnie bezpieczeństwo piersi kochanki, choć pewnie nie powinno...
może wynka to zróżnic odbioru tej części ciała przez kobietę, bo z mojej strony moja własna pierś nigdy nie jest ostoją bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie. to żywa istota trochę niepokorna. końcówka zaś - bez seksu absolutnie , słowko akt i tak jest już dobitne.

wrócę :)

Opublikowano

Kinyras, wnuk Pigmaliona i Galatei, rządził na Cyprze w imieniu Afrodyty. To ona ożywiła posąg Galatei, więc była poniekąd babcią Kinyrasa. Król Kinyras miał wiele pięknych córek, które sądziły, że są piękniejsze od Afrodyty. Spotkała je za to sroga kara. Orsedike, Laorgore i Braisija stały się ofiarami gniewu Afrodyty, która klątwą zamieniła je w zimorodki albo - jak podają inni - zmusiła do prostytucji. W innej wersji pięćdziesiąt córek Kinyrasa stanowiło orszak Afrodyty. Zimorodki zawsze zwiastowały ciszę na morzu, a Afrodyta miała także imię Alkione, co znaczy Królowa, która chroni przed burzami.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To o piersiach - rozczulające. To nie ja, ale Ty jesteś odważna.
A córki Kinyrasa? To takie pra-pra-prostytutki...
No, teraz dopiero wbiłem nóż w swoje plecy.
Stefek


spoko, byle nie po rękojeść ;)
i stąd te zimorodki, wreszcie się klei :)
ta część nawet się podoba.

zaś cala druga część do poprawy:

będzie wędrować od nic
do czegoś. ----------------------nie łąpię

Lub by wrócić
do matki. Poczuć ciepło -----------nigdy nie rozumiałam tego zwązku kochanki z matką, moje doświadczenia mówią raczej o ucieczce przed matką.

pierwotne, ufność zwierząt,
porządek jasny. Świat bez
celu, w którym wzdłuż i wszerz
przemierzamy najdalsze
przestrzenie. Zawsze wolni
od przemijania. Od snów,
w których nas nie ma i być
nie może.

Nadaremnie –
bowiem czas pozbawia nas ------za dużo "nas" i niepotrzebny rym
złudzeń nawet, gdy śpimy
bezpieczni, blisko piersi
kochanki. Gdy zda się nam
zwyciężyliśmy i nic
nie pozbawi nas roli
w przyszłej grze. To wtedy śmierć
puka – akt ostatni. ---------------- bez seksu

???


dzięki za ściągę ;)
pozdrawiam
/b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To o piersiach - rozczulające. To nie ja, ale Ty jesteś odważna.
A córki Kinyrasa? To takie pra-pra-prostytutki...
No, teraz dopiero wbiłem nóż w swoje plecy.
Stefek


spoko, byle nie po rękojeść ;)
i stąd te zimorodki, wreszcie się klei :)
ta część nawet się podoba.

zaś cala druga część do poprawy:

będzie wędrować od nic
do czegoś. ----------------------nie łąpię

Lub by wrócić
do matki. Poczuć ciepło -----------nigdy nie rozumiałam tego zwązku kochanki z matką, moje doświadczenia mówią raczej o ucieczce przed matką.

pierwotne, ufność zwierząt,
porządek jasny. Świat bez
celu, w którym wzdłuż i wszerz
przemierzamy najdalsze
przestrzenie. Zawsze wolni
od przemijania. Od snów,
w których nas nie ma i być
nie może.

Nadaremnie –
bowiem czas pozbawia nas ------za dużo "nas" i niepotrzebny rym
złudzeń nawet, gdy śpimy
bezpieczni, blisko piersi
kochanki. Gdy zda się nam
zwyciężyliśmy i nic
nie pozbawi nas roli
w przyszłej grze. To wtedy śmierć
puka – akt ostatni. ---------------- bez seksu

???


dzięki za ściągę ;)
pozdrawiam
/b

Będę poprawiać, bo czuję, że to nie jest skończone.

