Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

miasto jest miękkie i przytulne
dla przykładu
chodniki pokryte gumolitem
(nikt nie zrobi sobie krzywdy)

dla pewności
asfalt zastąpiono dywanami
co stanowi nietypowe rozwiązanie

po głębokiej czerwieni
bezszelestnie mknie autobus
numer dwadzieścia pięć

ma poduszkowe zderzaki
i niematerialne okna

na przystanku
podskakują kauczukowe buty
choć wcale nie jest zimno
a zimy są ze styropianu

inni utonęli w fotelach
gubiąc efemerydy
widzą przez powieki

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz napisany dobrym warsztatem, ale przyznam, że dość trudny - w swojej ułomności widzę niebotyczne miasto asekuracji, marazm, rozleniwienie mieszkańców, zatapiających się w swojej cielesności/fizjologii - są ulotni, przemijają chwilami bezruchu, czyżby wiersz opowiadał o zgaszonej wygodami aktywności/porzuceniu odruchów samorealizacji ? Taki przesłodzony/ulewający eden na Ziemi, który staje się przekleństwem - nie wiem - tytuł kojarzę z somatycznością, może dlatego - zaciekawia swoją wieloznacznością, jest taki inny - tyle ode mnie.
Pozdrowki
kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz napisany dobrym warsztatem, ale przyznam, że dość trudny - w swojej ułomności widzę niebotyczne miasto asekuracji, marazm, rozleniwienie mieszkańców, zatapiających się w swojej cielesności/fizjologii - są ulotni, przemijają chwilami bezruchu, czyżby wiersz opowiadał o zgaszonej wygodami aktywności/porzuceniu odruchów samorealizacji ? Taki przesłodzony/ulewający eden na Ziemi, który staje się przekleństwem - nie wiem - tytuł kojarzę z somatycznością, może dlatego - zaciekawia swoją wieloznacznością, jest taki inny - tyle ode mnie.
Pozdrowki
kasia.

Przeczyta Pani coś Huxleya :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz napisany dobrym warsztatem, ale przyznam, że dość trudny - w swojej ułomności widzę niebotyczne miasto asekuracji, marazm, rozleniwienie mieszkańców, zatapiających się w swojej cielesności/fizjologii - są ulotni, przemijają chwilami bezruchu, czyżby wiersz opowiadał o zgaszonej wygodami aktywności/porzuceniu odruchów samorealizacji ? Taki przesłodzony/ulewający eden na Ziemi, który staje się przekleństwem - nie wiem - tytuł kojarzę z somatycznością, może dlatego - zaciekawia swoją wieloznacznością, jest taki inny - tyle ode mnie.
Pozdrowki
kasia.

Przeczyta Pani coś Huxleya :)

Huxley :PP Nowy Wspaniały Świat jest boski i tyle, a i tak wbrew pozorm moi jego antyutopia niejest taka żła... no oc cżłek chce szczęścia to je ma.. .po co mu więcej. Ja bym nawet optował za podobnym roziwązaniem tylko rozszerzeniem go o pomysł Platonaii jego państwa- to była by idealne ziemia. A genteyczne progrmaowanie ludzi to o czym warto pomyśleć.

Co do wiersza. Obraz wyłania isę idealnego społeczenstwea bez strachu, bolu krzywdy, asekurancja to idea istnienia tego państwa. Lecz to kosztuje - za bezpieczeństwo i szcżeścier zpłacimy wolnościa, poezją, sztuką, mysla i cżłowieczeństwem...

Podba isę wierszm

pozdrr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przeczyta Pani coś Huxleya :)

Huxley :PP Nowy Wspaniały Świat jest boski i tyle, a i tak wbrew pozorm moi jego antyutopia niejest taka żła... no oc cżłek chce szczęścia to je ma.. .po co mu więcej. Ja bym nawet optował za podobnym roziwązaniem tylko rozszerzeniem go o pomysł Platonaii jego państwa- to była by idealne ziemia. A genteyczne progrmaowanie ludzi to o czym warto pomyśleć.

Co do wiersza. Obraz wyłania isę idealnego społeczenstwea bez strachu, bolu krzywdy, asekurancja to idea istnienia tego państwa. Lecz to kosztuje - za bezpieczeństwo i szcżeścier zpłacimy wolnościa, poezją, sztuką, mysla i cżłowieczeństwem...

