Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


sorry, tak sobie przeczytałam

nikt nie umie
tak dobrze o śmierci
jak Ewa Lipska.
nawet ty,
kiedy nic nie mówisz -
kiedy słowo umiera,
bo ubiera się w ciebie

nad wyraz

bardzo dobry wiesz

serdecznie pozdrawiam :)
Opublikowano

Wersyfikacja nietrafiona, plus interpunkcja, co sprawia, że rwie się przy czytaniu - pauzy i oddechy narzucają mi się w całkiem innych momentach.
Treść ciekawa, wiersz zatrzymuje, ale ja bym go dopolerowała innym zapisem.

Pozdrawiam
kasia

Opublikowano

świetny,
i nie uwłacza Lipskiej,
nie kopiuje, lecz
znakomicie nawiązuje,
wystarczająco lingwistyczny :),
coś jest w tym czepianiu się wersyfikacji przez
moich poprzedników,
ja na dodatek doradzałbym pozbycie się interpunkcji na amen:)

Pozdrawiam
Adam

Opublikowano

teresa943, gitez, tak miał się przeczytać : )

kasiaballou, Monika Gromala, a. mrozinski, cały czas zastawiam się nad wersyfikacją, próbowałem pobawić się przerzutniami, rozumiem że nie wyszło. W zasadzie jest opcja żeby usunąć entery po pierwszym i czwartym wersie, tak że zrobiłaby się czterowersowa zwrotka, jakoś tak:

nikt nie umie tak dobrze o śmierci jak Ewa
Lipska. nawet ty,
kiedy nic nie mówisz - kiedy słowo umiera,
bo ubiera się w ciebie

sensowniej byłoby?

Nechbet, dziękuję bardzo : )

adam bubak, cieszę się, uwielbiam Lipską, chociaż wiersz przyszedł akurat kiedy czytałem Siwczykowe "Wiersze dla palących", więc bardziej obawiam się zerżnięcia od niego : ) Jest to jakaś opcja żeby wywalić interpunkcję - wtedy przerzutnie: pa pa, i podzielić tekst na myśli żeby nie zrobiło się zamieszanie. Dziękuję, pomyślę.


dziękuję za komentarze

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...