Na pewno znasz to uczucie, że to, co się zrobiło nie wymaga
już żadnych poprawek. Tu go nie mam.

Ale też chciałbym co nie co wybronić.

Np. porządek świata wyrażony w pierwotnym
okrzyku rui, który przemierza drogę od Nic do Czegoś.
To taka moja wersja stworzenia świata.
Bo na początku było słowo. A przed nim?
A czy to słowo musiało być logicznym wyrazem
przemyśleń Stwórcy? I dlaczego on jest
taki jak Wstęp do logiki formalnej prof. Borkowskiego?
A czemu ten akt pierwotny nie miałby być czymś wprost
przeciwnym? I dlaczego kreatywne nie miałoby być
echo, pogłos tej - ZA PRZEPROSZENIEM - rui?

Dalej. Ucieczka od matki jest analogonem naszej (chłopięcej, męskiej)
ucieczki od ojca. Znamy to zatem, ale z drugiej strony.
To co powiem może jest trywialne, ale w każdej naszej
kochance jest jakąś cząstka matki i w tym sensie
uprawiamy wciąż kazirodztwo. Jest inny problem.
Czy to nam w czymś pomaga? Niestety - nie.
Bo ten seks rozumiany nie jako przyjemność, lecz
jako coraz to nowe GATUNKOWE powtórzenie pierwotnego okrzyku,
śpiew w jednym chórze z tamtym echem, co to od Nic do
Czegoś, i seks rozumiany jako JEDNOSTKOWE zbliżenie do
pierwotnym relacji z matką, otóż on tylko zbliża nas do Śmierci.

Pikanterii dodaje temu wszystkiemu otoczenie w jakim ten dramat
się rozgrywa. Pośród córek Króla Kinyrasa.
Kurcze, cieszę się, że Herbert nigdz nie pisał o nich...
Ale on byl swiety...

Bardzo słusznie wytknęłaś nagromadzenie zaimków dzierżawczych.
Myślę, że dam sobie radę z ich wyeliminowaiem.

Czy masz jakiś pomysł, jakim słowem zastąpić tutaj seks?
Bo ja - z mojej męskiej perspektywy - nie.

Pozdr. Stefek
Opublikowano

akt wystarczy
akt - nagi pozowany
akt miłosny
akt oddania się
akt spełnienia
akt ostateczny.

wytstarczający ładunek zarówno emocji, dramatu i seksualnosci niesie samo słówko akt.
przynajmniej dla mnie, może mam kosmate mysli, ale chyba nie bardziej niż inni ;)
co do matki, to wiem, aczkolwiek nie czuję i nie rozumiem.
co do Niczego, przekonałeś mnie, ale ta mysl wymaga jednak czytelniejszego podania, bo nie zlapałam. porównanie "aktu" stworzenia z rują zaskakująco inetresujący, narodziny i powrót, pieta się kłania. rozwijasz temat w innym kierunku. fajne.
niebezpieczne ale fajne :)
albo to mnie poniosło...

interesujący z Ciebie człowiek :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Właściwie zmieniłem wszystko, co Tobie jakoś nie pasowało.
I poza seksem - reszta podoba mi się bardziej.
Tylko z tym seksem nie mogłem się jakoś rozstać.
Stefek

Córki Króla Kinyrasa (II)

Gdy wiatr cichł, a
zimorodki ciągnęły
łódź do brzegu, często je
spotykałem. Uległe,
pod latarniami ciepłych
mórz południa lub śród wód
lodowatych północy,
w ciemnych zaułkach żądzy.
Dokąd biegłem ukradkiem,
Zdyszany,

By zapomnieć
choć na chwilę o złotym
runie i śpiewie syren.
I by odnaleźć siebie
w spoconym obok ciele.
Początek świata znowu
streścić w okrzyku rui,
którego echo będzie
wędrować zawsze od nic
do czegoś.

