Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z czego/kogo to cytat?

Oj, to zdanie bardzo takie łamagowate: "doświadczam (czego?) więzi (czego?) wzbierania (czego?) podniecenia (czym?) ruchem" - za dużo tych dopełnień!

W moim odczuciu jest to wiersz erotyczny: akt seksualny ze stopniowanym wzrostem tempa oraz z gwałtownym spadkiem napięcia po szczytowaniu, a potem - prośba o jeszcze.
Fajnie napisane, uśmiałam się. ;-)
Dziękuję za przeczytanie i życzliwy komentarz.
Odpowiadam: kursywą - jak i cały wiersz - wymyślone przeze mnie.
Kursywą dlatego, że są to słowa usłyszane przez podmiot liryczny od (nazwijmy go tak
umownie) partnera, w formie nakazu, w wierszu - jako myśl PL, coś co podmiot, musi uczynić, automatycznie w myślach powtarza.
Poprzez:
>doświadczam więzi
wzbierania podniecenia ruchem (nie wykluczam również więzi w znaczeniu fizycznym, dosłownym), jak również w tym, co czynią wspólnie - wiąże ich wzbieranie podniecenia ruchem.
Zastanowię się nad poprawnością tego określenia. Dziękuję za zwrócenie mi na to uwagi.
Zamiarem moim było, aby wiersz nie był odbierany jednoznacznie, próbowałam go skonstruować tak, żeby możliwe były i inne skojarzenia. Może bardziej dosłowne (zahaczają o nie, niektóre wypowiedzi), a o których nie chciałabym, tak "kawa na ławę".
Jeśli rozbawiło Cię Oxyvio, moje wierszydełko, to bardzo fajniutko, ja też bardzo lubię się pośmiać. Acha, muszę to powiedzieć: masz wspaniałą dykcję, pięknie recytujesz wiersze! Pewnie nie ja pierwsza to zauważam.
Bardzo dziękuję za przeczytanie i słowa,
serdeczności
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Adamie, a znasz takie przysłowie o kurze i ziarnie? Chciałabym, aby było inaczej, będę się starać (jak każdy z nas), ale czy zakiełkuje? Nie wiem.
Jestem onieśmielona Waszymi ocenami, mam wrażenie, że dobrze by mi zrobiło, żeby
wpisywali się również ci, którym się nie podoba, nie wierzę, że coś - wszystkim.
Żebym nie była źle zrozumiana: pozytywne oceny również bardzo cenię, sprawiają mi dużo radości.
Dziękuję, serdecznie pozdrawiam
- baba
No to ja powiem, że gdy go przeczytałem pierwszy raz, na warsztacie, to mi się nie podobał.
Nic więcej dać nie mogę i jeśli to nie pomoże, to pozostawiam Autorkę w cierpieniu, które niech będzie twórcze. :)

Kury mają, co prawda pióra, ale za to strasznie małe mózgi :)))

a tutaj raczej wykluczam przypadek, przypadki powstają w dwie minuty, nie pracuje się nad nimi. zresztą nie ma czegoś takiego jak brak lub nie przychylna wena (chyba, że ma się jakieś natręctwo pisania (słowa grafoman nie znoszę) albo jest się prozaikiem i gonią terminy:)
(albo było się geniuszem i nam przeszło:)

Pozdrawiam
Adam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Adamie, a znasz takie przysłowie o kurze i ziarnie? Chciałabym, aby było inaczej, będę się starać (jak każdy z nas), ale czy zakiełkuje? Nie wiem.
Jestem onieśmielona Waszymi ocenami, mam wrażenie, że dobrze by mi zrobiło, żeby
wpisywali się również ci, którym się nie podoba, nie wierzę, że coś - wszystkim.
Żebym nie była źle zrozumiana: pozytywne oceny również bardzo cenię, sprawiają mi dużo radości.
Dziękuję, serdecznie pozdrawiam
- baba
No to ja powiem, że gdy go przeczytałem pierwszy raz, na warsztacie, to mi się nie podobał.
Nic więcej dać nie mogę i jeśli to nie pomoże, to pozostawiam Autorkę w cierpieniu, które niech będzie twórcze. :)