Podba isę wierszm

pozdrr

Czyli nie rozminęłam się tak bardzo w interpretacji - idealny eden na Ziemi przy braku ruchu/samorealizacji/ coś za coś i marazm przewartościowania - dzięki za źródło :) Pozdrówki
kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przeczyta Pani coś Huxleya :)

Huxley :PP Nowy Wspaniały Świat jest boski i tyle, a i tak wbrew pozorm moi jego antyutopia niejest taka żła... no oc cżłek chce szczęścia to je ma.. .po co mu więcej. Ja bym nawet optował za podobnym roziwązaniem tylko rozszerzeniem go o pomysł Platonaii jego państwa- to była by idealne ziemia. A genteyczne progrmaowanie ludzi to o czym warto pomyśleć.

Co do wiersza. Obraz wyłania isę idealnego społeczenstwea bez strachu, bolu krzywdy, asekurancja to idea istnienia tego państwa. Lecz to kosztuje - za bezpieczeństwo i szcżeścier zpłacimy wolnościa, poezją, sztuką, mysla i cżłowieczeństwem...

Podba isę wierszm

pozdrr

Ty, taki idealista i romantyk, szerzysz takie poglądy? Smuci mnie to. Dzięki za komentarz. Pzdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Huxley :PP Nowy Wspaniały Świat jest boski i tyle, a i tak wbrew pozorm moi jego antyutopia niejest taka żła... no oc cżłek chce szczęścia to je ma.. .po co mu więcej. Ja bym nawet optował za podobnym roziwązaniem tylko rozszerzeniem go o pomysł Platonaii jego państwa- to była by idealne ziemia. A genteyczne progrmaowanie ludzi to o czym warto pomyśleć.

Co do wiersza. Obraz wyłania isę idealnego społeczenstwea bez strachu, bolu krzywdy, asekurancja to idea istnienia tego państwa. Lecz to kosztuje - za bezpieczeństwo i szcżeścier zpłacimy wolnościa, poezją, sztuką, mysla i cżłowieczeństwem...

Podba isę wierszm

pozdrr

Ty, taki idealista i romantyk, szerzysz takie poglądy? Smuci mnie to. Dzięki za komentarz. Pzdr

ta...wiesz kto jest problemem każdego idealnego systemu: człowiek.
I niestety - mamy diwe drogi:

bagno albo Antyutopię Huxleya

obie tragiczne... bo nijak przemówć do ludzi, nijak zmienić...
żeby zbawić świat - jak to pięknie brzmi :)) zbawić..z - bawić.. bardziej pasuje bo jest to z a b a w a w Boga trzebaby uwznioślić człowieka...ale tu jest problem by się to odbyło cłżowiek by sie msuiał nato zgdizć, nic pod rpzymusem...a się mało by zgłosiło..

masz lepszy pomyśł?

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ty, taki idealista i romantyk, szerzysz takie poglądy? Smuci mnie to. Dzięki za komentarz. Pzdr

ta...wiesz kto jest problemem każdego idealnego systemu: człowiek.
I niestety - mamy diwe drogi:

bagno albo Antyutopię Huxleya

obie tragiczne... bo nijak przemówć do ludzi, nijak zmienić...
żeby zbawić świat - jak to pięknie brzmi :)) zbawić..z - bawić.. bardziej pasuje bo jest to z a b a w a w Boga trzebaby uwznioślić człowieka...ale tu jest problem by się to odbyło cłżowiek by sie msuiał nato zgdizć, nic pod rpzymusem...a się mało by zgłosiło..

masz lepszy pomyśł?

pozdr.

To przekaz książki (dla mnie co najwyżej b. dobrej, nie świetnej czy genialnej) jest antyutopią, zaś społeczeństwo w niej opisane jest jak najbardziej utopijne. Nie bardzo rozumiem co masz na myśli, pisząc o 'bagnie'. Istnieją przecież w dzisiejszym świecie modele i systemy całkiem przyjazne człowiekowi. To nie człowiek jest problemem, tylko nawiedzone jednostki pragnące wznieść siebie (i przy okazji również innych) ponad człowieka, co jak wiemy na razie nie jest możliwe. I genetyka nic nie zmienia, a obok zalet, niesie za sobą też niebezpieczeństwa. Nie potrzeba podnosić Człowieka do rangi Boga. Trzeba stworzyć system wartości (do niektórych może spróbować powrócić), taki żeby człowiek naprawdę poczuł się człowiekiem i zrozumiał gdzie jest jego miejsce, bo najgorszą rzeczą jest wmawiać komuś, że jest kimś kim nie jest. Potrzeba powrotu do korzeni, bo tylko to daje nam szansę na zrozumienie naszej tożsamości i w konsekwencji bycie szczęśliwymi.

