Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

gdy usłyszał ją po raz pierwszy
chciał pokazać wszystkim
niedowierzając
że można odczuwać bez niej przyjemność

księżyc gonił słońce
usta uszy
ta sama melodia pieściła
już tylko okładkę
na zasłużonym miejscu na półce

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



przeminęło z wiatrem zauroczenie,
pozostała codzienność (okładka)

na zasłużonym miejscu na półce"

ładny wiersz...
w pierwszym wersie brak ogonka w "ją"

serdecznie pozdrawiam :)
Opublikowano

Nie przekonuje mnie bo ....

Gdy się kogoś usłyszy po raz pierwszy to jeszcze chyba nie wiadomo czy można w ogóle odczuwać przyjemność z tym kimś (prócz przyjemności słuchania rzecz jasna)

Po wtóre - czy aby się na pewno od razu myśli o braku tego kogoś?

"niedowierzając
że można odczuwać bez niej przyjemność" - niedowierzając komu?

Nie wierzę, że peel w tym momencie rozważa możliwość braku

"już tylko okładkę
na zasłużonym miejscu na półce" - kolekcjoner? koneser? megaloman?

Przepraszam, ze się czepiam, ale ja w ten sposób czytam wiersze
Nie przekonują mnie same słowa, choć nawet z pozoru pięknie złożone
Wgryzam się głębiej i niestety najczęściej się rozczarowuję bo często się okazuje, że wiersz to balonik - ładny i pusty w środku

Proszę się nie gniewać
Może przemyśleć (?)

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Zbyt dosłownie odbierasz słowa. Nie musi chodzić o ten pierwszy raz kiedy kogoś usłyszymy - ale pierwszy raz, kiedy zdamy sobie sprawę z przyjemności jaką odczuwamy w czyimś towarzystwie. Czasami ciężko od razu zidentyfikować swoje uczucia. Nie każda piosenka podoba się od razu.





Czemu od razu? Po jakimś czasie człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę że żył bez tej "melodii" i zaczyna się zastanawiać czym wtedy wypełniał czas, jak to możliwe, że był szczęśliwy.





Niedowierzając całemu światu...+ własnym, spontanicznym odpowiedziom na stwierdzenie, że bez niej również mógł odczywać przyjemność, niedowierzając że ją ma....ect





Widzisz - też niedowierzasz, a wszystko przecież jest bardzo subiektywne.





Raczej kolejna płyta w tej przeogromnej szafie grającej. On też nią jest i zdaje sobie z tego sprawę.





Nie ma za co przepraszać - po to wiersz jest w warsztacie, żeby się go czepiać ;)
Zdaje sobie sprawę, że wiersz jest mocno niedoskonały. Powstał pod wpływem pewnego porównania, które mi się wykluło w głowie i wydało przerażająco trafne.
Mianowicie stwierdziłem, że wszyscy jesteśmy płytami o_O

Każdy z nas jest melodią, która jednym wpada w ucho, innych marszczy na twarzy... ale generalnie Ci co nas znają wiedzą czego się po nas spodziewać...przebywając z kimś zbyt długo (nie mając dostępu do innych płyt) melodia zaczyna być monotonna...i albo wpadamy w trans i nie chcemy aby przepadła, albo szukamy świeżości, tudzież wracamy do starych sprawdzonych kawałków...
Czego spodziewamy się po płycie ulubionego autora? Że będzie ciagle trzymała poziom, zawierając kawałki niemal identyczne do tych jakie znajdują się na naszej ulubionej? Czy, że zaskoczy nas równie mocno jak wtedy, gdy usłyszeliśmy ulubioną płytę po raz pierwszy?

