Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a ja proszkiem do pieczenia potraktowałam, zgroza
O! A ja je hodowałam przez kilka lat u siebie w doniczce z kwiatkami! Łaziły po biurku, podłodze, komputerze... Bardzo mi było raźno z tymi małymi zwierzątkami. Są szalenie ciekawymi istotami. Zaprzyjaźniliśmy się. Dużo mi opowiedziały o sobie.
Niestety któregoś roku odeszły. Nie wiem, dokąd - może w jakieś sfery transcendencji? Sokratex powiedział, że pewnie zamieszkały w eterze Internetu, bo w końcu tam mają idealne warunki. Pewnie tak: nikt ich nie niepokoi i mogą czytać wszystkie nasze wiersze, listy, pamiętniki, opowiadania i reklamy.
Ale kilka tygodni temu, kiedy na dworze były wielkie mrozy (niespotykana w Polsce temperatura minus dwadzieścia stopni i pełne zaskoczenie nagłą zimą), zobaczyłam na podłodze dużego pokoju mrówkę. Była wyraźna i realna, spacerowała sobie tu i tam, jakby wróciła w dobrze znane miejsce i czyniła obchód, sprawdzając, co się zmieniło pod jej nieobecność. Powiedziałam jej radośnie: "Dzień dobry!" Skinęła głową w skupieniu. Może więc wrócą tu wszyscy - moi przyjaciele mrówkowie? Brakuje mi ich.
  • Odpowiedzi 78
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




zapukaj!
natychmiast otwieram,
wieko jeszcze klekocze!

:)))
Magdo, ale czy będziemy się jeszcze pamiętać? lub raczej: CZYM będziemy się wtedy pamiętać?
skoro nasze mózgi ulegną rozkładowi? ech... dlaczego to nikomu nie przyjdzie do głowy
za życia! ;)
Jak to nie? Chyba mnie nie doceniasz, jak zwykle:
[url]www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=86420#dol[/url]
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wiersz nie jest pisany w celu "się podobania", ale siłą rzeczy podoba się, lub nie. więc i w tym rzecz. co do marzeń, to jestem jak ten pański eskomos. tyle, że zamiast sikać pod one drzewo, wolę spać. kiedyś taki film był, dawno, pewnie mało kto pamięta "Ewa chce spać". Ewa to ja.

skojarzenie z "Ewa chce spać"też potrafię, jak to geniusz wytłumaczyć :)
wspomniałem o Eskimosie, itp. a mróz jak wiadomo, zamyka oczy.
zabrzmiało proroczo;) widzę, że lubisz mnie pan, panie Wstrętny i dobrze życzysz:) zejścia nie planuję, ale niezbadane są wyroki;) jak pan taki mądry, to lepiej niech mi pan powie, gdzie moja biedna duszyczka trafi, ksiądz po kolędzie powiedzieć nie chciał.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


myślisz, że podobnie do tej pani wszystko można wymarzyć, czy też wyobrazić sobie?
że istnieje jakaś skończoność w tym co nieskończenie możliwe? albo przynajmniej pół na pół -
zawsze jest tyle samo tego co jeszcze niewiadome, ile już wiadomo ;)

co do Eskimosa... co to za świat, w którym nie ma drzew?
wraca człowiek z pubu i nie masz gdzie przystanąć :)

również pozdrawiam.
Faktycznie ;)) ale kto im broni postawić sobie lodową latarnię ? No tak, nie zaszeleści :)
Związek tej pani z mrówką (wygadana... wygadała) jest podobny do związku z wyczytaniem mrówki w taki sposób, że stała się ciałem ;))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


myślisz, że podobnie do tej pani wszystko można wymarzyć, czy też wyobrazić sobie?
że istnieje jakaś skończoność w tym co nieskończenie możliwe? albo przynajmniej pół na pół -
zawsze jest tyle samo tego co jeszcze niewiadome, ile już wiadomo ;)

co do Eskimosa... co to za świat, w którym nie ma drzew?
wraca człowiek z pubu i nie masz gdzie przystanąć :)

