Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

miasto jest miękkie i przytulne
dla przykładu
chodniki pokryte gumolitem
(nikt nie zrobi sobie krzywdy)

dla pewności
asfalt zastąpiono dywanami
co stanowi nietypowe rozwiązanie

po głębokiej czerwieni
bezszelestnie mknie autobus
numer dwadzieścia pięć

ma poduszkowe zderzaki
i niematerialne okna

na przystanku
podskakują kauczukowe buty
choć wcale nie jest zimno
a zimy są ze styropianu

inni utonęli w fotelach
gubiąc efemerydy
widzą przez powieki

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz napisany dobrym warsztatem, ale przyznam, że dość trudny - w swojej ułomności widzę niebotyczne miasto asekuracji, marazm, rozleniwienie mieszkańców, zatapiających się w swojej cielesności/fizjologii - są ulotni, przemijają chwilami bezruchu, czyżby wiersz opowiadał o zgaszonej wygodami aktywności/porzuceniu odruchów samorealizacji ? Taki przesłodzony/ulewający eden na Ziemi, który staje się przekleństwem - nie wiem - tytuł kojarzę z somatycznością, może dlatego - zaciekawia swoją wieloznacznością, jest taki inny - tyle ode mnie.
Pozdrowki
kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz napisany dobrym warsztatem, ale przyznam, że dość trudny - w swojej ułomności widzę niebotyczne miasto asekuracji, marazm, rozleniwienie mieszkańców, zatapiających się w swojej cielesności/fizjologii - są ulotni, przemijają chwilami bezruchu, czyżby wiersz opowiadał o zgaszonej wygodami aktywności/porzuceniu odruchów samorealizacji ? Taki przesłodzony/ulewający eden na Ziemi, który staje się przekleństwem - nie wiem - tytuł kojarzę z somatycznością, może dlatego - zaciekawia swoją wieloznacznością, jest taki inny - tyle ode mnie.
Pozdrowki
kasia.

Przeczyta Pani coś Huxleya :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz napisany dobrym warsztatem, ale przyznam, że dość trudny - w swojej ułomności widzę niebotyczne miasto asekuracji, marazm, rozleniwienie mieszkańców, zatapiających się w swojej cielesności/fizjologii - są ulotni, przemijają chwilami bezruchu, czyżby wiersz opowiadał o zgaszonej wygodami aktywności/porzuceniu odruchów samorealizacji ? Taki przesłodzony/ulewający eden na Ziemi, który staje się przekleństwem - nie wiem - tytuł kojarzę z somatycznością, może dlatego - zaciekawia swoją wieloznacznością, jest taki inny - tyle ode mnie.
Pozdrowki
kasia.

Przeczyta Pani coś Huxleya :)

Huxley :PP Nowy Wspaniały Świat jest boski i tyle, a i tak wbrew pozorm moi jego antyutopia niejest taka żła... no oc cżłek chce szczęścia to je ma.. .po co mu więcej. Ja bym nawet optował za podobnym roziwązaniem tylko rozszerzeniem go o pomysł Platonaii jego państwa- to była by idealne ziemia. A genteyczne progrmaowanie ludzi to o czym warto pomyśleć.

Co do wiersza. Obraz wyłania isę idealnego społeczenstwea bez strachu, bolu krzywdy, asekurancja to idea istnienia tego państwa. Lecz to kosztuje - za bezpieczeństwo i szcżeścier zpłacimy wolnościa, poezją, sztuką, mysla i cżłowieczeństwem...

Podba isę wierszm

pozdrr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przeczyta Pani coś Huxleya :)

Huxley :PP Nowy Wspaniały Świat jest boski i tyle, a i tak wbrew pozorm moi jego antyutopia niejest taka żła... no oc cżłek chce szczęścia to je ma.. .po co mu więcej. Ja bym nawet optował za podobnym roziwązaniem tylko rozszerzeniem go o pomysł Platonaii jego państwa- to była by idealne ziemia. A genteyczne progrmaowanie ludzi to o czym warto pomyśleć.

Co do wiersza. Obraz wyłania isę idealnego społeczenstwea bez strachu, bolu krzywdy, asekurancja to idea istnienia tego państwa. Lecz to kosztuje - za bezpieczeństwo i szcżeścier zpłacimy wolnościa, poezją, sztuką, mysla i cżłowieczeństwem...

