Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tu Polskie Radio Olsztyn. 18 marca, godzina bzzzzz. Lokalne wiadomości:
Nie wydarzyło się nic wartego uwagi. Jedynym, godnym pożałowania i współczucia, zdarzeniem, są czterdzieste trzecie urodziny nieznanej hodowczyni parchatych kotów, Małgorzaty Iksińskiej. Dzisiejsza data to dzień pożegnania się dostojnej jubilatki z jej kobiecością i dawno utraconą, wątpliwej jakości, urodą. Ta data to również symbol jej wielkiej przegranej, poddała się i przestała walczyć o siebie…
Szybko sięgnęła ręką w kierunku radia. Przekręciła gałkę, aby ściszyć to diabelstwo. Głos prezentera nie dawał za wygraną.
…Poprosiliśmy naszych słuchaczy, aby skomentowali to wydarzenie. Oto pierwszy głos:
- Tu Kazimierz z Ostródy. Wie pan, uważam, że kobiety powyżej czterdziestego roku życia powinny…
Tym razem rozwścieczona nacisnęła wyłącznik radia. Bezskutecznie.
…bo wie pan, gdyby moja Stasia nie przywiązywała wagi na przykład do bielizny, wyrzuciłbym z domu…
Miała już tego dość. Chwyciła za kabel i mocno pociągnęła nim. Wtyczka wypadła z gniazdka.
…Tak, tak. To pożałowania godne, zgadzam się z moim przedmówcą- tym razem dobiegł z radioodbiornika głos kobiecy. -To , że miała marnego chłopa, to co tam! Każdy chłop jest psa warty. Ale jak mogła siebie doprowadzić do takiego stanu! Czy pan widział jej odrosty?! Zapuściła się kobiecina! A czy pan wie, że powysychały jej wszystkie kwiaty w doniczkach? To niedopuszczalne. A kamienia nazębnego od kilku miesięcy nie usuwała. Nie wspomnę już o tym, że nawet nie upiekła ciasta urodzinowego, a przecież jej wypieki to była poezja! A ten jej chłopak ma w szafie niesparowane skarpetki, a w co drugiej jest dziura. Siebie niech zapuszcza, ale chłopaka?! No i żałuje mu na aparat ortodontyczny. To jest matka? Jakieś marne cztery tysiące, a ona ma węża w kieszeni. A chłopak zęby skrzywił na klarnecie realizując jej niezrealizowane marzenia.
-Dziękuję pani z komentarz. Ciekawe, co na ten temat ma do powiedzenia nasza jubilatka. Chwila muzyki, a potem, po utworze jej znienawidzonego wokalisty, Jurka P., połączymy się z naszą bohaterką. Bzzzzzzzzzzzzz.
Cała sala, śpiewa z nami!...z radia wylał się trzęsący głos podstarzałego piosenkarza. Cholera, to chyba nagranie sprzed 5 minut, nigdy aż tak tragicznie nie śpiewał- pomyślała. –On jeszcze żyje?- zaczęła się zastanawiać.
Nagle wyjątkowo drażniący śpiew Jurka P. zamienił się w głos Dudziak, a po pokoju rozprzestrzeniła się jej ulubiona Papaya.
Uffff, to już lepiej, to lubię- z zadowoleniem pomyślała.