Prawdopodobnie nie powinienem tego pisać, ale cóż - widocznie chciałem się tą myślą podzielić :)

Pozdrawiam, amanita.
Opublikowano

Autor zdaje się opisał sytuację używając porównania
do płytki- co mnie się spodobało nawet, że zimna wiele,
że może coś nie przylegać do czegoś/kogoś; dla mnie jest
to swoiste poszukiwanie swojego miejsca jedynego, okładka
-tu mówi o tym, żeby nie patrzeć z wierzchu, bynajmniej nie
jest ona pusta; płytka w tym kontekście wydaje się jest tym
czego nie można doznać w każdej sferze;wieloznacznie,
płoniaście

Opublikowano

Cholender!
A myślałam, że to babski wiersz! :)))
No nic moja pomyłka

Ale skoro to facet pisał - należy rozumieć inaczej
Bo i męska logika inna

Być może zbyt dosłownie czytam
Ale zwykle mnie nos nie myli
Tym razem zmylił nieco - bardziej nick :)))

(wiedziałam - nie należy nickom wierzyć)

Tylko, że w tym wierszu takie to ściśnięte mocno
No nic ... może się mylę, może nie ...
I tak autor musi sam tę kwestię rozstrzygnąć samotnie :))

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dzięki za obecność Judyt.
Ciepło ciepło :) Ciepłoniaście ;)
Czasami mam wrażenie, że Ty używasz przerzutni nawet w komentarzach nadając im wieloznaczny charaker :)

Pozdrawiam, amanita.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kurcze...a czy płeć autora ma naprawdę, aż tak istotne znaczenie na to jak postrzegamy dane dzieło? Czy wszyscy nie jesteśmy ludźmi? Wyjdźmy z szufladek, spójrzmy szerzej...

Wiem, że ściśnięte i mam z tym problem... musze to wyjąć z szuflady - niech rozprostuje kości, może czas pomoże :)

Pozdrawiam i dzięki za wdepnięcie, amanita. ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dzięki za obecność Judyt.
Ciepło ciepło :) Ciepłoniaście ;)
Czasami mam wrażenie, że Ty używasz przerzutni nawet w komentarzach nadając im wieloznaczny charaker :)

Pozdrawiam, amanita.
oo...no to się zdziwiła lekko(...)
takie odczytańsko, płoniaście;
za obecność mało kto dziękuje
dziekuje również

