Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano



Śmierć jest tylko wyzwoleniem duszy
czyż nie pogrzebiecie jedynie mojego ciała?

Sokrates uniósł kubek z cykutą i spokojnie wypił zawartość
następnie poprosił płaczących o zachowanie ciszy
aby mógł w spokoju umrzeć.

Spacerował po celi opisując stan w jakim się pogrąża
dopiero, gdy nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, położył się na łożu.
Wszyscy czekali na to co powie im na koniec
ale on ostatnie słowa skierował do swego oddanego sługi
i do mnie, który dopiero się narodzę:

Kritonie, proponowałeś mi ucieczkę
a jestem winien koguta Asklepiosowi -
dopilnuj, by tego nie zaniedbano.



  • Odpowiedzi 44
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

I tak oto Sokrates dopiął swego. Umarł niesprawiedliwie w imię sprawiedliwości. Są rzeczy niezmienne, niekoniecznie objawione. Chociaż umysł jest swego rodzaju objawieniem, skoro potrafi to rozpoznać. Dziś, kiedy "wszystko jest jasne", wartości zdają się nie istnieć.
Łatwiej umierać za wiatraki.

szacun

mrs

Opublikowano

Sokrates to mój ulubiony filozof - jego poglądy, życie, postawa, zachowania zawsze były mi bliskie i zrozumiałe, zawsze, od dziecka.
Ucieczka i życie w ukryciu byłoby niezgodne z jego naturą i poczuciem godności, zresztą pewnie nawet nie umiałby się ukrywać i udawać kogoś innego, niż był, a był przecież bardzo charakterystyczna postacią. No i - gdyby musiał opuścić ojczyznę i zrezygnować z szerzenia swojej nauki - życie straciłoby dla niego sens.
Niektórzy twierdzą, że był obłąkany: chodził ulicami, zaczepiał ludzi, wciągał ich w dyskusje, podważał wszystko, co mówili, wykazywał, że wszystko jest podważalne i złudne (a przynajmniej względne), obalał mity i nimby tworzone przez polityków dla umacniania władzy. No i nie uciekł przed wyrokiem śmierci, chociaż miał taką możliwość.
Szalony? Obłęd i geniusz są dwiema postaciami tej samej cechy umysłu, taką samą mutacją, rozwinięciem mózgu daleko ponad normę, ponad zwykłe możliwości naszego gatunku. W takim sensie Sokrates był obłąkanym geniuszem i nie potrafił być inny, nawet gdyby chciał.
Ale wiedział, że "śmierć jest tylko wyzwoleniem duszy" - że jego nauki nie uda się zabić nikomu i że ona przetrwa tysiące lat. Wiedział, że jego mądrość pochwycą inni, że zawsze tacy ludzie będą i że w ten sposób on - Sokrates - będzie się wciąż odradzał, w każdym pokoleniu.
Czy dlatego w wierszu mówi, że jest winien zwyczajową ofiarę z koguta Asklepiosowi? Za to, że ten bóg-lekarz będzie go wskrzeszał wiecznie w innych ludziach?

Lubię wiersze z pogranicza prozy, wiersze-opowieści, pisane pełnymi zdaniami, naturalnymi frazami. Bardzo podoba mi się ta forma. I ten wiersz. :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli umysł potrafi coś rozpoznać, to znaczy, że zostało mu to objawione. Nieprawdaż?
Jakie "wszystko jest jasne" dzisiaj? I dlaczego wartości zdają się nie istnieć? I dlaczego uważasz, że łatwiej umierać za wiatraki? Trzeba być Don Kichotem, żeby umrzeć za największe wartości? Naprawdę tak sądzisz czy ja Cię nie rozumiem?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli umysł potrafi coś rozpoznać, to znaczy, że zostało mu to objawione. Nieprawdaż?
Jakie "wszystko jest jasne" dzisiaj? I dlaczego wartości zdają się nie istnieć? I dlaczego uważasz, że łatwiej umierać za wiatraki? Trzeba być Don Kichotem, żeby umrzeć za największe wartości? Naprawdę tak sądzisz czy ja Cię nie rozumiem?


Droga Oxyvio, mówimy o innych rodzajach objawienia. Rzeczywiście możemy uznać, że jeśli rozum człowieka potrafił odkryć tak wysokie wartości uniwersalne, za które warto było oddać życie, to musi mu to być objawione. Jednak istnieje innego rodzaju objawienie, którego wówczas nie znano. Powinienem był słowo Objawienie napisać z dużej litery, by zaznaczyć o co mi chodzi. Podprowadzam, wiem, ale nie mówię wprost.
Dzisiaj wszystkim znane są uniwersalne wartośći, które filozofowie odkrywali w swoich twórczych pasjach: umiłowania i poszukiwania mądrości. Dzisiaj istnieje wielki konflikt między "poglądami" - uznaniem istnienia tych wartości, jako uniwersalnych i niezmiennych, które każdy człowiek powinien odkrywać w prawdzie swojego sumienia a zwykłą konwencją wynikającą z przekonań większości.
Ja opowiadam się za tą pierwszą opcją i zauważam, że dzisiaj łatwiej ludziom umierać za ccze idee, sprzedając za garść srebrników swoje człowieczeństwo, lista przykłądów jest długa.
Stąd te wiatraki. A Don Kichote? Cóż. Ja go interpretuję trochę inaczej.