6.40
Dźwięki były coraz ostrzejsze i głośniejsze. Otworzyła oczy.
-Niedobrze- pomyślała, wyłączając alarm w komórce- znowu kolejny, parszywy dzień. – A może dobrze, ten sen był wyjątkowo paskudny. Mam po nim kaca.
Nie otwierając oczu sięgnęła stopami po kapcie. Nie mogła wymacać jednego.
-Znowu bydlę ukradło! Mamut!- wściekła zawołała psa.
W jednym kapciu, lekko kuśtykając, ospale ruszyła w kierunku łazienki. Kolejny dzień powitała rutynowymi czynnościami.
- Siusiu, prysznic, zęby, balsam. Cholera- odezwała się do siebie spuszczając wodę- poranne siusianie- nuuuuuuda! Strata czasu. I takie mało kreatywne. Fizjologia i nic więcej. A gdyby tak pomyśleć nad technikami kreatywnego siusiania…- uśmiechnęła się do siebie- Idiotka ze mnie. Odwala mi kompletnie.
Wskoczyła do wanny. Zatrzęsło nią. Woda pod prysznicem, po naciśnięciu rezerwuaru, zrobiła się zimna. Skurczona siadła w wannie czekając aż woda nabierze odpowiedniej temperatury. Ramionami objęła swoje nagie ciało. Tak bardzo brakowało jej dotyku. Z tego letargu wyciągnął ją dzwonek telefonu. Wyskoczyła naga z wanny, wbiegła do sypialni i trach! Poślizgnęła się na podłodze tracąc równowagę. Wylądowała na pupie, a do jej uszu dobiegł plaskacz- efekt zetknięcia się nagich pośladków i lakierowanej, drewnianej podłogi. Telefon nadal natrętnie dzwonił. Sięgnęła w pośpiechu słuchawkę, nie patrząc czyj numer się wyświetla.
-Halo?- rzuciła z nieukrywaną złością. Do jej świadomości zaczął dobiegać ból okolic jej jędrności.
- Sto lat, sister!- usłyszała radosny głos swojej siostry.
-Co?
-Sto lat! Jak się czujesz w roli czterdziestotrzylatki? Chyba nie obudziłam ciebie?- radosny szczebiot nabrał barwy wahania.- Mówiłaś, że wstajesz przed siódmą.
- Skąd, nie obudziłaś. A jak się czuję? – przez chwilę zawahała się.- Jak potłuczona czterdziecha z okładem.
- O! Widzę , że poczucie humoru dopisuje. – Głos po drugiej stronie nabierał radosnej pewności siebie i jeszcze większej szczebiotliwości.- Kiedy można wpaść z życzeniami do ciebie?
- Olu, w weekend. Piątek, może być? Słuchaj, teraz jestem goła i lekko potłuczona. Wybiegłam z wanny.
- Dobra, wracaj do piany, Wenus. A ja zaraz wyjeżdżam ze studentami na fermę. Będziemy szczepić świnie, dlatego tak wcześnie dzwonię.
Z trudem podniosła się z podłogi. Czuła, że po tym upadku będzie miała solidnego siniaka.
- No i jak mam sobie życie układać, skoro nawet ono daje mi po dupie?- pomyślała. Pogłaskała się po stłuczonym pośladku i udzie. Wróciła do wanny.
Rutyna porannych czynności pochłonęła ją na tyle, że na chwilę przestała myśleć o swoim jubileuszu. Walka z zaspanym, jak zwykle o tej porze wrogo nastawionym do świata małolatem, również nie odbiegała od codziennych standardów. Wszystko jak co dzień. Nawet nakłonienie syna do punktualnego wyjścia z domu nie wyglądało inaczej niż zwykle.
- Mamo, przyjedziesz po mnie o 18.30 do muzycznej?- zapytał zatrzymując się w drzwiach.
- Tak synuś, jak skończą się zajęcia puść sygnał, podjadę. Chyba , że…- zawahała się przez moment.- Czy jakby coś się wydarzyło, mógłbyś dzisiaj, w drodze wyjątku, wrócić pieszo?
- Muuuuuuuuuuuuuu- z ust małolata wydobył się skrzeczący, zmieniony mutacją głos.
- Proszę!
- Dobra, jakby co. – Chłopak wybiegł przed dom. Nagle odwrócił się do matki stojącej w progu. – Mamo, wszystkiego naj naj. Zapraszam ciebie na kolację. Stawiam. Termin ustalimy jak się wieczorem spotkamy.
Nic nie powiedziała, tylko uśmiechając patrzyła na oddalającą się sylwetkę chłopca.