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Rozumiem, mam podobnie. Pozdrawiam. 
    • @Łukasz Wiesław Jasiński, Dziękuję za obecność pod wierszem. 
    • Na stole teksty poszarpane, poplamione stronice. Pogięte okładki… Gdzie? Co? Nic nie wiem. Nie wiem, u licha! Ale bal trwał w nieskończoność. Do samego końca dojmującej treści. Powiedz mi, dlaczego tak było, tak było? Echo odbija się od ścian, majaczy pogłos wielokrotnych powtórzeń i westchnień: o, dzieło moje jedyne! O, dzieło…   Majaki przychodzą i odchodzą. Czas poplątany. Czas chciwy. Natrętne obrazy. Co jeszcze mnie tak męczy? Wszystko! Albowiem wszystko. Zdjęcia rozsypane. Czarno-białe pejzaże. Głębokie otchłanie przeszłego czasu. Jakieś listy nie wiadomo do kogo i przez kogo pisane. Stosy papierów. Wiersze wybrane, Bal w operze, Kwiaty Polskie… to znane, a reszta? Nie wiem… Zostawcie mnie. Dlaczego się tak na mnie patrzycie? Kto? Kto? Moje własne odzwierciedlenia. Moje imaginacje. Julian Tuwim stoi przy oknie w jakiejś takiej niedbałej pozie. i opierając się o parapet pali papierosa. Wypuszcza kłęby błękitnawego dymu. Patrzy się na mnie czujnie i z trwogą: co ja tu kombinuję, co sobie wyobrażam: On próbuje pisać!… Patrzy się z wyższością i zażenowaniem. Spogląda na kogoś, kto siedzi przy stole i pisze albo spogląda w sufit pełen pajęczyn i kurzu. Spogląda i nie dowierza. Jak ktoś taki mógłby… - jak ktoś taki… Wiesz, powiem ci, jedyna: Tak. To już kiedyś było. Tylko że kiedyś był to Albert Camus. Stał w podobnej pozie i też palił papierosa. Teraz Julian. Dlaczego akurat on? Patrzą się na mnie twarze spłowiałe. Tu i tam. Uśmiechnięte. Zastygłe. Fotografie rozrzucone na stole, podłodze… Julian już zniknął. Rozpłynął się w smudze zachodzącego słońca. Takiej pomarańczowej i bystrej. I cichej. Tak przerażająco cichej. Cichszej od szumu płynącej krwi. Od szumu piskliwej w uszach gorączki. Przystawiam do oka butelkę. I poprzez płyn przezroczysty, niezmącony niczym. Poprzez płyn spoglądam w ten dziwny poblask natury. Julian się rozpłynął. Zniknął. Powrócił? Dokąd? Do piekła? Czyśćca? Raju? Boska komedia leży na stole, gdzieś w odmętach pogniecionych, zatłuszczonych szpargałów… Trącam dłonią szklankę. W ferworze jakiejś wewnętrznej walki albo gniewu. Albo po prostu: tak niechcący. Przez nieostrożność. Nieuwagę. Zmęczenie nieskończoną nocą. Wywraca się i tłucze na miliony lśniących kawałeczków. Rozlewa się na stole plama. Strumienie trunku spływają po drewnianej nodze na klepki podłogi. Na dębowe. Ułożone w jodłę. Na rozmaite esy floresy sęków i wiekowych słojów, które pamiętają jeszcze kroki mojej matki… Za oknem trwa straszliwy pęd przemieszczania w czasie. Teraźniejszość staje się odległą przyszłością. Omiata mnie blask unicestwienia. Nieokiełznana struktura kryształu. Postać dziwnego słońca, jak w kalejdoskopie. Oślepiająca jasność wydobywa się z wnętrza przedmiotów. Ze wszystkiego. Ze mnie...   Lecz, co to? Budzę się. Noc. Światło zwykłej wiszącej lampy nade mną. Leżę na podłodze. Tuwim właśnie wychodzi ze swojego mieszkania. Widzę przez ściany, które są przezroczystą szybą. Choć nie. Jestem tam. Na ulicy, w mroźny dzień styczniowy. Nagie drzewa. Wiatr sypiący w oczy drobinkami lodu. Niebo stalowe. To znowu słońce. I znowu cień obłoku na twarzy… Stoję opodal, niewidzialny. Przezroczysty jak powietrze. Jak absolut nieistnienia. Jak nic. Tuwim w ciemnym płaszczu i w kapeluszu. Wychodzi z kamienicy. Wychodzą. On i jego żona w futrze. Kilka rzeczy. Kartonowe pudła nikną na pace ciężarówki. Ktoś się patrzy. Obserwuje z ukrycia. Z któregoś piętra. W oknie. Spoza firanki. W szarości dnia. W szarej poświacie mżącej pikselami czasu. W szarym oknie przesłoniętym szarą firanką zapomnienia. Ktoś się patrzy. Nikt. Już nikt... Zaciskam mocno powieki. Otwieram...   Na ulicy oślepiająca plama czerwcowego słońca. Na chodniku rozedrgane cienie gałęzi. Drzewa szumią zielone. I kwiaty w donicach. Te właśnie róże czerwone. Uśmiechnięte. Ogromny skwar osiada leniwie na twarzy. Na włosach. W którejś godzinie upalnego, dusznego lata. Wspomnienie przeszło, minęło. Jakieś dzieci biegną piskliwie niczym owadzie piszczałki, machając radośnie pół-przezroczystszymi skrzydełkami. Faeries. Przebiegają po dawnych śladach, kogoś, kogo już dawno nie ma. Przechodnie. Samochody. Rozgwar szumiącego miasta i obojetności. Ściana kamienicy niby ta sama. Te same drzwi. I okna te same. Lecz nie ma już.. Lecz już… Rozpływa się wszystko w teraźniejszości opadającej powoli. Tak zwyczajnie. Tak najzwyklej.   (Włodzimierz Zastawniak 2026-06-22)    
    • @Waldemar_Talar_Talar Waldemarze, przede wszystkim warto dla własnego szczęścia   - bo to ono zostaje i karmi duszę.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...