Kury mają, co prawda pióra, ale za to strasznie małe mózgi :)))

a tutaj raczej wykluczam przypadek, przypadki powstają w dwie minuty, nie pracuje się nad nimi. zresztą nie ma czegoś takiego jak brak lub nie przychylna wena (chyba, że ma się jakieś natręctwo pisania (słowa grafoman nie znoszę) albo jest się prozaikiem i gonią terminy:)
(albo było się geniuszem i nam przeszło:)

Pozdrawiam
Adam
Wreszcie się przyznałeś! Masz u mnie krechę! Żartuję; plusa.
Dziękuję ponownie
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Adamie, a znasz takie przysłowie o kurze i ziarnie? Chciałabym, aby było inaczej, będę się starać (jak każdy z nas), ale czy zakiełkuje? Nie wiem.
Jestem onieśmielona Waszymi ocenami, mam wrażenie, że dobrze by mi zrobiło, żeby
wpisywali się również ci, którym się nie podoba, nie wierzę, że coś - wszystkim.
Żebym nie była źle zrozumiana: pozytywne oceny również bardzo cenię, sprawiają mi dużo radości.
Dziękuję, serdecznie pozdrawiam
- baba
No to ja powiem, że gdy go przeczytałem pierwszy raz, na warsztacie, to mi się nie podobał.
Nic więcej dać nie mogę i jeśli to nie pomoże, to pozostawiam Autorkę w cierpieniu, które niech będzie twórcze. :)

Kury mają, co prawda pióra, ale za to strasznie małe mózgi :)))

a tutaj raczej wykluczam przypadek, przypadki powstają w dwie minuty, nie pracuje się nad nimi. zresztą nie ma czegoś takiego jak brak lub nie przychylna wena (chyba, że ma się jakieś natręctwo pisania (słowa grafoman nie znoszę) albo jest się prozaikiem i gonią terminy:)
(albo było się geniuszem i nam przeszło:)

Pozdrawiam
Adam

kury mają co prawda :))
mnie on się i za trzecim razem - jakoś tak. nie do końca. ale...
nie mam pojęcia czy pisząc w ten sposób przeokropnie się nie narażę. jak znam życie - to raczej tak. więc teraz - kawa na ławę: nie zrobił piorunującego wrażenia. i bardziej jednak jest on dla mnie o wysiłku podczas podawania kijka rozemocjonowanemu pieskowi w trakcie spaceru. a podmiot gdy sie schyla po przedmiot - dostaje zadyszki .oj, te kilogramy zbędne!
analiza przeprowadzona z takim nakładem energii przez znawcę- o, matko! nie wiedziałam, że tak można. i że tak to wszystko gładko jest połykane. widać można. żartuję. stary palikot ze mnie.
pozdrawiam Babę i i Adama B., a szczególnie wiedźmę Oxyvię, którą lubię za czary.
hej, ho!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No to ja powiem, że gdy go przeczytałem pierwszy raz, na warsztacie, to mi się nie podobał.
Nic więcej dać nie mogę i jeśli to nie pomoże, to pozostawiam Autorkę w cierpieniu, które niech będzie twórcze. :)

Kury mają, co prawda pióra, ale za to strasznie małe mózgi :)))

a tutaj raczej wykluczam przypadek, przypadki powstają w dwie minuty, nie pracuje się nad nimi. zresztą nie ma czegoś takiego jak brak lub nie przychylna wena (chyba, że ma się jakieś natręctwo pisania (słowa grafoman nie znoszę) albo jest się prozaikiem i gonią terminy:)
(albo było się geniuszem i nam przeszło:)