I co Ty masz za problemy z pisaniem na klawiaturze, mnie napisz.
Opublikowano

Nie sądzę. Sam bylem kiedys idealista, ale patrzac na 99% ludzi to się ich nie ruszy. Ludzie lubią byc zezwierzęceni - mają do tego prawo - tylko czemu roszczą sobie prawo do bycia traktowanym jak nie-zwierzęta. Każda decyzja ma swoją cenę.

Nawet odrodzenie wartości nic nie da. Przecież mamy jeden nawet dobry system - chrześcijanski. Tyle, że jak się patrzy na chrześcijan/katolików to się rzygać chce. Bolączką jest cały czas to zezwierzęcenie, które jest po prostu nei chęcią do aspiracji wyzej niż pozwala cielesność natura, a wieć do postrzegania świata nie racjonalnie, cielesno, ale duchowo i abstrakcyjnie - tyle że tego nie naucyzsz ludzi.

Bagno - to jest obecny świat., gdzie pod płaszczykiem demokracji rządzi finanjsera - czyt. ci co mają kasę (dodaję, bo się ludziom cąły czas zzydostwem ,a to nie tylko żydzi mają kasę) Mieli dobry pomysł: dać ludziom 500 cłhłopa budynek zwany parlamentem i niech sobie popiperza, krzyczą naód mysli, że się dzieje dobrze bo to przecie dyskusja, polemika, a najwżniejsze decyzje już zpaadją na salonach. I co z tego, współczesny cżłowiek jest tak zindokrtynowany demokracją(pseudo) i wolnością (pseudo), że nijak nei spojrzy wyżej i nie dostrzeże czegoś lepszego. Całą ta machina wmawiająca wolność i swobodę, a w rzeczywisotści przekazująca ją finansjerze jest już z górry *(nazwijmy infantylnie)* zła. Ale nie ruszysz jej - bo za dużo świn ma interes

Póki nie wyzwolimy ludzkości z hedonizmu nie będzie człowieka - wergo. będą tylko zwierzęta o ksztąłcie cżłowieczym, tak jak sa owsiki. Ale wyzwolenie to nie jest prosta rzecz. Mówisz, że jest to demagogia i wszystek wali isę, gdy przychodzi jakiś szaleniec probujący cośzmieniać - PRAWDA!!! Bo tak było jest i bedzie - to jest wliczone w rachunek ziemi... ale czssem pojawiąją się myśli ponadziemskie, nie przewidywalne - choćby chęc stworzenia nad-cżłowieka, ktorą ,ożna rozczytać jako chęc uczłowieczenia ludzi. ?? I gdzie tu wina jednostki... w tym, że chce lekko przymusić, ale dła naszego dobra do pewnej doktryny. Przecie i my do demokracji jesteśmy przymuszeni, czemu zatem ten przymus jest dobry, a przymus inny nie?

Patrzmy na społeczenstwo mrowek - jest takie szczęśliwe! Ale dla nas musi to być tylko krok - chwilowe hedonistyczne bez-nadziejne społeczeńsdtwo jako preludium społeczeństwa uwznioślonych ludzi (rzecz jasna nie wszystkich, bo tak jak Plato wymyślił powinny byc 3 kategorie i te kategorie winny byc zachowane)

pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja nie jestem idealistą, co więcej - uważam, że człowiek z natury jest leniwy, słaby, egoistyczny i ma w sobie pierwiastek zła. Z drugiej strony staram się unikać cynizmu.

Piszesz o jakimś zezwierzęceniu - ok, wg Ciebie znaczy to "niechęć do aspiracji wyżej niż pozwala cielesność", a receptą na wyzbycie się tego, jest nauczenie ludzi postrzegania świata w sposób abstrakcyjny.

Jako, że światopogląd i płaszczyzna myślenia jednostki jest wynikiem wychowania i oddziaływania środowiska, można, przynajmniej teoretycznie, doprowadzić do powstania społeczeństwa nastawionego na myślenie abstrakcyjne. Jednak takie społeczeństwo nie miałoby racji bytu, dlatego że świat jest brutalny i potrzebna jest przewaga myślenia racjonalnego. Nie bardzo potrafię sobie taką społeczność wyobrazić, bo do czego byś doszedł gdybyś zamiast kopać rów, zastanawiał się nad strukturą szpadla? Myślenie abstrakcyjne tak, ale tylko u niektórych jednostek - u reszty na organicznym poziomie.Nigdy do tego nie dojdzie, bo jest to po prostu nieopłacalne ewolucyjnie.