również pozdrawiam.
Faktycznie ;)) ale kto im broni postawić sobie lodową latarnię ? No tak, nie zaszeleści :)
Związek tej pani z mrówką (wygadana... wygadała) jest podobny do związku z wyczytaniem mrówki w taki sposób, że stała się ciałem ;))
bo może sobie mrówka wymarzyć albo też wyobrazić takie ciało? czy pół na pół. czółko mam jedno (dalej wyliczać nie będę, chyba, że wstrętny napisze erotyk, wtedy pogadamy inaczej) pozostaje marzyć.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Magdo, ale czy będziemy się jeszcze pamiętać? lub raczej: CZYM będziemy się wtedy pamiętać?
skoro nasze mózgi ulegną rozkładowi? ech... dlaczego to nikomu nie przyjdzie do głowy
za życia! ;)
Jak to nie? Chyba mnie nie doceniasz, jak zwykle:
[url]www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=86420#dol[/url]
ależ to jest właśnie dowodem, że tu myślimy... czymś, czego nie będzie tam:

Wszystko, co dobre i co złe było - trzeba zapomnieć
Inaczej czeka mnie wieczne piekło po tamtej stronie.

to jak martwić się na zapas, czy na dysku który spłonął razem z domem
nie zostały czasem nasze maile ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


masz rację i nawet teoretycznie jest to możliwe:
każdy kabel telefoniczny ma jakąś tam skończoność rozmów, zanim łącza nie zaśniedzieją
i nie odmówią posłuszeństwa. albo, co nawet bardziej prawdopodobne -
w słuchawce nie zatka się membrana od mikrokropelek śliny rozmawiającego.
słowotok tej pani (milion słow na minutę) mógł spowodować szybsze skorodowanie łączy
przewidzianych na jakieś 100 słów na minutę o kto wie, czy nawet nie awarię satelity na orbicie? :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


masz rację i nawet teoretycznie jest to możliwe:
każdy kabel telefoniczny ma jakąś tam skończoność rozmów, zanim łącza nie zaśniedzieją
i nie odmówią posłuszeństwa. albo, co nawet bardziej prawdopodobne -
w słuchawce nie zatka się membrana od mikrokropelek śliny rozmawiającego.
słowotok tej pani (milion słow na minutę) mógł spowodować szybsze skorodowanie łączy
przewidzianych na jakieś 100 słów na minutę o kto wie, czy nawet nie awarię satelity na orbicie? :)
i zamarznięcie piekła. dziękuję. postoję.
ps. słowotok tej pani się nie powtórzy, spokojna pańska głowa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


masz rację i nawet teoretycznie jest to możliwe:
każdy kabel telefoniczny ma jakąś tam skończoność rozmów, zanim łącza nie zaśniedzieją
i nie odmówią posłuszeństwa. albo, co nawet bardziej prawdopodobne -
w słuchawce nie zatka się membrana od mikrokropelek śliny rozmawiającego.
słowotok tej pani (milion słow na minutę) mógł spowodować szybsze skorodowanie łączy
przewidzianych na jakieś 100 słów na minutę o kto wie, czy nawet nie awarię satelity na orbicie? :)
Ty wiesz... chyba masz rację. Przypomniałem sobie, że kobitka rozmawiając gryzła jakiegoś rogala.
Wszystkie dziurki były potem zapchane... błeee. Może się łącza po prostu zadławiły. Tylko pytanie - tą bułą, czy rozmową ;)) ?
www.youtube.com/watch?v=otqKhjkct1M&NR=1
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie umiem pisać erotyków, więc może tylko napiszę co sobie o nich myślę?



Bóg jest jeden, jedyny
dlatego mój nie może być twoim.

Dziesięć przykazań napisał dla mnie,
jakże miałbym dociekać, czy wszystkich przestrzegasz?
Może twój pomylił się lub przerwał w połowie
i dlatego cudzołożysz, pożądasz rzeczy bliźniego
- grzeszysz myślą ale już nie uczynkiem.



