Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ej histerycy, histerycy. Trzy dni temu, na lokalnej drodze, przy granicy z Polską, osobowa, dwudrzwiowa skoda z pijanym tatusiem za kierownicą uderzyła w drzewo. Z tyłu dwoje dzieci w wieku pięć i siedem lat. Po uderzeniu pijak wyczołgał się o własnych siłach i zemdlał, zanim nadjechały odpowiednie służby, dzieciaki uwędziły się w palącym wraku, szyby z tyłu miały widoczne bruzdy, po drapaniu w nie małymi paznokciami, ej, pajace, pajace, nikt o tym nie gadał tyle, bo to zwykłe dzieci były, nie ćpały, nie przeszczepiały sobie skóry z dupy i w ogóle, mało znane były.......

  • Odpowiedzi 77
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Problem polega na tym że do historii przechodzą ludzie innego pokroju niż "normalni" np. Ramzes ( Ciekawe ile tysięcy robotników zginęło podczas prac nad jego widzimisię) , Cezar ( ciekawe ilu poddanych powywieszał), Chopin (choleryka, podobno nie do wytrzymania), Elvis (ćpun?), teraz Michael Jackson którego muzyki słuchały miliardy ludzi, a większość ludzi na świecie znała, historia nie pamięta ludzi tylko legendy, a MJ był legendą - którą sam i z pomocą wytwórni stworzył ( choć zapewne jako człowiek był infantylnym ekscentrykiem nie do wytrzymania).
Opublikowano

Marcin Erlin napisał:

Ej histerycy, histerycy. Trzy dni temu, na lokalnej drodze, przy granicy z Polską, osobowa, dwudrzwiowa skoda z pijanym tatusiem za kierownicą uderzyła w drzewo. Z tyłu dwoje dzieci w wieku pięć i siedem lat. Po uderzeniu pijak wyczołgał się o własnych siłach i zemdlał, zanim nadjechały odpowiednie służby, dzieciaki uwędziły się w palącym wraku, szyby z tyłu miały widoczne bruzdy, po drapaniu w nie małymi paznokciami, ej, pajace, pajace, nikt o tym nie gadał tyle, bo to zwykłe dzieci były, nie ćpały, nie przeszczepiały sobie skóry z dupy i w ogóle, mało znane były.......


Problem polega na tym że do historii przechodzą ludzie innego pokroju niż "normalni" np. Ramzes ( Ciekawe ile tysięcy robotników zginęło podczas prac nad jego widzimisię) , Cezar ( ciekawe ilu poddanych powywieszał), Chopin (choleryka, podobno nie do wytrzymania), Elvis (ćpun?), teraz Michael Jackson którego muzyki słuchały miliardy ludzi, a większość ludzi na świecie znała, historia nie pamięta ludzi tylko legendy, a MJ był legendą - którą sam i z pomocą wytwórni stworzył ( choć zapewne jako człowiek był infantylnym ekscentrykiem nie do wytrzymania).

Marcinie - ten poniższy kom . chyba cię przekona dlaczego tak reaguje
ludzkość a nie inaczej na podany przez ciebie przykład - nie pierwszy to
raz ani ostatni - więc nie nazywaj tego histerią .
Z poważaniem Waldemar.

Opublikowano

Ktoś, nie wiem, mądry czy głupi, powiedział kiedyś , zgadzam się z tym w pełni, szczególnie po przeczytaniu Waszej dyskusji na ten temat. Koniec, kropka. Bawcie się dalej. Teraz pora na szał zakupów, koszulki z królem, medaliki z królem, wycieczki do miejsca, gdzie król jadł, spał i co tam jeszcze..... może dolar osłabnie, będzie taniej. Spadam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zgadzam się, poza tą 'epoką', bo chyba nie twierdzisz, że ostatnio 2/3 razy w roku kończą się epoki ;)

zastanów się jeszcze raz nad tym, co powiedziałeś :)
epoka popkultury muzycznej światowej nie ma nic wspólnego z Osiecką.
porównałam tylko jej upadek (popkultury światowej muzyki) do upadku byłej już epoki wielkich tekściarzy i muzyków w kulturze polskiej. "2/3" razy w roku potwierdza a nie zaprzecza twierdzeniu, niestety.
Te epoki upadają niezależnie od życia i śmierci jednostek. Formuły się wyczerpują, czasy zmieniają.

