Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Co jakiś czas spotykam się z lekkim skrzywieniem oburzonych szlachetnie użytkowników na jakość tutejszych komentarzy. Żeby nie wpisywać tego samego pod każdą taką uwagą, robię niniejszym oddzielny wątek - będzie można w razie czego doń odesłać.
Wiadomo, że porządny, konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale wiadomo też, jak szybko znikają zamieszczone tutaj wiersze. Czyli rodzi się pytanie - czy warto poświęcać czas, by na drugi dzień już ten wpis zniknął w czeluściach stron. Każdy, kto pisze jakieś wypracowania, interpretacje wie, że to czasem jest kilka godzin pracy. Wiadomo też, że skoro dana praca idzie do druku, jest to gra warta świeczki, a tak...
Ja mam świadomość, że kilka osób jakoś skorzystało z bycia na forum - od czytania wskazówek (jakimi są komentarze w stylu: "tak" "nie") do wydań tomików i jakoś tego czasu tutaj nie stracili. A internet jak to internet - wielu przychodzi, wielu odchodzi, wielu jest tutaj przez przypadek, kilku w rzeczywistości gdzieś tam zaistnieje. I o co w takim razie ten zgrzyt? Wiersz jest do czytania i o ile się orientuje, nie jest obowiązkiem pod każdym przeczytanym wierszem zostawiać wpisu naukowego. Jeżeli trafi się pasjonat - chwała mu za to. Ja osobiście zrzekam się pisania obszernych wpisów po to, żeby znikły, często nie doczekując się nawet odpowiedzi, ew. zdawkowego - "dziękuje". No, czasem jak coś mnie natchnie, to służę uprzejmie.
Zastanawia mnie też brak wyobraźni u tych krzyczących, bo kiedy się krzyczy, powinno się mieć podstawy - czyli takie obszerne komentarze za sobą. Najczęściej się zdarza, iż są to niezadowoleni z odbioru ich wierszy wielcy poeci, czasem ktoś, kto ma inną wizje i usilnie stara się ją narzucić, bardzo rzadko ktoś, kto rzeczywiście pracuje i widzi, jakie to bezcelowe. No ale umówmy się - każdy ma życie takie a nie inne, pewnie uczy się, pracuje i co tam jeszcze i wątpię, żeby ktoś po pracy wracał, sięgał po słowniki i pisał do 11:00 w nocy opinię, bo Antoni wydał wiersz. Zresztą jak już ją skończy, wiersz będzie na 3/4 stronie.
Dlatego ja polecam rozwagę i czerpanie z tego, co się pojawia pod tymi naszym wierszami - często zwykłe "podoba się", czasem jakiś konkretny wpis. Przypominam, że nikt tutaj nie jest na etacie krytyka (a wątpię, żeby jakiś zawodowy krytyk był).
Na koniec przytoczę pewien fakt - pewien bardzo znany krytyk i eseista (nazwiska nie będę pisał) wziął garść kartek z wierszami do oceny i wyglądało to tak:
-"to gówno, to gówno, to może być, ten wiersz jest bardzo dobry, ten też, to znowu gówno"
więc co wy, szanowni użytkownicy, wymagacie od szarego czytacza wierszy?

Opublikowano

Ja kiedy naskrobię coś, to pokazuje to tutaj, a nie chowam w szufladzie właśnie po to, zeby otrzymać konstruktywny komentarz. Nie twierdzę, ze nad moim wierszem, bądź stroną prozy ma siedzieć kilka osób przez kilka godzin, bo sama nie robię tego dla innych. Kiedy jednak ktoś napisze: "beznadzieja", to odrobinę mnie to bulwersuje. Bo, przepraszam bardzo, fajnie, ze to beznadzieja, ale może by tak napisać dlaczego, czy da się z tym coś zrobić itp. Jestem wielką amatorką twórczą i rady, które dostaję tutaj od bardziej doświadczonych są dla mnie naprawdę wielką pomocą. Tylko dobrze by było, gdyby to rzeczywiście były rady.
Pozdrawiam
Zuzka

Opublikowano

Pancolek - po prostu będę wklejał link, jakby co...