Tymczasem stolika Wróżbity przechodził ogromny kapelusz.
Sombrero sięgające kilku meksyków z doczepionym u dołu drobnym chłopiną,
rzadkim jak złudzenie
Srebrnosiwe wąsy zwisały do ziemi malując
dwa wyjątkowo mokre rowki w błocie.
Całość wyglądała jak owa nierozsądna kolej wąskotorowa,
która wyłania się niekiedy z jednego brokułu mgły
by natychmiast przepaść w bemolu drugiej

moja żona lubiła amigo
rżnęła w karty i przegrywała
zrozpaczona piła borygo
ziała

poniosło się asfaltem wieczornego nieba,
poniosło się ku znów tej samej pierwszej gwiazdce
aby dokładnie pośrodku bezsensu minąć echo

mój mężulek piku piku chorował
zaskórniaczka miał serce w skarpecie
choć do śmierci ani mru ani słowa
umarł przecie

Echo, chłopina, wąsy, oraz to wszystko co napisane powyżej
zniknęło równie szybko jak się pojawiło dając pole do popisu
rozbudzonej wyobraźni

- Idiotyczne
zagaił Wróżbita

- Ale ustawia nas realnie w świecie
zaoponował Wstrentny
- To dzięki takim chwilom, beznadziejnie głupim i absolutnie
nieoczywistym istniejemy bardziej, wydając się normalni.

- A te piosenki?

- Są jak dno szklanki z herbatą, bez którego nie wiedzielibyśmy ile
łyżeczek cukru wsypać. Poza tym - łyżeczka wpadałaby do szklanki
raz na zawsze. Ów chłopina (ja wiem, wiem, że nierealny i głupi)
potrzebny jest całemu światu, aby mógł istnieć
w swoim wyobrażeniu oczywistości a Ziemia kręciła się w jedyną słuszną str
onę
dookoła Księżyca, czy jak to teraz mówią podług aktualnego stanu wiedzy?

- Zostawmy chłopinę w sombrero, lepiej zobaczę co
tymczasem urosło w Kartach
żachnął się Wróżbita


Nie tak, nie tak, nie nie, nie nie tak
- w pustym kościółku szepcze echo.
To licho w ciszy sieje zły mak
i piołun wlewa w gardła uśmiechów.

Nie tak, nie tak, nie nie, nie nie tak
- gwiazdy cekinów w welonie młodej
szponami szarpie cienisty ptak,
zgaszone rzuca na podłogę.

Gdzieś tam, nad ranem śnią wesele
i w tańcu suknię przytulił frak,
a echo lata po kościele:
nie tak, nie tak, nie nie, nie tak...



- Zupełnie bez sensu i nie na temat
zaproponował Wstrenty
- A poza tym, to takie oczywiste morałki.

Wróżbita wyciągnął telefon komórkowy i spojrzał przeciągle
w pocerową snami nadciągająca noc.
- Telefon też jest oczywisty.
Nawet małpa w ZOO wiedząc, że to nie banan -
pieprznie nim o ziemię i poszuka czegoś
jadalnego dla siebie



oczywiście zapalamy światło

wjeżdżamy samochodem do automatycznej myjni
wybierając stosowny, jesienny program

w międzyczasie oglądamy zdjęcia z Marsa


oczywiście oczy wiście
nic nie rozumiejąc



Tu Wróżbita pieprznął telefonem o chodnik i
wyciągnął z torby banana :


Wróżbita:
w pożal się boże małym miasteczku
w nudnej godzinie, gdzieś bez adresu
potrafi przecież wykluć się
coś zgoła nieoczekiwanie innego

banan:
a trawy wtenczas rosną, zielenią
całkiem zwyczajnie
starzeją się

Wróżbita:
więc zrozpaczona, bez szans na jutro
spotkała gościa i stało się
z brzuchem chodziła, tak stało się, że
pomyliła kalendarzyk z numerem jego jedynego kołnierzyka

banan:
a drzewa wówczas po prostu szumiały
tak jakby szumiały
bez tego całego wszystkiego