A taki np Ian Curtis... jego śmierć raczej rozpoczynała nowe trendy w muzyce niż kończyła stare.

No i jak to jest? Jackson zmarł, ale jego gwiazda przygasła już wcześniej; Niemen zmarł jako twórca bądź co bądź niszowy... to samo Nalepa - to byli ludzie, którzy na świeczniku byli lata wcześniej. Ich śmierć żadnej epoki nie kończyła, bo ona już zdążyła umrzeć śmiercią naturalną.

W niczym to nie umniejsza wkładu tych ludzi, ale bajdurzenie o kończeniu się epok to przesada.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Podzielam Twoje zdanie Marcinie w 100 % !
Tak? A co to za opinia, którą podzielasz? Bo ja wyłuskałem z tej przypowieści sugestię autora, że nie należy się współczuć glodnym dzieciom w Polsce, bo w Burkinie Faso też głodują, tylko że niekoniecznie musimy o tym wiedzieć.

Chyba że chodzi o jeszcze coś innego - że mamy spędzić życie na żałobnych zawodzeniach nad milionami ludzi umierających co roku na świecie, którzy nigdy nie mogli być dla nas niczym więcej niż cyferkami w statystykach.

Może naszym ludzkim powołaniem jest poznać wszystkich ludzi na świecie, aby móc równie gorąco się ich życiem interesować.

A może po prostu warto pomyśleć zanim się coś napisze i zastanowić, czy aby nie byłoby to powodowane usilną chęcią oddzielenia się od "niby-masy". Bunt to jest fajna rzecz, ale dalece bliżej w nim do pajacowania niż w naturalnym dążeniu do uhonorowania śmierci osoby, która coś na tym świecie znaczyła.

Ja wiem, że to strasznie niektórych ku.wi, że są tacy, którzy coś znaczą (w przeciwieństwie do...); ale nie popadajmy w histerię...
:)
Opublikowano

Hmmm... kurde, po tych wszystkich artykułach w prasie i reportażach w mediach, aż mi się smutno zrobiło. Zaraziłem się szokiem. Być może wcześniej tak gadałem, bo dawno, dawno, dawno temu go słuchałem i faktycznie (tak jak Vacker napisał) jego gwiazda dużo wcześniej zgasła również dla mnie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Podzielam Twoje zdanie Marcinie w 100 % !
Tak? A co to za opinia, którą podzielasz? Bo ja wyłuskałem z tej przypowieści sugestię autora, że nie należy się współczuć glodnym dzieciom w Polsce, bo w Burkinie Faso też głodują, tylko że niekoniecznie musimy o tym wiedzieć.

Chyba że chodzi o jeszcze coś innego - że mamy spędzić życie na żałobnych zawodzeniach nad milionami ludzi umierających co roku na świecie, którzy nigdy nie mogli być dla nas niczym więcej niż cyferkami w statystykach.

Może naszym ludzkim powołaniem jest poznać wszystkich ludzi na świecie, aby móc równie gorąco się ich życiem interesować.

A może po prostu warto pomyśleć zanim się coś napisze i zastanowić, czy aby nie byłoby to powodowane usilną chęcią oddzielenia się od "niby-masy". Bunt to jest fajna rzecz, ale dalece bliżej w nim do pajacowania niż w naturalnym dążeniu do uhonorowania śmierci osoby, która coś na tym świecie znaczyła.

Ja wiem, że to strasznie niektórych ku.wi, że są tacy, którzy coś znaczą (w przeciwieństwie do...); ale nie popadajmy w histerię...
:)

Dokładnie tak. Jednak
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zastanów się jeszcze raz nad tym, co powiedziałeś :)
epoka popkultury muzycznej światowej nie ma nic wspólnego z Osiecką.
porównałam tylko jej upadek (popkultury światowej muzyki) do upadku byłej już epoki wielkich tekściarzy i muzyków w kulturze polskiej. "2/3" razy w roku potwierdza a nie zaprzecza twierdzeniu, niestety.
Te epoki upadają niezależnie od życia i śmierci jednostek. Formuły się wyczerpują, czasy zmieniają.