Ludzie nawet nie chcą myśleć w ten sposób, bo to obnaża wszystkie ich wady i niedoskonałości. Człowiek nie wzniesie się ponad i nie przestanie być zwierzęciem. I w tym momencie z pomocą mu przychodzą odpowiednie wartości, które pokazują jaka jest jego pozycja i tłumaczą dlaczego właśnie taka. Jak już napisałem, ludzie potrzebują prawdy o sobie, a nie mrzonek o czymś, co de facto jest zwykłą utopią.

Piszesz też, że obecna demokracja to bagno. Mimo, że nie jest to najgorszy system, a ludziom nie dzieje się w nim krzywda (przynajmniej w prawdziwych demokracjach typu zachodniego) - masz rację. Demokracja jest systemem niesprawiedliwym, nieefektywnym, podatnym na naciski itp. Ale czym innym jest demokracja niż wymysłem lewicy, która zakłada, że najwyższą wartością jest człowiek i jego potrzeby? Tym samym ludzie, którzy ten system stworzyli i, w dużej mierze, tworzą chcą, jak to napisałeś "uwznioślenia" człowieka. To wynika z tej ideologii. Widzę tu paradoks.

Człowiek jest raczej 'przeznaczony' do wypełniania wyższych celów i podporządkowania się wyższym wartościom. Dlatego wszelkie próby stworzenia nadczłowieka spełzły na niczym i co więcej doprowadziły do potwornych okrucieństw (faszyzm, komunizm). Ktoś kto zabija ludzi w imię jakiejś pojebanej idei nadczłowieka czy też innej 'sprawiedliwości'(i to dla jego dobra!) jak najbardziej ponosi za to winę. Tak jak winę ponosi każdy kto bezzasadnie przymusza do czegokolwiek drugiego człowieka.

Paradoksalnie próby uwznioślenia człowieka prowadzą do hedonizmu, bo wtedy człowiek staje się wartością najwyższą i autonomiczną. Zaczyna gubić punkty odniesienia i wydaje mu się, że może więcej niż kiedyś. Myśli więc, że ma prawo mieć w pogardzie innych. Od tego blisko do tragedii. A jeśli zajdzie potrzeba zmian, natura sama tego dokona.

Pzdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I właśnie tu jest cała paranoja sytuacji. Zgadzam sie z tobą - wiec najlepiej by było stworzyć takj jak Plato i tak jak proponuje Huxley z góry okreslić kto co moze myśleć, robić, cuzc=-- straszne... ale to smao dzieje sięteraz... dziecko urodozne w zniszcozenj rodiznei bedzie zniszczone... w żłym społeczeństwie... sam widzisz, że wprowadzenie takiego rozwiązania to tylko formalność, bo mówiąc niesprawiedliwe jest, że z góry człowiek wyznacza drugiemu cżłowiekowi jego role w społeczeństwie, mówimy: neisprawiedliwe, że nie wybeiramy genów, czy też rodziny? Nieprawdaz?

Dalej mówisz, że demokracja jest najlepsza. Ok. Ja też nie popriem zbrodni ludobójtwa czy mrodowania, ale zawsze keidy myślę o holokauście nachodzi mnie pytanie: a co czuli ludzie którzy stracili wszystko w okresie Wielkiej Inflacji? Jak zyli, jak cierpieli? Czywłaśnie dmeorkacji ofiarai nei są szyscy ci, którzy wprzeciwieństwei do finansjery nei mają oparcia w gotówce?

Cżłowiek jest łsaby i żły - ale może się samodoskonalić! Tego nei odbierze mu nikt. Ale nie chce. Czyż przymuszenei nie jest tu w dobrym celu, czy jak matka, ktora przymusza dziecko do uczenia nie robi tego po to by potem jej syn miał piekne zycie? Czyż nie mo[żna dla dobra ludzi narzucić im czegośc, co w przyszłości ich uszczęścliwi?

Z drugiej strony, kto mówi , żę ludzkość zasłguguje na wolność, niby za co? Za tysiące lat materializmu, cynizmu i bezwzględności?

Nie ma idelanje utopi, panstwa, ale czy tazbliżająca do Boga, a nwet jezeli isę nei iwerzy w Boga do naszego wyobrażeni człowieka nie jest słuszna?

Na zkaończenie - czyż nie mieli racji marksiści - mieli - lecz ich wykonanie bło z góy skaane na upadek z winy cżłowieka.

pzd
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I właśnie tu jest cała paranoja sytuacji. Zgadzam sie z tobą - wiec najlepiej by było stworzyć takj jak Plato i tak jak proponuje Huxley z góry okreslić kto co moze myśleć, robić, cuzc=-- straszne... ale to smao dzieje sięteraz... dziecko urodozne w zniszcozenj rodiznei bedzie zniszczone... w żłym społeczeństwie... sam widzisz, że wprowadzenie takiego rozwiązania to tylko formalność, bo mówiąc niesprawiedliwe jest, że z góry człowiek wyznacza drugiemu cżłowiekowi jego role w społeczeństwie, mówimy: neisprawiedliwe, że nie wybeiramy genów, czy też rodziny? Nieprawdaz?