7.50
Z chwilą zatrzaśnięcia drzwi do jej uszu dobiegł szum czajnika. Zaparzyła sobie kawę. Z filiżanką czarnej bagiennej zanurzyła się w fotelu. Rozpoczęła bilans. Bilans nie tyle czterdziestu trzech lat, co ostatnich miesięcy. Do pracy miała dzisiaj na późniejszą godzinę. Postanowiła ten czas wykorzystać.
Wyszukała w notesie wciśnięty jej przez przyjaciółkę numer telefonu. Lekko zdenerwowana wybrała numer z kartki. Bała się tej rozmowy, ale udało się. Umówiła się na spotkanie. To miało być dzisiaj, godzina dziewiętnasta. Zdążę, ze wszystkim zdążę- pomyślała.
Od czego tu zacząć?- zaczęła się zastanawiać. Jest tyle do zrobienia. Tyle do nadrobienia. Zaczęła od łazienki. Lustro. Lustereczko prawdę powie. Spojrzała w swoje odbicie.
- Cholera, trzeba się podrasować. Faktycznie, nie jest najlepiej- spojrzała na siebie krytycznie.- Ale to tylko opakowanie. Znacznie trudniejszy będzie remont tego, co w środku.
Podeszła do komody i z wielką starannością wyszukała bieliznę, której od dawna nie zakładała. Podobnie z resztą garderoby. Postanowiła ubrać się tak, jakby szła na randkę.

9.30
Podjechała na stację benzynową. Podczas tankowania wnikliwie przyjrzała się swojej cytrynie. Auto było brudne. Nie myła go od sierpnia.
-No tak, ona też wymaga niewielkiej renowacji- oceniła krytycznie.
Skierowała się do myjni.
- Z woskowaniem?- zapytał pracownik myjni.
Przez chwilę zawahała się, po czym ręką pogładziła się po łydce. Poczuła jeża- znak, że i u niej nadeszła pora na wosk. Czekając na auto zasiadła w barze z lurowatą kawą. Postanowiła wykorzystać ten czas na załatwienie jeszcze kilku spraw.
Kosmetyczka
-Witam, pani Joanno- zagaiła do głosu w słuchawce.- Kiedy można się z Panią umówić?
- O, pani Małgosia, dawno pani nie widziałam. A na co ma pani ochotę?
- Na wszystko!- rzuciła zdecydowanym głosem.- Woskowanie, oczyszczanie, regulacja brwi. A najlepiej ogólna renowacja nadwozia.
- No to chyba nie za jednym razem. Proponuję jutro depilację, a zabiegi kosmetyczne w piątek. Jaka godzina pani najbardziej pasuje?
- Jutro może być od 15,30. Dostosuję się. A piątek…- przypomniała sobie, że umówiła się z siostrą. Ale w końcu można urodziny przesunąć- w piątek ta sama godzina- dodała pośpiesznie.
- Zatem czekam na panią- usłyszała zadowolony glos kosmetyczki.
Fryzjer
- Pani Malwinka?- zapytała, bo w słuchawce usłyszała nieco zmieniony chrypką głos.- Tu Małgorzata Iksińska.
-A, witam, witam. Moja pani Małgosia! A już myślałam, że pani się na mnie obraziła.
-Skąd. Codziennie patrząc w lustro pamiętam o pani.
-Co będziemy robić?- odezwał się rozbawiony głos dziewczyny.
- Kompleksowy remont, pani Malwinko. Odrosty, cięcie i ujarzmienie kudłatości.
Ustaliły dogodny termin. Zadowolona z siebie zaczęła szukać w komórce kolejnego numeru.
Dentysta
- Dzień dobry, panie Leszku. Tu Iksińska.
- A, witam panią Małgosię. Cóż się stało?- odezwał się przesympatyczny głos stomatologa.
- Panie doktorze, kamień nazębny. Koniecznie i jak najszybciej.
- Nie za często?!- zapytał zdziwiony. Przecież była pani u mnie miesiąc temu i usuwaliśmy kamień. Ubytków, o ile pamiętam, też pani nie ma. Uzgodniliśmy, że za trzy miesiące przyjdzie pani do kontroli.
- Tak?!- Faktycznie, dopiero do jej świadomości dotarło, że akurat tej sfery nie zaniedbała. Zadowolona z siebie poszła odebrać auto.
Przypomniała sobie jeszcze o zasuszonych kwiatach w doniczkach, nieupieczonych ciastach, zakurzonych bibelotach i innych sprawach, które jednak mogą poczekać. Wszystko po kolei- pomyślała i już w myślach układała plan działań.