A taki np Ian Curtis... jego śmierć raczej rozpoczynała nowe trendy w muzyce niż kończyła stare.

No i jak to jest? Jackson zmarł, ale jego gwiazda przygasła już wcześniej; Niemen zmarł jako twórca bądź co bądź niszowy... to samo Nalepa - to byli ludzie, którzy na świeczniku byli lata wcześniej. Ich śmierć żadnej epoki nie kończyła, bo ona już zdążyła umrzeć śmiercią naturalną.

W niczym to nie umniejsza wkładu tych ludzi, ale bajdurzenie o kończeniu się epok to przesada.

na tym polega to bajdurzenie :)
z naszego bajdurzenia wyniaka oficjalne zamknięcie danego etapu. Curtis rozpoczął, bo nie przetrawił 30 lat na scenie i nie wnosil stalego wkładu w rozwój "epoki", jedynie był prekursorem. a Osieckiej, Niemiemena, Nalepy czy Grechuty nie uważam za niszowych, przynajmniej w moim odczuciu. nie byli popowi, ale stworzyli wielką epokę dobrej polskiej piosenki, muzyki, tekstów.
Pierwsza moja wypowiedź odnosiła się do tego, że rozumiem tą symboliczną chęć zamknięcia wraz z odejściem Michaela epoki popu, bo podobne wrażenie miałam z odejściem Osieckiej i to niestety prawda. :)
Opublikowano

z całym szacunkiem, ale nie rozumiem tego powoływania się na "Oleśkę" w niektórych wypowiedziach. nie mam zamiaru z nikim się bić ani narzucać swojego zdania. jeśli ktoś chce ze mną (tudzież Żubrem np.) polemizować, to uważam, że to dziwne - można dyskutować na temat faktów, nie na temat uczuć chyba
.
ja ani nie rozpaczam, ani nie histeryzuję - napisałam tylko, co poczułam (a co nie będzie za mną chodzić przez najbliższy miesiąc).

śmierć MJ nie była dla mnie życiową stratą, nie noszę żałoby, nie znałam człowieka, jak mogę rozpaczać? czuję sie tylko trochę dziwnie - MJ był od kiedy pamiętam. potem skończyła się guma balonowa itp., teraz odszedł MJ. ostatni raz czułam się tak, kiedy po raz ostatni obchodziłam 'naste' urodziny ;) coś się skończyło, ot. i nie muszę z tego powodu wklejać zdjęcia MJ na naszą-klasę ;D

a dorabianie do tego ideologii jest moim zdaniem głupie i tyle.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


sorry, mało tworzył przez ostatnie lata tzn. że jego gwiazda przygasła już wcześniej? to skąd te miliony fanów?
to tak jakby napisać, że przygasła gwiazda Chopina, bo od prawie 200 lat nie stworzył nic nowego (co jest nieco głupie, nieprawdaż?)


to tak jakby ich przyrównywać do gwiazdek jednego sezonu - przez wakacje wszyscy ich słuchają, a pół roku później nikt o nich nie pamięta; a podejrzewam, że taki Thriller ma aktualnie więcej fanów niż ponad 20 lat temu - nie widzisz różnicy? ktoś kto latami zapracował sobie na szacunek w branży muzycznej nie musi do końca życia wypuszczać albumu co rok i po 70. skakać na scenie (chyba że wchodzi w skład Rolling Stones;p), bo ma już zagwarantowaną pozycję.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


sorry, mało tworzył przez ostatnie lata tzn. że jego gwiazda przygasła już wcześniej?
Oczywiście. Dla mnie jest to równoznaczne. Ktoś, kto przestaje tworzyć, przestaje być gwiazdą, a staje się żywą legendą. Jest drobna różnica.


Co to ma do rzeczy.


Mnie się wydaje głupim nazywanie Chopina gwiazdą. Ale pewnie to ja jestem głupi.