Podba isę wierszm

pozdrr

Czyli nie rozminęłam się tak bardzo w interpretacji - idealny eden na Ziemi przy braku ruchu/samorealizacji/ coś za coś i marazm przewartościowania - dzięki za źródło :) Pozdrówki
kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przeczyta Pani coś Huxleya :)

Huxley :PP Nowy Wspaniały Świat jest boski i tyle, a i tak wbrew pozorm moi jego antyutopia niejest taka żła... no oc cżłek chce szczęścia to je ma.. .po co mu więcej. Ja bym nawet optował za podobnym roziwązaniem tylko rozszerzeniem go o pomysł Platonaii jego państwa- to była by idealne ziemia. A genteyczne progrmaowanie ludzi to o czym warto pomyśleć.

Co do wiersza. Obraz wyłania isę idealnego społeczenstwea bez strachu, bolu krzywdy, asekurancja to idea istnienia tego państwa. Lecz to kosztuje - za bezpieczeństwo i szcżeścier zpłacimy wolnościa, poezją, sztuką, mysla i cżłowieczeństwem...

Podba isę wierszm

pozdrr

Ty, taki idealista i romantyk, szerzysz takie poglądy? Smuci mnie to. Dzięki za komentarz. Pzdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Huxley :PP Nowy Wspaniały Świat jest boski i tyle, a i tak wbrew pozorm moi jego antyutopia niejest taka żła... no oc cżłek chce szczęścia to je ma.. .po co mu więcej. Ja bym nawet optował za podobnym roziwązaniem tylko rozszerzeniem go o pomysł Platonaii jego państwa- to była by idealne ziemia. A genteyczne progrmaowanie ludzi to o czym warto pomyśleć.

Co do wiersza. Obraz wyłania isę idealnego społeczenstwea bez strachu, bolu krzywdy, asekurancja to idea istnienia tego państwa. Lecz to kosztuje - za bezpieczeństwo i szcżeścier zpłacimy wolnościa, poezją, sztuką, mysla i cżłowieczeństwem...

Podba isę wierszm

pozdrr

Ty, taki idealista i romantyk, szerzysz takie poglądy? Smuci mnie to. Dzięki za komentarz. Pzdr

ta...wiesz kto jest problemem każdego idealnego systemu: człowiek.
I niestety - mamy diwe drogi:

bagno albo Antyutopię Huxleya

obie tragiczne... bo nijak przemówć do ludzi, nijak zmienić...
żeby zbawić świat - jak to pięknie brzmi :)) zbawić..z - bawić.. bardziej pasuje bo jest to z a b a w a w Boga trzebaby uwznioślić człowieka...ale tu jest problem by się to odbyło cłżowiek by sie msuiał nato zgdizć, nic pod rpzymusem...a się mało by zgłosiło..

masz lepszy pomyśł?

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ty, taki idealista i romantyk, szerzysz takie poglądy? Smuci mnie to. Dzięki za komentarz. Pzdr

ta...wiesz kto jest problemem każdego idealnego systemu: człowiek.
I niestety - mamy diwe drogi:

bagno albo Antyutopię Huxleya

obie tragiczne... bo nijak przemówć do ludzi, nijak zmienić...
żeby zbawić świat - jak to pięknie brzmi :)) zbawić..z - bawić.. bardziej pasuje bo jest to z a b a w a w Boga trzebaby uwznioślić człowieka...ale tu jest problem by się to odbyło cłżowiek by sie msuiał nato zgdizć, nic pod rpzymusem...a się mało by zgłosiło..

masz lepszy pomyśł?

pozdr.

To przekaz książki (dla mnie co najwyżej b. dobrej, nie świetnej czy genialnej) jest antyutopią, zaś społeczeństwo w niej opisane jest jak najbardziej utopijne. Nie bardzo rozumiem co masz na myśli, pisząc o 'bagnie'. Istnieją przecież w dzisiejszym świecie modele i systemy całkiem przyjazne człowiekowi. To nie człowiek jest problemem, tylko nawiedzone jednostki pragnące wznieść siebie (i przy okazji również innych) ponad człowieka, co jak wiemy na razie nie jest możliwe. I genetyka nic nie zmienia, a obok zalet, niesie za sobą też niebezpieczeństwa. Nie potrzeba podnosić Człowieka do rangi Boga. Trzeba stworzyć system wartości (do niektórych może spróbować powrócić), taki żeby człowiek naprawdę poczuł się człowiekiem i zrozumiał gdzie jest jego miejsce, bo najgorszą rzeczą jest wmawiać komuś, że jest kimś kim nie jest. Potrzeba powrotu do korzeni, bo tylko to daje nam szansę na zrozumienie naszej tożsamości i w konsekwencji bycie szczęśliwymi.