Ewa K. - tutaj oceniam komentarze, które poezją nie są, ale zmienię ;)

Zuźka - "beznadzieja" to też jest jakiś osąd, z którym należy się zmierzyć. Najlepiej wychwytywać kto jest kto - czy to jakiś sensowny użytkownik, czy jakiś nick,który nudzi się w domu. Aczkolwiek to jest tylko moja opinia, przyczynek do dyskusji,do której zapraszam. Ja często mam dylemat - czytam fajny wiersz, ale nie wpisuje tego "tak", żeby nie przeczytać potem, że komentarz jest niekonstruktywny, albo, nie daj losie, że jestem w jakimś TWA.
Chyba, że zrobimy tak, że kto nie ma nic sensownego do napisania, nie pisze. Wtedy tylko czytamy i powoli zanikamy... w ciszy.

Opublikowano

a co krytyk może? Najwyżej policzyć sylaby, wyrównac średniówkę i zakląć pod nosem na metaforkę dopełnaiczową :> i tyle. Bo to czytacz arbitralnie decyduej co mu się podoba a co nie :)) jakoś nie znam osób, które jak im nei pwadnei w ucho piosenka np. w radiu podejmą się jej omowienia, zastanowienai and nią, jak coś nie interesuje to koniec. Stąd często komenty krótkie... ale ile mówią! Bo jezeli dostaniemy parę komentów negatrywnychc od osób o różnych gustach (gusta można poznać patrząc na to jakei iwersze piszą :) ) to znaczy że to nei tylko sprawa guścik,ów ale mierności wiersza :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wg mnie tak właśnie jest. Kiedyś właśnie dyskutowaliśmy z Rachel nad podobnym tematem i też starałem się Ją przekonać :)
Aczkolwiek tutaj nie piję do żadnej osoby (chociaż impulsem był wpływ "igorii" [czy coś takiego], gdzie po raz przynajmniej setny czytam, że komentarze są niekonstruktywne).
Teraz wyobraźmy sobie sytuacje, gdzie każdy wiersz musi mieć konstruktywną krytykę. Co zrobić z tomikami poezji? Nie wiem, jak Wy, ale ja np. zamiast wydawać 10 pln za tomik (często mierny) wolę sobie wiersze poczytać tutaj i tak samo, jak czasem zachwycam się wierszem na papierze, podobnie zachwycam się wierszem stąd - i to staram się Autorowi przekazać wpisując "podoba się". Czasem, gdy coś wiersza nie przypomina, też w jakiś sposób to piszę - i mam wrażenie, że większość czyni podobnie. Co nie znaczy, że nie warto robić porządnych wpisów, gdzie ten krytyczny pot wręcz wycieka. Ale to chyba nie powinien być przymus, tylko dobra wola - jak każdego, kto w jakiegokolwiek powodu tutaj się loguje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wg mnie tak właśnie jest. Kiedyś właśnie dyskutowaliśmy z Rachel nad podobnym tematem i też starałem się Ją przekonać :)
Aczkolwiek tutaj nie piję do żadnej osoby (chociaż impulsem był wpływ "igorii" [czy coś takiego], gdzie po raz przynajmniej setny czytam, że komentarze są niekonstruktywne).
Teraz wyobraźmy sobie sytuacje, gdzie każdy wiersz musi mieć konstruktywną krytykę. Co zrobić z tomikami poezji? Nie wiem, jak Wy, ale ja np. zamiast wydawać 10 pln za tomik (często mierny) wolę sobie wiersze poczytać tutaj i tak samo, jak czasem zachwycam się wierszem na papierze, podobnie zachwycam się wierszem stąd - i to staram się Autorowi przekazać wpisując "podoba się". Czasem, gdy coś wiersza nie przypomina, też w jakiś sposób to piszę - i mam wrażenie, że większość czyni podobnie. Co nie znaczy, że nie warto robić porządnych wpisów, gdzie ten krytyczny pot wręcz wycieka. Ale to chyba nie powinien być przymus, tylko dobra wola - jak każdego, kto w jakiegokolwiek powodu tutaj się loguje.