Lub by wrócić
do matki. Poczuć ciepło
pierwotne, ufność zwierząt,
porządek jasny. Świat bez
celu, w którym wzdłuż i wszerz
przemierzamy najdalsze
przestrzenie. Zawsze wolni
od przemijania. Od snów,
w których nas nie ma i być
nie może.

Nadaremnie –
bowiem czas wciąż pozbawia
złudzeń. Nawet, gdy śpimy
bezpieczni, blisko piersi
kochanki. Gdy zda się nam
zwyciężyliśmy i nic
nie pozbawi nas roli
w przyszłej grze. To wtedy śmierć
puka – nasz i spełnienia
epilog.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dafne jest fragmentem cyklu pt. Moje Eurydyki.
Do tego cyklu - o mój Boże - należą także Córki Króla Kinyrasa.
Są tam też: Echo, Kapipso, Penelopa, Menady i sama Eurydyka.
Czyli, po drugiej stronie jest nie tylko Orfej. Także inni
panowie...
Chętnie wysłałbym Ci cały cykl, gdybyś podała mi mail.
Niestety, nie udaje mi się nic przesłać do Ciebie przez www.poezja.org
Nie wiem dlaczego.
Z kolei trzy kawałki o Orfeuszu stanowią jedną z klamr większej
całości, którą zimą chyba skończę. Całość zanurzona jest w
mitologii i filozofii przedsokratejskiej. No, może poza jednym
fragmentem o Arystotelesie.
Pozdrawiam
Stefek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dafne jest fragmentem cyklu pt. Moje Eurydyki.
Do tego cyklu - o mój Boże - należą także Córki Króla Kinyrasa.
Są tam też: Echo, Kalipso, Penelopa, Menady i sama Eurydyka.
Chętnie wysłałbym Ci cały cykl, gdybyś podała mi mail.
Niestety, nie udaje mi się nic przesłać do Ciebie przez www.poezja.org
Nie wiem dlaczego.
Z kolei trzy kawałki o Orfeuszu stanowią jedną z klamr większej
całości, którą zimą chyba skończę. Całość zanurzona jest w
mitologii i filozofii przedsokratejskiej. No, może poza jednym
fragmentem o Arystotelesie.
Pozdrawiam
Stefek