18.50
Zdenerwowana zajechała na parking. Zanim wysiadła odsłoniła lusterko. Poprawiła konturówką usta. Uśmiechnęła się do siebie. Nie była pewna, czy to był uśmiech, czy grymas. Zdenerwowanie dawało jej się we znaki. Bardzo bała się tego spotkania.
Weszła do wskazanej sali. Z trudem opanowując drżenie rąk krytycznie przyglądała się zgromadzonym ludziom. Wydawali jej się tacy szarzy, pospolici. A może patologiczni? W końcu większość z nich pewnie ugrzęzła w patologii do szpiku kości- pomyślała. Nie czuła potrzeby integrowania się z obcymi. Jednak zazdrościła im, że dobrze czują się w swoim towarzystwie, że się znają, i nie są tak zestresowani jak ona.
Towarzystwo usiadło w kręgu. Cholera, kolejny krąg. Sama prowadząc szkolenia z komunikacji wiedziała jaki opór budzi krąg przed jej słuchaczami. Potrzeba otwierania się przed innymi- ekshibicjonizm. Nie miała na to ochoty. Była pełna obaw czy da radę.
Sama nie wie, kiedy z jej ust wydobyły się dźwięki:
- Mam na imię Małgorzata. Jestem… byłam..nie, ciągle mentalnie jestem – zawahała się przez moment, po czym dorzuciła- jestem żoną… alkoholika. Jestem współuzależniona- nagle poczuła wielką ulgę. Urodziłam się na nowo- pomyślała.

Opublikowano

No i co z Wami zrobić Iksińska?

My tu - paniedzieju - Poety, a Wy tak ... z grubej rury!

No cóż, jak w tej piosence - "... być kobietą, być kobietą..."
Bo facet z tego całego urodzinowego Menu - to tylko dentysta i tankowanie (samochodu!).

***

gdy podniosłam swe powieki
jak tysiące razy przedtem
... dookoła moje zycie
ani piękne, ani szpetne


... a dalej juz pisz sama - tylko odważnie(j) i wiosennie(j) - czas postawić żagle!!!

Buuuziak ! - Marek

Opublikowano

Hej, Łobuzie, nie podobało się? :( Ani ciut, ciut? To może chociaż odrobinka krytyki? Tak nieśmiało proszę. A co do facetów... Faktycznie, ubogie to męskie menu. Ten tekścik to był mój tort urodzinowy a zarazem gruba kreska.

Opublikowano

Och! Napisałem Ci to i owo na mail.
A co do samego tekstu - to tylko na dobre wyszła mu spontaniczność, wymuszona imperatywem urodzin.
Tak jak zapewne - szybko - pisałaś, tak samo szybko i lekko sie czyta. Poza tym sama prawda o życiu - ciężkie sny, namolna rodzina (nie w porę) i zbuntowane kochane maleństwo.
Jest też - jakże kobieca - ucieczka w auto-modeling (to mój zlepek:)) żeby we własnych oczach podnieść swoja wartość.
Wprawdzie nie rozumiem tego mechanizmu, że wyskubane brwi= optymistyczny światopoglad ... ale jak zauważyłem w swoim otoczeniu - to działa. Koleżanki (zawsze zauważą!) - chwalą, podpowiadaja jeszcze to i owo - bo wiedza, że kiedys oddasz im to z nawiązzka.

A co do męskiego Menu - to nie jest tak źle, choć ja zawsze potrzebowałem jeszcze jakiegoś procesu twórczego - stąd grafika czy pisanina ... taki substytut ciąży i porodu (???)

Tak czy siak napisałaś dobry, "swój" tekst - masz dziewczyno tyle atutów że po prostu ... graj nimi dalej, z wyczuciem chwili, kiedy należy położyć je na stole:))

Pozdrawiam i ... pisz!

M.