Dalej mówisz, że demokracja jest najlepsza. Ok. Ja też nie popriem zbrodni ludobójtwa czy mrodowania, ale zawsze keidy myślę o holokauście nachodzi mnie pytanie: a co czuli ludzie którzy stracili wszystko w okresie Wielkiej Inflacji? Jak zyli, jak cierpieli? Czywłaśnie dmeorkacji ofiarai nei są szyscy ci, którzy wprzeciwieństwei do finansjery nei mają oparcia w gotówce?

Cżłowiek jest łsaby i żły - ale może się samodoskonalić! Tego nei odbierze mu nikt. Ale nie chce. Czyż przymuszenei nie jest tu w dobrym celu, czy jak matka, ktora przymusza dziecko do uczenia nie robi tego po to by potem jej syn miał piekne zycie? Czyż nie mo[żna dla dobra ludzi narzucić im czegośc, co w przyszłości ich uszczęścliwi?

Z drugiej strony, kto mówi , żę ludzkość zasłguguje na wolność, niby za co? Za tysiące lat materializmu, cynizmu i bezwzględności?

Nie ma idelanje utopi, panstwa, ale czy tazbliżająca do Boga, a nwet jezeli isę nei iwerzy w Boga do naszego wyobrażeni człowieka nie jest słuszna?

Na zkaończenie - czyż nie mieli racji marksiści - mieli - lecz ich wykonanie bło z góy skaane na upadek z winy cżłowieka.

pzd

To, że dziecko rodzi się w 'złej' rodzinie, tylko po części jest winą systemu, natomiast w sposób bezpośredni błędem owej rodziny, nie sądzisz? Przykład więc nietrafiony. To jest niesprawiedliwe, w ogóle świat jest niesprawiedliwy, ale my nic na to nie możemy, a wszelakie próby zaprowadzenia sprawiedliwości przysparzają tylko niepotrzebnych ofiar. To, że człowiek nie wybiera sobie genów to inna sprawa. Na to nie mamy wpływu, więc trudno mówić tu o jakiejś niesprawiedliwości, bo niby kogo to wina? Przyrody? Rodziców? Tak po prostu jest.

Ja nigdzie nie napisałem, że demokracja jest najlepsza. Napisałem, że nie jest taka zła. Sam nie jestem demokratą, co powinieneś już zauważyć. Istnieją inne systemy, w których nie dochodziło do zbrodni.

Narzucanie komuś czegoś, kłóci się z moją wizją wolności jednostki. Poza tym narzucanie narzucaniu nie równe, i matka ma prawo narzucić coś dziecku, jako że jest ono jeszcze człowiekiem niedojrzałym.

Materializm, cynizm i bezwzględność nie jest domeną wszystkich ludzi, ale tak czy inaczej te wszystkie podmioty wpisane są w ludzką naturę. Gdzie tu wina człowieka? Tak skonstruowany jest świat, takie rządzą nim zasady, że coś wygrywa, a coś przegrywa. Ja wierzę w to, że każdy człowiek ma prawo do wolności.

Utopia nie jest słuszna, właśnie dlatego, że jest utopią. Nigdy nie będzie czegoś takiego jak równość i sprawiedliwość. Może być co najwyżej równość wobec prawa.

Marksiści oczywiście racji nie mieli. Bo cóż sprawiedliwego jest w tym, że ludzi, którzy chcą się wyróżniać, być lepsi od innych, dążyć do celów i spełniać swoje ambicje, na siłę się zrównuje? Dlaczego nygus ma mieć tyle samo co człowiek pracowity? Komunizm już w warstwie teoretycznej idei jest zły, dlatego że jest zaprzeczeniem natury człowieka.

Pzdr

ps. wyjeżdżam dziś nad jezioro, więc na ewentualną ripostę odpowiem dopiero po powrocie tzn. w piątek wieczorem, lub w sobotę.
Opublikowano

"demokracja" to jeszcze jedna forma władzy, gdzie jedni rządzą, a drudzy są rządzeni, w sumie nic nowego. Powoli nawet przestają obowiązywać jakiekolwiek reguły.

To ta k na marginesie: najważniejsze, że ten marazm będący tematyka wiersza (Lem coś napisał kiedyś o "betryzacji") jest napisany tak lekko, jak mnie sie nigdy nie udaje.

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...