Wróżbita:
ten gość to aparat był, bo
aż dotąd przez życie bez butów szedł
choć nie pił tęgo, nie klął jak szewc
jakby z galery złudzeń zbiegł

banan:
a jesień akurat pryskała sady, i
deszcze jak dreszcze ciągnęły skądś
jesienne chmury kaszlały wciąż

Wróżbita:
ci pokochali się, psioczyły baby
nawet za mocno jej nie tłucze?
ten inny człowiek
ten dobry mąż

banan:
ziąb jak próchnica wykruszał liście
latarnie wcześniej kiwały się
(jeśli oczywiście posiadały aktualne żarówki)

Wróżbita:
lecz wyobraźcie sobie: tamtych dwoje
raz tam nie dokręciło gazu
ona umarła od tego w łóżku
on trochę dalej (i nie od razu)

banan:
czterdzieści dni listopad wył
w tym pożal się boże nudnym miasteczku
w pustym pokoju skrzypiały drzwi



Kiedy Wróżbita przełknął ostatni kęs banana, Wstrentny zakrzyknął:

- A to mi się podoba!
Przygnębiające i nie ma sensu więc ma sens,
zatem dobrze oddaje Istotę Miłości.
Można by powiedzieć: jest do dupy!
Ta, jak wiadomo, to pięta achillesowa każdej Miłości,
wystarczy tedy celnie trafić, aby zabić nawet te pozornie nieśmiertelne



jesteś północą a ja północą
srebrzystą konewką gaszę minionych facetów
przemijam jak przemijali
gasząc srebrzystą konewką minionych facetów

cipuszko, a co byś powiedziała
gdybym pozostał do rana?
od dębu wypłakał się raz do brzozy

zobaczyć, czemuż to jesteś północą
a ja muszę gasić srebrzystą konewką minionych facetów
przemijać jak przeminęli
gasząc srebrzystą konewką minionych facetów


cipuszko
cip uszko!
cip cip uszko?

w twoich oko licach jest mnóstwo dymu
zwęglone ślady cygar minionych facetów
podejdź
szepnę ci, że i tak cię kocham

zanim przeminę
zgaszony srebrzystą konewką




Blaknąc powoli, słowa srebrzystej konewki odsłaniały kolejne
polany wilgotnej nocy, kosmiczne tratataj wozy wyjeżdżały na czarne plaże
ciągnąc za sobą kłęby słonecznych spalin.
Na dole ludzie jak zwykle mordowali ludzi, umierali ze starości albo
po prostu ginęli wysadzani w locie przez terrorystów z porwanych samolotów.
Na szczęście dla degradacji środowiska naturalnego
większość ludzi w tym samym czasie produkowała nowych ludzi
z krótkotrwałą gwarancją przyszłości a


Pewien poeta napisał wiersz.
Wiersz piękny, piękniejszy od niego.
Temu poecie, nie wiem czy wiesz?
- skrzydła urosły z tego.

Potem, rzecz nie do wiary??
- poeta wyleciał kominem!
Psuł na ratuszach zegary,
miał przy tym wesołą minę.

I całe szczęście, powiem szczerze
że nie wydali tego wiersza.
Zaś ów poeta?... w taniej operze
gra zielonego świerszcza.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Faktycznie ;)) ale kto im broni postawić sobie lodową latarnię ? No tak, nie zaszeleści :)
Związek tej pani z mrówką (wygadana... wygadała) jest podobny do związku z wyczytaniem mrówki w taki sposób, że stała się ciałem ;))
bo może sobie mrówka wymarzyć albo też wyobrazić takie ciało? czy pół na pół. czółko mam jedno (dalej wyliczać nie będę, chyba, że wstrętny napisze erotyk, wtedy pogadamy inaczej) pozostaje marzyć.
no właśnie, a mrówa ma dwa czułki, ale czy wyobraźnię większą? Jakość jest ważna, nie ilość ;)
Wstrentny...? napisze, na pewno. :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie umiem pisać erotyków, więc może tylko napiszę co sobie o nich myślę?