jeden czyta i nic nie zostawia drugi wstawia komentarz. Rady dotyczące pisania wierszy są ogólnie dostepne w internecie, więc po porstu tgrzeba ruszyć cztery litery :] przypomniała mi się moja nauczycielka od fizyki, która na brak pracy pytąła się: ale czego nie rozumiesz? i wpadka ;} nie można wsztystkiego nie rozumieć, jedne rzeczy są po prostu do wykucia, inne do zrozumienia. Pozatym nie dziwię się innym z poezji.org, ja przez rok zbierąłem wskazówki dotyczące pisania wierszy klnąc przy tym siarczyście na niegodziwe nciki z poezji.org, kiedy już miałem w miarę pojęcie jak to robić postanowiłem nauczać ^^. Na spojrzeniach, całkiem miłej, ale pochłoniętej przez nieszcżęsne nastolatki i nastolaktOW spisałem długie komenty pisałem jak budować metaforę, unikać dopełniaczowych, kreowac opis, rady dot. rymu, średniówki itepe... i co? strata czasu. czasem jak mam zbyt dużo wolnego czasu ot tak moge cos dłuzej napisać, ale to nie ma czasu, bo

CZŁOWIEK musi sam zdobyć doświadczenie w poezji i wskazówki, na pcozatku nikt nei chce słuchac, zachwycamy isę swoją twórczością ;D dopiero po dłuższym okresie pisania, czytania itepe zaczynamy pojmowac o co biega i wtedy sami sie cuzymy metodą prób i błędow :D

a jęzeli ktos się nie zgadza :} mam zadania, oto jeden z moich pierwszych wierszy :] Jak wyjaśnic samozachwyconemu autorwi że to jest gówno? I po co komentowac, kiedy to jest całe źle! Bledy można poprawiać, ale jeżeli ktoś nei znając podstaowych reguł zacznie siezabierać za zadanai z fizyki tyo nawet najlepszy metodyk powie: gniot.

O Rzymie! W tobie dla świata tego niosę przestrogę,
lecz nie we mnie dziś nadzieja. Już nie pomogę...
Stracone ludy, stracona harfo! Kto cie usłyszy?
Patrzą jak twa struna ostatnim tchnieniem dyszy,
to ciche brzmienie - choć przytłumione, w niebo uderza,
dźwięk jednak ulotny tam zanika. Przestworze uśmierza.

Nie czas to by płonącym piórem pisać, bo w świecie próżna iskra.
O lutnio, gdzie twój śpiew? Anieli wiedzą! Z ciebie nuta już nie tryska!

Nie ty w tym świecie, nie dla ciebie ta ziemia,
czy nie ma dla sztuki choć krzty przebaczenia?
O ślepcze, nie z twej dłoni dźwięk się rozchodzi!
To diabeł i próżny człek swój tęgi głos podnosi
Jednak nie pora płakać, bo krople oceanu nie tona!
Takem samo łzy nad sztuką! One ku anioły niosą!

I podnoszę mą lutnię i trwam - jako ślepiec
Nie królem wyglądam, mój z chmur jest wieniec,
Nie pytam jednak o drogę, bo z nikąd idę,
A jak gdyby żeglarz jaki dostrzegł - nie do ludzi płynę!