Pozdrawiam
Adam

kury mają co prawda :))
mnie on się i za trzecim razem - jakoś tak. nie do końca. ale...
nie mam pojęcia czy pisząc w ten sposób przeokropnie się nie narażę. jak znam życie - to raczej tak. więc teraz - kawa na ławę: nie zrobił piorunującego wrażenia. i bardziej jednak jest on dla mnie o wysiłku podczas podawania kijka rozemocjonowanemu pieskowi w trakcie spaceru. a podmiot gdy sie schyla po przedmiot - dostaje zadyszki .oj, te kilogramy zbędne!
analiza przeprowadzona z takim nakładem energii przez znawcę- o, matko! nie wiedziałam, że tak można. i że tak to wszystko gładko jest połykane. widać można. żartuję. stary palikot ze mnie.
pozdrawiam Babę i i Adama B., a szczególnie wiedźmę Oxyvię, którą lubię za czary.
hej, ho!
Bo! Bo okazuje się, że znasz życie, słusznie to zauważyłeś. Ja Ci to zapamiętam, zobaczysz! Nie przepuszczę, nie daruję, żadnemu Twojemu utworowi. "Nie zrobił piorunującego wrażenia"! Podmiot liryczny jest to postać duża, piękna, w moim odczuciu seksowna, nie wybaczy Ci, że ją rozszyfrowałeś!
Jedno wiem: można w różny sposób postrzegać, w różny sposób interpretować słowo,
czy, nie tylko - opisane, zdarzenie.
Teraz poważniej: ja, autorka, to wiem: wszyscy komentujący odczytali wiersz trafnie.
Nakładają się w nim, splatają ze sobą - dwie warstwy; ta rzeczywista, dziejąca się
tutaj i teraz, i druga tkwiąca w podświadomości kobiety, w sferze jej uczuć do mężczyzny.
Bezwiednie przyrównuje, moim zdaniem - celnie, swoją sytuację do tego, co aktualnie
wokół niej się dzieje. Ona też pragnie "nadać zdarzeniom właściwy kształt
i proporcje w perspektywie faktów"
, ułożyć, uporządkować swoje życie: z przedmiotu
(jakim być się czuje np. pożądania), stać się podmiotem w ich związku.
Już komuś kiedyś pisałam, że w życiu i w wierszu, może być tak, a może i zupełnie inaczej.
Czasami zupełnie inaczej to wygląda z punktu widzenia mążczyzny, kobiety, czy choćby
zaprzyjaźnionego, kochanego zwierzęcia. A czasem podobnie.
Bardzo dziękuję Ci za tę interpretację, prawdziwą i możliwą - jak jedna z wielu.
Serdeczności
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No co Ty?!! Plusa dostaniesz! :)
Pozdrawiam również
Adam
Ładnie tak ludzi zwodzić? Jakiego plusa? Może piesa?
Jednego krytykującego, moja duma toleruje (udaję), ale dwóch!
O, nie! "Siła złego na jedn(ej) - ego"! Chwalić, tylko chwalić!
Hłe, hłe, hłe!
Dobrze, że Bo - tak ciepło o tej "wiedźmie", bo bym na miotle poleciała jej na odsiecz!
Dzisiaj nie tylko pozdrawiam, ale ściskam, Ciebie
i wszystkie życzliwe, nie tylko dla mnie - osoby.
Baba - heeeeej!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Enigma. Enigma. Na wszelki wypadek serdecznie podziękuję, bo nie wierzę,
że i Ty Brutusie przeciwko mnie. Cokolwiek byś stwierdziła, lubię jak zaglądasz
pod moje twory. Zapraszam.
Z uściskami
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Enigma. Enigma. Na wszelki wypadek serdecznie podziękuję, bo nie wierzę,
że i Ty Brutusie przeciwko mnie. Cokolwiek byś stwierdziła, lubię jak zaglądasz
pod moje twory. Zapraszam.
Z uściskami
- baba