Bóg jest jeden, jedyny
dlatego mój nie może być twoim.

Dziesięć przykazań napisał dla mnie,
jakże miałbym dociekać, czy wszystkich przestrzegasz?
Może twój pomylił się lub przerwał w połowie
i dlatego cudzołożysz, pożądasz rzeczy bliźniego
- grzeszysz myślą ale już nie uczynkiem.



Tymczasem stolika Wróżbity przechodził ogromny kapelusz.
Sombrero sięgające kilku meksyków z doczepionym u dołu drobnym chłopiną,
rzadkim jak złudzenie
Srebrnosiwe wąsy zwisały do ziemi malując
dwa wyjątkowo mokre rowki w błocie.
Całość wyglądała jak owa nierozsądna kolej wąskotorowa,
która wyłania się niekiedy z jednego brokułu mgły
by natychmiast przepaść w bemolu drugiej

moja żona lubiła amigo
rżnęła w karty i przegrywała
zrozpaczona piła borygo
ziała

poniosło się asfaltem wieczornego nieba,
poniosło się ku znów tej samej pierwszej gwiazdce
aby dokładnie pośrodku bezsensu minąć echo

mój mężulek piku piku chorował
zaskórniaczka miał serce w skarpecie
choć do śmierci ani mru ani słowa
umarł przecie

Echo, chłopina, wąsy, oraz to wszystko co napisane powyżej
zniknęło równie szybko jak się pojawiło dając pole do popisu
rozbudzonej wyobraźni

- Idiotyczne
zagaił Wróżbita

- Ale ustawia nas realnie w świecie
zaoponował Wstrentny
- To dzięki takim chwilom, beznadziejnie głupim i absolutnie
nieoczywistym istniejemy bardziej, wydając się normalni.

- A te piosenki?

- Są jak dno szklanki z herbatą, bez którego nie wiedzielibyśmy ile
łyżeczek cukru wsypać. Poza tym - łyżeczka wpadałaby do szklanki
raz na zawsze. Ów chłopina (ja wiem, wiem, że nierealny i głupi)
potrzebny jest całemu światu, aby mógł istnieć
w swoim wyobrażeniu oczywistości a Ziemia kręciła się w jedyną słuszną str
onę
dookoła Księżyca, czy jak to teraz mówią podług aktualnego stanu wiedzy?

- Zostawmy chłopinę w sombrero, lepiej zobaczę co
tymczasem urosło w Kartach
żachnął się Wróżbita


Nie tak, nie tak, nie nie, nie nie tak
- w pustym kościółku szepcze echo.
To licho w ciszy sieje zły mak
i piołun wlewa w gardła uśmiechów.

Nie tak, nie tak, nie nie, nie nie tak
- gwiazdy cekinów w welonie młodej
szponami szarpie cienisty ptak,
zgaszone rzuca na podłogę.

Gdzieś tam, nad ranem śnią wesele
i w tańcu suknię przytulił frak,
a echo lata po kościele:
nie tak, nie tak, nie nie, nie tak...



- Zupełnie bez sensu i nie na temat
zaproponował Wstrenty
- A poza tym, to takie oczywiste morałki.

Wróżbita wyciągnął telefon komórkowy i spojrzał przeciągle
w pocerową snami nadciągająca noc.
- Telefon też jest oczywisty.
Nawet małpa w ZOO wiedząc, że to nie banan -
pieprznie nim o ziemię i poszuka czegoś
jadalnego dla siebie



oczywiście zapalamy światło

wjeżdżamy samochodem do automatycznej myjni
wybierając stosowny, jesienny program

w międzyczasie oglądamy zdjęcia z Marsa


oczywiście oczy wiście
nic nie rozumiejąc



Tu Wróżbita pieprznął telefonem o chodnik i
wyciągnął z torby banana :