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Gratuluję pomysłu na ten wiersz i sposobu w jaki prowadzisz czytelnika przez poszczególne wersy.    pozdrawiam   
    • to opowieść o świecie dwuwymiarowym gdzie wszystko jest płaszczyzną ? 
    • Trochę inna wersja  dawnego tekstu     Nie widzą siebie nawzajem. Nie wiedzą gdzie mieszkają. Inne zmysły napędzają życie. Pojęcie pionu jest dla nich pustym frazesem. Jak powstał ów świat i jak wygląda? Kim są i dlaczego? Też tego nie wiedzą. Poruszają się przylgnięci do podłoża. Wszystko takie jest. Doskonale płaskie. Nie wystaje poza świat. Ma jedynie grubość nałożonej farby. Kiedyś owa kraina, była Wielkim Białym Płótnem.      Nad nimi pusta przestrzeń, którą trudno sobie wyobrazić. Główne zmysły ułatwiające życie, to: dotyk, zapach, coś w rodzaju wzroku oraz inne umiejętności, trudne do racjonalnego wytłumaczenia. Na dodatek ciała nie mogą się na siebie nakładać. Tak samo jak cała reszta. Jedynie stykać bokami, niewyobrażalnie płaskimi. Do swoich domów, mogą wchodzić jedynie ustalonymi ścieżkami. Przesuwanie po ścianie, jest oczywiście niemożliwe. Wyobraźnia nie wystarcza, żeby wyrobić pojęcie o wyglądzie i otoczeniu świata, którego zamieszkują.       Są jednak krótkie chwile, kiedy widzą przebłyski otoczenia. Aczkolwiek nie wyraźnie i jakby za mgłą. Tak jest wtedy, kiedy jedno z nich wykrusza się z podłoża lub jest bardzo wytarte, prawie niewidoczne. Wtedy przeżywają Święto Namalowanego. Wielkie Coś, włochate na końcu, zbliża się do ich świata i maluje nowego osobnika, na miejsce tego którego już nie ma. Część malująca jest w przekroju spłaszczanym kołem. Jakby ogromny, nieforemny walec, składający się z tysięcy cienkich nitek. Są mokre, a zatem błyszczące.      I właśnie w nich, ludność zamieszkująca może widzieć jak za mgłą, zarysy samych siebie i otoczenia, spoglądając z ukosa na odbity obraz. Nie daje to jednak pełnej możliwości, wyobrażenia sobie, co tak naprawdę widać. Nawet wtedy, gdy malowany jest większy obiekt i przestrzeń odbijająca jest także większa. Tym bardziej, że tego typu czynność przebiega bardzo szybko. Kiedy postać już istnieje i zaczyna się ruszać, Wielkie Coś szybko znika, zostawiając jej, ograniczone możliwości wyboru. Zostaje znowu nad nimi niezrozumiana pustka. Nastaje kolejna tak zwana: widoczna noc.    *** Po przebudzeniu, nie wiedzą w pierwszej chwili, na co patrzą. Zdają sobie jedynie sprawę, że wszystko jest nie takie jak zazwyczaj. Szczególnie gdy spoglądają przed siebie. Widzą wielkie ilości kolorowych ruszających się kształtów. Jakby ktoś nad nimi rozwiesił ogromny obraz z ruchomymi postaciami. Dopiero po bardzo długim czasie, gdy ich mózgi dostosowują się do nowej sytuacji, zdają sobie sprawę, że patrzą na samych siebie. Widzą świat w którym żyją. Muszą tylko spoglądać w górę. Nie wiedzą skąd, ale przychodzi im na myśl, że jakaś ogromna siła o wielkich możliwościach, rozwiesiła nad nimi ogromne lustro, z dziwnego materiału, równoległe do ich świata.     Wreszcie wiedzą, gdzie żyją, w jakim otoczeniu, jak wyglądają, jakich mają sąsiadów. Cieszą się i wiwatują. Na dodatek zwierciadło posiada przydatną właściwość. Dostrzegają siebie jakby patrzyli z góry, oglądając film, w którym występują. Gdyby cokolwiek pisali, napisy można by normalnie odczytać. To bardzo ułatwia postrzeganie tego co czynią. Radości i zachwytów nie ma końca. Lecz po jakimś czasie, kiedy pierwsza euforia mija, zaczynają dostrzegać różnice…     A im więcej różnic, tym więcej zawiści do użycia. A ten ma ładniejszy domek, lepszą farbką wybudowany, a sąsiad solidniejsze ciało, takie z utwardzaczem. W tym sadzie drzewa się nie łuszczą, a w innym liście odpadają. Jeszcze inny drugiemu terpentyną zalatuje. To dziecko z farbek wodnych, a inne z plakatowych. W jednym miejscu ślad po pędzlu widoczny, a obok sąsiada wszystko ładnie wygładzone.    