O Jeruzalem! W tobie me serce znalazło ukojenie,
lecz i tu przestrogi dać nie mogę, harfy nastrojenie -
- nie nada się, bo ją nie ze słońca acz z księżyca wziąłem
Teraz w mym triumfie sztuki nad słońcem zasnąłem,
Słyszę - nie ma śpiewu w puszczy, ale lasy płoną,
To człecze oczy z nienawiści! Nie idę ludzką drogą!

Gdybym tako mógł jeszcze raz ludzkie prześledzić poczatki,
znalazłbym ja sposób na życia bolączki!

Lecz straszliwa wola wstecz cofnąć nie pozwala,
tako widzę ja te błędy - acz z dala!
Nie w tym świecie niosę dla was przestrogę, bo nie ja z tego świata,
jakem puch z księżyca, w powietrzu nade zieleń cząstka ma lata,
Nie tkwiłem korzeniem, w ziemi skąd rodzą się grabieżcy,
nie mam w sobie krwi co pluję a bliźniego, nie mój duch złowieszczy!

I podnoszę mój laur i w paszczę smoka rzucam,
Kiedy żyłem śniłem, teraz we śnie słucham
Harfo graj, niech giną światy! Odradzasz się! W lili twe korzenie!
Jam ciebie warty! Gdy śpiewam nieziemskim jestem stworzeniem!

Któż wam takem pozwolił, nad ziemią stłuc klosz kryształowy,
Dla was lepszym byłby inny - zimny i stalowy,
Nie w światło sie wpatruję, lecz w półcień księżycowy,
takem cezar patrzał w id dzień marcowy,
Gdy tysiąc sztyletów, z piersi jego krew upiło,
Tako teraz sztuki zamachem się pozbyto!

Nie, nie upadnie niebo, nie zbije sie jego kopuła, póki krzyż ją trzyma,
Takem poeta go wzmaga, sztuka darem jest od Bożego Syna!


Kazali ludziom wierzyć, że w sen się zanurzy,
i rzekli, że ten dla sztuki kto oczy zmruży.. w wieczności
Teraz ja w mej bolączce nade falami, i ja falą!
Nie poezja nie przemija, jej wiersze się nie palą!
Ja tym okrętem rzucam, co nie ku mnie dąży,
Jam przy nim czuwał, choć poza Bogiem krążył.

Nie, nie ostanę,
nim zaśniecie zamienię się w piane,
I jak piana w bieli , ja w bólu się pogrążę,
I razem za wodami marzeń do kwiecia snów podążę!

Czyż sztorm nie jest jękiem zranionego oceanu?
Jego krzyk szumem wiatru, pozbawiony ułudy raju!
Zatraciwszy sens świat w przeźroczystość się przetwarza,
Nie we mnie jest teraz wiara, jam nade wulkanem, co lawę wysadza,
Jam nie zastygł, gorętszym niż lawa! Poezjo i ty nie zastygaj!
Ty nie zastygasz, ty śpisz, śpisz ponad Synaj!

Ku niebom niesieni ludzie - posągi z marmuru! Z chmur i świateł szaty,
Prawa wiecznie nie trwały - zdradzone! Minęły poezji czasy!

Boska góro, iglico kamienna, przeze mnie poetę poczęta,
Gdzie jesteś? Na twym szczycie Bóg nam prawo dał! Historia zaczęta!
Nie teraz ma harfo, nie teraz, nie odlataj! Ja ostać chce przy tobie!
Ziemio, niebo - usłuchajcie. Harfiarze śpiew nasz ratunkiem jest, wyższy ludzkiej mowie,
Podnieśmy harfy i lutnie nad laury, Niech dźwięk się rozlegnie, świat zagłuszy,
I sie rozpadnie całość. A z resztek Bóg nowe ciało w bieg ruszy!