Wróżbita:
w pożal się boże małym miasteczku
w nudnej godzinie, gdzieś bez adresu
potrafi przecież wykluć się
coś zgoła nieoczekiwanie innego

banan:
a trawy wtenczas rosną, zielenią
całkiem zwyczajnie
starzeją się

Wróżbita:
więc zrozpaczona, bez szans na jutro
spotkała gościa i stało się
z brzuchem chodziła, tak stało się, że
pomyliła kalendarzyk z numerem jego jedynego kołnierzyka

banan:
a drzewa wówczas po prostu szumiały
tak jakby szumiały
bez tego całego wszystkiego

Wróżbita:
ten gość to aparat był, bo
aż dotąd przez życie bez butów szedł
choć nie pił tęgo, nie klął jak szewc
jakby z galery złudzeń zbiegł

banan:
a jesień akurat pryskała sady, i
deszcze jak dreszcze ciągnęły skądś
jesienne chmury kaszlały wciąż

Wróżbita:
ci pokochali się, psioczyły baby
nawet za mocno jej nie tłucze?
ten inny człowiek
ten dobry mąż

banan:
ziąb jak próchnica wykruszał liście
latarnie wcześniej kiwały się
(jeśli oczywiście posiadały aktualne żarówki)

Wróżbita:
lecz wyobraźcie sobie: tamtych dwoje
raz tam nie dokręciło gazu
ona umarła od tego w łóżku
on trochę dalej (i nie od razu)

banan:
czterdzieści dni listopad wył
w tym pożal się boże nudnym miasteczku
w pustym pokoju skrzypiały drzwi



Kiedy Wróżbita przełknął ostatni kęs banana, Wstrentny zakrzyknął:

- A to mi się podoba!
Przygnębiające i nie ma sensu więc ma sens,
zatem dobrze oddaje Istotę Miłości.
Można by powiedzieć: jest do dupy!
Ta, jak wiadomo, to pięta achillesowa każdej Miłości,
wystarczy tedy celnie trafić, aby zabić nawet te pozornie nieśmiertelne



jesteś północą a ja północą
srebrzystą konewką gaszę minionych facetów
przemijam jak przemijali
gasząc srebrzystą konewką minionych facetów

cipuszko, a co byś powiedziała
gdybym pozostał do rana?
od dębu wypłakał się raz do brzozy

zobaczyć, czemuż to jesteś północą
a ja muszę gasić srebrzystą konewką minionych facetów
przemijać jak przeminęli
gasząc srebrzystą konewką minionych facetów


cipuszko
cip uszko!
cip cip uszko?

w twoich oko licach jest mnóstwo dymu
zwęglone ślady cygar minionych facetów
podejdź
szepnę ci, że i tak cię kocham

zanim przeminę
zgaszony srebrzystą konewką




Blaknąc powoli, słowa srebrzystej konewki odsłaniały kolejne
polany wilgotnej nocy, kosmiczne tratataj wozy wyjeżdżały na czarne plaże
ciągnąc za sobą kłęby słonecznych spalin.
Na dole ludzie jak zwykle mordowali ludzi, umierali ze starości albo
po prostu ginęli wysadzani w locie przez terrorystów z porwanych samolotów.
Na szczęście dla degradacji środowiska naturalnego
większość ludzi w tym samym czasie produkowała nowych ludzi
z krótkotrwałą gwarancją przyszłości a


Pewien poeta napisał wiersz.
Wiersz piękny, piękniejszy od niego.
Temu poecie, nie wiem czy wiesz?
- skrzydła urosły z tego.

Potem, rzecz nie do wiary??
- poeta wyleciał kominem!
Psuł na ratuszach zegary,
miał przy tym wesołą minę.