I co Ty masz za problemy z pisaniem na klawiaturze, mnie napisz.
Opublikowano

Nie sądzę. Sam bylem kiedys idealista, ale patrzac na 99% ludzi to się ich nie ruszy. Ludzie lubią byc zezwierzęceni - mają do tego prawo - tylko czemu roszczą sobie prawo do bycia traktowanym jak nie-zwierzęta. Każda decyzja ma swoją cenę.

Nawet odrodzenie wartości nic nie da. Przecież mamy jeden nawet dobry system - chrześcijanski. Tyle, że jak się patrzy na chrześcijan/katolików to się rzygać chce. Bolączką jest cały czas to zezwierzęcenie, które jest po prostu nei chęcią do aspiracji wyzej niż pozwala cielesność natura, a wieć do postrzegania świata nie racjonalnie, cielesno, ale duchowo i abstrakcyjnie - tyle że tego nie naucyzsz ludzi.

Bagno - to jest obecny świat., gdzie pod płaszczykiem demokracji rządzi finanjsera - czyt. ci co mają kasę (dodaję, bo się ludziom cąły czas zzydostwem ,a to nie tylko żydzi mają kasę) Mieli dobry pomysł: dać ludziom 500 cłhłopa budynek zwany parlamentem i niech sobie popiperza, krzyczą naód mysli, że się dzieje dobrze bo to przecie dyskusja, polemika, a najwżniejsze decyzje już zpaadją na salonach. I co z tego, współczesny cżłowiek jest tak zindokrtynowany demokracją(pseudo) i wolnością (pseudo), że nijak nei spojrzy wyżej i nie dostrzeże czegoś lepszego. Całą ta machina wmawiająca wolność i swobodę, a w rzeczywisotści przekazująca ją finansjerze jest już z górry *(nazwijmy infantylnie)* zła. Ale nie ruszysz jej - bo za dużo świn ma interes

Póki nie wyzwolimy ludzkości z hedonizmu nie będzie człowieka - wergo. będą tylko zwierzęta o ksztąłcie cżłowieczym, tak jak sa owsiki. Ale wyzwolenie to nie jest prosta rzecz. Mówisz, że jest to demagogia i wszystek wali isę, gdy przychodzi jakiś szaleniec probujący cośzmieniać - PRAWDA!!! Bo tak było jest i bedzie - to jest wliczone w rachunek ziemi... ale czssem pojawiąją się myśli ponadziemskie, nie przewidywalne - choćby chęc stworzenia nad-cżłowieka, ktorą ,ożna rozczytać jako chęc uczłowieczenia ludzi. ?? I gdzie tu wina jednostki... w tym, że chce lekko przymusić, ale dła naszego dobra do pewnej doktryny. Przecie i my do demokracji jesteśmy przymuszeni, czemu zatem ten przymus jest dobry, a przymus inny nie?

Patrzmy na społeczenstwo mrowek - jest takie szczęśliwe! Ale dla nas musi to być tylko krok - chwilowe hedonistyczne bez-nadziejne społeczeńsdtwo jako preludium społeczeństwa uwznioślonych ludzi (rzecz jasna nie wszystkich, bo tak jak Plato wymyślił powinny byc 3 kategorie i te kategorie winny byc zachowane)

pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja nie jestem idealistą, co więcej - uważam, że człowiek z natury jest leniwy, słaby, egoistyczny i ma w sobie pierwiastek zła. Z drugiej strony staram się unikać cynizmu.

Piszesz o jakimś zezwierzęceniu - ok, wg Ciebie znaczy to "niechęć do aspiracji wyżej niż pozwala cielesność", a receptą na wyzbycie się tego, jest nauczenie ludzi postrzegania świata w sposób abstrakcyjny.

Jako, że światopogląd i płaszczyzna myślenia jednostki jest wynikiem wychowania i oddziaływania środowiska, można, przynajmniej teoretycznie, doprowadzić do powstania społeczeństwa nastawionego na myślenie abstrakcyjne. Jednak takie społeczeństwo nie miałoby racji bytu, dlatego że świat jest brutalny i potrzebna jest przewaga myślenia racjonalnego. Nie bardzo potrafię sobie taką społeczność wyobrazić, bo do czego byś doszedł gdybyś zamiast kopać rów, zastanawiał się nad strukturą szpadla? Myślenie abstrakcyjne tak, ale tylko u niektórych jednostek - u reszty na organicznym poziomie.Nigdy do tego nie dojdzie, bo jest to po prostu nieopłacalne ewolucyjnie.