mrs
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kiedy najpiękniejsze jest nie samo życie, nie wieczność, tylko właśnie przemijanie. Jak to było? ;)


Piosenka deszczowa

Więc kiedy umrzeć mi się zdarzy -
pobiegnę w deszcz, z sercem w kieszeni.
I Pan Bóg serce mi wymieni
na jedną kartkę z kalendarza

"Masz jeden dzień a potem wracaj
do mnie, do diabła, gdzie tam chcesz..."
Głową przytaknę: "święta racja"
od drugiej strony wbiegnę w deszcz

i przeskakując przez kałuże
znów w wodzie zacznę się odbijać,
a słońce pocznie cień mój dłużyć:
przemijać będę, ach... prze-mi-jać

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kiedy najpiękniejsze jest nie samo życie, nie wieczność, tylko właśnie przemijanie. Jak to było? ;)


Piosenka deszczowa

Więc kiedy umrzeć mi się zdarzy -
pobiegnę w deszcz, z sercem w kieszeni.
I Pan Bóg serce mi wymieni
na jedną kartkę z kalendarza

"Masz jeden dzień a potem wracaj
do mnie, do diabła, gdzie tam chcesz..."
Głową przytaknę: "święta racja"
od drugiej strony wbiegnę w deszcz

i przeskakując przez kałuże
znów w wodzie zacznę się odbijać,
a słońce pocznie cień mój dłużyć:
przemijać będę, ach... prze-mi-jać


Boskie Kalosze!
Nie sposób przejść obojętnie obok Twojej poezji...
zniknięcie sprawiło, że wzrósł apetyt na takie wiersze.

i przeskakując przez kałuże
znów w wodzie zacznę się odbijać,
a słońce pocznie cień mój dłużyć:
przemijać będę, ach... prze-mi-jać


Przemijaj...prze-mi-jaj...bylebyś rodził poezję :)))
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kiedy najpiękniejsze jest nie samo życie, nie wieczność, tylko właśnie przemijanie. Jak to było? ;)


Piosenka deszczowa

Więc kiedy umrzeć mi się zdarzy -
pobiegnę w deszcz, z sercem w kieszeni.
I Pan Bóg serce mi wymieni
na jedną kartkę z kalendarza

"Masz jeden dzień a potem wracaj
do mnie, do diabła, gdzie tam chcesz..."
Głową przytaknę: "święta racja"
od drugiej strony wbiegnę w deszcz

i przeskakując przez kałuże
znów w wodzie zacznę się odbijać,
a słońce pocznie cień mój dłużyć:
przemijać będę, ach... prze-mi-jać


"za jedną kartkę z kalendarza", warto było ? czy coś mozna zmienić, dokonaćprzez jeden dzień?
ale piękny wiersz, a poprzedni dobry!
dobrze żeś wrócił...
macham skrzydełkiem :)
Opublikowano

Mało poetyckie to jest niestety. Lakoniczne strzeszczenie wydarzeń sprzed wieków. Jednak można o tym zdarzeniu przeczytać w różnistych księgach i to w lepszej redakcji ;)) Pozdro

Opublikowano

popieram trochę zdanie poprzednika, że rzeczywiście poezji i wierszowatości w tym niewiele jest, aczkolwiek sam tekst dobry i dobrze się czyta, ale to chyba kawałek do innego działu :)
ale podoba się, żeby nie było :)

serdecznie
Marta

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Czy to nie był przypadkiem kielich :) ?
Być może :) Choć na przykład Samuel Zborowski, który "żył bliżej" czasów
Sokratesa w "Tragedya w III aktach" pisał:

Dramata dla ludu greckiego pisał Arystofan, co podał kubek z cykutą Sokratesowi,
a ludowi rzymskiemu potrzeba już było szermierzy i krwie chrześcian...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na przykład Herbert pisał takie utworki:

Guzik

Najpiękniejsze bajki są o tym, że byliśmy mali. Ja lubię
najbardziej tę, jak to raz połknąłem kościany guzik. Mama wtedy
płakała.

Zbigniew Herbert "Hermes, pies i gwiazda"

Też można powiedzieć: i co z tego?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Skoro się podoba, i tekst dobry, to o czym więcej mi marzyć? ;)
A zawsze chodzi przede wszystkim o zwrócenie uwagi na coś interesującego,
coś czego normalnie nie zauważa się, choć od lat jest w zasięgu ręki.
Tak jak ja zrozumiałem, o co chodziło Sokratesowi z tym kogutem,
choć to akurat powinno go najmniej interesować w ostatniej chwili życia.