Chopin też dziś ma więcej fanów niż kiedyś - choćby dlatego, że jest o wiele więcej ludzi, którzy mieli szansę uzyskać kontakt z jego twórczością. Szacunek nie ma nic wspólnego z byciem gwiazdą. Mylisz pojęcia. Nigdzie z moich wypowiedzi nie wynika przyrównywanie Jacksona do gwiazdek jednego sezonu.

A dla przypomnienia: pisałem o tym wszystkim w kontekście epok. Jeżeli Jackson ma być z jakąś utożsamiany, to ona już jakiś czas temu minęła - teraz ludzie szaleją na punkcie innych, co nie zmienia faktu, że całe rzesze mogą jego muzykę lubić, uznawać za arcydzieło itp itd. Jaką epokę kończy śmierć człowieka, który już nie tworzy, ani aktywnie nie uczestniczy w kształtowaniu rzeczywistości?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bzdura. Umarł Robert Johnson, Muddy Waters, B.B King, Jimi Hendrix, Jim Morrison, Janis Joplin, Kurt Cobain. Kto ich zastąpi ? Te postaci były jedyne w swoim rodzaju, wielkie indywidualności, bez których świat muzyki (współczesnej, rzecz jasna) byłby marny. To tak, jakby powiedzieć, że był sobie Jezus, ale co tam, przyjdzie kolejny i też będzie zbawiać. I Chrześcijanie będą się cieszyć. Zgadzam się z tym, co powiedzieli Żubr i Olesia. Nie byłem fanem Jacksona, ale mam ogromny szacunek za to, co zrobił dla muzyki.

Nim kogoś uśmiercisz zastanów się dwukrotnie. BB KING żyje!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mnie się wydaje głupim nazywanie Chopina gwiazdą. Ale pewnie to ja jestem głupi.
moim zdaniem różni się 'bycie gwiazdą' od sformułowania '(czyjaś) gwiazda przygasła' - drobna, ale jednak różnica jest (tak samo jak między byciem gwiazdą a Gwiazdą)

czarno na zielonym widać, że nie napisałam "Chopin był gwiazdą" (choć nie widzę w tym określeniu nic złego)



Chopin też dziś ma więcej fanów niż kiedyś - choćby dlatego, że jest o wiele więcej ludzi, którzy mieli szansę uzyskać kontakt z jego twórczością. Szacunek nie ma nic wspólnego z byciem gwiazdą. Mylisz pojęcia. Nigdzie z moich wypowiedzi nie wynika przyrównywanie Jacksona do gwiazdek jednego sezonu.
otóż to (patrz: gwiazda MJ nie przygasła ;p)



ja z kolei nie pisałam o 'końcu epoki', więc zonk
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bzdura. Umarł Robert Johnson, Muddy Waters, B.B King, Jimi Hendrix, Jim Morrison, Janis Joplin, Kurt Cobain. Kto ich zastąpi ? Te postaci były jedyne w swoim rodzaju, wielkie indywidualności, bez których świat muzyki (współczesnej, rzecz jasna) byłby marny. To tak, jakby powiedzieć, że był sobie Jezus, ale co tam, przyjdzie kolejny i też będzie zbawiać. I Chrześcijanie będą się cieszyć. Zgadzam się z tym, co powiedzieli Żubr i Olesia. Nie byłem fanem Jacksona, ale mam ogromny szacunek za to, co zrobił dla muzyki.

Nim kogoś uśmiercisz zastanów się dwukrotnie. BB KING żyje!
A mnie się zdawało, że umarł. Cóż, to B.B zamieniamy na Albert i będzie git.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji. Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem. Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata.     Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca. Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.     Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż? Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.    
    • @vioara stelelor Spalić pamiątki, zniszczyć wspomnienia te nie po drodze nam.Jest tylko Kosmos i nasza Ziemia to teraz nasz ludzki czas..,
    • @hollow man   :) tak! Na przedmieściach, masz w oczach czerwień, neonu :)))  @KOBIETA hollow man:)))) uśmiechnij się:)))        
    • @KOBIETA Z każdej perspektywy.
    • @hollow man   od tyłu ;)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...