I całe szczęście, powiem szczerze
że nie wydali tego wiersza.
Zaś ów poeta?... w taniej operze
gra zielonego świerszcza.


piękny morał. dziękuję.
www.youtube.com/watch?v=zCzJgiY7ESc
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a to jest bardzo ciekawy temat :) mianowicie - niektóre źródła podają, że w optymalnych
dla siebie warunkach samce mrówki żyją cztery miesiące, a samice, jak to one, dłużej
nawet o 2 miesiące. optymalnym miejscem dla mrówek na pewno nie są pomieszczenia mieszkalne,
w których umierają szybciej. czyżby więc "dobrze znane mrówce miejsce" to takie sprzed tygodnia? ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Link do piosenki:         Czego w Tobie nie dosłyszę To u siebie w smutku znajdę Bo jak liść na drzewie wiszę I jak on, mam te Życie tylko na chwilę Tyle   A było jak zawsze – teraz jednak Męka – niezaprzeczalny znak Inaczej niż zwykle Tyle Tyle   Rozkosz widzę, całuję rękę W myślach oczywiście I zapominam wcześniejszą mękę Rzeczywiście Tak byle-byle Tyle   Każdy uśmiech brzmi muzyką Znam ton tego głosu Co w duszy mej rzeką Losu I czyje to myśli, czyje? Tyle   I widzę, i słyszę wszystko Czy jednak nie za dużo? Ktoś powiedział, kto? Jesteś huraganem, burzą Wiesz? Żyję! Tyle  
    • @Berenika97 to się w głowie nie mieści jak dobry wiersz spłodziłaś tak nie przesadzam mnie zamurowało świetne metafory lekko napisane w tej ponurej scenerii nocy twego miasta. Mocna dojrzała poezja oszczędna w słowa a jednak niosąca ze sobą przejmujący dynamizm:   „Okna ryglowane ciszą. W dusznej bliskości mebli świat urywa się na progu. Noc - woda bez brzegu.”   Czyż tylko ta zwrotka nie daje pełni twojego przekazu?  sam tytuł jest dramatyczny Próg jest to słowo wielowątkowe. Doskonałe do filozoficznych rozważań jak przejście w świat intymny lub pozostanie w tajemnicy.  Ty nas wpuszczasz dajesz nam swoje ego:   „Wyżyma zmęczenie z koszuli. Liczy, ile ciepła dzień zabrał tym razem.”   po czym kończysz rezygnacją:   „Może wreszcie zatonąć.”   Ale czy napewno o te jednoznaczne zatonięcie chodzi? czy nie puszczasz do nas oka i czytelnik tonie ale w swoich myślach bo po cóż by było:   „On przynosi w kieszeniach cudzy wzrok i lepki kurz - nalot na spojrzeniu. W czterech ścianach zdejmuje twarz. Ostrożnie. By nie przerwać siebie."   ostrożnie przenosić swoje spostrzeżenia by zdejmując z siebie maskę uważać by nie obsypać codziennym kurzem wnętrza swojej intymności. To daje nadzieję na nowy dzień.    wiersz oniryczny a jednak do bólu realny z jego zapalnym migotaniem:   „Latarnia miga trzeci dzień. Ktoś przestał zgłaszać. Miasto pulsuje jak stan zapalny.”   i z nigdy nie zasypiającymi ulicami.   No no koleżanko                                 chapeau bas        
    • Taki los masz, ile z siebie dasz mówił dziadek, kiedy ludzie byli twardsi od ziemi.   Kto rano wstaje, ten dłużej się martwi.   Od mieszania herbaty nie zrobi się słodsze życie, ale człowiek lubi mieć wrażenie, że coś robi.   Gdzie cienko, tam pęka, najczęściej w środku.   I jeszcze: nie noś wody w sitku, nie proś świata o litość, nie wracaj tam, gdzie już cię nie ma.   Ludowe mądrości są jak stare płoty. Krzywe, spróchniałe, ale wciąż trzymają jakąś granicę przed nocą.
    • @Annna2 „To nic. Jek spsik i śpsiyw. Tajskno am Boże.”   umiesz zaczarować. Twoje słowa rozczulają i na długi pozostają w pamięci. I już wiem po co tu przyszedłem. Koisz mi serce i sprawiasz że marzę. Dziękuję za Twoją poezję.  Nic więcej nie jest mi potrzebne.    „Nic to. Sen mi się przyśnił i śpiew. Tęskno mi Boże.”
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...