Ludzie nawet nie chcą myśleć w ten sposób, bo to obnaża wszystkie ich wady i niedoskonałości. Człowiek nie wzniesie się ponad i nie przestanie być zwierzęciem. I w tym momencie z pomocą mu przychodzą odpowiednie wartości, które pokazują jaka jest jego pozycja i tłumaczą dlaczego właśnie taka. Jak już napisałem, ludzie potrzebują prawdy o sobie, a nie mrzonek o czymś, co de facto jest zwykłą utopią.

Piszesz też, że obecna demokracja to bagno. Mimo, że nie jest to najgorszy system, a ludziom nie dzieje się w nim krzywda (przynajmniej w prawdziwych demokracjach typu zachodniego) - masz rację. Demokracja jest systemem niesprawiedliwym, nieefektywnym, podatnym na naciski itp. Ale czym innym jest demokracja niż wymysłem lewicy, która zakłada, że najwyższą wartością jest człowiek i jego potrzeby? Tym samym ludzie, którzy ten system stworzyli i, w dużej mierze, tworzą chcą, jak to napisałeś "uwznioślenia" człowieka. To wynika z tej ideologii. Widzę tu paradoks.

Człowiek jest raczej 'przeznaczony' do wypełniania wyższych celów i podporządkowania się wyższym wartościom. Dlatego wszelkie próby stworzenia nadczłowieka spełzły na niczym i co więcej doprowadziły do potwornych okrucieństw (faszyzm, komunizm). Ktoś kto zabija ludzi w imię jakiejś pojebanej idei nadczłowieka czy też innej 'sprawiedliwości'(i to dla jego dobra!) jak najbardziej ponosi za to winę. Tak jak winę ponosi każdy kto bezzasadnie przymusza do czegokolwiek drugiego człowieka.

Paradoksalnie próby uwznioślenia człowieka prowadzą do hedonizmu, bo wtedy człowiek staje się wartością najwyższą i autonomiczną. Zaczyna gubić punkty odniesienia i wydaje mu się, że może więcej niż kiedyś. Myśli więc, że ma prawo mieć w pogardzie innych. Od tego blisko do tragedii. A jeśli zajdzie potrzeba zmian, natura sama tego dokona.

Pzdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I właśnie tu jest cała paranoja sytuacji. Zgadzam sie z tobą - wiec najlepiej by było stworzyć takj jak Plato i tak jak proponuje Huxley z góry okreslić kto co moze myśleć, robić, cuzc=-- straszne... ale to smao dzieje sięteraz... dziecko urodozne w zniszcozenj rodiznei bedzie zniszczone... w żłym społeczeństwie... sam widzisz, że wprowadzenie takiego rozwiązania to tylko formalność, bo mówiąc niesprawiedliwe jest, że z góry człowiek wyznacza drugiemu cżłowiekowi jego role w społeczeństwie, mówimy: neisprawiedliwe, że nie wybeiramy genów, czy też rodziny? Nieprawdaz?

Dalej mówisz, że demokracja jest najlepsza. Ok. Ja też nie popriem zbrodni ludobójtwa czy mrodowania, ale zawsze keidy myślę o holokauście nachodzi mnie pytanie: a co czuli ludzie którzy stracili wszystko w okresie Wielkiej Inflacji? Jak zyli, jak cierpieli? Czywłaśnie dmeorkacji ofiarai nei są szyscy ci, którzy wprzeciwieństwei do finansjery nei mają oparcia w gotówce?

Cżłowiek jest łsaby i żły - ale może się samodoskonalić! Tego nei odbierze mu nikt. Ale nie chce. Czyż przymuszenei nie jest tu w dobrym celu, czy jak matka, ktora przymusza dziecko do uczenia nie robi tego po to by potem jej syn miał piekne zycie? Czyż nie mo[żna dla dobra ludzi narzucić im czegośc, co w przyszłości ich uszczęścliwi?

Z drugiej strony, kto mówi , żę ludzkość zasłguguje na wolność, niby za co? Za tysiące lat materializmu, cynizmu i bezwzględności?

Nie ma idelanje utopi, panstwa, ale czy tazbliżająca do Boga, a nwet jezeli isę nei iwerzy w Boga do naszego wyobrażeni człowieka nie jest słuszna?

Na zkaończenie - czyż nie mieli racji marksiści - mieli - lecz ich wykonanie bło z góy skaane na upadek z winy cżłowieka.

pzd
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I właśnie tu jest cała paranoja sytuacji. Zgadzam sie z tobą - wiec najlepiej by było stworzyć takj jak Plato i tak jak proponuje Huxley z góry okreslić kto co moze myśleć, robić, cuzc=-- straszne... ale to smao dzieje sięteraz... dziecko urodozne w zniszcozenj rodiznei bedzie zniszczone... w żłym społeczeństwie... sam widzisz, że wprowadzenie takiego rozwiązania to tylko formalność, bo mówiąc niesprawiedliwe jest, że z góry człowiek wyznacza drugiemu cżłowiekowi jego role w społeczeństwie, mówimy: neisprawiedliwe, że nie wybeiramy genów, czy też rodziny? Nieprawdaz?