Pozdrawiam
Opublikowano

No tak, nadal jestem ignorowana przez Jaśnie Pana Doktora de Wstrentnego, bo wokół Niego tak tłoczno i gwarno, że całkiem mnie nie dostrzega!
Wobec tego, Boski, mam do Ciebie prośbę: przekaż Wstrentnemu list, który wpadł mi w ręce w tym długim czasie, kiedy Go tu nie było. Dobrze?

Kochany Szanowny de Wstrentny!

Od kiedy wyjechałeś tak nagle, nie mogę Cię namierzyć swoimi radarami, choć wobec wielu innych osób udaje mi się to znakomicie. Niepokoi mnie ta niemożność i denerwuje – nie ma Cię nigdzie w moim promieniu. A do swoich nisz nikogo nie dopuszczasz. Tylko czasem pokazujesz małe przebłyski tych Twoich niezmierzonych i dziwnych świetlistości przez szpary w parkanie. Samotny Pan na włościach niepojętych światów. Tak chcesz.
Pytała o Ciebie Chariel, ta spod zimnych gwiazd wrześniowych, wiesz, z tych nędznych miasteczek, gdzie każdemu daleko do siebie. Kiedy milczałam, poprosiła o parę groszy na buteleczkę marzeń – i znikła.
Pytały o Ciebie wszystkie Muzy; mówią, że Apollo jest nudny i tylko romanse z Tobą dają pożądania owoce. No a przecież nikt nie może tworzyć bez baraszkowania z tymi panienkami.
A Dafne znów przestała być drzewem. Łazi teraz brzegami oceanów i przekrzykuje wrzask fal, wołając ochryple: „Doktorze de Wstrętny! Doktorze de Wstrętny! Dokto!...” Ale oficjalna rzeczywistość uparcie ją wciska z powrotem w drewno dziewictwa. (Ta jej próba wyzwolenia to chyba już całkowite lekceważenie dla Apolla?)
Wszystkie za Tobą tęsknimy, cały piszczący i kwiczący do Ciebie fanklub. Wracaj, Doktorze od mistyfikacji, daj odetchnąć prawdziwą iluzją, przynieś zaleciałość Twojego nieznanego, nieskończonego Realu.
Przecież bez Ciebie nas nie ma. Ale i bez nas nie ma Ciebie.
Wracaj! Domagam się stanowczo.

Wytęskniona na twardo –
Słodka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na przykład Herbert pisał takie utworki:

Guzik

Najpiękniejsze bajki są o tym, że byliśmy mali. Ja lubię
najbardziej tę, jak to raz połknąłem kościany guzik. Mama wtedy
płakała.

Zbigniew Herbert "Hermes, pies i gwiazda"

Też można powiedzieć: i co z tego?

A ktoś już powiedział: i co z tego? Głupi musiał być solidnie...
Ja nie pytam jeno stwierdzam. Herbert napisał coś jeszcze nienapisanego, niby to pospolite i bardzo zwykłe, bo przygoda codzienna prosto z dziecęcej obserwacji, ale jednak wzruszająca.
Twoja opowieść to powielenie istniejącego od wieków tematu, historii znajej niemal kazdemu.

Poddaje jedynie pod wątpliwość, czy dotychczasowe ujęcia były tak kiepskie, że należało stworzyć nowe, niby lepsze; takie próby chociażby jak Twoje. I wychodzi mi, że to zbędne w takim wydaniu jakie prezentujesz.
Pozdro;))
Pozdro;))
Jednak wiersz Herberta opiera się na podobnym zabiegu. Od prozy oddziela go raptem skromne "że":
"bajki o tym, że byliśmy mali. "Że" stawia zapis w opozycji do samych bajek
i zmusza czytelnika do intelektualnych poszukiwań rozwiązania najbardziej przystającego do siebie.

U mnie czymś takim jest to, że swoje ostatnie słowa Sokrates kieruje nie do przyjaciół, nie do
najbliższej rodziny, tyko do oddanego sługi któremu może zaufać
"i do mnie, który dopiero się narodzę".

Jeśli jego zamiarem było opisywanie do końca co zobaczy tuż przed śmiercią
i podzielenie się tym ze świadkami, to widocznie ujrzał, że właśnie
ten kogut jest ważniejszy ponad życie i śmierć.
I tu rozumiem, że "do mnie, który dopiero się narodzę" jest dla Ciebie w jednoznaczny
sposób jasne? Jak dla mnie, może być nim Peel - czyli ja jako Autor i Czytelnik.
Ale też ten, który ma nadejść i jak już wspomniałem ujął to choćby Samuel Zborowski:

Dramata dla ludu greckiego pisał Arystofan, co podał kubek z cykutą Sokratesowi,
a ludowi rzymskiemu potrzeba już było szermierzy i krwie chrześcian...


Jest jeszcze ten, który dopiero się urodzi. To znaczy ten, którego nie było
i teraz też nie ma, ale Sokrates widzi go już i pije właśnie do niego

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...