hm? chyba nie potrafię powiedzieć, jakie zabarwienie emocjonalne ma Twój komentarz. raczej przerażone czy raczej rozbawione? tak czy inaczej - ja Paulina, nie Brutus ;))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Enigma. Enigma. Na wszelki wypadek serdecznie podziękuję, bo nie wierzę,
że i Ty Brutusie przeciwko mnie. Cokolwiek byś stwierdziła, lubię jak zaglądasz
pod moje twory. Zapraszam.
Z uściskami
- baba
hm? chyba nie potrafię powiedzieć, jakie zabarwienie emocjonalne ma Twój komentarz. raczej przerażone czy raczej rozbawione? tak czy inaczej - ja Paulina, nie Brutus ;))
Paulinko (ja - Iza), moje emocje w komentarzu są naturalnie zabarwione przerażeniem,
ale już mi minęło.
serdeczności
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, bardzo miło mi to od Ciebie usłyszeć.
Chyba ostatnio, tutaj w dolnym mieście, Ciebie
Kochaniutka mało? Myślę o wierszach. Muszę
częściej zaglądać do górnego.
Serdeczności
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jak mi miło, na dzień dobry, z Tobą Judytko, sobie kawkę posmakuję.
Poprzednej nocy siedziałam długo i czytałam, wczoraj mnie zmogło wcześnie.
Przyzwyczaiłam się już do myśli, że zima zapomniała o mnie, a tu dzisiaj; śnieg!
Muszę wyjść do ludzi, pozałatwiać sprawy, a tak mi się nie chce!
Dziękuję, ściskam
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jak mi miło, na dzień dobry, z Tobą Judytko, sobie kawkę posmakuję.
Poprzednej nocy siedziałam długo i czytałam, wczoraj mnie zmogło wcześnie.
Przyzwyczaiłam się już do myśli, że zima zapomniała o mnie, a tu dzisiaj; śnieg!
Muszę wyjść do ludzi, pozałatwiać sprawy, a tak mi się nie chce!
Dziękuję, ściskam
- baba
(:ano trza Babo, trza;
ja dziękuję za dzień wieczór,bo odczytuję o tejże właśnie
porze; zima piękna jest, lekka w tym roku no i dobrze, bo
jak ktoś ma dziurawe buty to nie przemakają;mnie kawa usypia;
dobrze jest jak się można zmobilizować Babo o imieniu nieznanym bliżej;
płoniaście J.(zwłaszcza za piękne depnięcia w skrobaniu)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jak mi miło, na dzień dobry, z Tobą Judytko, sobie kawkę posmakuję.
Poprzednej nocy siedziałam długo i czytałam, wczoraj mnie zmogło wcześnie.
Przyzwyczaiłam się już do myśli, że zima zapomniała o mnie, a tu dzisiaj; śnieg!
Muszę wyjść do ludzi, pozałatwiać sprawy, a tak mi się nie chce!
Dziękuję, ściskam
- baba
(:ano trza Babo, trza;
ja dziękuję za dzień wieczór,bo odczytuję o tejże właśnie
porze; zima piękna jest, lekka w tym roku no i dobrze, bo
jak ktoś ma dziurawe buty to nie przemakają;mnie kawa usypia;
dobrze jest jak się można zmobilizować Babo o imieniu nieznanym bliżej;
płoniaście J.(zwłaszcza za piękne depnięcia w skrobaniu)
Dziękuję, uściski!
:-)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


(:ano trza Babo, trza;
ja dziękuję za dzień wieczór,bo odczytuję o tejże właśnie
porze; zima piękna jest, lekka w tym roku no i dobrze, bo
jak ktoś ma dziurawe buty to nie przemakają;mnie kawa usypia;
dobrze jest jak się można zmobilizować Babo o imieniu nieznanym bliżej;
płoniaście J.(zwłaszcza za piękne depnięcia w skrobaniu)
Dziękuję, uściski!
:-)))
Wzajemnie!(:

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...