Nerwowość i poczucie niesprawiedliwości, narasta z każdą chwilą. Im więcej obrazów dociera, do ich świadomości, tym więcej mają pretensji. Ktoś zechciał pomóc temu światu. Dał możliwość, której nigdy nie doświadczyli. A może rzeczywiście owa Siła była przekonana, że lustrem polepszy egzystencje. Że będą wiedzieć więcej, zrozumieją to i owo. Zobaczą wreszcie swój świat w którym żyją. Będą wiedzieli jak się poruszać i co jest ważne, co mniej, a co wcale. Zrozumieją prawdziwą istotę Farby.     Niestety. Coś nie idzie zgodnie z oczekiwaniami. Tylko nieliczni, po prostu nie patrzą w górę. Żyją tak jak kiedyś. Jakby lustro nie istniało. Nie jest im łatwo.     Zaczynają walczyć między sobą. Tym bardziej, że w lustrze widzą kogo tłuc. Oczywiście słowo: tłuc jest trochę nie na miejscu. Okazuję się, że odwieczna tradycja zabraniająca nakładania się na siebie, przestała obowiązywać. Osobniki z grubszej warstwy farby, włażą na te z bardziej cienkiej. Wydrapują te pod spodem, z podłoża. Inni znowu nasuwają się na ściany domów, by sąsiadowi życie uprzykrzyć. Niektórzy z nerwów, dostają łuszczycy. Mieszają się z innymi obrazkami. To całe zamieszanie rodzi wiele pustych wydrapanych miejsc.     Wielki Pędzel nie nadąża malować nowych osobników. A jeżeli nawet, to wychodzi mu koślawo. Jest bardzo nerwowy. Koślawe nie chcą być… koślawe. Mają pretensje do wszystkich wokoół. Zawiść zaczyna w nich wrzeć. Psują swoim ciałem okoliczne obrazki, żeby były tak samo brzydkie jak one. Nie ważne, czy żywe, czy nieożywione. Wielki Pędzel jest tak roztrzęsiony, że uderza w lustro. Powstaje ogromne pęknięcie.     Część świata wraca do punktu wyjścia. Nie widzi samych siebie, ale inni widzą ich i to niezwłocznie wykorzystują. Narasta wielki chaos. Już nie jest tak pięknie jak kiedyś. Niestety, pęknięcie się niebezpiecznie powiększa. Znowu następni nie wiedzą jak żyją. A ci co jeszcze mają kawałki lustra nad głową, coś jednak widzą. Także to wykorzystują. Wreszcie dostrzegają swoich wrogów. Wiedzą jak się do nich dorwać. Zdrapać do gołego płótna. Do ostatniej nitki. Same pozostając warstwą farby.     *** Pęknięć w zwierciadle jest tak wiele, że wszyscy zdrapują wszystkich, nie wiedząc, czy to przyjaciel czy wróg. Słychać nieliczne głosy nawołujące o spokojne przyleganie do podłoża, ale na nic to się zdaje. Walka jest tak zacięta, że lustrzana powierzchnia, zaczyna niebezpiecznie drgać, wpadając w coś, w rodzaju rezonansu. Na dole odbywa się prawdziwa wojna. Jest taka zajadła, że w płótnie powstają dziury. Wiele istot jest przedartych na pół lub dosłownie na strzępy. Niektóre części wojujących farb, wylatują przez rozdarcia w płótnie, w nicość. A że wojuje większość, to i niewinne lecą poza granice postrzegania.     Rezonans doprowadza do tego, że ogromne lustro rozpada się na kawałki. Zlatują na obraz. A właściwie na resztki, co z niego pozostały. Mieszają się z lepkimi cząstkami farbek, które jeszcze tak niedawno, były żyjącymi istotami tego świata. Ostre odłamki tną płótno na strzępy. Wszystko spada, w trudną do określenia rzeczywistą nicość. Nie ma już ani świata ani lustra.   Zapach świeżej farby, gdzieniegdzie pozostał.    
    • @Marek.zak1 zawsze przerażała mnie taka myśl, o takim życiu, że jestem takim roztargnionym pyłkiem w świecie kobiet, "she stayed in my eyes inside" , to jakoś działa ale czuję się jak w ostatecznym szachu. To pewnie może być piękne ale to już dominacja pierwiastka żeńskiego.
    • zmęczenie, niemy bezwład trochę bólu głowy stąpam po chmurach od spodu roztapiam się w pościeli ...flanelowej w łosie ze złamaną nogą samość jest nudna jak flaki z olejem wiersze mdłe i tak jakoś bez perspektywy chciałoby się odkryć życie na nowo zgrać z hiperprzestrzenią być na nowo
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...