Dziś w poezji zwyciężonej, poezja niezwyciężona
Bo ta zło zniszczywszy i siebie zwalczyła,
By żadna inna siła, od niej większą nie była,
Nie przemienię Bóg, przeminą ludzie!
Opublikowano

temat ważny więc z zainteresowaniem do niego podchodzę. nie czytałem postów poza pierwszym, bo zostawię sobie to na deser, ale odniosę się do pierwotnego.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i dalej


i tak i nie.

nie łudźmy się, z orgu żaden Herbert czy Różewicz raczej nie wyjdzie, 95% za parę lat sama rzuci pisanie, ku uldze najbliższych. zastąpią ich kolejne pokolenia grafomanów. nie ma więc zwykle czasu poświęcać nadmiernej uwagi tutejszym wypocinom. zawsze jak zamknę przeglądarkę dla odtrutki muszę przeczytać ze dwa dobre wiersze.

zgadzam się, należy doceniać zwykłe "podoba się". siedzenie tutaj to strata cennego czasu, więc zwykła prosta pochwała też jest w cenie, to jakiś sygnał od odbiorcy, że nie ma totalnego zgrzytu w formie wiersza (nawet bez zrozumienia jego treści).
natomiast są granice, są komentarze powierzchowne, gdzie niedorozwinięty czytelnik, przeczyta jeden wers, który zrozumie i na jego podstawie stwierdza, że jakiś tekst jest słaby, bo omawia oklepany temat. a temat jest oklepany, bo durnowaty czytelnik nie zrozumiał wiersza, który jest często kompletnie o czymś innym.

krotko - pozytywne powierzchowne komentarze są akceptowalne, ale zjechanie kogoś pod głupkowatym pretekstem wynikającym z własnego debilizmu - temu mówimy nie.

amen
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak sobie pomyślałam teraz, że owszem, mozna napisać gniot, bo przecież "to jest całe źle". Ale może wytknąć choćby te największe błędy? Bo jeśli usłyszymy tylko: "gniot", to czego się nauczymy?
Opublikowano

Wszystko ładnie Panie Michale, ale nie sądzę, żeby coś się zmieniło mentalność ludzka taka jest, że dla poczucia się wyżej jeden użytkownik atakuje drugiego. Nie tylko nie komentuje wierszy, ale zakłada nikomu nie potrzebny wątek o jakiejś osobie. Zakładając może w ten sposób, że jak kogoś sztucznie ośmieszy to zyska uznanie jako wielki znawca. I chyba nigdy to się nie zmieni w internecie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Na dobrą sprawę nie dyskutuję, bo zgadzam się w 99%. Jedyne, co mogę dorzucić to to, że nie każdy jest znawcą, ba, nawet najlepszemu zdarzają się pomyłki w ocenieniu. Ale internet to internet - wstęp wolny, to nie salon. Chociaż bardzo praktyczny i potrzebny.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak sobie pomyślałam teraz, że owszem, mozna napisać gniot, bo przecież "to jest całe źle". Ale może wytknąć choćby te największe błędy? Bo jeśli usłyszymy tylko: "gniot", to czego się nauczymy?

Żeby nie wklejać gniotów :))
Opublikowano

Jak Pan uważa, ale ja nie mam wprawy w kopiowaniu linków i tak. Znalazłem wątek "Kłótliwy beton" Myśli Pan, że jest o wierszach? Uważam, że Pańska inicjatywa jest słuszna, ale ludzie nie zmienią się.

Opublikowano

Tak naprawdę to najwięcej emocji,ilości komentarzy wzbudzają wszelkie wulgaryzmy,jakieś zaistniałe kurwy ,czy inne pierdolce...
Nie wiem,czy chodzi nagle,by ukonstytuować ich prawo bytu w wierszach?
Im więcej wulgaryzmów,tym lepszy wiersz???
Dla mnie to jakieś niefajne jest,inni powiedzieliby ,że nie zajebiste(jak słowo to zrobiło błyskotliwą karierę w mediach).
Co to nie ma już innych słów,by wstawiać nic nie znaczący przerywnik...

Fakt,nie lubię wulgaryzmów i w życiu i poezji...
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...