Opublikowano

OK dziewczyny - wyjaśnienie:))

Kiedyś pracowałem w Pracowni Plastycznej Opery Wrocławskiej i tam, oprócz codziennej pracy - zacząłem malować obrazy. poten sprzedawałem je ( te komercyjne) we wrocławskich Galeriach a te inne rozdawałem znajomym.
Potem Opera poszła do remontu - zmieniłem prace i musiałem pędzel zamienić na myszkę i klawiature. Współpracowałem z PWN w ilustrowaniu podreczników - i oczywiscie robiłem coś dla siebie.
A że w miejscowych gazetach czasem drukowali moje wiersze - to tak poszłooo!!!

Jak więc widzicie nie mogę długo bezczynnie "usiedzieć na miejscu' - bo jeszcze gramy czasem z kolegami na sali w kosza a latem w nogę.
No cóż - wy zabijacie czas pudrem i kremem (*) a ja wolę - "krew, pot i łzy" + odrobina liryki, kiedy trzeba:))

A jaka była Wasza droga do - "pierwszego akapitu"?

Pozdrawiam - Marek


(*) - Pod Budą - Stowarzyszenie Porannej Rosy - poszukajcie na You Tube:))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No,Mareczku, Pudernicą bynajmniej nie jestem!!A jak sam wiesz, wielka frajdę sprawia mi trzymanie szotów. A zdobyte na łapkach odciski z dumą potem , niczym brylantową kolię, noszę. Incydent z pędzlem i szpachlówką w moim życiorysie również był. Zarówno w roli muzy(freski) jak i pacykarki. Moich obrazów nikt kupować nie chciał. Jeden ukradziono, a drugi z wlasnej , nieprzymuszonej woli wyruszył za ocean(z tego incydentu jestem niezwykle dumna- w koncu polecial do Kanady!). Trzeci- straszy za szafą. Ale czekają akryle i dwa porażające swą bielą płócienka. Czekają na moją lepszą formę. A romans z pisaniem- od dziecka. Teraz częściej pisanie w periodykach, lub pracach zbiorowych pod egidą wydawnictw akademickich lub np PWN-jeśli ktoś łaskawie zaprosi taką miernotę jak ja do współpracy. Stowarzyszenia mnie nie chcą, więc halsuję jako samotny maleńki żagielek pomiędzy światem realnym( wspominane publikacje) a wyimaginowanym (moja radosna twórczość). Grunt,że jest na tej niwie namiastka maleńkiego spełnienia. A wspólny mianownik dla obu "gatunkow" się znajdzie- dążenie do lekkości przekazu( nie cierpię hermetycznego,nieczytelnego dla większości, języka nauki).
Opublikowano

Wielki plus za techniki kreatywnego siusiania. Po prostu padłam ;D
Reszta - czyta się raz dwa, całkiem okej, ale troszkę takie eciepecie o poecie. O wszystkim i o niczym. Żadnego konkretnego przesłania. Mimo to, kupuję ;)
Pozdrawiam
Zuzka ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przesłanie jest. Mimo tego, że zawaliło się wszystko, trzeba iść do przodu. Choćby robiąc gruntowny remoncik nadwozia i tego (to najważniejsze), co w środku. Wiele kobiet ma z pozoru poukładany światek ukrywając w czterech ścianach swój prywatny koniec świata. Odcięcie się, od strony prawnej, od męża alkoholika to najprostsza sprawa. Znacznie trudniejsze jest mentalne wyzwolenie się z poczucia winy (syndrom współuzależnionych), z amoku w jaki popadło się i przyznanie do faktu, że problem takowy ciągle istnieje. Pozostaje jeszcze strach- przed przemijaniem w samotności.
Opublikowano

Temat mi bliski, dobiegam pięćdziesiątki i faktycznie pamiętam taki okres, kiedy wydawało mi się, że teraz to już nic, tylko czekać na wnuki :) Nic bardziej mylnego.
Podoba mi się watek syndromu współuzależnionych, trochę równoważy feministyczne fanaberie. Żywy, dynamiczny, język, dowcipne komentarze.
Ale od strony warsztatowej... Oj! Przydałoby się jeszcze trochę popracować :)
Pozdrawiam serdecznie - Ania

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...