Dalej mówisz, że demokracja jest najlepsza. Ok. Ja też nie popriem zbrodni ludobójtwa czy mrodowania, ale zawsze keidy myślę o holokauście nachodzi mnie pytanie: a co czuli ludzie którzy stracili wszystko w okresie Wielkiej Inflacji? Jak zyli, jak cierpieli? Czywłaśnie dmeorkacji ofiarai nei są szyscy ci, którzy wprzeciwieństwei do finansjery nei mają oparcia w gotówce?

Cżłowiek jest łsaby i żły - ale może się samodoskonalić! Tego nei odbierze mu nikt. Ale nie chce. Czyż przymuszenei nie jest tu w dobrym celu, czy jak matka, ktora przymusza dziecko do uczenia nie robi tego po to by potem jej syn miał piekne zycie? Czyż nie mo[żna dla dobra ludzi narzucić im czegośc, co w przyszłości ich uszczęścliwi?

Z drugiej strony, kto mówi , żę ludzkość zasłguguje na wolność, niby za co? Za tysiące lat materializmu, cynizmu i bezwzględności?

Nie ma idelanje utopi, panstwa, ale czy tazbliżająca do Boga, a nwet jezeli isę nei iwerzy w Boga do naszego wyobrażeni człowieka nie jest słuszna?

Na zkaończenie - czyż nie mieli racji marksiści - mieli - lecz ich wykonanie bło z góy skaane na upadek z winy cżłowieka.

pzd

To, że dziecko rodzi się w 'złej' rodzinie, tylko po części jest winą systemu, natomiast w sposób bezpośredni błędem owej rodziny, nie sądzisz? Przykład więc nietrafiony. To jest niesprawiedliwe, w ogóle świat jest niesprawiedliwy, ale my nic na to nie możemy, a wszelakie próby zaprowadzenia sprawiedliwości przysparzają tylko niepotrzebnych ofiar. To, że człowiek nie wybiera sobie genów to inna sprawa. Na to nie mamy wpływu, więc trudno mówić tu o jakiejś niesprawiedliwości, bo niby kogo to wina? Przyrody? Rodziców? Tak po prostu jest.

Ja nigdzie nie napisałem, że demokracja jest najlepsza. Napisałem, że nie jest taka zła. Sam nie jestem demokratą, co powinieneś już zauważyć. Istnieją inne systemy, w których nie dochodziło do zbrodni.

Narzucanie komuś czegoś, kłóci się z moją wizją wolności jednostki. Poza tym narzucanie narzucaniu nie równe, i matka ma prawo narzucić coś dziecku, jako że jest ono jeszcze człowiekiem niedojrzałym.

Materializm, cynizm i bezwzględność nie jest domeną wszystkich ludzi, ale tak czy inaczej te wszystkie podmioty wpisane są w ludzką naturę. Gdzie tu wina człowieka? Tak skonstruowany jest świat, takie rządzą nim zasady, że coś wygrywa, a coś przegrywa. Ja wierzę w to, że każdy człowiek ma prawo do wolności.

Utopia nie jest słuszna, właśnie dlatego, że jest utopią. Nigdy nie będzie czegoś takiego jak równość i sprawiedliwość. Może być co najwyżej równość wobec prawa.

Marksiści oczywiście racji nie mieli. Bo cóż sprawiedliwego jest w tym, że ludzi, którzy chcą się wyróżniać, być lepsi od innych, dążyć do celów i spełniać swoje ambicje, na siłę się zrównuje? Dlaczego nygus ma mieć tyle samo co człowiek pracowity? Komunizm już w warstwie teoretycznej idei jest zły, dlatego że jest zaprzeczeniem natury człowieka.

Pzdr

ps. wyjeżdżam dziś nad jezioro, więc na ewentualną ripostę odpowiem dopiero po powrocie tzn. w piątek wieczorem, lub w sobotę.
Opublikowano

"demokracja" to jeszcze jedna forma władzy, gdzie jedni rządzą, a drudzy są rządzeni, w sumie nic nowego. Powoli nawet przestają obowiązywać jakiekolwiek reguły.

To ta k na marginesie: najważniejsze, że ten marazm będący tematyka wiersza (Lem coś napisał kiedyś o "betryzacji") jest napisany tak lekko, jak mnie sie nigdy nie udaje.

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...